Oddaję w Wasze ręce epilog "Zamku pośród chmur". Dziękuję Wam, że zdecydowaliście się wybrać się wraz ze mną i naszymi chłopcami w tę podróż, że przeżywaliście ich przygody, smutki i radości. Że wspomagaliście mnie swoimi ciepłymi słowami. Że czekaliście i naprawdę chcieliście wiedzieć, co będzie dalej. Kiedy zaczynałam publikować to opowiadanie, nie spodziewałam się, że będzie je czytał ktokolwiek oprócz Neko. A "Zamek" doczekał się swoich wiernych, cudownych czytelników.
Dziękuję.


Dwa lata później

Leniwe, sierpniowe dni, a wraz z nimi wakacje, powoli zbliżały się ku końcowi. Początek września zbliżał się nieuchronnie. John zazwyczaj cieszył się na powrót do szkoły i spotkanie z przyjaciółmi. W tym roku jednak wolałby, żeby wrzesień nigdy nie nadszedł. Bo wraz z jego początkiem Sherlock opuści Kingston-upon-Thames i wyjedzie do Eton. Gdzie pewnie pozna mądrzejszych, bardziej interesujących chłopców i szybko się z nimi zaprzyjaźni, i zobaczy wtedy, jak głupi w porównaniu z nimi jest John, i już nie będzie chciał się z nim przyjaźnić. Z prostym Johnem Watsonem, który ma problemy z literaturą, a naukę gry na klarnecie rzucił po kilku miesiącach. I chociaż zawsze starał się jak najlepiej pomagać Sherlockowi w jego eksperymentach, to często zdarzało się, że w ogóle ich nie rozumiał. Chłopcy z Eton pewnie będą rozumieli. I znali o wiele więcej wyszukanych słów prosto z czeluści słownika. Będą wszystkim tym, czym John nie jest i nigdy nie będzie. Chłopak wiedział, że straci Sherlocka, po prostu wiedział. Dlatego starał się jak najlepiej wykorzystać czas, jaki mu pozostał i jeśli nie musiał, nie odstępował Sherlocka nawet na krok. Jego przyjaciel kilka razy posyłał mu zdziwione spojrzenie, ale nie skomentował zachowania Johna. Do czasu oczywiście.

Tego dnia pogoda w końcu zaczęła dopisywać, po raz pierwszy od ponad tygodnia, więc chłopcy spędzali swój czas na świeżym powietrzu. Leżeli na kocu w domku na drzewie i czytali książki i komiksy.

- Znowu to robisz – powiedział nagle Sherlock.

- Co robię?

- Wzdychasz.

- Naprawdę?

- Mhm. Więc może zamiast wzdychać, powiesz mi, o co chodzi?

- Dlaczego miałoby o coś chodzić? – zapytał John i miał nadzieję, że udało mu się to zrobić tak, jakby naprawdę nie miał pojęcia, o co chodzi Sherlockowi.

- Proszę cię, John. Naprawdę mam wymieniać te wszystkie dziwne rzeczy, które robisz od początku wakacji? Zachowujesz się jakby…

- Jakby co?

- Jakby ktoś miał mnie, nie wiem, co najmniej porwać!

- Nie rozumiem, o czym mówisz.

- John.

- Naprawdę…

- John.

- Wyjeżdżasz do Eton, o to chodzi! Zostawisz mnie tutaj i znajdziesz sobie nowych przyjaciół, lepszych ode mnie! Geniuszy podobnych do ciebie czy Mycrofta. I nie będziesz chciał się ze mną przyjaźnić, bo jestem głupi i... – John w końcu nie wytrzymał i zaczął mówić o wszystkim, co martwiło go już od kilku miesięcy. Mówił i mówił, roztaczał przed Sherlockiem czarne wizje końca ich przyjaźni, aż w końcu chłopak nie wytrzymał i aby go uciszyć, przykrył mu usta dłonią.

- Skończyłeś już? Naprawdę, John. Martwiłeś się moim wyjazdem do Eton? Przyznaję ci rację – to było głupie. To chyba najgłupsza rzecz, jaką kiedykolwiek powiedziałeś, a pamiętaj, że opowiadałeś mi o Bondzie. Nic nie zmieni tego, że się przyjaźnimy, John. Nic.

- Ale..

- Żadnego ale.

- Będzie mi… pusto bez ciebie – powiedział cicho John.

- Tobie będzie pusto? A co ja mam powiedzieć? Będę sam w szkole „z zasadami". Po brzegi wypełnionej idiotami. Będę musiał nosić krawat!

- Teraz też musisz.

- Nieważne.

- Może… Nie, to głupi pomysł.

- Twoje pomysły nie są głupie.

- Mówiłeś co innego, kiedy zaproponowałem, żebyśmy poszli na basen – wymamrotał pod nosem John.

- To nieistotne. Co to za pomysł?

- Listy. Moglibyśmy pisać do siebie listy. Wtedy nie byłoby tak pusto i nudno. Mówiłem – głupi pomysł.

- Och, John. To jeden z twoich najlepszych pomysłów! – wykrzyknął Sherlock.

- Naprawdę?

- Oczywiście, że tak! Będziemy pisać do siebie mnóstwo listów!

I tak właśnie zrobili.


Jakieś pomysły, co nas czeka w drugiej części? :)

/works/1134744?view_full_work=true