– Jesteś pewna, że to oni?
Freya nie chciała powtarzać tego po raz trzeci tego dnia. Chowała twarz w dłoniach i zaczynała szlochać na nowo, za każdym razem, kiedy ktoś zwracał się do niej. Czuła się paskudnie - zmęczona i wystraszona, przez noc i od świtu znów otoczona kordonem poważnie wyglądających ludzi, którzy domagali się czegoś od niej i naciskali.
– Sir Zygfrydzie, proszę! Wystarczy tych pytań, to tylko dziecko! – jęknęła błagalnie piastunka księżniczek, kobieta najbliższa czterem siostrom od momentu śmierci ich rodziców. Otoczyła ramieniem dziewczynkę, stając jakoby pomiędzy nią, a poruszonymi żołnierzami i dostojnikami.
Zygfryd oprzytomniał i przeprosił za swoją niedelikatność. Zaraz potem wyprowadził za sobą z pokoju wszystkie oficjalne figury, które przecież nie mogły dowiedzieć się tam już niczego więcej. Tym samym musiał zaakceptować to, czego dotąd nie chciał przyjąć do wiadomości, czyli żeby jego najlepsi przyjaciele mieli być zdrajcami stanu.
Hagen od dawna próbował wyrobić w nim nieufność do tych dwóch, ale on wciąż nie dowierzał, że mogliby się zwrócić przeciwko Hildzie, z którą łączyła ich długoletnia zażyłość. W półświatku mówiło się, że Alberycht miał chrapkę na królewską koronę i że gotów byłby targnąć się na jej życie. Czasem sami tak żartowali między sobą, "Niech Alberik pierwszy spróbuje tortu!", lecz nigdy nie było za tym cienia realnego zagrożenia. Z pragmatycznej strony patrząc, nawet gdyby Wojownik dopuściłby się takiego czynu, zgodnie z prawami sukcesji wyszczególnionymi przez zmarłych króla i królową, następną w kolejności do tronu pozostawała księżniczka Flamme. Jeśli w ogóle Zygfryd mógłby pomyśleć w ten sposób o Alberychcie.
A Syd? To już było kompletnie wykluczone. Nie było świętszego od niego. Związek pomiędzy Sydem a Hildą był inny niż z resztą grupy, ale nie na sposób, przez który Zygfryd miałby czuć się zazdrosny. Księżniczka korespondowała z Sydem i odwiedzała go, często kiedy ogrom lekcji trzymał go przez długi czas w domu. Podczas gdy z pozostałymi bawiła się jako księżniczka, z nim rozmawiała jako kapłanka, o filozofii, o muzyce, o przyrodzie, o ważnych sprawach w życiu. Fakt iż Hilda zachowywała się ostatnio nieco dziwniej przez krótki czas nie mógłby tak drastycznie zmienić ich relacji.
A jednak świadectwo księżniczki Freyi i pasujące do niego zeznania strażników zamkowych i służby, co do miejsc i czasu obecności Alberychta i Syda kierowały podejrzenia w prostej linii.
Cokolwiek zrobili, podejmując o tym decyzję, godzili się na to, że Zygfryd będzie wiedział, że to ich sprawka.
Działo się tak, ponieważ nie miało znaczenia, czy byli przez kogoś widziani, czy nie - szósty zmysł nie zwodził Wojownika Alpha. Cóż innego mogło się stać i przez kogo, jeśli życiowa energia Hildy nagle zanika, w dodatku przepada sama księżniczka, a szansę ją zaatakować miałby tylko posiadacz energii kosmicznej? Do tego właśnie z nimi dwoma zostawił ją, spiesząc do rannej siostry. Nie żałował, że się tam udał; dzięki temu mógł jeszcze raz uścisnąć jej dłoń, zanim zmarła. Czy gdyby tego nie zrobił, cokolwiek potoczyłoby się inaczej? Gdzieś w głębi w to wątpił. Rzekomy zamach był czymś, co albo było nieprawdą, albo co musiał dopiero zrozumieć.
– Nigdzie ani śladu Brążowych Rycerzy – już z odległego końca korytarza dobiegł go gromki głos zmierzającego ku niemu Buda. Po raz pierwszy miał na sobie swoją białą zbroję. Jego podobieństwo Syda spowodowało niekontrolowaną przykrość ze strony Zygfryda.
– Zakładam, że patrolują teren przed następnym ruchem. Ja bym tak zrobił na ich miejscu – dorzucił, kiedy podszedł bliżej.
Zygfryd miał nieprzeniknioną minę. Nie chciał być tym, który wypowie na głos zarzuty wobec jego brata. Zamiast tego zwrócił się do Mimme'a, który od jakiegoś czasu oczekiwał na korytarzu na dalsze polecenia.
– Nie potrafię wyczuć położenia Hagena. Nie wrócił złożyć raport tej nocy. Chcę, żebyś wezwał jego brata, razem zajrzyjcie we wszystkie charakterystyczne dla Hagena miejsca – rozkazał. – Wyglądajcie śladów walki.
Mimme przytaknął posłusznie i skierował się ku schodom prowadzącym w dół z apartamentów księżniczek. Katelijna, która przyglądała mu się z daleka od dłuższej chwili chciała skorzystać z panującego na terenie zamku ogólnego zamieszania i zamienić z nim choć parę słów.
– Psst! – szepnęła, żeby przywołać go ku sobie, po czym mrugnęła figlarnie. – Nie widziałam cię wcześniej w zbroi! To prawda, że jej częścią jest harfa?
– Prawda – przyznał, przystając obok niej, jednak nie uczynił niczego, żeby ukazać harfę rozłożoną w pancerzu na miejscu ozdób karwaszy.
Rudawa grzywka wychodząca spod hełmu przysłaniała mu częściowo oczy, kiedy pochylił głowę. Myśli zaprzątały mu teraz zmartwienia na temat przyszłości kraju w obliczu konfliktu pomiędzy samymi wojownikami i możliwej wojny domowej. Rozumiał, że to był świat ważniejszy od małego własnego, w którym istniał tylko on i muzyka. Choć urocza i bystra, Kari pozostawała w swoim małym świecie.
– Moja pani, zginął jeden z naszych Wojowników. Utraciliśmy władczynię. Asgaard musi przygotować się na najgorsze. Nie sądzę, żebyśmy jeszcze kiedykolwiek mieli...
Glos zamarł mu w gardle.
Z głośnym tupotem na korytarz wpadła postawna postać brodatego wojownika, jeszcze z drobinkami śniegu we włosach i grubym płaszczem na ramionach. Pałacowi oficjele i żołnierze rozstępowali się przed nim na boki.
– Gdzie są ludzie odpowiedzialni za to wszystko!? Zdrada, zniewaga Korony! Dopiero co się dowiedziałem!
– Proszę, sir Folkel, rozgość się – wtrącił Zygfryd ponad donośne gniewne zawołania olbrzyma w charakterze dyplomatycznego usprawiedliwienia dla faktu, iż ten zdążył już to zrobić. – Zostaniemy tutaj, dopóki nie stworzymy solidnego planu. Apeluję o twój spokój.
– Jakże mam być spokojny, kiedy wróg wdarł się aż do samego pałacu! – olbrzym zahuczał z przejęciem, rzuciwszy swoje ciężkie płaszczysko na pierwszy lepszy mebel. Nawet bez niego przypominał wyglądem niedźwiedzia. Miał powiedzieć o tym coś więcej, ale właśnie wtedy spostrzegł Mimme'a. – A ty, co? Nic tu po tobie. Idź robić, co masz robić, Zygfryd wydał ci jakiś mądry rozkaz. Wykonaj go.
Mimme pokiwał głową.
– "Tak, ojcze" – upomniał Folkel.
– Tak ojcze.
– Nawet nie masz co patrzeć tak wysoko –skwitował Folkel spostrzegając towarzystwo syna już w połowie obrotu na pięcie. Darował sobie również ukłon w stronę księżniczki. Po prostu odmaszerował ku Zygfrydowi i doradcom, którzy zebrali się w kręgu.
Katelijna była skonsternowana. Nawet nie odprowadziła odchodzącego chłopaka wzrokiem, jakby mu to miało bardziej zaszkodzić. Prędko wycofała się do swojego pokoju.
– ... no i właśnie miałem przynieść wam tu głowę tego rycerzyka Lwa, żeby móc powiedzieć: "to wszystko, co z niego zostało!", ale uznałem, że krew zapaskudziłaby te wasze wychuchane marmury – zakończył opowieść Bud, wywołując aprobatę sir Folkela i dreszcz na plecach urzędników.
– Cieszy mnie, że udało ci się jakiegoś wyeliminować, ale... – Zygfryd nie wiedział, od czego zacząć – okazuje się, że w zniknięcie księżniczki Hildy zamieszany jest twój brat.
– Niemożliwe. Pan Święty? Żartujesz sobie.
Wojownik Alpha ciężko westchnął i opowiedział mu wszystko.
– Nie powiem, żebym specjalnie uwielbiał tę pannicę. Miała na koncie swoje grzeszki. Ale... nie no, co to ma być? Co on sobie wyobraża, że postawi się przeciwko mnie i to przeżyje? – mimo że Bud nie wyglądał na bardziej wzburzonego niż zwykle, jego energia zgęstniała ukazując się w widzialnej formie bladego białego światła. Poświata falowała jak rozgrzane powietrze.
– Wszyscy jesteśmy poruszeni, ale nie możemy pozwolić emocjom wziąć górę nad naszym rozsądkiem – przypomniał Zygfryd, chociaż zdawał sobie sprawę, że z każdą sekundą traci po połowie pozostałej uwagi Buda. – Pamiętaj, że naszym priorytetem jest obrona Asgaardu przed Rycerzami Ateny, a nie wzajemne ściganie się. Niezależnie od zaszłości pomiędzy nami.
– To ty jesteś regentem – wysyczał Bud na bezdechu. Aż dziw, że jego oddech się nie zaparował. – Tylko mnie puść.
– Możesz iść go odnaleźć – odpowiedział ostrożnie Zygfryd nie przerywając kontaktu wzrokowego z Budem. – Nie rób zbyt wiele, żebyś nie musiał żałować. Proszę, żebyś nie skupiał się na tym.
– Będzie zrobione. Swoje odżałowałem. To będzie coś, czego ON pożałuje. I gdzie się podział ten rudy z harfą? Przed nami sporo kości do przemielenia dzisiaj.
Kiedy Święci Wojownicy byli już rozesłani do swoich zadań, Zygfryd zarządził zbiórkę strategów i doradców w Sali Tronowej, a reszcie mniej potrzebnych funkcjonariuszy rozkazał się rozejść. Poza wzmocnioną strażą wiele nie było potrzebne dwom księżniczkom, za to praktycznych rozwiązań kryzysowych wymagała ludność narażonych terenów.
– Zaczniemy od spraw najbardziej naglących – podjął przy stole obrad, kiedy w Pałacu zapanował względny spokój. – Asgaard wyśle pismo do władczyni Grecji, nowego wcielenia Ateny. Ten atak musi mieć jakieś wyjaśnienie. Jak najszybciej poszukamy porozumienia i uprzejmie zapytamy, czy dopuściliśmy się jakiejś przewiny wobec Imperium. Sporządzić i wysłać natychmiast.
– Sir, jeśli można – odezwał się lekko drżącym głosem młody zastępca ambasadora – chciałbym wspomnieć, że na parę godzin przed... wczorajszym straszliwym incydentem... otrzymałem od mojego mistrza polecenie wysłania pisma do wielkiej Ateny.
– Tak? Co w nim było, mówże – Zygfryd ożywił się od razu.
– N-nie wiem, mój panie. O nic nie pytałem, dokumenty, które Markiz Viliamrson przygotowuje osobiście zawsze są utajone przed zwykłymi, takimi jak ja. Podkreślił, żebym wysłał to jak najprędzej to możliwe, wiedziałem, że mamy wyjątkowe czasy, więc zrobiłem, co było w mojej mocy.
– Więc i tym razem się pospieszymy – skonstatował Zygfryd pusto.
Nie mógł nic poradzić na uczucie głębokiego zawodu opanowujące go coraz silniej.
