Rozdział 2
- Katsuragi-san , co sie dzieje? Nie wyglądasz najlepiej – zapytała Aya przykładając ręke do policzka dziewczyny – O czym myślisz... albo raczej o kim powinnam zapytać.
-Nie wiem co masz na myśli, Aya-san. Powinnaś już zrozumieć że ten temat, jest dawno zamknięty. Tak więc proszę pozostawmy temat moje życia prywatnego w spokoju. Potrafię kontrolować mój umysł i przestać o Nim myśleć. Świadomie! – zirytowana Yako odpowiedziała nieco ostrzejszym tonem niż zamierzała.
-Hah. Moja droga pani detektyw. Ależ ja nie wątpię w twój intelekt i siłę woli, jednak nadal nie potrafisz zbyt dobrze kłamać. Dobrze by było, gdybyś była bardziej szczera ze sobą, to później będzie mniej boleć.- Aya mrugnęła figlarnie okiem i ni to ze szczęśliwym ni to ze smutnym uśmiechem wstała i wyszła z pokoju spotkań. Yako pozostała w bezruchu z pytaniem na ustach, którego nie miała czasu zadać.
Yako obudziła się z grymasem na ustach. Nie podobało się jej, że śniła o czymś co nawiązywało do niego. To pewnie z powodu tego incydentu w kanałach, ale ona sama już nie wiedziała czy to się zdarzyło naprawdę. Podnosząc się z łóżka sięgnęła do stolika nocnego zapalić lampkę, jednak zatrzymała się raptownie uświadamiając sobie co przegapiła.
- Dlaczego okno jest otwarte? Przecież go nie otwierałam. – mruknęła kiedy żarówka lampki zabłysła, rozświetlając ściany pokoju wraz z postacią stojącą przy oknie. Jednak nie było już czasu na zastanawianie się. Nagle Yako poczuła ogromny uścisk wokół szyi i w ułamku sekundy uderzyła plecami o ścianę przy łóżku. Z oddali usłyszała ciche „otóż to", ale siła uścisku nie pozwalała jej się skupić na tych słowach. Brak oddechu powodował że płuca Yako paliły żywym ogniem z niedostatku tlenu. Nogi dyndały jej tuż przy stoliku nocnym, cudem go nie uderzając. Ręce skupiły się na uwolnieniu z tortur jej szyi, napotykając na drodze satynowy materiał, a pod nim napięte ścięgna dłoni . Mimo iż Yako wiedziała już kto jest napastnikiem nie była w stanie nic mu odpowiedzieć. W sile którą czuła na szyi mogła wyczuć chęć mordu, tak więc jej priorytetem stało się teraz przetrwanie, a nie pogaduszki z mordercą. Tak więc, z braku innych opcji, Yako sięgnęła za pierwszą rzecz którą mogła dosięgnąć, zawsze dobrą i poręczą lampkę i uderzyła nią z całej siły w czaszkę mężczyzny. Żarówka rozbiła się zabierając ze sobą całe światło z pokoju, jak również uścisk z szyi Yako. Uwolniona, zsunęła się po ścianie, próbując złapać tchu już żegnając się z życiem. Czarne eleganckie buty zatupały groźnie wywołując u Yako kolejny wybuch adrenaliny. Zaśmiała się gorzko czując na sobie Jego spojrzenie, jednak nie miała zamiaru zaszczycić Go żadną reakcją. Nawet kiedy podciągną ją w górę stawiając na nogi, Yako nie zareagowała. Poczuła nacisk dłoni ja jej podbródek, i tak zmuszona przekręcić głowę napotkała Jego seledynowe oczy przepełnione szaleństwem. Mimo iż nie było światła, Yako była w stanie ujrzeć pełen zarys twarzy której już nigdy nie chciała zobaczyć. Przeklinała duchu księżyc za to że umożliwił jej to. Twarz demona który porzucił ją siedem lat temu i zostawił ze wszystkim samą wyglądała tak samo jak przed laty. Cóż, pomijając nadal gojący się ślad po kuli i dwie stróżki krwi pozostawione przez lampkę nocną.
-Skąd tyle w tobie agresji larwo? Nie taką cię pamiętałem – dźwięk jego głosu był identyczny jakim go zapamiętała – cóż wnioskując po twoim występie dziś popołudniu w kanałach wygląda na to że ewolucja o tobie zapomniała – Neuro przybliżył się niebezpiecznie do Yako i uśmiechną szelmowsko. Gdyby nie liczyć jego oczu można by powiedzieć że był to figlarny uśmiech, ale Yako zbyt długo go znała aby posądzić go o taki gest. –Nawet byle pies potrafi rozpoznać swojego właściciela
-Większość żyjących istot w takiej sytuacji próbowałoby się wydostać z potrzasku, a nie zadowalać twoje ego, ty przebrzydły sadysto - krzyknęła mu w twarz próbując strzepnąć jego dłonie z barków, które powstrzymywały ją przed ucieczką – Czemuż mogę zawdzięczać tę wspaniałą i jakże przyjemną wizytę? – wycedziła Yako przez zaciśnięte zęby, w oczach tańcowała jej wściekłość.
- A po co ten sarkazm? – uścisk na ramionach zacieśnił się a Yako syknęła z bólu, jednak zaraz całkowicie zniknął kiedy Neuro się cofną - nie jesteś w odpowiedniej pozycji aby zadawać pytania mikrobie.
Neuro stał teraz od Yako na wyciągnięcie ręki i rozglądał się leniwie po pokoju. Wyraz braku zainteresowania na jego twarzy był wyraźny, co tylko dodało oliwy do ognia.
-Miałem nadzieję, ten twój mózg wielkości ziarnka piasku pojmie cel mojej wizyty tutaj, ale widocznie się przeliczyłem.
- To dlaczego do mnie wróciłeś – zapytała Yako, z trudem maskując żal jaki czuła do niego. Pytanie to nie wywarło żadnego wrażenia na demonie, i wręcz przeciwnie, nawet nie zakłóciło jego spokojnego spaceru po pokoju.
Nie mam pojęcia jak z nim rozmawiać, pomyślała Yako i wróciła do łóżka. Zaskoczył ją fakt że Neuro na to pozwolił i zwyczajnie usiadł na fotelu z laptopem na kolanach. Spodziewała się raczej walki i całonocnych upokorzeń, a nawet kilku rękoczynów cóż głównie w jego wykonaniu. Ale rzeczywistość okazała się inna i kilka minut później Yako spała sobie smacznie, nie świadoma ciemnej postaci czuwającej obok jej łóżka.
