Wkrótce po uwięzieniu Nahili wieść niesiona przez wilki okrężną i wyboistą drogą dotarła wreszcie do najbardziej zainteresowanego – Castiela. W pierwszym porywie gniewu wypowiedział otwartą wojnę Rafałowi i jego zwolennikom, po raz pierwszy od bardzo dawna zabił własnych braci. Jednak samotna wendeta nie mogła przestraszyć archanioła. Przeciwnie, pewny swego Rafał kontynuował plan, próbował zmusić Castiela do posłuszeństwa. Ten jednak nie zamierzał się poddawać. Początkowo próbował odnaleźć Boga, wyjaśnić mu co się dzieje, prosić o pomoc, o przebaczenie. Gdy jednak ta desperacka próba spełzła na niczym musiał podjąć inne kroki. Zgromadził wokół siebie armię i przystąpił do zorganizowanego ataku.

Wojna w niebiosach odbiła się echem po całych zaświatach. Piekło już i tak świętowało upadek Nahili, ale wieść o zbrojnej kampanii aniołów przeciwko nim samym była do prawdy jak potężny podmuch wiatru ożywiający zduszone żagle. Demony dwoiły i troiły swoje działania, każdy chciał ugrać coś dla siebie.

Każdy, bez wyjątku. Jedyne co różniło działania demonów to cele i motywacje. Większości zależało na dość bezmyślnym zabijaniu i zabawianiu się ludzkim kosztem, jednak nie wszystkim. Znalazł się jeden, który chciał czegoś więcej i wiedział, jak to osiągnąć.

Crowley. Ten sam, który mimowolnie stał się jednym z wybawców Deana Winchestera. Prawdopodobnie jedyny demon, który potrafił planować, być ponad bezrefleksyjne dręczenie, którego okrucieństwo wynikało nie z braku hamulców, ale ze strategii. Gdy niesiona wiatrem wieść dotarła do jego uszu natychmiast przekuł ją w plan. Postanowił, iż pomoże Castielowi wejść do na powrót zamkniętego czyśćca. Który inny demon wpadłby na coś takiego? Nikt nie chciał jej powrotu, jednak Crowley dostrzegał możliwości, których nie widzieli inni. Potrafił wznieść się ponad prymitywne odruchy. Tak jak uwolnienie Lucyfera miało zakończyć istnienie ludzkości, tak, w oczach Crowleya, uwolnienie tej bestii miało zakończyć istnienie aniołów. Dodatkowo mógł liczyć na dług wdzięczności, na odzyskanie duszy, na przejęcie choć części zasobów czyśćca.

Jego działania zakrojone były na szeroką skalę. Udało mu się nawet wskrzesić dwoje ludzi do pomocy, Sama Winchestera i jego dziadka – Samuela. Naturalnie, wskrzeszenie z piekła bez błogosławiennego dla duszy udziału Nahili nie mogło udać się z korzyścią dla człowieka, ale przecież nie o to chodziło.

Castiel zaproszony został do projektu w ostatnim momencie, kiedy był o krok od poproszenia o pomoc Deana. Gdy jednak układ zaoferował demon, którego pomoc w oczywisty sposób, mogła zdziałać więcej niż pomoc człowieka, Castiel niemalże odwrócił się od ludzi pod jego opieką. Gdy udało mu się wreszcie odnaleźć pewny plan skupił na jego realizacji całą uwagę.

Castiel również dostrzegł wiele możliwości, które oferował ten układ. Mógł uratować Nahili, mógł odzyskać traconą z dnia na dzień moc, mógł stać się tak potężnym, aby pokonać Rafała raz na zawsze.

'Nahili? Nahili!' - głos Castiela przeciskał się jak kula wystrzelona w galaretowatą substancję. Przecinał powietrze, ale z trudem pokonywał kolejne odcinki. Dudnił, zniekształcał się, stawał się tylko niemożliwym do zinterpretowania dźwiękiem. Wreszcie wynurzył się z ciemności i zamarł w wydających go ustach.

Gdy tylko Castiel otworzył przejście do czyśćca wbiegł do środka. Miejsce to wydawało się zupełnie opuszczone. Nic dziwnego, przecież dosłownie przed chwilą przyjął do swojego ciała wszystkie dusze. Ciężka cisza wisiała na konarach skrzypiących delikatnie drzew.

Castiel szedł chwilę rozglądając się nerwowo, potem zaczął biec i wykrzykiwać imię swego dziecka. Na każde wezwanie odpowiadało milczenie. Nie miał zbyt wiele czasu, czuł iż musi jak najszybciej zaabsorbować dusze, inaczej zdołają uciec.

Zatrzymał się zrezygnowany. Doszedł tak daleko, zbratał się z demonem, zawiódł zaufanie ludzi, a teraz, kiedy już dostał to czego chciał, nie ma pojęcia co robić. Nagle usłyszał gdzieś za sobą szelest. Zdziwił się, gdyż myślał, iż nikogo poza Nahili nie powinno tutaj w tym momencie być. W pierwszej chwili pomyślał, że to ona, że być może uciekła. Jednak tym, co zobaczył gdy odwrócił wzrok nie była Nahili. Nie do końca.

Tym co zobaczył, był ogromny wilk ściskający w zębach obumarłe anielskie skrzydło. Castiel spoglądał to na zwierzę to na skrzydło jak ogłuszony.

'Co... Co to jest?' - wyszeptał wreszcie ze zgrozą. W jego głosie narastał gniew.

Wilk wypuścił skrzydło i w odpowiedzi zawył przeciągle. Wtedy Castiel przypomniał sobie, iż wielu mówiło, iż to zwierzęce wycie rozniosło wieść o Nahili.

Podszedł bliżej i zapytał – 'Gdzie Nahili?'. Przywódca watahy, podobnie jak wcześniej innemu aniołowi, tym razem wtłoczył słowa Nahili w umysł Castiela.

'To ja. Ja jestem Castiel!' - powiedział ojciec gdy konający głos dziecka zabrzmiał wśród jego myśli.

Wtedy wilk zaczął biec i nawoływać. Castiel ruszył za nim. Biegli przez gęstwinę, pokonując tą samą drogę co wcześniej orszak Rafała.

Gdy Castiel przecisnął się przez wąskie tunele, dotarł do Nahili i ujrzał dzieło Rafała poczuł się tak, jakby na ułamek sekundy przestał istnieć cały wszechświat. Zobaczył wymęczone, oblepione ciało zwisające bezładnie spod sufitu, skrzydło rozkładające się gdzieś w ciemnościach. Ujmując jej twarz w swe dłonie zobaczył z bliska głębię jej cierpienia. Zapadła twarz, zamglone rozbiegane oczy, które nie były w stanie go rozpoznać, suche, spieczone, drżące usta łapiące nerwowo powietrze.

'Moje dziecko...' - wydusił Castiel.

Oddychał zachłannie i rozglądał się wokół bezsilnie. Wreszcie dostrzegł jej miecz leżący wśród zgnilizny. Podniósł go, rozciął liany, a gdy ciało Nahili opadło na ziemię przytulił ją mocno i tak, jak kiedyś Nahili pomagała duszom przeciskać się przez tajne przejścia w piekle, tak teraz on robił dokładnie to samo. Pokonując trudną drogę wybawiał duszę od zatracenia. Odnalazł cierpiącego i zrobił co w jego mocy, aby mu pomóc. Stał się przewodnikiem do zbawienia boskiego przewodnika.

Szare słońce czyśćca odsłoniło zaropiałe rany na plecach Nahili, grube sińce rozłożone na całym jej ciele jak wielki tatuaż, brud, chorobliwy błysk jej oślepionych źrenic.

Castiel delikatnie położył ją na plecach. 'Już dobrze. Jestem tu. To już koniec.' - szeptał gładząc jej włosy. Ona wciąż jednak nie odzyskiwała świadomości.

Wreszcie Castiel przyłożył swą dłoń do jej serca. Ciało Nahili podskoczyło gwałtownie, jej oczy i usta rozwarły się szeroko. Nowe życie wypełniło jej żyły i wybuchnęło ogromnym światłem. Z światła tego wynurzyły się po chwili piękne, białe skrzydła klęczącego Castiela okalające ciało dziecka. Rany na ciele Nahili zaczynały się zabliźniać, krzyczała z bólu, gdy wokół kości jej pleców wyrastać zaczęły nowe skrzydła. Drżała bezgłośnie, gdy światłość Castiela przenikała najdrobniejszą komórkę jej ciała.

Gdy ciało Nahili opadło z powrotem na ziemię Castiel zwinął swe skrzydła i delikatnie ocierał łzy, które wystąpiły na twarz dziewczyny.

'Tato?' - wypowiedziała urwanym głosem Nahili

Ten uśmiechnął się ciepło. 'To ja. Jestem.' - odparł.

Nahili uśmiechnęła się cudownie, jak miała to w zwyczaju i rzuciła się mu na szyję.

'Wiedziałam, że po mnie przyjdziesz. Wiedziałam.' - powtarzała na przemian śmiejąc się i płacząc.

Oboje przeżywali w tej chwili tak wiele, ale tylko ona była zdolna dać upust emocjom w ten sposób.

'Musisz iść. Biegnij. Wracaj do nieba. Wkrótce do ciebie dołączę.' - poinformował Castiel

Nahili nie chciała by odchodził tak szybko, ale wiedziała jaki jest Castiel. Dla niego było to wypełnienie misji, a skoro dokonał tego, po co przyszedł nie było sensu go powstrzymywać, zatem kiwała tylko głową zaglądając z miłością w jego oczy. Castiel wstał i odszedł. Nahili spoglądała za nim tak długo, aż zniknął z widoku. W międzyczasie czekający dotąd w oddali wilk podbiegł i skoczył na nią z radością.

Nahili była znów wolna, znów była silna. Jej przyjaciel był tuż obok, jej ojciec żył i był potężny. Rafał odszedł na dobre, a jego wspólnicy drżeli zdjęci strachem. I znów, zgodnie ze boską obietnicą wrogowie Castiela zostali pokonani, Nahili stoczyła kolejną trudną bitwę, ale wyszła z niej zwycięsko. Zło nie zdołało ich rozdzielić. Boska miłość obmyła jej rany i nie pozwoliła Castielowi umrzeć. Kolejny wielki scenariusz wypełnił się co do joty.

Wydawało się, że wszystko wróciło do normy, jednak wkrótce okazało się, że tak nie jest. O ile Nahili zdołała podźwignąć się z kolan i odzyskać zaufanie aniołów, o tyle Castiel zupełnie nie poradził sobie z mocą, którą posiadł. Nahili próbowała przemówić mu do rozsądku, wiedziała, że Bóg nie jest zadowolony z takiego obrotu spraw. Próbowała prosić o pomoc nawet Śmierć, ale na Castiela zaślepionego potęgą nie działały żadne argumenty. Na szczęście w ostatniej chwili opamiętał się i zwrócił dusze. Inną sprawą jest fakt, iż rozjuszone lewiatany nie odeszły.

Opanowały ciało Castiela i używając go jak żywego portalu przedostały się do świata i próbowały nad nim zawładnąć. Na szczęście pojawił się prorok, na szczęście był Dean Winchester, który odnalazł Castiela.

Nahili wiedziała, że lewiatany zniknęły. Nie przypuszczała, że są na ziemi, dlatego wyruszyła na poszukiwania. Myślała, że być może są w piekle i szykują się do ataku na niebo razem z demonami. Taki scenariusz był dla niej jedynym logicznym. Ziemia i żywi ludzie byli dla niej czymś tak obcym, że nie przypuszczała nawet, że stworzenia z zaświatów mogą interesować się żywymi.

Moment narodzenia był pierwszym i ostatnim w którym miała kontakt z ziemią. Jej umysł był zupełnie wolny od świadomości o ziemi i ludziach. Całym jej światem były niebo, piekło i czyściec. Wszystkimi istotami, które znała były anioły, demony, dusze. To co dla nas jest naturalne, to co nawet dla aniołów czy demonów staje się po pewnym czasie oczywiste, dla niej było zupełnie obce, mówiąc wprost – nie zdawała sobie z tego nawet sprawy. Z drugiej strony to co dla wielu z nas było by absolutnie szokujące, niezgodne z naturą żadnego stworzenia dla niej było czymś, co wykonywała bez mrugnięcia okiem, bez zastanowienia, bez rozważania czy dana czynność jest właściwa czy nie. Potrafiła jednym ruchem pewnej ręki podciąć gardło skowyczącego demona. Nie czerpała z tego przyjemności, nie robiła tego by poczuć się lepiej. Gest ten był dla niej równie naturalny jak dla nas przetarcie oczu po przebudzeniu.

Dlatego właśnie wielu uważało ją za bestię. Jednak czy można nazwać bestią kogoś, kto nie jest świadomy tego, iż to co robi w oczach innych jest brutalne? Bestią jest ten, kto świadomie decyduje się na takie działania, wiedząc jak są odbierane, ale jak nazwać kogoś kto to robi, bo jest to jedyną znaną mu formą działania?

Nahili wydawała się być słodkim dzieckiem, zwłaszcza w obecności Castiela. Każdy kto spotkał ją po raz pierwszy patrzył na nią z łagodnością, uważał za niewinną i uroczą, w duchu śmiał się serdecznie z masywnego miecza u jej boku, żeliwnych naramienników, ale kiedy przystępowała do pracy wielu doznawało szoku nie mogąc przypisać delikatnej twarzy tak okrutnych w ich oczach działań.

W poszukiwaniu lewiatanów Nahili zapuściła się daleko w niebo i jeszcze dalej w piekło. Sam król piekieł nie znał podziemi tak dobrze jak ona, a w niebie były miejsca, do których poza Nahili nie dotarł nigdy żaden anioł. Wydawać by się mogło, iż ponownie odwróciła się od swoich pierwotnych rozkazów, ale czy ratowanie dusz, przeprowadzanie ich przez piekielne odmęty należy traktować tak dosłownie? Słowo Boga charakteryzuje się wieloznacznością. Wieloznacznością, którą potrafią zrozumieć jedynie ludzie, obdarzeni wyobraźnią, obdarzeni pragnieniem poszukiwania i odkrywania. Być może brak tych przymiotów decydował o wielu błędach popełnionych przez aniołów? Cóż, kwestię tę trudno jednoznacznie określić, jednak w tym konkretnym przypadku było tak na pewno.

Naomi, chciało by się rzec - boska menadżerka, nie pochwalała tego „odejścia od normy". Pomimo śmierci Rafała i jego najwierniejszych zwolenników, Nahili i Castiel wciąż byli w niebie... niemile widziani. Zwłaszcza anioł. Pomimo, a może właśnie dlatego? Tak czy inaczej Naomi postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce.

„Pamiętam to miejsce...", myślał Castiel rozglądając się wokół. Powyginane konary, nieznośny zapach, dziwaczne uczucie bycia obserwowanym. „Czyściec."

Spojrzał w dół. Na ziemi leżał nieprzytomny Dean. Wokół było jeszcze spokojnie, ale nadejście pierwszych stworów było tylko kwestią czasu. Dlatego też natychmiast ruszył na poszukiwania. Miał nadzieję, iż spotka gdzieś Nahili. Ten jeden jedyny raz życzył sobie, aby była nieposłuszna, aby była tutaj teraz zabawiając się z tutejszymi duszami, a nie gdzieś w piekle wykonując swoje obowiązki.

Nie znał czyśćca na tyle dobrze, aby zapuszczać się gdzieś daleko. Nie wiedział, gdzie znajdują się sekretne portale utworzone przez Nahili, a zatem nie mógł iść w ich pobliże, by sprawdzić, czy przypadkiem nie zastanie jakichś śladów jej obecności. Musiał być bardzo ostrożny, gdyż na anioły polowały tutaj zawzięcie już nie tylko lewiatany. Niestety, nic nie wskazywało na jej obecność.

Castiel musiał zatem wrócić do Deana i pomóc mu przetrwać. To była jego pierwsza myśl, jako że był aniołem stróżem. Planował zostać przy człowieku i wraz z nim wędrować tak długo, aż odnajdą wyjście z sytuacji. Na szczęście jednak jedną z najważniejszych rzeczy, jakiej Castiel nauczył się przy Nahili, przy ludziach, była zdolność do nieszablonowego myślenia. Dlatego też w ułamku sekundy dotarło do niego, iż Dean będzie bezpieczniejszy bez niego. Dean był silny, potrafił walczyć, mógł zadbać o siebie. Zostanie przy nim było zbyt ryzykowne, by nie powiedzieć samolubne ze strony anioła. Nie mógł z nim zostać tylko dlatego, że wtedy czuł by się lepiej. Musiał go opuścić i odciągnąć pogoń. Musiał pozwolić człowiekowi odejść i przyjąć atak na siebie.

Anioł wciąż zamierzał wybawić Deana. Poczuł, że tym razem to on musi w pewien sposób wypełnić rolę przewodnika.

Tak jak kiedyś Nahili, tak teraz Castiel odkrywał czyściec. Opierał się o konary tych samych drzew, kroczył po tych samych szlakach, przysiadał przy tych samych strumieniach, stawiał czoła tym samym zagrożeniom. Starał się zrozumieć, co tak bardzo pociągało ją w tym miejscu. Zastanawiał się, czy przypadkiem nie zawiódł swego dziecka tak jak nie raz zawiódł Deana, chociaż przecież zawsze robił to, co należało robić. A może tylko tak mu się wydawało?

Któregoś dnia Castiel podszedł blisko nie tak dawnego więzienia Nahili. Te same skomplikowane myśli zaczęły rozbrzmiewać w jego głowie. Dotknął skały jakby chciał sprawdzić, czy na pewno jest prawdziwa. Ból tej rany był tak silny, że czasem wydawał mu się wręcz nierealny. Powtarzał sobie, że to nie mogło się zdarzyć, że jego brat nie posunąłby się tak daleko. A jednak. Stał tu przecież po raz kolejny. Na ziemi wciąż dostrzec można było krew.

'Tato?' - usłyszał nagle tuż za plecami. Zamarł na ułamek sekundy. Słodki, nieco przejęty głos uderzył w tą dziwną, obcą, ale jednocześnie tak bardzo wspaniałą strunę, która rozbrzmiewała w jego wnętrzu setkami kolorów za każdym razem gdy była blisko.

Odwrócił się i zobaczył Nahili stojącą o kilka kroków przed nim, patrzącą na niego z zagadkowym uśmiechem.

'Witaj.' - odparł jak zwykle dość beznamiętnie, ale jego oczy błyszczały, wypełnione były ciepłem.

Nahili zaśmiała się delikatnie i naśladując ojca odpowiedziała na powitanie z tą samą estymą. Podeszła i wtuliła się w jego brudny płaszcz. Następnie, tak ja mieli to w zwyczaju, Castiel usiadł na najbliższym pniu, a ona klęcząc tuż przed nim i długo rozmawiali. Najpierw Nahili opowiedziała, jak wyruszyła w pogoń za lewiatanami, ale nie mogąc ich nigdzie znaleźć wróciła do dawnych zadań. Nie miała pojęcia, co działo się z jej ojcem od czasu, gdy rozdzielili się ostatnim razem. Do czyśćca przyszła, jak przekonywała, by odwiedzić wilka, ale od chwili gdy przekroczyła portal wiedziała, że coś jest nie tak. Podążając tropem szybko odnalazła źródło tego sygnału, którym okazał się być pewien wyjątkowy anioł.

Następnie Castiel wyjaśnił jej wszystko to, co zaszło. Wyznał co zrobił, z kim współpracował, co musiał poświęcić. Nahili słuchała jego wyjaśnień z żalem, ale nie mogła go winić. Wiedziała, że gdyby Castielowi przydarzyło się coś podobnego, również nie przebierałaby w środkach.

Później nadszedł czas na bieżące sprawy. Castiel wyjaśnił, co stało się z lewiatanami i dlaczego tu jest. Prosił Nahili o pomoc w wydostaniu Deana z czyśćca. Odparła iż Dean jest tutaj duszą i ciałem i nie może mu się tu ukazać, ale obiecała, że znajdzie jakieś wyjście.

Obserwowała jakiś czas poczynania Deana. Z zachwytem przyglądała się temu, jak walczył. Zorientowała się, iż Dean szuka Castiela, jednak nie to było najważniejsze. Najważniejsze było jak najszybsze pozbycie się żywego człowieka z tego niegościnnego zaświatu i należało mu w tym w dyskretny sposób dopomóc. Nahili odnalazła jednego z dawnych czyśćcowych znajomych, niejakiego Benniego, wampira. Zawarła z nim następujący układ – Benny odnajdzie Deana, zaprowadzi do portalu na ziemię przechodząc z nim całą drogę i pomagając mu walczyć, a w zamian za to Nahili nauczy go zaklęcia, które pozwoli jego duszy wrócić do życia.

Spotkanie z Castielem nie było częścią planu, jednak rzeczywistość wielokrotnie pokazała, iż Dean Winchester nie jest typem człowieka, który ślepo podąża za z góry ustalonym scenariuszem.

Castiel początkowo nie był zachwycony obrotem spraw. Chciał zostać z Nahili. Chciał oczyścić się pracując razem z nią. Nie mógł jednak odmówić człowiekowi. Nigdy nie potrafił. Castiel wprawdzie dołączył do grupy, aczkolwiek ostatecznie zmusił człowieka, aby go zostawił.

Gdy Dean odszedł Castiel dołączył do Nahili i tak jak na samym początku ramie w ramie szukali dusz i pomagali im. Ich wspólne pojawienie się z powrotem w znajomym systemie odnotowała Naomi. Chciała wykorzystać Castiela do własnych celów, wyznaczyć mu inną pokutę. Wysłała swego podwładnego, by ten sprowadził oboje na górę. Wysłannik napotkał ich akurat gdy przeprowadzali szczęśliwie ocaloną duszę przez wodospady.

Wkrótce w niemalże sterylnym gabinecie Naomi stali obok siebie dwaj niezwykli słudzy. Nahili swoim zwyczajem umoczona w krwi i błocie, Castiel natomiast wciąż w szpitalnym stroju, okryty okropnie brudnym płaszczem. Wyglądali doprawdy jak stworzenia nie z tego świata.

Nahili była tu po raz pierwszy. Castielowi wydawało się, że także nigdy wcześniej tu nie był. Był w błędzie. Nikt nie zliczy ile razy jego noga postała w tym miejscu. Naomi potrafiła nie tylko usuwać pamięć, ale również nakłaniać do wykonywania jej woli.

Naomi powitała gości i od razu poprosiła Nahili o to, aby wyszła, argumentując iż nie może znieść zapachu demonicznej krwi, a poza tym musi „porozmawiać z jej ojcem na osobności". Nahili wzruszyła ramionami i wyszła. Następnie Naomi zaprosiła Castiela do drugiego pokoju. Ledwo przekroczył próg, gdy dwóch rosłych aniołów chwyciło go pod boki i siłą przypięło do stojącego na środku fotela.

Castiel szamotał się krzycząc. Naomi podeszła i powiedziała mu to, co słyszał za każdym razem - „Spokojnie, byłeś tu już setki razy". Procedurę przeprowadziła w ten sposób, iż z świadomości Castiela z okresu pobytu w czyśćcu zniknęło zupełnie wszystko co miało związek z Nahili. Gdy zakończyła procedurę i zesłała go z powrotem na ziemię myśl o dziecku nie postała nawet przez sekundę w jego głowie. Wiele wspomnień wydawało mu się poskręcanymi i wyrwanymi z kontekstu, ale zrzucał to na karb trudnych przeżyć. Niecodziennie przecież ląduje się w czyśćcu i to na dodatek pełnym pełnym morderczych stworzeń. Również wspomnienia jego przeszłych działań ciążyły silnie. W każdym razie – podczas pobytu w czyśćcu nigdy nie spotkał Nahili.

'Nahili?'

Dziewczyna odwróciła się usłyszawszy głos Naomi. Odłożyła kawałek materiału, którym akurat szorowała nogę i wstała.

'Słucham.' - odparła krótko.

'Chodź ze mną, chcę ci coś pokazać.' - powiedziała Naomi wyciągając dłoń w stronę Nahili.

'Gdzie Castiel?' - zapytała podejrzliwie.

'To właśnie chcę ci pokazać. Chodź.' - zachęcała Naomi.

Nahili przyglądała jej się chwilę badawczo, aż wreszcie poszła za Naomi.

Wkrótce obie stały na dziecińcu z którego obserwować można było wszystko to, co działo się na ziemi.

'Spójrz w dół.' - powiedziała Naomi

Nahili pochyliła się lekko i zmrużyła oczy. Wzdłuż leśnej drogi szedł Castiel, powłócząc nogami. Rozglądał się wokół rozbieganymi oczami. Wyglądał jakby nie miał pojęcia, co się dzieje. Cóż, w zasadzie dokładnie tak było.

'Nie rozumiem, o co chodzi?' - zapytała Nahili.

'Twój ojciec właśnie przeszedł pewien... zabieg. Nie martw się, nic mu nie będzie. A przynajmniej tak zakładam.' - powiedziała miękko Naomi. Nastąpiła chwila ciszy, po czym anielica splotła dłonie i powoli okrążyła Nahili – 'Castiel będzie cały i zdrów tak długo, jak długo będziesz mnie słuchała. Od dawna uważam, że przebywanie razem nie służy żadnemu z was. Mówiąc zupełnie otarcie, wasz związek jest w mojej ocenie dalece niepoprawny. Dlatego też zamierzam rozwiązać ten problem. Na początek usunęłam z jego pamięci wszelkie wasze wspólne wspomnienia z pobytu w czyśćcu, a zatem nie ma pojęcia jak się wydostał, nie wie, że cię tam spotkał, ani nawet że cię szukał. Być może parę faktów będzie dla niego wyrwanych z kontekstu, ale nie szkodzi. Mam dla niego ważne zadania, więc nie będzie miał nawet czasu o tym rozmyślać. Ty również nie zaprzątaj sobie tym głowy. Na dole czeka na ciebie ważna praca, dlatego wrócisz tam i będziesz robić to co do ciebie należy. Żadnego odpoczywania na górze, żadnych ucieczek, żadnych wypraw. Obowiązki, obowiązki i jeszcze raz obowiązki. Jeżeli zawiedziesz moje zaufanie gwarantuję, że ten mały anioł zapomni, że w ogóle kiedykolwiek istniałaś. Zapomni to wszystko, co razem przeżyliście, zapomni to wszystko co do ciebie czuje, zapomni, że jest twoim ojcem. Na zawsze. Czy to co mówię, jest dla ciebie jasne?'

Nahili wpatrywała się w Naomi z narastającym gniewem. Odruchowo zacisnęła dłoń na rękojeści miecza.

'Za kogo ty się masz? Nie możesz mi rozkazywać. Nie możesz mi grozić. Mogłabym zabić cię tu i teraz i gwarantuję, że nikt nie śmiałby wystąpić przeciwko mnie.' - odparła dumnie Nahili.

Naomi uśmiechnęła się z politowaniem. - 'No właśnie. Widzisz, w tym tkwi twój problem. Wydaje ci się, że jesteś wszechmogąca i wyjątkowa. Cóż, nie jesteś. Jesteś żołnierzem, tak jak każdy z nas. Istniejesz po to, aby wypełniać rozkazy, a nie biegać sobie z mieczem w dłoni gdzie ci się podoba. Być może Castiel nie był dla ciebie dość surowy, ale ja nie mam względem ciebie żadnych... dziwnych „uczuć". Oh, a co do zabijania mnie tu i teraz – szczerze wątpię, czy rzeczywiście byłoby tak, jak to sobie wyobrażasz w tej wypełnionej szlamem głowie.'

Nahili zacisnęła zęby. Naomi miała rację. Po tym wszystkim co się stało jej pozycja wśród aniołów była, mówiąc oględnie, niejasna. Co ważniejsze, Castiel był w jeszcze gorszej sytuacji. Nie mogła ryzykować, że groźby Naomi ziszczą się. Nie chciała. Nie mogłaby chyba żyć ze świadomością, iż Castiel przestał ją kochać, gdyby zaczął traktować ją tak, jak wszelkie inne stworzenia.

'Zrobię co chcesz, tylko... Zostaw mojego ojca w spokoju.' - powiedziała cicho. Niemożliwe stało się możliwe. Nahili zobowiązała absolutne posłuszeństwo komuś, kto nie był Castielem.

'Świetnie. A więc teraz wróć do piekła i zajmij się swoją pracą. Przy wodospadach czekał będzie mój wysłannik, który będzie raportował mi o każdej przeprowadzonej duszy. Mówiąc szczerze, dla dobra wszystkich, mam nadzieję, że to ostatni raz kiedy cię widzę.' - podsumowała Naomi.

Nahili obrzuciła ją beznamiętnym spojrzeniem. Czuła się upokorzona i wykorzystana. Już tyle razy zawierała z Castielem umowę, że muszą przestać się widywać i zająć swoimi zadaniami. Zawsze jednak coś wreszcie łamało tą przysięgę, nie ważne jak bardzo się starali. Dokładnie tak, jak przepowiedział Bóg.

Tym razem jednak Nahili czuła, że doszli do punktu krytycznego. Tym razem nie było innego wyjścia. Rzuciła ostatnie spojrzenie na ziemię i odeszła bez słowa.

Gdy przekroczyła wodospad gorący podmuch z piekielnych czeluści buchną w jej twarz i rozwiał włosy. Stała rozglądając się wokół tępym spojrzeniem. „Mój... dom.", myślała. Tam na górze nie czeka na nią już nic. Nikt już jej nie potrzebuje. Jak i kiedy zaprzepaściła wszystko to, czym była? Wydawało się, że zaledwie chwilę temu opuściła świątynię i przemówiła po raz pierwszy, ale przecież blizny na jej ciele, to w jaki sposób trzymała broń, te wszystkie myśli, które kotłowały się w jej głowie mówiły coś innego. Przeszłość była jednak tak bardzo nienamacalna, wydawała się nierzeczywista i pusta.

Nahili wkrótce weszła w głęboko w ustalony tryb pracy. Odnajdywała duszę, pomagała jej, z sukcesem lub bez, zawsze jednak, gdy pojawiała się przy wodospadach czekał wysłannik Naomi, który pyszniąc się odbierał raport. Nahili czuła się jak dziecko na posyłki, miała wrażenie, że już w nikim nie budzi respektu i nie miała pojęcia, jak to zmienić. Jej praca przestała być czymś niezwykle ważnym, a zaczęła wręcz być niezauważaną. Również anioły bardzo się zmieniły. W ich głowach pojawiły się dotąd im nieznane myśli, z którymi nie zawsze potrafili sobie poradzić.

Gdy niebo się zamknęło, a wszystkie anioły spadły Nahili nie miała o niczym pojęcia. Gdy Metatron rzucił swe zaklęcie była akurat na początku drogi z nawróconą duszą. Castiel nie radził sobie z byciem człowiekiem. Spoglądał w niebo z nadzieją, że Nahili nie uległa zaklęciu Metatrona i wyruszy aniołom na pomoc, ale zaraz potem jego serce zamierało, gdyż zdrowy rozsądek podpowiadał mu, iż Nahili może być tylko bezbronna tak jak on, albo martwa.