A/N Informuję, że w późniejszych rozdziałach są spoilery z mangi! Zapaszam do lektury!

Charlotte

Naruto uformował pieczęć i sekundę potem był na oddziale Ciężkich Obrażeń w Szpitalu Konoha. Miał doświadczenie w szukaniu przyjaciółki lub Godaime i wiedział, że najczęściej przebywały właśnie w tej konkretnej części szpitala. W takich chwilach żałował, że umie przyzywać ropuchy a nie psy ninja. Ale od czego jest Tryb Mędrca, prawda? Szczególnie, że Naruto umiał go już utrzymać około piętnastu minut. Usiadł na zimnej posadzce i zaczął zbierać naturalną energię. Gdy jego oczy przybrały żółto-pomarańczową barwę, a źrenice się wydłużyły i odwróciły pobiegł w stronę znajomej czakry.

- SAKURA!- wydarł się chcą ją zatrzymać przed wejściem na salę operacyjną.

- Naruto? Jednak nie wyruszyłeś? Bardzo dobrze. W końcu zmądrzałeś. Naprawdę świetnie, ale porozmawiamy później. Po twoim zachowaniu w gabinecie przyszłam tutaj operować. To zawsze mnie wyciszało.- zbyła go. Wyciszało? Krojenie ludzi? Co z nią jest nie tak?

- Rzuć to i przekaż komu innemu. Idziemy po babcię i Shizune!- powiedział szybko, znów ciągnąc ją za rękę. Opierała się, więc wzmocnił uścisk.- Kuso! Sakura! Za chwilę możemy mieć ulice Konohy spływające krwią! Ogłaszam pierwszy stopień zagrożenia!

- Ale co się stało?- zainteresowała się i szybko pobiegła za mną w stronę głównej bramy.

- Powiem przy Tsunade. Trzeba ustalić plan działania w przeciągu siedmiu minut. Mam jego zarys w głowie, ale wolę go skonsultować. Poza tym potrzebujemy wszystkich dostępnych ninja. Łącznie z ANBU. Informowaniem ich zajmie się Oneechan.

- Shizune? Nande?

- Ponieważ ma w tym doświadczenie. Prawie jesteśmy, otwieraj drzwi. Hayai!

Przekroczyli próg domu i ruszyli w stronę sypialni Tsunade. Zażenowany Naruto nie chcąc widzieć roznegliżowanej babci, zlecił to zadanie przyjaciółce, która niechętnie wykonała rozkaz. Sam poinformował starszą uczennicę Piątej o jej zadaniu. Po minucie wrzasków i oskarżeń, dwie kobiety wyszły w stronę salonu, gdzie siedział.

- A więc słuchamy!- powiedziała zła brązowooka, krzyżując ręce na swoim obfitym biuście.

- Myliłaś się.- powiedział spokojnie.- Były wskazówki. Ciała.

- Nani?

- Hinata mi powiedziała, że zwłoki były zwęglone na końcach członków. Miały także poprzerywane przewody czakry i białka wywrócone na zewnątrz. Na dodatek najświeższe ciało miało dwa dni w kryjówce oddalonej tydzień stąd.- wyjaśnił i spojrzał na obie kunoichi. Tsunade był zaskoczona, ale Sakura miała czyste przerażenie w oczach. Domyśliła się.- Wiesz już, Sakura?

- Przypuszczam. Ale... jak… jak to możliwe? Czy to prawda?- odpowiedziała cicho, cała roztrzęsiona.

- Tak. Najprawdopodobniej. Sasuke…- dodałem szeptem.

- Uchiha? Jak to? – wtrąciła się Tsunade.

- Jego Chidori Kóken wyrządza takie szkody w organizmie. Sama wiesz.

- Owszem.- zamyśliła się. – Ogłosiłeś stan zagrożenia?

- Jeszcze nie. Najpierw mój plan, a potem rozmieszczenie zadań. Na końcu każę się ewakuować. W tej chwili Hinata i Hanabi ściągają shinobi na dach mojego biura, a Hiashi mobilizuje klan. Słuchajcie.

Po obgadaniu szczegółów i zapięciu wszystkiego na ostatni guzik, zostało im pół minuty. Teleportowali się prosto przed czekającymi na nich całymi siłami wioski. Sakura i Tsunade stanęły po bokach Rokudaime. Ten tylko rozejrzał się po swoich podwładnych. Ciągle bolał go brak jednej twarzy…. Zaraz. Nie jednej, a dwóch!

- Cholerny Kakashi!- zaklął cicho. Korzystając z trwającego Trybu Mędrca szybko wyszukał znajomą czakrę i polecił Sakurze zaciągnąć go na stanowisko siłą. Ponownie odwrócił się w stronę czekających shinobi.- Alarm czerwony! Niedługo można się spodziewać ataku Taki na naszą wioskę! Jeśli dzisiaj się to nie stanie, nie schodzimy ze stanowisk aż do odwołania! Pierwszy szereg- klan Hyuuga. Odpowiedzialni za patrolowanie terenów poza wioską. Na całej długości palisady każdy członek ma być ustawiony co pięć metrów. Pozostali na zmianę nocną. Od teraz!

- Hai!- krzyknęli białoocy i rozproszyli się.

- Drugi szereg! ANBU, którego członkowie zajdą Takę od tyłu i będą informować mnie o działaniach poszczególnych oddziałów.- przedstawiciel organizacji skinął głową i wtopił się w powietrze.- Trzeci szereg! Jonini i Chunini walczący na dystans. Łącznie z Hatake. Jego Sharingan może być pomocny. Pozycje dowolne ale w pobliżu wejść do wioski!

- Hai!- większość zebranych odpowiedziała.

- Czwarty szereg! Jonini i Chunini walczący w zwarciu, ochraniający miejsca ewakuacji!

- Hai!

- Piąty szereg! Genini nadzorujący ewakuację i wspomagający czwarty szereg!

- Coo? Czemu mam tak mało ważne zadanie?- krzyknął oburzony Konohamaru.

- To poważna sytuacja, gówniarzu, więc nie odzywaj się i słuchaj Hokage!- krzyknęła wściekła Tsunade z pulsującą żyłką na czole.

- Jasne…- wymamrotał.

- Siódmy szereg! Medyczni ninja w szpitalu opatrujący rannych z Haruno Sakurą na czele! I wreszcie ósmy szereg. Tsunade oraz ja. W razie komplikacji wspomożemy was. Będę w stroju ANBU.

- Dlaczego Hokage się ukrywa?- zapytał inteligentnie jakiś Genin.

- Chciałem walczyć, ale babcia i Sakura – chan wybiły mi ten pomysł z głowy. Dosłownie.- wymamrotał masując tył głowy. Wciąż czuć ten tępy ból.- NA STANOWISKA! Sai, ty zostań.

Powiedział blondyn patrząc z uśmiechem na przyjaciela. Odkąd umarł Danzou i nie było nikogo innego na tyle odważnego by sięgnąć po władzę, Korzeń został rozwiązany. Jego członkowie nie zostali wcieleni do ANBU, ale pozostawieni sami sobie mogąc układać sobie życie od nowa. Czarnowłosy będąc już w Drużynie Kakashiego, nie interesował się tą sprawą tak bardzo jak mogłoby się po nim spodziewać. Przyrzekł wierność Godaime i to samo powtórzył przed zażenowanym Naruto, otrzymując od blondyna niezłą reprymendę ale również podziękowanie. Nie trzeba chyba dodawać, że biedny Sai najzwyczajniej się pogubił w zmiennych nastrojach Rokudaime.

- Wybacz, przyjacielu, ale ty nie będziesz w żadnej z grup. Chciałbym, byś patrolował drogę do wioski z powietrza i donosił mi o wszelkich zmianach, które dostrzeżesz. W tym pomoże twoja spostrzegawczość.

- Cokolwiek rozkażesz.- skłonił się krótko (chociaż Naruto zabronił mu to robić twierdząc, że są zbyt bliskimi przyjaciółmi na takie formalności) i wykonawszy technikę, wzbił się w powietrze.

Naruto wraz z Tsunade ogłosili alarm dla mieszkańców, a potem weszli do środka rozkoszując się ciszą. Blondyn się przebrał w standardowy strój Hokage.

- A dzień zapowiadał się tak spokojnie…- westchnął zrezygnowany Naruto.

- Jak zwykle Uchiha wszystko popsuł.- stwierdziła sucho Tsunade.

- Nie lubisz go, prawda?

- A ty byś lubił, gdyby próbował zabić twojego małego braciszka?

- Nie wiem. On jest dla mnie bratem.- odpowiedział szczerze.- Dalej tak o mnie myślisz?

- Oczywiście! Mimo, że jesteś wkurzający, irytujący, głośny, bezczelny, głupi…

- Maa, maa łapię.- zrobił urażoną minę. Ale potem się rozjaśnił. – Jak tam sprawy między kochankami?

- Masz na myśli tych dwóch idiotów, którzy nie mają za grosz odwagi by się przed sobą przyznać?- zapytała retorycznie otwierając butelkę sake.- Mają się dobrze. Jak zwykle jedno nieświadome uczuć drugiego. Specjalnie wysłałeś Sakurę?

- Tak. Może w końcu Kakashi weźmie się w garść. Już od wojny krążą wokół siebie. Masz całkowitą rację nazywając ich idiotami.- podziękował za trunek i patrzył jak blondynka wypija całą butelkę.

- Cóż, oboje boją się tego samego.- powiedziała w zamyśleniu.- Wieku. Ona boi się, że jest zbyt młoda i niedoświadczona, a on że jest za stary.

- Ironia, prawda?- zapytał uśmiechając się pod nosem z lęku przyjaciół. Sam był doświadczony w tym temacie i ich „wielkie" problemy naprawdę go bawiły. Nie rozumiał, jak można odbierać sobie szansę na szczęście przejmując się czymś tak trywialnym jak wiek. Westchnął.- Po złapaniu Taki, trzeba będzie coś wymyślić w tym kierunku.

- I to szybko.- powiedziała.- Nie mieszkasz z nią, więc nie wiesz jak nieznośna może być dziewczyna ze złamanym sercem.

- I nie mam zamiaru się dowiadywać. Na szczęście jestem gejem, więc perspektywa mojej córki w takiej sytuacji mi nie grozi.- uśmiechnął się.

- Ta wojna zmieniła wiele osób, Naruto. Ale największą zmianę widać po tobie. Wydoroślałeś.

- Um… eee… dzięki.- niebieskooki zarumienił się, drapiąc się jednocześnie po karku z zakłopotania.- Tobie już chyba wystarczy sake, skoro zaczynasz mnie chwalić. Jak jeszcze powiesz, że ojciec i Ero – Sennin byliby ze mnie dumni, to zabiorę ci cały zapas!

Takie beztroskie pogawędki prowadzili do wieczora. Do otrzymania wiadomości od Saia. Przeczytali i spojrzeli po sobie.

- Kałuże? Skąd tam, do diabła, się wzięły kałuże?- wykrzyknęła pijana Tsunade.

- Nie rozumiesz?- krzyknął w jej stronę, ale zdał sobie sprawę że ona faktycznie nic nie rozumie. Nie w tym stanie.- Kałuże w bezchmurny dzień? Czyżby Sasuke pozwolił sobie na taki błąd? Może to odwrócenie naszej uwagi od innych wejść? Ale patrole stoją. Góra też jest strzeżona przez barierę. Czyżby dostał się do wioski? Kuchiyose no Jutsu!- zawołał i przed nim pojawiły się dwie spore ropuchy.- Gamakichi, Gamatatsu wspomóżcie oddziały przy bramie wschodniej i południowej.

- Co się dzieje, Naruto?

- Możliwe, że odwiedzi mnie stary przyjaciel…- odpowiedział smutno, wysyłając je na zwiad. Sam ponownie wszedł w Tryb Mędrca. Skoro zabraniają walczyć, to może chociaż monitorować wioskę prawda?

Nawet jeśli Sasuke użyłby Henge no Jutsu, to nie udałoby mu się ukryć swojej czakry. Właśnie dlatego Naruto miał nad nim przewagę. Po dwóch minutach stwierdził, że wszystko jest tak jak powinno. Ale było południe , a Taki nie było widać. Rokudaime martwiły te kałuże. Przecież nie od dzisiaj wiadomo, że Suigetsu może przybierać każdą, dowolną formę wodną. Blondyn ciężko westchnął i popatrzył na swoją poprzedniczkę. Zasnęła z głową na biurku i butelką sake w dłoni. Przewrócił oczami. Mimo, że oddała stanowisko to dalej jest Hokage! Powinna być w stałej gotowości! Tak jak Trzeci podczas ataku Kuramy siedemnaście lat temu! Cóż, dla niego lepiej że śpi. Ułożył dłonie w pieczęć do Techniki Transformacji i za krótką chwilę na jego miejscu stała staruszka. Kolejny znak z dłoni i po sekundzie był 100 m od pierwszego i trzeciego szeregu. Kulejąc, podszedł do Tenten. Nie lubił jej za to jak się wyrażała o nim jako Hokage, gdy został mianowany. Wtedy też był tą samą staruszką i robił rekonesans wśród mieszkańców. Tylko ona niepochlebnie o nim mówiła, ale była bardzo miła dla jego starszej, żeńskiej formy.

- Witaj ponownie, dziecko.- uśmiechnął się bezzębnym uśmiechem.

- Co pani tutaj robi, pani Cho? Nie słyszała pani alarmu? I jak udało się pani wyjść spod opieki innych shinobi?

- Och, gdy Szósty ogłaszał alarm spałam. Obudziłam się niedawno i wszyscy gdzieś zniknęli. Przyszłam zobaczyć co to za zamieszanie. Więc o co chodzi?

- Możliwe, że zaatakuje nas Uchiha Sasuke. Nie wiem więcej niż to, że Naruto znalazł jakieś niepokojące wskazówki.

- Ach! Potomek Uchiha. Pamiętam go. Biedny chłopiec i taki ładny. Chociaż muszę powiedzieć, że nasz Rokudaime także wyrósł na ślicznego młodzieńca. I inteligentnego!- zachichotał w myślach. Uwielbiał to.

- Tak, to już nie jest ten idiota z przeszłości, chociaż czasami tak się zachowuje.

- Doprawdy?- zapytał sceptycznie. Był taki sam jak zawsze. Tylko bardziej odpowiedzialny. Miał w końcu całą wioskę na głowie.- Czy są już jakieś wieści?

- Nie. Hyuuga jeszcze niczego nie wykryli. Obserwują wszystko promieniu dwóch kilometrów od wioski. Nie wiem co Naruto sobie myśli ale mógłby pomóc. W końcu ma chronić wioskę, poza tym to jego przyjaciel. Nawet Sakura pomaga.- powiedziała oskarżycielskim głosem.

- Może ma jakiś powód?- zapytał buntowniczo. Mówił im dlaczego nie może walczyć. Jemu też się to nie podoba, ale woli nie narażać się na miesięczny pobyt w szpitalu pobity przez dwie inkarnacje Furii. Ona się tylko uśmiechnęła jednym kącikiem ust.

- Naprawdę pani go lubi, prawda?- zapytała retorycznie.- Nie tylko pani, ale ja nie mogę mu wybaczyć pewnej rzeczy. Niech pani już idzie do schronu.

- Dobrze, dziecko. Dziękuję.

I odszedł zastanawiając się czego nie może mu wybaczyć Tenten. Zrobił jej coś kiedyś ? W każdym razie nie poszło tak jak tego chciał, ale jeszcze nic straconego. Teraz przemienił się w Sakurę. Ona nie powinna mieć problemów z wyjściem poza bramę. W zmienionej postaci wrócił pod główną bramę. Ignorując dziewczynę z drużyny Gaia, poszedł prosto do Hinaty. Ona będzie wierzyć w słowa, a nie w rozpoznaną przez oczy czakrę.

-Witaj, Hinata.

- Och, Sakura. Co ty tutaj robisz?

- Byłam u Naruto i mam nowe zadanie. Jako dziecko mam wyjść poza bramę i spatrolować okolicę. Dodatkowo wspomniał, że mamy Taka nie może się dowiedzieć, że ich oczekujemy. Przez Karin i jej zdolności sensoryczne nie będzie to łatwe, ale musimy się postarać. Przekaż to wszystkim.- Był z siebie dumny. Zapamiętał jak różowo włosa mówiła o tym, że Karin jest sensorem. To naprawdę zasługuję na pochwałę.

- Ale to niebezpieczne!

- Nie martw się. Za chwilę wrócę!

Kolejne Henge i kolejna postać. Mały, może czteroletni chłopiec o zielonych oczach i brązowych włosach. Naśladując dziecko, wybiegł wesoło zza bramy podskakując. W końcu zauważył tą kałużę o której pisał Sai. Zebrał czakrę w stopach i z całym impetem w nią wskoczył. Tak jak myślał, kałuża zaraz zamieniła się w oburzonego i nieźle wkurzonego Suigetsu. Po chwili wodny gość złapał dziecko za kark. Zapłakało.

- No proszę, proszę. Co my tu mamy?- zapytał z sadystycznym uśmiechem.- Czyżbym znalazł pierwszą ofiarę? Zobaczymy co powie Sasuke, gdy zobaczy takiego dzieciaka jak ty. Idziemy! Na szczęście nie ma tej rudej małpy.

Nie dokładnie o to chodziło w tym planie. Naruto zakładał, że owszem da się złapać, ale zaraz po tym wyskoczą inni. Tak jak jego porywacz powiedział: na szczęście nie ma Karin. Gdyby była, to raz dwa by mnie zdemaskowała. 'Żaden dorosły ninja nie ma takiej czakry jak ja, a co dopiero dziecko. Nie wspominając już o Kuramie. Ale fartem zobaczę kryjówkę Taki. Może nie będzie tak źle. Do cholery! Jestem Hokage na litość boską! Na pewno nie będzie źle, przecież umiem się obronić! Tym bardziej, że mam element zaskoczenia.' Myślał trzeźwo. Nie dane jednak mu było zobaczyć drogi, przez opaskę zasłaniającą oczy. Po jakimś czasie dotarli na miejsce. Materiał zdjęto mu w środku, przez co mógł poznać że są w jaskini na południe od wioski. Często po misjach przychodzili tu z Sakurą. Tak jak się spodziewał został zaprowadzony do głównej izby. Wszedł i zobaczył Sasuke siedzącego przy stole, przeglądającego jakieś zwoje i Juugo karmiącego ptaki.

- Co tak długo, Suigetsu? Miałeś tylko wykonać rozeznanie.- zapytał znudzonym głosem brunet.

- Taa, sorry szefie ale wygląda na to, że mnie zauważyli. Ten czarny z drużyny Copy Ninja znowu patrolował z powietrza. A potem wskoczył na mnie ten dzieciak.- pchnął go w stronę 'szefa'. Ten spojrzał na mnie dziko i z powrotem zignorował.

- Trzeba go wypytać. Potem wypuścić.

- Coo? Dlaczego?- zawył Sui.

- Bo Karin się spóźnia. Dopóki jej nie będzie nie zaatakujemy Konohy i nie możemy dopuścić, by on nas znaleźli. A tak się na pewno stanie, gdy zaczną szukać dzieciaka.

- Zawsze psujesz zabawę!

- Hn.- odpowiedział i zwrócił się do Naruto.- Gdzie jest Naruto?

- Pe… pewnie w domu. Ostatnio dużo śpi. Mama się o niego martwi.- udał przestraszonego dzieciaka.

- Mama?- brwi Sasuke drgnęły, jednak opanował się i znów przybrał chłodną maskę drania.

- No tak. Naruto to mój braciszek. Urodził się dwa miesiące temu.

- Pytam o Uzumaki Naruto.

- Nie wiem. Zwykle chodzi na misję ze starą drużyną. Przynajmniej mój tata tak mówi. Jest świetnym shinobi!

- Tak, na pewno.- zbył go.- A starszyzna?

- Nie wiem nic! Nie widziałem ich od pogrzebu jakiegoś shinobi siedem miesięcy temu!

Uchiha westchnął ciężko i spojrzał zimno na Suigetsu.

- Jak już kogoś porywasz, to wybadaj czy ma jakieś przydatne informacje. Wypuść bachora. Zbytnio mi kogoś przypomina.

- Hai!

Znowu przewiązano mu opaskę naokoło głowy i po chwili znów był na drodze prowadzącej do Konohy. Sam. Bez kałuż i innych ludzi. Szybko pobiegł do bramy, zmieniając się po drodze w siebie. Stanął przed Hyuuga Hiashim.

- Sprawdź jaskinię na południu, cztery kilometry stąd.- Naruto zauważył szeroko otwarte ze zdumienia białe oczy, które mimo tego wykonały rozkaz.

- Rzeczywiście są. Trójka. Skąd wiedziałeś?

-Porwali mnie. Nie ma wśród nich sensora, więc musimy działać szybko. Wasza rola się tutaj kończy. Dziękuję.

- Hai!- odszedł zbierając klan.

- ANBU!- zawołał i za moment obok niego wyrósł jeden z nich.- W jaskini na południu wioski znajduje się Taka. Przyprowadzić ich do mnie. Wspomóżcie się czwartym szeregiem. Wykonać!

- HAI!

Teraz trzeba wszystkich odwołać. Podszedł do trzeciego szeregu, do Kakashiego.

- Co się dzieje? Gdzie Hyuuga?

- Odwołałem. W tej chwili ANBU i czwarty szereg zmierzają po Takę. Odwołaj resztę ludzi oprócz Geninów. Dopóki Sasuke nie będzie spokojnie siedział w moim gabinecie dopóty pierwszy stopień zagrożenia będzie obowiązywał. Wracam do siebie czekać na tego kretyna.

Odwrócił się i odszedł zostawiając swojego, niezadowolonego, dawnego senseia. Odetchnął głęboko. Czekał go długi i męczący tydzień.