Oj! Gomene za zwłokę! Koniec roku i wystawienie ocen może i byłoby dobrą wymówką, gdyby nie to, że nie wstawiałam notki od marca. Poza tym było by to kłamstwo, a nie chcę Was okłamywać. Zaaz po tej notce wstawiam nowy rozdział nowego opo, więc zapraszam do lektury także tamtego opowiadania. Również o naszych chłopcach ;3

Charlotte~~

Zaczęło się. Mało powiedziane, biedny Jimei został zmieciony. To nie była walka. To była totalna masakra! Sasuke strasznie go potraktował. Wiedziałem od początku, że jest silny, ale młody jest tylko Genninem i nikt nie oczekiwał takiego ech... „zaangażowania" w walkę. Gdy trenuję z młodzieżą między jakże ważnym wypełnianiem papierów, zawsze uważam, by nikogo nie uszkodzić. Konohamaru uczył w szkole Rasengana i widać, że Jimei był jednym z bardziej pojętnych uczniów. Jednak nawet to nie mogło być dla niego bronią, bo Sasuke zaraz zniwelował go swoim Chidori. Czułem, że wkładał w tą technikę minimalne ilości czakry, ale jednak nawet one okazały się za duże. Sakura i Tsunade zaraz do nich podbiegły. Moja asystentka zajęła się chłopcem, a była Hokage rugała Sasuke. Nie, żeby się tym przejął... Widziałem jego lekceważącą minę i wtedy we mnie zawrzało. To ja mu daję drugą szansę, chronię przed starszyzną i on tak mi się odpłaca?! Nie mogłem tego zignorować.

- Co ty wyprawiasz?!- krzyknąłem wściekły.

- Walczę.

- Widzę! Ale nie musiałeś go przy okazji zmasakrować!

- Te walki były twoim pomysłem.- przypomniał mi ze swoją zwyczajową zimną maską na twarzy.

- Nie kazałem ci zabijać Gennina! Mojego brata.- krzyknąłem ponownie i nagle w jego oczach butny, stalowy błysk.

- O ile sobie dobrze przypominam, to mnie uważałeś za brata.- o to mu chodzi? O to, że nazwałem bratem kogoś innego?

- Bo jesteś i zawsze będziesz. Ale on jest mieszkańcem Konoha i uczniem akademii. Wszyscy we wiosce są teraz moją rodziną, a uczniowie akademii – rodzeństwem. Poza tym myślałem, że nie chcesz bym nazywał cię bratem.- powiedziałem smutno. Mimo wszystko, on był i będzie...- Że masz tylko jednego.

- Najwyraźniej nie mam już żadnego.- odpowiedział z kamienną twarzą i odszedł i stronę Taki.

O co mu chodzi? Im więcej spotkań mamy, tym bardziej go nie rozumiem. Kuso! On jest pieprzoną zagadką, którą staram się rozgryźć od dzieciństwa! Czemu zawsze odwraca się ode mnie, kiedy ja chcę się zbliżyć?

- Hokage!- usłyszałem głos za mną. Odwróciłem się i zobaczyłem osobę, którą, jak cholera, chciałem teraz zobaczyć.

Skrzywiłem się. Stał tam rozwścieczony Homura ze Starszyzny. Tylko tego aspektu nie lubiłem w mojej pracy. Pełnych czułości rozmów z Homurą i Koharu. Szczerze mówiąc nie rozumiem Tsunade. Zaraz po objęciu urzędu chciałem ich wyrzucić z funkcji z powody masakry klanu Uchiha, te całe lata temu. Jednak ta, niespodziewanie, wzięła ich w obronę i przekonywała bym ich nie zwalniał z powodu ich wieku. Zgodziłem się, acz niechętnie. Właściwie powinienem urządzić im sprawiedliwy proces. Szczególnie teraz, gdy Sasuke wrócił.

- O co chodzi?

- Dlaczego Uchiha dostał pozwolenie na kontynuowanie egzaminu sprawdzającego? Prawie zabił bezbronnego Gennina! Nie można dalej podejmować ryzyka!

- Po pierwsze Homura, JA dałem mu pozwolenie, więc nie możesz z nim nic zrobić. Po drugie Jimei nie jest bezbronny. Jest Genninem i ninją i wiedział o ryzyku, gdy został poproszony do testu. Shikamaru się tym zajmował, więc możesz być pewny, że wszystko zostało wykonane skrupulatnie.- odpowiedziałem sztywno. Kami, jak oni mnie wkurwiają!

- NALEGAM by przestał. Stanowi zagrożenie dla siebie i innych! Chcemy, by Uchiha Sasuke został usunięty z rejestru ninja!- czy on sobie ze mnie kpi? A może on jest tak głupi?

- Jego nawet na razie tam nie ma!- wykrzyknąłem.- Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale po tym teście cała Taka ma być wpisana z ich stopniami i byłą historią!

- Ale nie stanie się to szybciej dopóki tegoroczni Gennini nie opuszczą Akademii.

- Więc poczekają! Do cholery, czy nie mówiliście razem z Koharu, że nie będziecie kwestionować moich decyzji! O ile dobrze pamiętam było to przy tym, gdy Tsunade przekonywała mnie, że powinniście zachować swoje pozycje!

- Jesteś za miękki dla Uchihy! To Nukenin!

- Został oczyszczony! A teraz przepraszam.- powiedziałem i odszedłem w stronę Obaachan. Miałem dość gościa! Miałem dość Sasuke...- Jak tam Jimei?

- Przeżyje. Starszyzna nie daje żyć?

- Powiedzmy.- skrzywiłem się.- Idę powiedzieć Shikamaru, że możemy kontynuować.

Tak też zrobiłem, jednak tym razem Shika, w swej mądrości, postanowił od rozkazać mu zmierzyć się z Jonninem. I tak na rzeź poszedł Kakashi. Mam tylko nadzieję, że nie skończy jak Jimei, albo nie wpadnie w śpiączkę przez użycie Mangekyo. W innym wypadku musieliby wybierać Nanadaime Hokage, a Sakura zostałaby ścięta za hokagebójstwo. Hm... jest w ogóle takie słowo? Zresztą nieważne.

- SASUKE I KAKASHI!- zawołał Shikamaru, zwracając na siebie kompletną uwagę.

Zaczęła się walka i nie można było oderwać oczu. Właściwie to nic takiego nie robili. Po prostu stali naprzeciw siebie i mając uruchomione swoje Mangekyo i próbowali się wykończyć Genjutsu. Miałem tylko nadzieję, że Sasuke nie wpadnie na genialny pomysł zastosowania Amaterasu. Po dziesięciu minutach Kakashi, co szczerze mówiąc, było do przewidzenia, bo to jednak Uchiha są mistrzami ocznych technik. Dalej był odział ANBU z Którym Sasuke musiał się zmierzyć i wygrał. WOW, ale zaskoczenie.

- To wszyscy?- zapytał znudzony, patrząc jak ranni ANBU byli zbierani z pola walki.

- Jeszcze jeden przeciwnik.- powiedziałem.

- Jak chcesz. Jego też pokonam.

- Nie byłbym tego taki pewny

- Nieważne kto to. Jestem niepokonany.- uśmiechnął się bezczelnie.

- Niezłe ego, ale zaraz z twarzy zejdzie ci ten uśmieszek.

- Nie wydaje mi się. Ale próbuj dalej.

- Jak chcesz. Shika, możesz zaczynać.

- Ostatni pojedynek: Uchiha kontra Rokudaime!

Zgodnie z przypuszczeniami bezczelna mina Sasuke zmieniła się w zaskoczoną. Bawiło mnie to. Uchiha Sasuke zamiast swojej maski pokazał swoje prawdziwe emocje. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że raczej było to podświadome. W koązdym razie i tak miałem ochotę wybuchnąć śmiechem. W każdym razie przez chwilę. Bo zaraz brunet odwrócił się do mnie przodem i z pewnym siebie uśmieszkiem powiedział:

- Hn. Już wygrałem, Dobe.

Po tych słowach zapadła cisza a my ruszyliśmy na siebie. Z pełną siłą. Oczywiście nie do końca. On nie używał Susanoo, a ja przeobrażenia w Kuramę, ale Mangekyo i tryb ogoniastej bestii były w użyciu. W ferworze walki mogłem usłyszeć narzekanie Kyuubiego, że budzę go bez powodu. Cóż… bywa. Natarłem na Sasuke Rasenganem, które on zablokował swoją kataną naładowaną Chidori. On zaatakował mnie Katon, ja zablokowałem jedną z technik Suiton. Zanim się spostrzegliśmy minęła godzina, a my byliśmy obdarci i zakrwawieni. Chociaż muszę nieskromnie przyznać, że on bardziej niż ja. I to mnie dobiło. To mój przyjaciel, który dopiero co został oczyszczony z zarzutów. No może nie do końca, ale przynajmniej nie został ścięty. Nie powinien ze mną walczyć, a jeśli, to nie powinienem go tak męczyć. Nawet jeśli jest Uchiha, i nawet jeśli ten konkretny Uchiha mnie porządnie wkurwił. Postanowiłem to zakończyć jedną techniką. Rasengan Shuriken. Jedna z moich najsilniejszych i najbardziej destrukcyjnych technik. Sama w sobie ma potężną moc, a połączenie jej z aktualnie używanym trybem zniszczyłoby pół Konohy. Dlatego zrezygnowałem z niego ku zaskoczeniu wszystkich i stworzyłem około setki cienistych klonów, by Sasuke miał się czym zająć. W tym samym czasie ja ukryłem się w okopach niedaleko, które zostały stworzone specjalnie dla Akademii, by dzieciaki miały gdzie trenować. Usiadłem nieruchomo i zacząłem zbierać naturalną energię. Hokage, nie Hokage Rasengan Shuriken dalej był dla mnie niebezpieczny bez użycia jakiegoś z moich trybów. Po niecałej minucie byłem już w trybie mędrca. Zostało jeszcze około 20 klonów, których nie odwołałem, pozwalając im wymęczyć dodatkowo Sasuke. Niedługo po tym postanowiłem pojawić się na miejscu już z uformowaną techniką Fuuton. Odwołałem nagle jedną ręką pozostałe klony, dając mi świetną zasłonę dymną. Używając trybu mędrca wykryłem czakrę Sasuke i cisnąłem w tamtą stronę moją technikę. Po sekundzie było słychać, no cóż, nie krzyk. Przecież Uchiha nie krzyczą. To było coś jak nagłe sapnięcie, takie, jakby próbował złapać w płuca powietrze. A potem huk i wielka kopuła siejąca zniszczenie w obrębie jej średnicy. Patrząc na nią współczułem Sasuke i zastanawiałem się czy nie przesadziłem.

- SASUKE!- krzyknęły Sakura i Karin w panice i zaraz gdy kopuła zniknęła, pobiegły do niego.

- NARUTO, TY IDIOTO! MOŻESZ BYĆ HOKAGE, ALE MASZ ROZUM TRZYNASTOLATKA! – darła się na mnie Tsunade. Chyba jednak przesadziłem.

- Jakie to kłopotliwe…- westchnął Shika.- Wygrywa Hokage! Idę do domu.

Świetnie. Po prostu świetnie. Jeszcze te pełne satysfakcji uśmieszki na twarzach Starszyzny…. Oczywiście dla nich byłoby lepiej gdyby Sasuke zginął. Martwiłem się, ale nie aż tak. Wiedziałem, że brunetowi nic nie będzie. Jest Uchiha, po wszystkim! Poza tym Sakura i Tsunade to najlepsze lekarki na świecie. Widziałem wynoszonego bruneta na noszach i wkurzony wyraz twarzy na twarzach Taki, Sakury i byłej Hokage. Postanowiłem to przeczekać i wbić się do szpitala, do Sasuke, wieczorem, gdy nikt nie będzie wściubiał nosa. Poza tym powinienem go przeprosić. Może nazwie mnie Dobe i wybacz…. Może….