O nowym chłopcu w sąsiedztwie John dowiedział się następnego dnia po powrocie z wakacji. Powiedziała mu o nim mama, zaraz po odwiedzinach u pani Connelly, miłej starszej pani, która kilka miesięcy temu przeprowadziła się do domu obok. John lubił nową sąsiadkę. Pozwoliła mu powiesić huśtawkę na swoim drzewie i bawić się w ogrodzie. Zawsze częstowała go herbatą i ciastkami.

Chłopiec bardzo chciał poznać swojego nowego sąsiada, ale mama nie pozwoliła mu pójść do pani Connelly. Nie rozumiał jednak dlaczego, a ona nie chciała mu tego wyjaśnić.

Kilka dni później zobaczył chłopca na swojej huśtawce – siedział na niej i czytał książkę. Czasami, jakby od niechcenia, odpychał się lekko od ziemi i pozwalał huśtawce kołysać się delikatnie.

Miał jasną cerę i burzę czarnych loków na głowie. Ubrany był w ciemne spodnie i białą koszulkę polo. John postanowił, że to najlepszy moment aby pójść się przywitać. Od powrotu znad morza nudził się okropnie – tata musiał wrócić do pracy, a Harry większość czasu spędzała ze swoimi koleżankami. Zostawał w domu tylko z mamą, która nie zawsze mogła się z nim bawić. Więc tak naprawdę nieznajomy spadł mu prosto z nieba. Z uśmiechem na ustach ruszył do ogrodu sąsiadki.

- Cześć, jestem John Watson – przedstawił się. Chłopiec podniósł wzrok znad książki i uważnie przyjrzał się Johnowi, który poczuł się nieco niepewnie pod przeszywającym spojrzeniem nieznajomego.

- Sherlock Holmes – odpowiedział w końcu chłopiec.

- Mama mówiła, że przeprowadziłeś się tutaj, jak byliśmy na wakacjach.

- To prawda.

- Lubię twoją babcię. Pozwoliła mi zawiesić tutaj huśtawkę. Bo ta huśtawka jest moja, wiesz?

- Tak.

- Nie jesteś zbyt rozmowny.

- Nie, nie bardzo.

- Może chciałbyś się w coś pobawić?

- W co niby?

- Nie wiem, a w co lubisz się bawić?

Przez chwilę John miał wrażenie, że Sherlock odpowie „w nic".

- Lubię… Lubię piratów.

- Serio? To super! Możemy pobawić się w piratów. Jeśli chcesz, oczywiście.

Sherlock chciał.


Wieczorem John opowiadał rodzicom o swoim nowym przyjacielu i ich zabawie. Był bardzo podekscytowany i tak żywo gestykulował, że jedzenie z widelca lądowało wszędzie, tylko nie w jego buzi.

- I Sherlock wie chyba wszystko o piratach! Obiecał, że jutro opowie mi o nich więcej i pokaże mi swoje książki!

- Piraci są głupi – powiedziała Harry z całą złośliwością, na jaką było stać trzynastolatkę.

- Wcale nie są!

- Właśnie, że są.

- Wcale nie!

- Harry, John! Zachowujcie się. Nie chcę żadnych kłótni przy stole! – uspokoiła ich mama. Do końca kolacji żadne z nich się nie odezwało.


W tym samym czasie, również podczas posiłku, Cecile Connelly uważnie obserwowała swojego młodszego wnuka, który po raz pierwszy od przyjazdu do Kingston bez marudzenia usiadł do stołu. Co więcej, z apetytem jadł wszystko, co znajdowało się na talerzu. Mycroft również to zauważył, ale nie odezwał się ani słowem. Jej ciekawość w końcu wzięła górę i kobieta postanowiła w końcu przerwać ciszę.

- Widziałam, że poznałeś już Johna Watsona.

- Tak. Przyszedł do mnie, kiedy czytałem w ogrodzie.

- Dobrze się razem bawiliście?

- Tak. John potrafi być dobrym piratem. W przeciwieństwie do niektórych. – Sherlock spojrzał z wyrzutem na brata.

- Jutro też planujecie się bawić?

- Tak. To mi przypomniało, że obiecałem Johnowi pokazać moje książki. Muszę je przygotować.

- Raczej znaleźć w tym bałaganie, który masz u siebie w pokoju – powiedział Mycroft.

- Odczep się, Mycroft – odpowiedział Sherlock, wstał od stołu i wyszedł z pokoju.

Cecile przez chwilę przyglądała się starszemu z chłopców, w końcu uśmiechnęła się i powiedziała:

- Myślę, że pora na deser. Co ty na to?


Sherlock nigdy by się nie przyznał, że tego dnia specjalnie usiadł na huśtawce. Wiedział, że to świetny sposób na to, by John się do niego odezwał. Kiedy chłopiec podszedł do niego, przyjrzał mu się uważnie i wydedukował kilka nieistotnych rzeczy (John jadł na śniadanie jajka na miękko i tosty z dżemem, później trochę rysował i oglądał telewizję). Już miał wypowiedzieć swoje uwagi na głos, kiedy zauważył, że chłopiec się do niego uśmiecha. I Sherlock wiedział, że niczego jeszcze w życiu tak nie pragnął (oprócz powrotu mamy, ale wiedział, że to nierealne) jak przyjaźni tego chłopca. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego dedukcje mogą to zaprzepaścić, dlatego postanowił swoje obserwacje zachować dla siebie. Przez chwilę bał się nawet, że przez swoją małomówność straci zainteresowanie Johna, ale wtedy chłopiec zapytał o jego ulubioną zabawę i chwilę później Sherlock stał się kapitanem statku „Latający Holender" a John zmienił się w jego wiernego bosmana.

Kiedy później Sherlock opowiadał mu historie o piratach, które znał od swojej mamy, John słuchał go z uwagą, błyszczącymi oczami i rozchylonymi ustami. Sherlock stwierdził, że mógłby mówić, o czymkolwiek John by chciał, byle tylko chłopiec za każdym razem patrzył na niego z takim zainteresowaniem.


Przez kilka następnych dni chłopcy spotykali się w ogrodzie i kontynuowali swoją zabawę w piratów. John przeczytał już dwie książki Sherlocka i był nimi oczarowany. Tę sielankę w końcu przerwało coś, czego Sherlock obawiał się od samego początku.

Jego dedukcje.


John się spóźniał. Sherlock siedział na huśtawce i co chwilę zerkał w stronę domu Watsonów. Na trawie leżały dwa plastikowe miecze, które kupiła mu babcia. Tego dnia mieli udawać, że Sherlock jest kapitanem wrogiego statku, który atakuje okręt Johna. Reszta historii zależała od tego, kto wygra pojedynek. W końcu chłopiec pojawił się. Sherlock zauważył, że John ma pod oczami delikatne sińce.

- Cześć!

- Spóźniłeś się.

- Czytałem do późna tę książkę o Szalonym Jacku i spałem dzisiaj troszkę dłużej. To co? Zaczynamy?

- Nie – powiedział Sherlock.

- Dlaczego nie? – zdziwił się John i lekko zmartwiony spojrzał na swojego przyjaciela.

- Nie czytałeś książki.

- Właśnie, że czytałem.

- Nie czytałeś. Nie spałeś z innego powodu. Coś ci się śniło. Coś złego. Nie chciałeś mi o tym powiedzieć, bo czegoś się wstydzisz. Nie koszmaru. Raczej tego, co zdarzyło się po nim. Hmm. Poszedłeś spać do swoich rodziców. Nie chcesz, żebym myślał, że jesteś dzieckiem, dlatego wolałeś skłamać i powiedziałeś, że czytałeś. – Słowa potokiem wypływały z ust Sherlocka, jakby bez jego wiedzy. Od samego początku znajomości z Johnem starał się, żeby coś takiego się nie wydarzyło. W końcu jednak nie wytrzymał. John milczał przez chwilę i z czymś, czego Sherlock nie mógł określić, wpatrywał się w niego.

- To było… Sherlock, to było niesamowite! – wydusił w końcu John.

- Co takiego?

- Cudowne, jak ty to zrobiłeś?

- Wydedukowałem – odpowiedział Sherlock, zdziwiony wcześniejszymi słowami przyjaciela.

- Wydedukowałeś? Ale jak?

- Masz sińce pod oczami, co wskazuje na nieprzespaną noc. Gdybyś czytał książkę, mama nie pozwoliłaby ci spać dłużej. Zrobiła to z powodu koszmaru. Na śniadanie zrobiła ci naleśniki z czekoladą, zamiast jajek i tostów. Przedwczoraj wspominałeś, że uwielbiasz naleśniki. Dlatego mama zrobiła ci coś, co poprawi ci humor.

- Och. Zgadłeś, wszystko zgadłeś! – wykrzyknął John. – Łał, Sherlock, wiedziałem, że jesteś świetny, ale nie spodziewałem się, że jesteś geniuszem!

- Naprawdę tak sądzisz?

- Oczywiście, że tak! To, co? Gotowy na mały pojedynek?

- Zawsze! – odpowiedział Sherlock i sięgnął po miecze.


Cecile stała w oknie i z uśmiechem obserwowała, jak chłopcy radośnie ganiali po całym ogródku, wymachując mieczami. Chwilę później do pokoju wszedł Mycroft i dołączył do niej. Przez jakiś czas w milczeniu przyglądali się pojedynkowi Johna i Sherlocka.

- Zobaczysz, to się jeszcze wszystko źle skończy – powiedział w końcu nastolatek.

- A kto powiedział, że to się w ogóle skończy?