A/N Przepraszam za długość, ale jestem chora i przez to pozbawiona weny. Mam nadzieję, że polubicie także ten rozdział, chociaż jest bardziej melancholijny niż pozostałe cztery.
Zapraszam
Charlotte
- Jesteś pewien, że to dobry pomysł?- zapytał wciąż nieprzekonany Tsuchikage, gdy wylądowaliśmy w budynku administracyjnym Skały.
- Bardziej niż pewien. Proszę uwierz, że Sasuke nie będzie problemem. Czuję, że nie będzie sprawiał kłopotów, a także obiecuję sam go upilnować.- zapewniłem.
- Dalej nie jestem przekonany…
- Po prostu mi zaufaj. To wszystko.- uśmiechnąłem się i zniknąłem.
Wylądowałem przy głównej bramie wioski. Musiałem przemyśleć parę spraw zanim skonfrontuję się z moim dobrym przyjacielem. Poza tym trzeba zająć się sprawą Kakashiego. Baka! Jest moim byłym senseiem, ale w tej chwili jestem wyżej od niego i powinien wykonywać moje rozkazy, a nie je po prostu olewać! To tak, jakby Iruka rozkazywał mi! Chociaż, on jest wyjątkiem. Traktuję go jak starszego brata…. W każdym razie mam już dla mojego ukochanego sensei karę, która powinna wszystkich zadowolić. Babunia będzie mi na kolanach dziękować. Szybkim krokiem poszedłem w stronę szpitala. Odkąd Gai został ranny to Kakashi albo siedzi przy jego łóżku, albo czyta swoje książeczki na naszym polu treningowym. Gdy już na horyzoncie widziałem szpital, ktoś stanął z tyłu mnie. Ktoś o przerażającej czakrze. Westchnąłem ciężko. Dobrze wiedziałem kto, jedyny we wiosce, ma tak mroczną czakrę. I wkurzyłem się, bo ten ktoś miał na mnie czekać w moich kwaterach.
- Co ty tutaj robisz?- zapytałem, nie odwracając się.
- Twoje pokoje są małe, ciasne i zbyt pstrokate, dobe.- odpowiedział lekceważąco.
- Dobrze to ująłeś – MOJE pokoje. Dostaniesz dzisiaj wieczorem swój i będziesz mógł z nim zrobić co będziesz chciał. Nawet przemienić na wzór kryjówki Orochimaru.- odwróciłem się do niego, tylko po to by ujrzeć pustkę. Malującą się w równym stopniu i na jego twarzy i w onyksowych oczach. Tak inne od znanych mi doskonale białych, ale także z niezwykłym Kekkei Genkai.
- Chcesz czegoś, młotku?- zapytał wyniośle, uśmiechając się szyderczo.
- Nic co mógłbyś mi dać.- smutno spuściłem wzrok, myśląc o Nejim. Nie, Sasuke nie mógł mi go przywrócić. Ogarnąłem się. Gdyby Sakura mnie teraz zobaczyła, znowu dostałbym od niej ochrzan, za rozdrapywanie rany.- Rusz tyłek, teme, i chodź ze mną. Mam cię pilnować, więc musisz pozałatwiać sprawunki razem ze mną.
Powiedziałem i ruszyłem w stronę wcześniejszego celu, wcale nie oglądając się za sobą. Nie wiedziałem co się ze mną działo. Naprawdę się ucieszyłem, gdy Taka została uniewinniona. A teraz… teraz po prostu czuję ból i urazę na myśl, że będę dzielić mieszkanie z innym mężczyzną niż Neji. Mimo, że jest to mój najlepszy przyjaciel…. Usłyszałem za sobą miękkie kroki i mając pewność, że Sasuke podąża za mną, przyspieszyłem. Przeszliśmy przez próg drzwi szpitala, by zaraz znaleźć się w jego przestronnej i jasnej recepcji, połączonej z poczekalnią i przychodnią. Pomachałem do znajomej recepcjonistki Yoko i razem z Sasuke poszliśmy korytarzem do sali nr 73. Lekko zapukałem i otworzywszy drzwi, zobaczyłem ten sam widok co wczoraj. Kakahi czytający bazgroły Jiraiyi, siedzący nad nieprzytomnym Gaiem. Jiraiya…. Trzeba znów odwiedzić jego bezcielesny grób. Przynajmniej tak oddam należną mu cześć i miłość jako mojemu mistrzowi. To już tydzień od ostatniej wizyty na cmentarzu….
- Kakashi.- powiedziałem po prostu. Chciałem, by zwrócił na mnie i na bruneta uwagę. Podniósł wzrok na nas, jednak jego oczy pozostały takie same jak przed chwilą. Pełne bólu.
- Witaj Naruto i… oh… Sasuke.- wychrypiał. Czyżby się przeziębił?
- Jak z nim? Sakura go badała?- zapytałem pełny nadziei.
- Tak. Właśnie teraz ona i Gondaime przygotowują się do operacji. Jednak w jego obecnym stanie jest tylko 65% szans.- odpowiedział ze smutkiem.
- Rozumiem…. Gdy babcia wróciła z misji, Sakura mówiła, że zajmą się nim jutro. Pewnie powodu jego złego stanu Tsunade została wezwana szybciej.
- Możliwe. Chcesz coś, Naruto? Nie uwierzę, że pofatygowałeś się tutaj tylko po to by wypytać się o jego zdrowie mając Sakurę pod ręką i sprawę Taki na głowie. Więc?
- Cóż, faktycznie jest sprawa. A dotyczy ona twojego ignorowania moich rozkazów. To nie pierwszy raz i rozumiem, że martwisz się o Gaia, ale nie mogę tego dłużej tolerować. Jestem jednym z Kage i jako Hokage Liścia oczekuję od moich shinobi lojalności. PEŁNEJ lojalności. W ramach nagany pójdziesz do Sakury i wyznasz jej swoje uczucia, by uszy moje i Gondaime mogły nareszcie odpocząć od tego waszego jęczenia o nieodwzajemnionej miłości. Pamiętaj, że dowiem się czy to zrobiłeś, a nie dam wam marnować takiej szansy i sam jej powiem. Teraz zostaw te zboczone książeczki i idź sprawić, byś miał romans w prawdziwym życiu!- wykrzyknąłem ostatnie zdanie, czując narastający we mnie gniew. Idioci. Żeby marnować taką okazję!
Popatrzyłem na twarze przytomnych ludzi w pokoju i jedyne co dostrzegłem to szok u mojego byłego senseia i podniesiona brew Sasuke w wyrazie zdziwienia. Zignorowałem to i wściekły opuściłem szpital przez okno, nie dbając czy brunet za mną podąża czy nie. Pobiegłem od razu na pole treningowe. Na moje pierwsze pole treningowe, gdzie zostałem przywiązany do słupa, a gdzie teraz spływał wodospad pamiętający mój trening nad Rasenshuriken. Uśmiechnąłem się do tych wspomnień i wchodząc w Tryb Czakry Lisa, ulżyłem swojej wściekłości rzucając tą techniką w las po drugiej stronie wodospadu. Na szczęście nikt tam się nie zapuszcza. Wyszedłem z Trybu i patrzyłem na piękny i rozległy wybuch niszczący wszystko czego dotknął. Trochę przypomina dwunastoletniego mnie. Opadłem ciężko na ziemię.
- Ulżyło ci?- zapytał cicho, mocny i głęboki głos. Odwróciłem głowę w jego stronę i uśmiechnąłem się słabo.
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
- Dlaczego się tak wściekłeś? To są ich sprawy.
- Po prostu nie mogę zrozumieć jak mogą być takimi idiotami!- poderwałem się na nogi.- Oboje boją się odrzucenia, to jest śmieszne!
- Hn.- mruknął tylko, a ja westchnąłem. Czy on tylko potrafi wydawać ten dźwięk?
- Chodźmy już. Jeszcze odwiedzimy dwa miejsca i wracamy.- powiedziałem.
Rzuciłem się przed siebie biegiem marząc tylko o tym, by ten dzień się już skończył. Zwykle dni dla mnie są za krótkie, ale tan dłuży się niesamowicie. Przyspieszyłem i obejrzałem się za siebie. O dziwo Sasuke nie próbował uciec. Dziwne jak na niego. Zatrzymałem się pod kwiaciarnią Yamanaka. Zobaczyłem za ladą matkę Ino. Odkąd Inoichi zginął, a sama Ino się wyprowadziła, to dom i interes był na głowie pani Yamanaka. Powitałem ją.
- To co zwykle, Hokage-sama?- zapytała.
- Tak i nie.- odpowiedziałem.- Dzisiaj zamiast róż chcę narcyzy. Bardziej mi do niego pasują.
- Oczywiście.- powiedziała i przyszykowała kwiaty. Uśmiechnąłem się do niej.
- Dziękuję i powodzenia!- krzyknąłem.
Szybko opuściliśmy centrum wioski i poszliśmy na cmentarz. Jakimś cudem nie został zniszczony podczas Inwazji Paina, co wykorzystał Kabuto do utworzenia swojej bandy ożywieńców. Chociaż mogę dodać, że nie tylko on cieszył się z tego faktu. Najbardziej rodziny zmarłych. Przeszedłem przez bramę i natychmiast miałem znajomo zaciśnięte gardło. Od razu poczułem ten sam ból jaki czułem po śmierci mojego shishou i ukochanego. Łzy cisnęły mi się do oczu, ale dzielnie podszedłem do grobu Nejiego. Widać ktoś z jego rodziny był ostatnio, bo są świeże kwiaty i znicze. Położyłem narcyzy i przełykając gorzką gulę narastającą w gardle, przeszedłem alejką na dugą stronę cmentarza kierując się do grobu mistrza. Stanąłem nad nim i położyłem niezapominajki. Tylko ja, Kakashi i Obaachan dbaliśmy o ten grób. Na swoje nieszczęście nie pozostawił po sobie nic oprócz paru książek, niewielu fanów i wielu podziwiających go osób. Oprócz nas trzech nie miał żadnych kochających go osób. Zginął za teraźniejszy świat…. Obaj zginęli za teraźniejszy świat. Za panujący teraz pokój i harmonię. Tylko czy świat nie byłby lepszy, gdyby przeżyli? Teraz to nieważne, bo już nie powrócą. Można tylko pielęgnować pamięć o nich. O dzielnym Nejim, kochającym i kochanym, który obronił kuzynkę przed Juubim i odważnym Jiraiyi, ukochanym i najlepszym mistrzu, jednym z Legendarnych Sanninów, który nadał imię Rokudaime Hokage. Uroniłem jedną łzę. Jedną jedyną, zagubioną i ignorując ją i patrzącego na mnie Sasuke, sztywno opuściłem cmentarz.
