Rozdział 2: Człowiek wojny
Autor: GrayFox

Normandia, rok 1944. Siły alianckie po lądowaniu na plaży Omaha, w ramach operacji Overlord, rozpoczęły zmasowany atak poprzez wybrzeże, ku fortyfikacjom hitlerowców. W tym samym czasie, w samolocie dobiegają końca ostateczne przygotowania – część Amerykańskich żołnierzy zostanie zrzucona na spadochronach na tyły wroga. Ci wszyscy ludzie zdają sobie sprawę, że mogą nie wrócić do domów, a mimo to, nie dało się w nich wyczuć ani grama strachu, stresu czy podenerwowania. Spowodowane jest to głęboką wiarą w dwójkę mężczyzn, którzy siedzieli w tym momencie w najbardziej zacienionym miejscu na tej fruwającej kupie złomu.
- Dobra! Przygotować się! – wrzasnął pilot w stronę spadochroniarzy, dając im jednocześnie sygnał, że już za kilka chwil opuszczą względnie bezpieczną maszynę i rzucą się w wir walki, w której stawką jest los świata. Nie będą jednak w tej walce sami. Po krótkiej chwili, dwójka mężczyzn podniosła się i udała w kierunku reszty żołnierzy, a po kilku kolejnych sekundach ich oblicza ujawniły się, kiedy stanęli w słabym snopie światła jaki dawała stara lampa. Nawet nic nie musieli mówić, wystarczył sam ich widok, by w żołnierzy wstąpił niesamowity duch walki, chęć przelania hektolitrów faszystowskiej krwi. Kapitan Ameryka i jego wierny pomocnik Bucky Barnes, byli gotowi do akcji.
- Teraz! – po raz kolejny w samolocie rozległ się okrzyk pilota. Kapitan wraz z Barnesem wypuszczali po kolei żołnierzy, którzy po krótkim locie wypuszczali spadochrony, chwilę po nich skoczył Bucky, a zaraz po nim największy bohater tej wojny.

Nowy Jork. XXI wiek. Steve Rogers budzi się w swoim apartamencie. Każdy weteran dostał takie. Przeciera oczy, po czym siada na łóżku i rozmasowuje dłonią kark. Jego poorane bliznami piersi i ramiona wyglądają przerażająco i wskazują na niezliczone walki. Spogląda na zegar, który wskazuje 4:53. Cholernie wcześnie, jednakowoż heros sprawia wrażenie, że jest już przyzwyczajony do takich pobudek. Rozgląda się przez chwilę po pokoju, gdzie na ścianach porozwieszane są obramowane artykuły o nim i jego kompanie podczas wojny, a także o zniknięciu Kapitana. Bohater wstaje i udaje się do łazienki, gdzie zapala światełko przy lusterku. Jego twarz posiada liczne blizny i coraz wydatniejsze zmarszczki. Rogers nie jest już młodzieniaszkiem, wygląda na jakieś 45-50 lat. Steve opłukuje sobie twarz wodą i patrzy się głęboko w swoje własne oczy. Twarz bohatera wykrzywia się w gniewie, po czym spluwa na swoje własne odbicie i wychodzi z pomieszczenia gasząc światło przy lustrze.
Steve otwiera szafę z zamiarem wyciągnięcia odzieży sportowej, bo mniej więcej zawsze o tej porze, największy bohater Stanów Zjednoczonych Ameryki idzie na swój poranny jogging. Jego wzrok przykuwa jednak kostium Kapitana Ameryka, a sam zainteresowany bije się z myślami, czy włożyć kostium, czy po prostu iść pobiegać? Ten trudny wybór Steve Rogers podejmuje każdego dnia, od wielu, wielu lat.

Steve przebiegł już jakieś 5 kilometrów. Widać po nim, że jego organizm wykonał niesamowitą pracę, zęby zaciskają się z bólu, a twarz zlewa pot. Zmęczenie i ból były tak potworne, że musiał przycupnąć na pobliskiej ławce, by rozmasować nogi i poprawić krążenie krwi. Ciężko dysząc, Steve ledwie zauważył czwórkę młodocianych bandziorów atakujących uliczną prostytutkę. Kolejny dylemat – pozostawić sprawę własnemu biegowi, czy interweniować i ratować dziewczynę z opałów?
- Zostaw mnie skurczybyku! – krzyknęła dziewczyna, kiedy jeden ze zbirów zaczął się do niej dobierać. On nie tylko się nie zraził, a wręcz zaczął być bardziej nachalny i agresywny. Jeden z jego kompanów zabrał kobiecie torebkę, pozostali dwaj rzucili się na nią i zaczęli bić. Bandyta przeszukujący torebkę stał się jednak bardzo nieuważny.
- To chyba nie należy do ciebie chłopcze. – rozległ się starszy głos za złodziejaszkiem, który zdziwiony odwrócił się, by zarobić cios prosto w nos. Polała się krew, a chłopak runął na ziemię bezwładnie jak worek ziemniaków. Reszta jego towarzyszy była równie zdziwiona, gdy ujrzeli stojącego przed nimi starszego mężczyznę gotowego do walki jak równy z równym. Serum, które zażył Rogers przed wojną znacząco zwiększyło jego umiejętności bojowe, ale nawet ono nie hamowało procesu starzenia się i stopniowego osłabienia organizmu. Poprzysiągł jednak być obrońcą tego narodu, nieważne czy będzie walczył na wojnie czy bronił dziwki, nieważne czy jako Kapitan Ameryka, czy jako Steve Rogers. Serce powiedziało mu – walcz, co też uczynił. Szybkim ruchem rzucił się na jednego z oprychów atakujących dziewczynę i wymierzył solidnego kopniaka w brzuch, a tak zgiętego w pół łobuza potraktował kolanem prosto w twarz, łamiąc mu przy tym nos. Jego kompan najprawdopodobniej ćwiczył boks co można było wywnioskować po przyjętej postawie, ale Steve nie dał mu nawet chwili na to, by zareagować – złapał go za rękę i spowodował paskudnie wyglądające złamanie otwarte w okolicach łokcia, po czym wymierzył precyzyjny cios pod żebro, czym spowodował utratę przytomności u młodego gangstera. Ostatni z łobuzów miał broń, rewolwer, z którego wypalił do Rogersa. Kula z pistoletu przebiła ramię Kapitana na wylot zalewając wszystko krwią, a on sam runął na ziemię jak długi i przez długi czas nie mógł wstać. Dziwka, którą ratował Steve rzuciła się na pomoc swojemu wybawcy i zaczęła okładać pięściami uzbrojonego bandziora. Jednak jedynie go to zezłościło. Klnąc na kobietę, bił ją tak strasznie, że w pewnym momencie słychać było chlupanie krwi i tkanki pod kostkami pięści mężczyzny. Steve postanowił wykorzystać poświęcenie dziewczyny by wstać i zaatakować mężczyznę od tyłu. Rogers zabił tego człowieka skręcając mu kark, jednak kobieta, którą maltretował już nie żyła. Steve przykucnął przy ciele kobiety i widząc jej zmasakrowane lico, opuścił delikatnie głowę, i tak czekał, aż do momentu, w którym przybyła policja, prawdopodobnie wezwana przez kogoś z sąsiedztwa.

Pokój przesłuchań był w pomalowany na biało, a na środku stał biały, podłużny stół wraz z dwoma krzesłami ustawionymi naprzeciw siebie, po przeciwległych stronach owego stołu. Na jednym z nich siedział już Steve Rogers, zakuty w kajdanki, z prowizorycznym opatrunkiem na przestrzelonym ramieniu. Spodziewa się policjanta, przesłuchania, po czym będzie mógł wrócić do domu by oddać się problemom życia codziennego i ludzi starszych. Nie ma nawet pojęcia jak bardzo się myli…
Przez drzwi wchodzi znajoma dla Steve'a twarz. To Nick Fury, dyrektor organizacji S.H.I.E.L.D.. Nic się nie zmienił od czasu, kiedy widzieli się ostatni raz, jakieś kilka lat temu. Jego pojawienie się nie jest przypadkowe, Steve jest tego pewien. Obecność Fury'ego może zwiastować jedynie kłopoty, i to niemałe.
- Steve Rogers. Dawno się nie widzieliśmy stary druhu. Jak zdrowie? – pyta Nick z przesadnym uśmieszkiem. Rogers nie wydaje się zbytnio zadowolony z tego spotkania.
- Postrzelono mnie, to chyba niezbyt dobrze odbija się na moim zdrowiu, prawda? Czego ode mnie chcesz Fury?
- Zawsze mówiłeś, że patriotyzmu nie można się wyzbyć Steve. Ojczyzna Cię potrzebuje.
- A cóż ojczyźnie może zaoferować taki stary piernik jak ja? – pyta z niedowierzaniem Rogers.
- Steve, potrzebuję cię do pewnej bardzo delikatnej sprawy. Kryjówka łowcy głów, Paladina, wyleciała w powietrze, wraz z samym zainteresowanym. Paladin w tym schowku miał mnóstwo przedmiotów, których nikt nie powinien nigdy dostać w swoje ręce. Oczywiście, coś zginęło.
-Co takiego? – spytał Steve ze szczerym zainteresowaniem. Poczuł się jak za najmłodszych lat, kiedy był jeszcze na wojnie i każda misja przynosiła mu radość i niesamowite uczucie spełnienia. Z drugiej strony, czuć u niego w głosie pewną obawę, że jego czas już jednak przeminął.
- Nie jesteśmy pewni. Na pewno nie była to żadna zabawka, którą dołączają do zestawów w McDonaldzie, Rogers. Wszystko co Paladin składował w tym swoim grajdołku to niebezpieczne przedmioty, którykolwiek nie zaginął, to istnieje podejrzenie, że wszyscy mamy przesmarkane. – opowiedział Nick, bardzo przejęty całą tą sytuacją.
-Do czego mnie potrzebujesz Nick? Co mam zrobić?
- Wiemy, że w sprawę zamieszany jest Multiple Man – Jamie Madrox, detektyw z Las Vegas, przywódca X-Factor. Jedna z jego szalonych kopii spowodowała ten wybuch. Kiedy tylko stąd wyjdziesz, zadzwonisz do Madroxa i poinformujesz go o całej sytuacji i poprosisz o pomoc w rozwiązaniu tej sprawy. Postanowiłem też wybrać ci jeszcze jednego kompana, który już został zawiadomiony jak prezentuje się sytuacja. Sam zobaczysz, kto to jest. Na pewno będziesz zadowolony.
- Pomogę ci jeśli to ze mnie zdejmiesz. – mówi żartobliwie Steve eksponując kajdanki.

Steve siedzi na łóżku i myśli o tym co powiedział Fury. Spogląda na ścianę, na której znajdowała się wielka rama ze zdjęciem Kapitana Ameryki i Bucky'ego Barnesa. Steve wie, że Bucky życzyłby sobie i wszystkim innym tego, by dziedzictwo Kapitana Ameryka było kontynuowane. Szkoda tylko, że Steve zdał sobie sprawę z tego tak późno. Czym prędzej łapie za słuchawkę, jakby chciał nadrobić ostatnie kilka lat w jeden wieczór. Ramię mu doskwiera, ale nie z takimi ranami dawał sobie radę. Wykręca numer, który dostał od Fury'ego ...
- Halo? – rozlega się głos w słuchawce.
- Witam, czy mam przyjemność z detektywem Madroxem? – pyta uprzejmie Steve.
- Tak, to ja. W czym mogę pomóc?
- Nazywam się Steve Rogers i potrzebuję Twojej pomocy Jamie...
W momencie kiedy Steve opowiadał Madroxowi całą sytuację, pod jego apartament podjechał sportowy motocykl prowadzony przez jego starego znajomego – Clinta Bartona.

Miejsce wybuchu kryjówki Paladina zostało obklejone taśmami, a wszelkie poszlaki czy dowody zostały zabezpieczone. Przy drodze stał tylko stary hummer, a tajemniczy mężczyzna, bardzo dobrze zbudowany i wysoki, będący zapewne kierowcą tegoż pojazdu rozglądał się spokojnie po miejscu zdarzenia. Bez wątpienia czegoś szukał, jednak na próżno, gdyż wszystko zostało rozgrabione przez służby policyjne. W powietrzu jednak wciąż unosił się zapach. Zapach kobiety i krwi na jej rękach. Mężczyzna był absolutnie przekonany, że to tej osoby poszukuje. A raczej tego co ta osoba posiada. Wsiada w samochód i jedzie w kierunku, który według niego obrała jego ofiara...