- Więc tak to ma wyglądać? Mam być pielęgniarką, ciocią Susy i psychologiem w jednym? Słuchaj, czy ty nie za bardzo przejąłeś się tym zadaniem? Dumbledore kazał ci przytrzymać ich przy życiu, a nie rozpieszczać.
Severus zatrzymał się.
- Twoim zdaniem są rozpieszczani? Rozpieszczani przez Bellę i Macnaira? Zrozum, ja naprawdę nie lubię dzieci. Dzieci, nastolatków też. Wypełniam tylko rozkazy. A ty masz u mnie dług wdzięczności. Chcę, abyś właśnie w ten sposób go spłacił. Dociera?
- Spokojnie, towarzyszu - Augustus uniósł ręce w górę - nie chciałem urazić twej dumy. Nianiu.
Niewymowny wyszczerzył się w paskudnym uśmiechu. Uwielbiał doprowadzać do szału swojego starego przyjaciela.
Snape przez chwilę wpatrywał się w o głowę wyższego mężczyznę.
Nagle chęć rozwalenia mu głowy o najbliższą ścianę zniknęła. Pojawił się za to szyderczy uśmiech.
- Mojej dumy? Moja duma ma się bardzo dobrze. Lepiej powiedz mi, jak ma się twoja? Już masz ochotę ją przelecieć, czy poczekasz aż zda SUMy?
Milczenie.
Severus, w swoim zwyczaju, skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Wiedział, że trafił w bardzo czuły punkt. Pora zmierzyć się z przeszłością.
- Nie zapominaj, że dotyczy to też ciebie - powiedział cicho Augustus wpatrując się wprost w oczy rozmówcy. Zacisnął usta w wąską kreskę i zacisnął pięści.
- Jesteś tchórzem, Augie. Nic nie zmieniłeś się od czasów szkolnych. Cwaniak z ciebie, ale jak przyjdzie co do czego, chowasz się po kątach jak mała, zgwałcona nastolatka...
- Ja jestem tchórzem? Ja spierdalałem przed bandą Pottera na każdej przerwie? Ja panicznie bałem się lekcji z Gryfonami? Ja byłem żałośnie zakochany w Evans?
Napięcie rosło, wciąż rosło. Aż w końcu oboje wybuchnęli śmiechem.
- Gdyby powiedział to ktoś inny, już leżałby martwy na posadzce. Ty jednak...
- Jesteś tak samo spsiały, jak ja? Zgadza się - dokończył z uśmiechem Augustus.
- Tłumacz to sobie jak chcesz, poczwaro - odgryzł się Severus i oboje ruszyli ku salonowi Malfoy'ów.
Burza brązowych loków wpadła do pokoju wspólnego Gryffindoru tuż za Harrym Potterem.
- Harry! - jęknęła Hermiona kładąc mu dłoń na ramieniu - źle mnie zrozumiałeś...
- Nie - przerwał jej Wybraniec - nie rozumiem cię w ogóle. Najpierw masz wątpliwości. Nagle zmieniasz zdanie i wszystkich zagrzewasz do walki. Później znów dopada cię niepewność. I znowu jest dobrze. A teraz po raz kolejny źle? Hermiona, co się z tobą dzieje?!
- To nie temat na dwie minuty! Usiądź chociaż i porozmawiaj ze mną normalnie!
- Co się dzieje? - portret właśnie zamykał się za Ronem.
- Sam już nie wiem Ron! - warknął Harry i opadł na najbliższy fotel. Hermiona usiadła nieopodal i posłała rudzielcowi proszące spojrzenie.
- Daj mi wytłumaczyć - nalegała Granger uporczywie próbując odnaleźć wzrok przyjaciela. Ten zaś wpatrywał się w płomienie kominka. Weasley okrążył kanapę i zajął miejsce obok Hermiony.
Cisza.
- Proszę - szepnęła. Nie chciała, by uważali ją za zdrajczynię. Nie była nią.
- Dobrze. Dlaczego więc mamy nie atakować?
Dziewczyna wzięła głęboki oddech.
- Z pewnych źródeł wiem, że dom Malfoy'ów roi się od Śmierciożerców. Nawet tak zgraną grupą nie mamy szans. Ginny, Neville, Luna i Dean przetrzymywani są w lochach. Zanim byśmy tam dotarli, któryś z popleczników Voldemorta aportowałby się z nimi w obecną kryjówkę Sam Wiesz Kogo.
- Skąd ta pewność? - dopytywał Harry.
- Och! - prychnęła zdenerwowana Hermiona - Harry, czy to nie oczywiste? Oni są starsi od nas o paręnaście, parędziesiąt lat! Są inteligentniejsi, sprytniejsi, a czarną magię mają opanowaną do perfekcji. Nie zapominajmy też, że działalibyśmy na ich terenie.
Urwała. Wpadła na pomysł, jak skutecznie odwieźć Pottera od tego absurdalnego pomysłu.
- Harry - kontynuowała - czy chcesz narazić kogoś jeszcze?
Tego było za wiele.
- Dobrze wiesz, że niczego takiego nie chcę! Dlaczego mnie o to posądzasz?!
- Bo zachowujesz się tak, jakby to było twoim celem! Musimy myśleć racjonalnie! Dumbledore ich uratuje, a gdybyśmy wyruszyli sami? Teraz? Ofiar byłoby pięć razy więcej. A śmierć byłaby pewna - powiedziała Hermiona, która aż poczerwieniała od złości. Potter wpatrywał się w nią okrągłymi oczyma.
- Cały czas próbowałam ci to przekazać - westchnęła dziewczyna - dlaczego jesteś taki uparty?
I znów cisza.
Kruczowłosy wpatrywał się w swoje dłonie. Hermiona siedziała w bezruchu i czekała na jakąkolwiek reakcję. Ron tylko się przysłuchiwał i wyłamywał palce.
- Masz rację - powiedział wreszcie Harry - powiedz mi tylko, skąd ty to wszystko, kurwa, wiesz. Zawiadomię drużynę, że się wycofujemy. Ale chcę wiedzieć, skąd masz te wszystkie informacje.
Dziewczyna przygryzła wargę. Nie, to nie czas ani miejsce. Kiedy indziej powie im prawdę. Musi skłamać.
- Dumbledore o wszystkim na bieżąco mnie informował.
- Szesnastoletnią dziewczynę? - prychnął Wybraniec i wyprostował się - coś kręcisz.
- Chciał, abym odwiodła cię od rzucenia się w ramiona Voldemorta! - oburzyła się Granger - Harry, dyrektor chce cię chronić.
- A nie przyszło ci do głowy, że mógł to wszystko zmyślić, byleby tylko nas "nie narażać"? Z resztą, dalej mam wątpliwości. Odwlekanie mnie od ataku zleciłby któremuś z nauczycieli. Chociażby McGonagall. Czemu kazał to zrobić najlepszej przyjaciółce Pottera, skoro nie miał pewności, czy ona sama nie chce wyruszyć z nami? Po której jest stronie?
- Harry! - jęknęła - popadasz w paranoję! Ty i Dumbledore jesteście PO TEJ SAMEJ STRONIE! Co za tym idzie, ja też!
- Dobrze wiesz, o co mi chodzi! Wykręcasz się! Ale niech ci będzie. Nie atakujemy. Ale tylko dlatego, że nie chcę więcej ofiar.
- Wreszcie - sapnęła szatynka i opadła na poduszki - Ron, a ty co o tym myślisz?
- Myślę, że oboje macie nieźle namieszane w głowach - powiedział rudowłosy wyjmując książki z torby - wszystko sobie komplikujecie.
- ...Powiedział najlepiej ułożony facet, jakiego znam - burknął Harry.
Po chwili wszyscy śmiali się do łez.
- Dyrektorze.
- Witaj, Severusie. Jak ci poszło? - starszy mężczyzna uchylił się nieco w stronę rozmówcy i splótł dłonie pod podbródkiem.
- Dobrze. To znaczy, prawie dobrze. Powiedzmy, że zadziałałem zbyt pochopnie - odpowiedział gość i zasiadł naprzeciw Albusa.
- To znaczy?
- Zleciłem misję szpiegowi, jednak lekko niezrównoważonemu.
- Ważne jest to, aby nic im nie groziło. Więc kogo angażowałeś? - on już wiedział.
- Nott'a, Rowla i... Rookwooda - mistrz eliksirów nieco zniżył głos. Dyrektor wpatrzył się w blat biurka.
- Severusie.
- Wiem, Dumbledore, wiem. Znam go odkąd pamiętam. Ma świra, ale to nie sadysta. Może trochę.
- Severusie.
- No co?
- Trochę robi sporą różnicę. Wiem, że dużo od ciebie wymagam, dlatego część twoich obowiązków w szkole przejmie panna Granger wraz z panem Malfoyem.
- Że co? - Snape roześmiał się i przeraził jednocześnie.
- Jest na tyle inteligentna, aby uwarzyć wszystkie eliksiry, o jakie cię proszę. Dracon doskonale opanował sztukę samoobrony, a pojedynkowanie się utrzymuje na zaawansowanym poziomie, więc będzie patrolować nocą korytarze. Bo jeśli dobrze ostatnio zrozumiałem, Śmierciożercy nie zamierzają szturmować?
- Nie. Ale to niedorzeczne. Nastolatkowie mają chronić resztę nastolatków, tak? Zwariowałeś.
- Posłuchaj do czego zmierzam. Przejmą część twoich obowiązków, dzięki czemu będziesz miał więcej czasu na szpiegowanie. Co za tym idzie, będziesz mógł zaglądać do Ginny, Neville'a, Dean'a i Luny.
- Rozumiem twoje obawy, ale to wciąż niedorzeczne. Im może się coś stać...
- Od kiedy tak się przejmujesz, Severusie?
- Draco to mój podopieczny. Szablozębna Granger Wiem-To-Wszystko jest irytująca prawie jak Irytek, ale nie życzę jej śmierci.
- W Hogwarcie takowa jej nie grozi. Chyba, że jednak zamierzacie nas atakować? - Dumbledore uśmiechnął się blado i dokładnie zlustrował wzrokiem mężczyznę przed sobą.
- O ile nic się nie zmieniło, zamierzają czekać aż Potter sam wepchnie im się w łapska. A z resztą, rób co chcesz. Voldemort pewnie zasypie mnie masą załatwień. Ale obiecuję ci, że w miarę możliwości będę kontrolował sytuację w lochach. Nie zginą.
- Ufam ci.
- Ginny?
- Neville!
Ruda wytężyła wzrok. Longbottom jako pierwszy się przebudził.
- Ginny co się dzieje? - zapytał chłopak podczołgując się do przyjaciółki. Przytulił ją a po chwili syknął z bólu.
- Za szybko wstałeś - powiedziała dziewczyna - połóż się. Zaraz wszystko ci wytłumaczę.
Neville trzymając dłoń na czole ułożył się obok młodej Weasley'ówny.
- Co za ból... Czy ja w ogóle żyję? Czy jesteśmy w niebie?
- Więc tak wyobrażasz sobie niebo? - uśmiechnęła się Ginny i po omacku odnalazła dłoń przyjaciela. Chciała mu dodać nieco otuchy.
- Wciąż jesteśmy w Malfoy Manor. Torturowano nas. Długo. Nie wiem, ile czasu już minęło... Był tu Snape. Powiedział, że Dumbledore nas uratuje i że musimy czekać. Coś planują. Wyglądał przez chwilę jakby naprawdę się martwił... I może to z tych emocjonalnych pobudek, może kazał mu Dumbledore, nie wiem... Zlecił opiekę nad nami jednemu z Śmierciożerców. Nie wiem jak się nazywa, ale przyjemnie to on nie wyglądał... - Ginny zastanowiła się chwilę. Miała utrzymywać ich przy zdrowych zmysłach, a nie dzielić się swoimi obawami - Ale sądzę, że jest dobry. Emanowała od niego jakaś przyjemna aura... Uleczył Lunę.
- Nic nie rozumiem. To jest dwóch szpiegów? - zapytał Neville po czym zaniósł się kaszlem.
- Na razie nie mów. Na pewno masz sucho w gardle, ale niestety nie mam nic do picia. Tak naprawdę szpiegów może być kilku a nawet kilkunastu. W końcu nie wiemy, kto jest wierny Voldemortowi. Sądzę, że Snape jest po naszej stronie. Tamten Śmierciożerca pewnie też. Nie uleczyłby Luny i nie przyszedłby tu ze Snape'm, gdyby tak nie było...
- To absurdalne - prychnęła Narcyza.
- Jestem tego samego zdania - przytaknął Severus.
- Porozmawiaj z Dumbledorem. Wybij mu to z głowy. A co do Czarnego Pana... Sądzę, że dobrze to przyjmie. Zrobi wszystko, byleby dorwać Pottera, ośmieszyć przed całym światem a na koniec zabić. Proszę cię tylko o jedno... miej w opiece Dracona.
- Oczywiście.
- A tak z innej beczki... O czym ostatnio rozmawiałeś z Augustusem?
- Stare porachunki.
- Rozumiem, że mam nie pytać?
- Wolałbym. Powiedz mi lepiej, co z Lucjuszem?
Narcyza westchnęła głęboko i przymknęła oczy.
- Nie najlepiej.
- Wciąż masz wątpliwości?
- Ogromne.
Uniósł brwi.
- Severusie... Tak nie może dalej być...
Ten głos. Głos niesamowicie zwodzący na myśl syk węża, głos tak dobrze mu znany i znienawidzony.
Blokował z całej siły swe myśli.
- Severusie... Ty coś ukrywasz. Otwórz się przede mną...
- Panie, mówię ci całą prawdę i tylko prawdę. To dla dobra sprawy, choć nie ukrywam, iż Narcyza ma w tym swój udział.
Nie tylko Narcyza.
- Nie śmiem wątpić, Severusie. Ufam ci jak nikomu innemu, jesteś mą prawą ręką. Zgadzam się więc. Możesz więcej czasu spędzać w Hogwarcie. Troszcz się o Dracona... Tkwi w nim ogromny potencjał. W przyszłości stanie się doskonałym Śmierciożercą...
Voldemort pogłaskał Nagini śpiącą na stole i zatopił się we własnych myślach.
- Tak jest, panie.
Czarnowłosy mężczyzna podniósł się z klęczek. Odwrócił się na pięcie i szybkim krokiem przemierzył salon. Podniósł głowę mijając Rookwooda i posłał mu wymowne spojrzenie. Szatyn uśmiechnął się tylko diabelsko.
Kurwa mać. Nie pozabijaj ich tam, proszę.
Chwycił garść proszku fiuu i już po chwili zniknął w zielonych płomieniach kominka.
Gdy wszyscy udali się na rozmowę do jadalni, wykręciłem się krótkim spacerem wraz z moją paczką papierosów. Bella przewróciła tylko oczyma.
- Ale wracaj zaraz. Dziś drugi dzień. Musimy przycisnąć bachory.
- Przecież idziecie dopiero omawiać strategię. Zejdzie wam z dwadzieścia minut. Tyle potrzeba mi na parę fajek.
- Skończysz się tym mugolskim gównem.
- Wiem - uśmiechnąłem się i wyciągnąłem jednego cygara. Patrząc w oczy Belli podpaliłem tytoń i zaciągnąłem się. Dmuchnąłem dymem prosto w jej twarz. Skrzywiła się.
- Idźże już - warknęła i zamknęła za sobą drzwi jadalni.
Genialnie. Schowałem paczkę oraz zapalniczkę i ruszyłem w stronę lochów. Pomyślałem o eliksirze od nietoperza. Jednak smoluchowi zdarza się myśleć, ja bym tego nie wykombinował. Wyjarałem szybko, zgasiłem peta o najbliższą ścianę i na wszelki wypadek schowałem do kieszeni marynarki. W doskonałym humorze ruszyłem dalej. Zbiegłem cicho po schodach i zacząłem nasłuchiwać. Szepty.
Wyciągnąłem klucze i otworzyłem celę. Zamknąłem ją za sobą.
- Lumos Maxima - mruknąłem. Lochy rozświetliła kula światła szybująca ku sufitowi. Schowałem różdżkę i klucze. Rozglądnąłem się. Siedzieli w kącie, trzymali się razem. Skurczyli się i patrzyli na mnie nieufnie. Westchnąłem w duchu.
A gdy ją zobaczyłem, aż zebrało mi się na wymioty.
Muszę to przezwyciężyć.
- Hej, gnojki, jak się macie? - zagaiłem wesoło i podszedłem bliżej. Ścisnęli się jeszcze bardziej. Ruda, siedząca na przedzie, przyglądała mi się na pół odważnie, pół ze strachem - przecież was nie zjem. Raczej.
Dalej cisza. Zbliżyłem się na wyciągnięcie ręki do... Gina? Chyba tak jej było.
- Yhh. Dobra. Nie chcecie gadać, to nie. Wiecie, co zaraz się stanie? No tak, nie odpowiecie mi, bo nie chcecie rozmawiać. Nieważne - wyjąłem z marynarki buteleczkę eliksiru - musicie to grzecznie wypić. Tylko odrobinkę, mniej niż łyk. Bo inaczej nie poczujecie, że sracie.
Wyciągnąłem przed siebie rękę i podałem eliksir rudej. Cofnęła się tylko płaszcząc jeszcze bardziej chłopaka za nią.
Westchnąłem teatralnie.
- Błagam was, wypijcie to. Muszę już iść, a uwierzcie mi, Bella nie zna litości. Snape tym bardziej. Jeśli włos wam z głowy spadnie, splamię swój honor - wyszczerzyłem się, mam wrażenie, paskudnie.
W ogóle, mój uśmiech jest paskudny. Mam taką nadzieję.
- A co to jest?
O kurwa. Przeszedł mnie dreszcz. Dlaczego ruda nie mogła otworzyć gęby pierwsza? Musiałem zacisnąć dłonie.
- Eliksir, jak mniemam - odpowiedziałem nawet nie patrząc w jej stronę - kurwa, dość, chcecie przeżyć czy nie? Przecież Nietoperz was uprzedził, że będę waszą pielęgniareczką. Dlaczego nie chcecie współpracować, do chuja pana?!
- Dobrze. Co to za eliksir?
Nie wytrzymałem. Odwróciłem głowę w bok. Blondwłose stworzenie o stalowym spojrzeniu stało tuż przy mnie. Wpatrywało się we mnie oczyma okrągłymi jak spodki.
Miałem ochotę... Na wszystko. Zabić ją, pocałować, zjeść, wyruchać, spoliczkować, podpalić, wylizać, upaść na kolana i zacząć bić się po piersi. Chciałem jej wszystko powiedzieć. A później ją zabić.
- Dzięki temu będziecie się dobrze czuli - wywarczałem przez zęby. Hamowałem wszystkie te emocje wewnątrz siebie.
- A co stało ci się w twarz?
Zamknij się. Stul pysk. Musisz zadawać tyle pytań? Odwróć się i wracaj na swoje miejsce, bo zaraz przestanę być miły. Wyszarpię ci te białe kudły. Wypruję żyły, wygryzę serce i owinę się twoimi jelitami śpiewając przy tym kołysanki. Wyrucham twoje martwe ciało i spuszczę się na bebechy.
- Nic.
No, no. Otrząsnąłem się z dziwnego transu i zmusiłem się do odwrócenia głowy. Wciąż koło mnie stała. Czułem to.
- Ruda, zrobisz mi tą jebaną przyjemność i zmusisz resztę do wypicia? Muszę już spadać na podwieczorek z Bellą.
Piegowata wyciągnęła ostrożnie rękę i porwała fiolkę z eliksirem. Spojrzała na mnie nieufnie, ale kiwnęła głową. W kilku susach znalazłem się przy wyjściu. Jak najdalej od niej.
- Do zobaczenia na górze - zachichotałem - wpadnę do was za parę godzin.
Idealnie się maskowałem. Niezły jestem. Zatrzasnąłem celę i popędziłem na górę.
- Co o tym myślicie? - zapytała Ginny obracając fiolkę w palcach.
- Nie pijmy tego - powtórzył po raz setny Neville.
- Popieram, ten gościu jest nienormalny. Widzieliście, jak zaciskał łapy, kiedy Luna do niego podeszła?
- A ja uważam, że to miły pan. Lubi podwieczorki. Myślę, że możemy to śmiało wypić.
- Jestem tego samego zdania co Luna. Chłopaki, popatrzcie na to tak: z całej tej popapranej sytuacji wynika, że nasza "pielęgniareczka" jest coś dłużna Snape'owi. Jeśli coś pójdzie nie tak, jeśli pozwoli nas zabić lub co gorsza sam nas zabije, Snape się z nim rozliczy. Po co miałby nam wciskać jakąś trutkę? Poza tym, gdyby chciał nas zabić, mógłby to zrobić od razu.
Kroki. Ktoś w ciężkich butach schodził po schodach do lochów.
- Nie wiem jak wy, ja wolę to wypić! - szepnęła Ginny i odkorkowała buteleczkę. Upiła małego łyka. Pozostała trójka z ciekawością patrzyła na młodą Weasley. Wykrzywiła się lekko i wzdrygnęła się.
- Pomimo tego, że bardzo gorzkie, to jest okej.
- Na zdrowie, Ginny - uśmiechnęła się Luna i również upiła nieco eliksiru.
Chłopcy wymienili przerażone spojrzenia. Kroki stawały się coraz głośniejsze. Chrzęst zamka.
- Dawaj to! - szepnął Dean. Przechylił szybko naczynie i podał je Neville'owi. Ten ostatni odrzucił pustą fiolkę gdzieś w bok.
Do celi wtargnął Macnair.
- No ptaszki, koniec tej sielanki. Które z was chce być pierwsze? Może tym razem zaczniemy od ciebie, czarnuszku? - wlepił morderczy wzrok w Deana. Podszedł do niego i chwycił go za kark - nie przejmujcie się. Wrócę po was, kiedy skończymy z tym tutaj.
Wyszczerzył się paskudnie i popchnął biednego chłopaka.
- To nie do pomyślenia! Nic go nie rusza!
- Alecto, uspokój się - westchnął Lucjusz - po prostu wyszłaś z wprawy.
- Niemożliwe! Stoi jak słup soli i uśmiecha się głupawo!
Wściekła czarownica uniosła różdżkę.
- Avada...
- Stop, stop! Poczekaj. Tak dla pewności, pozwól spróbować mi. Może jesteś przemęczona? Golnij sobie. Albo napij się herbatki. Albo napij się herbatki i golnij sobie.
- Augustusie, nie ma takiej potrzeby. Wszystko w porządku.
- Oddychaj. Policz do dziesięciu. Albo do miliona, bo jak tak na ciebie patrzę...
Długowłosy położył dłoń na ramieniu Alecto i eleganckim gestem wskazał jej krzesło. Zrezygnowana dała się poprowadzić. Augustus odsunął delikatnie siedzenie i ukłonił się kobiecie. Rozejrzał się po sali.
Wszyscy siedzieli przy długim, czarnym stole. Co poniektórzy popijali drinki. Bella wpatrywała się w niego z uwagą.
Mam wrażenie, że ona coś wywęszyła... Cholerne bachory.
Posłał jej figlarny uśmiech. Odwrócił się na pięcie i tanecznym krokiem podszedł do czarnoskórego chłopaka. Nachylił się i wyszeptał mu do ucha jak najciszej potrafił:
- Uderzę cię teraz crucio. Masz wić się z bólu i wrzeszczeć. Mam nadzieję, że dobry z ciebie aktor, bo inaczej wszyscy popłyniemy jak gówno w przeręblu.
Dean nieco zmieszany i oświecony kiwnął lekko głową.
Rookwood odsunął się i wyciągnął różdżkę. Milczał przy tym wbrew samemu sobie.
- Crucio!
Na całe szczęście Thomas już dobrze wiedział co robić. Na początku wykrzywił się tylko lekko i zacisnął dłonie. Z każdą kolejną klątwą krzyczał co raz głośniej i ronił kolejne łzy. Bella zafascynowana tym widokiem podbiegła do dzieciaka i jego oprawcy.
- Może teraz nam coś powiesz? Może zdradzisz jakąś tajemnicę Potter'ka?
- Nic wam nie powiem, bo nic nie wiem! Przysięgam!
Dean zawył z "bólu" i udał, że stracił przytomność.
- Augustus, zostaw już go. Macnair, idź po następnego - powiedział Lucjusz i rzucił ostatnie spojrzenie bezwładnemu ciału na ziemi.
