Przepraszam za tak dłuuugą zwłokę! Po prostu nie miałam weny i ona też w tym momencie umiera, nie widząc Waszych recenzji! Przepraszam raz jeszcze i miłej lektury!

Charlotte

Szedłem tępo przez ulice, odpowiadając na pozdrowienia i powitania. Czułem, że Sasuke idzie za mną. Dobrze. Nie miałbym siły jeszcze po niego wracać. Szczerze, co ja sobie myślałem tak się przed nim rozklejać? Jestem, do cholery, Hokage! W końcu! Muszę mu pokazać moją siłę i potęgę jako przywódcy, a nie starego siebie, którego znał. Nawet nie. On mnie takiego nie znał. Jego i moja wizja mnie całkowicie się różnią. W końcu zauważyłem zarys budynku, mojego miejsca pracy i domu. Żałuję tych wszystkich misji na których nie mogę być. Bycie Hokage jest niesamowite, ale nie można ruszać się z wioski. Przyspieszyłem lekko i psychicznie przygotowałem się na rozmowę z brunetem. Trzeba wszystko z nim obgadać, ale najpierw sprawy lokatorskie. Weszliśmy do budynku, kierując się od razu do mojego mieszkania na samej górze. Miałem nadzieję, że Shikamaru nas nie złapie. Odkąd pokłócił się z Temari jeszcze bardziej siedzi mi na głowie. Odetchnąłem dopiero po wejściu do domu. Tutaj nawet Sakura się nie zapuszcza. No może tylko kiedy zaśpię. Zdjąłem buty i usiadłem na zielono-turkusowej kanapie. Salon pomagała urządzać mi Hinata, więc jest prosto ale żywo. Ściany są beżowe, a meble mahoniowe z turkusowymi dodatkami. schowałem twarz w dłoniach, żeby się uspokoić przed rozmową. Poczułem jak kanapa się wygina pod ciężarem. Najwyraźniej Sasuke postanowił usiąść. Zaczynajmy.

- Masz ze mną mieszkać przez dłuższy czas dlatego oddaję ci pokój gościnny do dyspozycji. Urządź go i łazienkę przy nim jak chcesz. To małe mieszkanie, więc pokój leży zaraz koło mojego i kuchni. Naprzeciwko salon. Co do stopnia jaki przyjmą poszczególni członkowie Taki to jutro odbędzie się test. Będziecie walczyć z wszystkimi rangami. Od Genina do Specjalnego Jonnina. Wszystko jasne?- zapytałem w pośpiechu. Chyba nic nie pominąłem….

- Hn.- odpowiedział i wyszedł. Coś czuję, że to nie będzie łatwe pożycie.

Ze snu wyrwało mnie uczucie czegoś mokrego i zimnego. Otworzyłem szeroko oczy na Sasuke stojącego nade mną z pustym wiadrem i uśmiechającego się złośliwie. Teme wylał na mnie wodę! Nie odpuszczę. Zerwałem się z łóżka i przypiąłem bruneta do ściany, starając się zachować resztki kontroli, by nie przyłożyć mu jedną z technik ognia.

- TEME! CO TY WYPRAWIASZ? KUSO, JESTEM CAŁY MOKRY!- wydarłem się starając się włożyć w to całą energię. Nie podziałało. Dalej Naruto, opanuj się, nie możesz skrzywdzić jednego z podwładnych, przyjaciela…

- Budzę cię, Usuratonkachi.- odpowiedział lekceważąco. 1,2,

- WIDZĘ! ALE DLACZEGO TAK?!- 3,4,

- Bo to zabawne?- czy on mnie drażni? 5,6,

- COOOO?!- w mojej ręce zaczął wirować początkowy mini Rasengan. 7,8,

- Kuso, uspokój się. Sakura kazała cię obudzić, bo jesteś spóźniony. Teraz z łaski swojej ubierz się i zejdź do swojego gabinetu.- powiedział, patrząc na mnie.

Ma szczęście, drań jeden, że nie doliczyłem do dziesięciu. Szybko się ubrałem i zjadłem płatki. Sasuke musiał już czekać na dole, w biurze. Szybko zszedłem, jednak pod drzwiami zatrzymałem się. Słyszałem jak Sakura i Sasuke rozmawiają. Nie, że chcę podsłuchiwać, ale że akurat się napatoczyłem…

- I w ten sposób to działa. Teraz powiem ci o wszystkich, których znałeś z wioski. Zacznę od Ino. To durna świnia, ale jest już w ciąży z Chojim. Zaskoczenie, prawda? Teraz Kiba. Och Kiba i Hinata, to piękna historia. Ona, jako dziedziczka nie może poślubić nikogo spoza klanu, ale sprzeciwia się ojcu. Z drugiej strony Kiba, który walczy o nią z całego serca i przez to ma cały klan przeciwko sobie.- tak, to prawda. Ile nocy Hinata przepłakała z tego powodu…. Ale dlaczego Sakura opowiada o związkach wszystkich akurat Sasuke?- Wiem, co myślisz. Pewnie: Ale przecież Hinata kochała Naruto! Owszem, ale widzisz z nim jest inna sprawa. Zaraz dojdę. Ten Ten jest już wdową. Jej mąż umarł na misji zaledwie miesiąc temu. Lee jest szczęśliwy z mistrzem Gaiem, a Shino spotyka się z ładną dziewczyną ze sklepu zoologicznego. Mistrzyni Kurenai szczęśliwie wychowuje dziecko, a Sai jest z Gaarą. Shika jak pewnie się już domyśliłeś zaręczył się z Temari, która jest w ciąży i robi mu o to awantury. Natomiast ja i Kakashi… no cóż, to skomplikowane.- skończyła. Miałem przynajmniej taką nadzieję.

-Jasne. Powiedz mi lepiej czemu wczoraj na cmentarzu Dobe prawie ryczał.- zapytał Sasuke.

- Wziął cię na cmentarz?!- zapytała zaskoczona Sakura. Kuso, a co miałem zrobić jak się przypałętał? Wczoraj już musiałem iść!

- Taa, wczoraj. Co w tym dziwnego?

- Widzisz, Naruto nikogo nigdy nie bierze ze sobą. Nawet mnie i Sakurę odrzuca, kiedy chcemy z nim iść.- Shika też tam jest?!

- Nieważne. Chcę wiedzieć dlaczego ryczał. To nie jest Usuratonkachi, którego znałem i chcę wiedzieć dlaczego.- powiedział dość stanowczo i zapadła cisza. Sasuke tak dba o mnie, czy o co chodzi? W końcu Sakura odchrząknęła.

- Masz rację. To nie jest już ten sam Naruto, ale może wrócić dzięki tobie. Na tobie był skupiony od początku i tylko ty możesz mu pomóc.

- Wciąż nie odpowiedzieliście na pytanie: dlaczego?- ponowił próbę. Błagam Sakura, nie…

- Naruto ma też swoje przejścia. Najpierw ty odszedłeś, potem zabito jego mistrza i na końcu, ze wszystkich ludzi, na wojnie zginął jego ukochany. Jakiś czas już z nim był. Byli szczęśliwi, mieli plany, ale wojna je im odebrała. To był Neji, Sasuke. Dlatego Naruto jest taki. Zniósł wiele śmierci jego przyjaciół i to było logiczne, że po którejś się załamie. Nadeszło to szybciej, bo zginął akurat Neji.- powiedziała, a moje serce się zacisnęło.

- Jeśli chcesz żyć albo być sprawny to lepiej przy nim o tym nie wspominaj. Nigdy nie wiadomo jak zareaguje. Raz wpada w depresję, którą Piąta i Sakura muszą łagodzić, a raz wpada w szał. Raz o mało nie zabił Saia za głupią uwagę.- Shikamaru ostrzegł, a mi się zrobiło głupio. Aż tak mi odwala? Postanowiłem wejść. Wszyscy natychmiast ucichli.- Witaj, Hokage.

- Naruto, Shika.- poprawiłem, zmuszając się do uśmiechu.- Co na dzisiaj?

- Kilka raportów, parę nowych misji do rozdania i nadanie rang Tace.

- Świetnie. Sasuke, usiądź na kanapę, a ty Sakura przyprowadź pozostałych.- poleciłem.

- Shika, zacznę od raportów, a ty idź i przyprowadź po czterech ludzi z każdej rangi na pole nr 3. Spotkam się tam z wami i Sasuke za niecałą godzinkę. - Jakie kłopotliwe…- mruknął ale posłusznie skierował się do wyjścia. Zawahał się.- Słyszałeś, prawda?

- Skąd wiesz? Myślałem, że nie było mnie czuć.- zapytałem szczerze zdziwiony. Ja i Kurama byliśmy mistrzami w technikach szpiegowskich po wojnie. Poza tym okazało się, że mogę przejąć niektóre z jego lisich cech jak cichy chód lub świetny słuch.

- Nie było. Jak zawsze perfekcyjnie, ale zapomniałeś o reakcjach czakry Kuramy. Pamiętaj, że je wyczuwam.

- Więc wiedziałeś cały czas?- zdenerwowałem się.

- Tak. - Dlaczego w takim razie prowadziliście dalej waszą uroczą rozmówkę o moich… uczuciach?!

- Było ci to potrzebne. Naruto, wiesz że ani Sakura ani ja nie chcemy ci zrobić krzywdy, tylko pomóc. Świadomość punktu widzenia kogoś innego niż twój własny pomoże ci.- powiedział, a ja tylko schowałem twarz w dłonie. Ostatnio to mój standardowy gest.- Jesteś kłopotliwy, tak samo jak cała ta sprawa. Idę załatwić ludzi, pomogę ci i przeniesiesz mnie do Suny. Muszę pogadać z Temari.

- Nie ma sprawy.- wymamrotałem niewyraźnie, zgadzając się na jego… cóż… polecenie. Wyszedł, a ja zostałem w tej samej pozycji.

- Pozwalasz mu sobą tak rządzić?- zapytał nagle Sasuke. Poderwałem głowę.

- Prosi mnie, a ja się zgadzam. Jestem mu to winny. Czasami jestem naprawdę nieznośny, przynajmniej w opinii Sakury.

- To wciąż twój podwładny.

- Mój przyjaciel.- poprawiłem go.

Zabrałem się za raporty. Jeden, trzeci, piąty… przy dziesiątym przestałem liczyć. Kilka raportów, faktycznie Shikamaru…. Po dwóch godzinach nareszcie skończyłem i mogliśmy iść na pole, przeprowadzić sprawdzian.

Nie miałem ochoty się bawić w spacerki, więc postanowiłem przenieść nas tam. Szybki i bezbolesny sposób, choć trochę przeze mnie nadużywany. Wolę nie myśleć o opinii ojca na ten temat. W mgnieniu oka znaleźliśmy się na umówionym polu, powitani przez… hm… porządnie wkurzonych ludzi.

- NARUTOO!- krzyknęła Sakura. Mimo, że jestem Hokage to ona dalej wzbudza we mnie strach.- CZEKAMY PÓŁTOREJ GODZINY! GDZIEŚ TY BYŁ?!

- Ech, no cóż Sakurka, sprawy służbowe. Sama mówiłaś, że papiery same się nie zrobią.

- BYŁOBY SZYBCIEJ, GDYBYŚ ROBIŁ NA BIEŻĄCO!-

- Maa, maa, spokojnie, przyjąłem.- machnąłem na nią ręką. Błagam, niech przestanie krzyczeć.- Jeszcze pewnie Shikamaru mi później zmyje głowę.- mruknąłem.

- Zbyt kłopotliwe, zapomnij.- powiedział do mnie i rozpoczął zamiast mnie.- Zaczynamy egzamin członków Taki. Na początek Juugo i walka z Genninem. Prośba z jego strony jest taka by nie traktować go zbyt brutalnie. Cały zarząd i Rada Starszych dołącza się do tej prośby.

Rada Starszych?! Co oni tutaj robią? Stare pryki. Muszę zaproponować babuni objęcie stanowiska, ale się na pewno obrazi. Popatrzyłem na zebranych. Rada Starszych, cały zarząd składający się z Sakury, Tsunade, Shikamaru i Kakashiego, dwóch ukrytych ANBU, Taka i osoby zebrane do walki. Juugo i wybrany Gennin podeszli do siebie na środku pola.

- Podajcie sobie ręce.- zrobili to. Pamiętam raz mój i Sasuke…. Jakże ja wtedy go nienawidziłem.- Juugo to Udon, Udon to Juugo.- przedstawił ich sobie.

Zaczęła się walka. Ech, no dobra, Juugo załatwił go jednym ciosem. Widać Konohamaru nie zdołał nauczyć Udona . Następny był Iruka. Chuunin. Modliłem się, by Juugo nie potraktował go zbyt mocno. Tutaj trwało dłużej, ale po chwili było już wiadomo, że Juugo na pewno nie jest na poziomie Chuunina. Następny Jonnin – Choji. Dwóch dosyć sporych facetów. Akurat. Pięknie wykonana Baika no Jutsu poległa na spotkaniu z przekształconym ramieniem rudego. Kolejny w kolejce był Specjalni Jonnini i był nim Aoba Yamashiro. Bardzo lubię Aobe; gdy patrzę na niego przypominają mi się czasy, kiedy wszystko się popieprzyło, ale wszyscy zaczęli mnie doceniać. Egzamin na Chuunina, ostatni etap…. Kto mógłby wtedy przypuszczać, że Gaara zostanie najmłodszym Kazekage? Cóż, walka z Aobą trwała sporo i wreszcie wygrał znów Juugo, ale w ciężkim stanie. Tsunade zaraz do niego pobiegła, tak jak Sakura do Aoby.

- Najwyraźniej Juugo jest na poziomie Specjalnego Jonnina. Podejdź do Starszyzny i podpisz oświadczenie. Poczekasz na resztę drużyny.- powiedziałem i oddałem głos Shice.

- Następna walka: Suigetsu kontra Konohamaru!

To było interesujące. Konohamaru nieźle sobie radził z Kage Bunshin no Jutsu i Rasenganem, chociaż przesadził. Wiem, że chce mnie naśladować, ale nie ma tyle czakry ile mam ja i szybko się męczy, dlatego padł z wyczerpania, a nie od ciosu. Następny był Kiba. Widać, że trenował bo Sui ledwo sobie radził. I poradził. Jego miecz to naprawdę niebezpieczna broń. Ciął Kibę przez brzuch. Swoją drogą nie wiem skąd on go wytrzasnął . Kakashi go miał! Kami – sama, ten człowiek mnie wykończy! Spojrzałem na niego ostro.

- Możesz mi wyjaśnić skąd Suigetsu ma miecz Zabuzy, który PODOBNO ukryłeś?- zapytałem wściekły, a on tylko wzruszył ramionami.

- Znalazł, a twoja spostrzegawczość mnie zabija, drogo Hokage.- pokłonił się. Palant! Wysłałem w jego stronę lekkiego, wietrznego shurikena. Nowa technika. Dostał i poleciał do Sakury z raną. Oficjalnie z raną….

Następny przeciwnik Rock Lee. Była to bardzo interesująca walka przeplatana rozentuzjazmowanymi okrzykami o młodości i deklaracjach dla mistrza Lee oraz przekleństw Suigetsu. Niestety dla niego, zwycięzcą został Lee. Tsunade pobiegła od Kiby do Suia.

- Zwycięzca – Lee! Postanowiłem jednak przydzielić Suigestsu rangę Jonnina, widząc jego umiejętności posługiwania się mieczem.- zadecydowałem i odwróciłem się w stronę rannego.- Tak samo jak Juugo, Sui.

- Następna walka - Karin. Jako medyczny ninja będzie miała inną kolejność. Zaczniemy od jonnina, a potem chuunin i medyczny ninja. Zaczynajmy, Sai!

Na pierwszy ogień Sai? Może być. Mimo, że jest strasznie wkurzający to świetny ninja. Walka się zaczęła i skończyła prawie w tym samym czasie. To można było przewidzieć, ale coś mi mówi, że gdyby Karin się na niego wkurzyła to byłoby z nim kiepsko. W końcu to krew Uzumaki, a słysząc o mojej matce muszę stwierdzić, że wszystkie kobiety z tego klanu są agresywne. Jednak cieszę się, że Karin żyje. Ma szansę odbudować nasz klan. Może nawet z Sasuke…. Z tego co widziałem są dość blisko…. Dość gadanie, bo nadszedł czas na Chunnina Hinatę. Pokonała ona Karin. Niby ma rangę Chunnina, to spokojnie mogłaby zdawać na Jonnina. Nie wiem czemu się na to nie decyduje. Teraz medyczny ninja, Sakura. Nie, nie walka, ale zdolność leczenia. Sakura nacięła sobie przedramię. Z rany tryskała krew, chyba uszkodziła sobie tętnicę…. Nie martwiłem się jednak. Karin jest świetna w leczeniu, a w razie czego Obaachan zareaguje. Na szczęście już po chwili Karin uklękła przy rannej i zieloną poświatą z czakry zaczęła leczyć ranę. Łączyć tkanki, czy co tam medyczni ninja robią. Po dziesięciu minutach, bo ranie została tylko lekko różowa blizna.

- Masz imponujące zdolności leczenia. Myślę, że poziomem pasujesz na Chunnina jako medyk. Chcesz chodzić na misje?

- Zawsze tam gdzie Sasuke!- podekscytowała się, a ja spojrzałem na bruneta. Po jego minie wnioskuję, że chyba nie są tak blisko jak myślałem.

- Myślę, że to znaczyło tak.- odpowiedziałem trochę zirytowany.- Będziesz podlegała Sakurze we wiosce i w czasie trudniejszych misji jak A i S. Resztę będziesz wykonywała jako jedyny medyk w zespole. Teraz idź podpisać papiery.- powiedziałem i odwróciłem się do mojego przyjaciela. Znaczy do tej pory nie wiedziałem co z nim zrobić, ale już jestem pewien.

- Teraz walka pomiędzy Sas-

- Nie!- przerwałem mu i podszedłem do bruneta. Teme, jeszcze ta wyniosła mina…. Wkurza mnie….- Teme, ja chciałem tylko powiedzieć ci, że jesteś skończonym kretynem, ale także moim najlepszym przyjacielem. Pierwszym przyjacielem…. Chcę żebyś wiedział, że ci wybaczam.- powiedziałem, wypuszczając powietrze i uścisnąłem go.

- Urosłeś, dobe.- powiedział w moje włosy. Wciąż go ściskałem, ale na dźwięk jego głosy szybko się opamiętałem.

- Nie tylko ty robisz się przystojniejszy, teme!- powiedziałem szybko w złości i zaraz tego pożałowałem. Oblałem się pięknym, czerwonym rumieńcem.

- A więc jestem przystojny?- zapytał podnosząc brew z rozbawieniem.

- Wszyscy mogę to potwierdzić!- odrzekłem stanowczo i pewny swego argumentu.

- Ale nikt inny tego nie oznajmił. Tylko ty, czyli to znaczy, że to dla CIEBIE jestem przystojny.- powiedział z wyraźnym rozbawieniem, a ja wolno interpretowałem jego słowa w głowie.

- Idiota.- skomentował Kurama.

- Ej, ty! Idź spać! Ja myślę nad znaczeniem pokrętnych słów Sasuke!- warknąłem. Jeszcze tylko Lisa brakowało. Odkąd się połączył z drugą częścią swojej czakry jest jeszcze bardziej do nie wytrzymania.

-Nie pyskuj, bachorze!- wrzasnął. Pff… myśli, że się przestraszy. Gomen, już te czasy minęły.- Jemu chodziło o to czy myślisz że jest przystojny. To było ukryte pytanie, bachorze. Pyta cię czy jest przystojny twoim zdaniem, czy według standardów społeczeństwa.

- A ja tam wiem? Mi się podoba…- powiedziałem, myśląc chwilę nad tym.

- I o to chodziło.- powiedział i zniknął. Cholerny Lis.

- Jestem ich Hokage. Wyrażam opinię ludu. Ślepy tylko stwierdziłby, że nie jesteś przystojny.- powiedziałem, mając nadzieję, że właśnie powiedziałem coś zgodnego z radą Kuramy.

- Większość tutaj stanowią heteroseksualni mężczyźni. Jestem pewien, że nie powiedzieli b tak, nawet jeśli byłaby to prawda. Nawet Kakashi nie byłby tak pokręcony….

- Khmm…- Shikamaru odchrząknął.- Wybaczcie, że przerywam wam waszą małą schadzkę, ale został jeszcze jeden test. Przestańcie sprawiać kłopoty i ruszcie się!

- Braciszkek i Sasuke! Jaka wspaniała pa…- krzyknęła banda Konochamaru w zachwycie, ale przeszkodziły im dłonie trzech kunoichi: babuni, Hinaty i Sakurci.

- Schadzka? Braciszek i Sasuke? Kuso, o co w tym wszystkim chodzi?!

- Ech…- westchnął Kurama.- Ty naprawdę jesteś tępy. Przecież to oczywiste, że Sasuke z tobą jawnie flirtował…

- Co robił?!- krzyknąłem zaskoczony, patrząc prosto w pysk mojego kudłatego przyjaciela.

- FLIR-TO-WAŁ.- powtórzył powoli w irytacji zdenerwowaniu.- Mam ci to jeszcze przeliterować?

- Nie musisz być ironiczny…- warknąłem.- Wiem, co powiedziałeś, ale nie rozumiem czemu miałby to robić.

- Ludzie flirtują ze sobą jeśli ta druga osoba im się podoba….

- Że co?- spytałem niezbyt inteligentnie. Zupełnie nie miałem pojęcia o co mu chodzi.

- Najprościej jak się da: podobasz mu się.- powiedział rozbawiony.

- CO? JAK TO?- zapytałem spanikowany. Nie już, nie teraz, nie tak szybko….

- To mu to powiedz, albo nie reaguj.- dureń, podsłuchuje moje myśli. Teraz to jestem tylko zirytowany.

- Jak mam to zrobić, mieszkając z nim pod jednym dachem?- zapytałem. Kurde, mądry nagle się znalazł….

-Zmieniaj temat, albo podejmij wyzwanie i sprawdź co z tego wyniknie. Zawsze wiedziałem, że masz jakiś ciągoty do niego.

- Przestań! To tylko mój przyjaciel!

- Jak chcesz…- powiedział znużony.- Chciałeś rady, to masz. W końcu i tak sobie uświadomisz, że go kochasz i odkryjesz razem z tym zdumiewający fakt.

- Zaraz…- zacząłem się zastanawiać, co mógł mieć na myśli.- Jaki fakt?

- Jeszcze nie pora. Teraz – dobranoc.- powiedział i ponownie zniknął, zostawiając mnie samego. Otrząsnąłem się.

- Zaczynajmy walkę! Sasuke i Jimei!