Rozdział 9: Atakują klony
Autor: Skulker

I tak zaczęła się nasza wspólna przygoda.
Kapitan Ameryka niemal automatycznie został przywódcą grupy. Na początku zrzędziłem, w końcu to ja tu jestem detektywem, to mój klon wszystko zaczął i takie tam. Oczywiście w końcu dałem spokój, i tak nie chciałem tej odpowiedzialności. Ale nie powiem tego głośno. Zresztą muszę przyznać że Steve jest w tym niezły, choć trochę staroświecki.
Bardziej martwi mnie reszta drużyny. To samotnicy, nieprzystosowani do bycia w grupie.
Weźmy choćby Hawkeye'a. To prosta, ale silna osobowość. Typ buntownika. Co prawda był kiedyś w Avengers czy w jakiejś tam drużynie, ale nigdy nie był jej integralną częścią. Wydaje mi się że tylko autorytet Kapa trzyma go w porządku.
Najbardziej martwi mnie Moon Knight. Nigdy nie słyszałem o nim, ale Kap porównał go do Punishera, a to nie wróży dobrze. Zrobiłem jednego klona którego jedynym zadaniem jest pilnować by nikogo nie zabił. Gdy mu to powiedziałem skręcił mu kark i powiedział że nie potrzebuję niańki. Ostatnio strasznie kłócili się ze Spider-manem. Na koniec Moon Knight rzucił jakąś aluzję o walce w banku co jeszcze bardziej rozzłościło Pająka.
A no właśnie Spider-man. Spodziewałem się że będzie najlepszym towarzystwem w grupie, ale jakoś dziwnie się zachowuję. Raz jest wesoły, raz śmiertelnie poważny. Mam wrażenie że słyszałem go mówiącego do siebie. Nie wiem co się z nim dzieje, ale jako specjalista od problemów z samym sobą podejrzewam że...

-Co ty wyprawiasz?
Madrox odwrócił się i ujrzał samego siebie.
-Chyba kazałem ci zmienić się z Moon Knightem za sterami samolotu.
-Kazał mi spadać.
-W sumie mogłem się tego spodziewać.-Madrox wchłonął duplikat, przez co zyskał cześć jego wspomnień- Nawet nie wiedziałem że mam psychologa w głowie. I skąd on wziął te dane, jesteśmy grupą od kilku godzin.
Madrox ogarnął wzrokiem resztę drużyny, po czym wyjrzał przez okno.
-Mam nadzieję że reszcie moich kopii idzie lepiej.

W tym samym czasie w różnych częściach Nowego Jorku kilka grup Madroxów wykonywały różne zadania. Jedna z nich znajdowała się na Ryker's Island.
-No dobra, zacznijmy jeszcze raz Ock, kto was wynajął?
Trójka Madroxów stała przed celą doktora Octopusa, dwóch go przesłuchiwało, jeden podpierał ścianę z boku. Naukowiec obserwował mutantów z ironicznym uśmieszkiem.
-Tak nic powie.- warknął drugi Madrox- Zostaw nas na pięć minut a doktorek zdradzi własną matkę.
-Przemoc nie jest potrzebna.- sprzeciwił się pierwszy- W końcu zrozumie że najlepiej będzie dla niego, jak będzie współpracować.
-Zrozumie jak dostanie w łeb!
-Ludzie, mieliście grać dobrego i złego glinę, nie kłócić się nawzajem- westchnął trzeci Madrox
-To jego wina, pozwoliłby mi działać i było by po sprawie.-powiedział dwójka
-I tak nie mamy pozwolenia na użycie siły- sprzeciwił się pierwszy
-Nie mów tego przed przesłuchiwanym!- trzeci Madrox walnął się w czoło-Zabije Madroxa za przydzielenia mi tego zadania. Wszystko jedno którego.
-Przepraszam panów.- odezwał się dotąd milczący Octopus- Ale wasza paplanina utrudnia mi skupienie.
W tym jedna ze ścian eksplodowała. Macki wystrzeliły ze ściany uderzając dwóch pierwszych Madroxów. W ich miejscu pojawiło się sześciu kolejnych, którzy rzucili się na macki.
-Spójrzcie na siebie Homo Superior: Słabi, głupi, niezorganizowani. Żadnych szans z nauką!- Octopus obserwował jak jego narzędzia wyrzynają armie Multiple Manów- Zawsze wiedziałem że wizja was rządzących planetą była śmieszna. Jesteście zbyt chaotyczni, zbyt skłóceni, zbyt zadufani w własnej wielkości...
-A ty za dużo gadasz!- ostatni z oryginalnej trójki Madroxów walnął przestępca w tył głowy, po czym ścisnął mu splot nerwowy. W jednej chwili macki padły na ziemię.
Banda jeszcze żywych Madroxów podniosła się z gruzów.
-Niezły bałagan.- stwierdził jeden z nich- Madrox nie będzie zadowolony gdy się o tym dowie
-Wszystko mi jedno- „oryginalny" Madrox schował twarz w dłoniach- Niech któryś z was po prostu mnie zabije.

W tym samym momencie w trochę gorszej części NY Shocker cieszył się zapłatą za dobrze wykonane zadanie w tutejszym barze.
-No i stoję nad pokonanym Spider-manem i mówię „Właściwie to przyszliśmy tu po włócznię,ale sam musisz przyznać: Byłbym totalnym frajerem gdybym nie wykorzystał okazji." Już miałem mu odstrzelić głowę gdy nagle pojawił się sam Kapitan Ameryka i ten łucznik, Falcon
-Hawkeye.- poprawił go jeden z słuchających.
-Jeden pies.- Shocker pociągnął kolejny łyk piwa- No i jeszcze był tam jakiś mutant, niech piekło ich pochłonie, co umiał się kopiować w nieskończoność.
-I co zrobiłeś?
Większa cześć widowni nie była dość upita by wierzyć w kawałek o pokonaniu Spider-man i Moon Knighta, a co dopiero walce z Kapitanem Ameryką. Mimo to Shocker był świetnym gawędziarzem i większość ludzi chętnie słuchała jego historii.
-No więc byłem otoczony ze wszystkich stron...
-Przez trzy osoby?
-Mutant kopiujący. No więc otoczyli mnie ze wszystkich stron. Rhino wciąż nie dawał śladów życia po atakach Moon Knighta. Byłem pewien że już was nie zobaczę. Ale wtedy pomyślałem: „Właśnie skopałem tyłek pająkowi i największemu zabijace po Punisherze. Ma to pójść na marne? O nie." Uznałem że Falcon nie strzeli do mnie jak będę przy kopiującym się, chyba nazywał się Medrox.
-Madrox, ty durniu!
Wszyscy obrócili się w stronę krzykacza. Okazał się nim Madrox w dość tanim przebraniu.
-Eeee, cześć?
Wiązka energii szokowej rzuciła Madroxem przez cały bar, aż przebił ścianę.
-Mój bar!- jęknął grubas za ladą- Kto mi zapłaci za szkody?
-Zamknij się, bo do niego dołączysz.- warknął Shocker, podchodząc do dziury- Chyba załatwiłem go, zanim zdołał się skopiować. Przy odrobinie szczęścia...
Z dziury wyskoczyło dwóch Madroxów. Shocker walnął obu naładowaną pięścią, ale z ściany zaczęli wychodzić kolejni.
-Opuścić bar!- krzyknął Shocker- Zaczyna tu się robić nieciekawie.
W budynku pojawiły się dwie armie: jedna biegnąca do walki, druga do ucieczki. Chaos pogłębiały promienie lecące po całym budynku. Shocker strzelał, bił i kopał. W końcu jednak musiał paść.
-DOŚĆ!- ryknął odrzucając najbliższych Madroxów falą szokową- Zabiłem już chyba trzy tuziny mutantów. Ile was tam jeszcze jest?
-Całkiem sporo- powiedział jeden z bliższych- Nasz limit to jakieś trzysta dwadzieścia...
-Dobra, rozumiem.- Shocker oparł się o jeden z ostatnich stołów- Czego właściwie ode mnie chcecie?
-Wszystkiego co wiesz o Włóczni Odyna i ludziach, którzy chcą ją zdobyć
-I wszystkich twoich pieniędzy.- odezwał się jakiś głos z tyłu, ale szybko został uciszony.
-Dobra, niech wam będzie.- Shocker opadł na krzesło ze zmęczenia- Mogę najpierw dostać coś do picia?

Madrox potknął się i trzepnął głową w umywalkę (tworząc kolejny duplikat), po czym zaklął. Właśnie dostał „raport" w postaci wspomnień jednego z klonów na temat przesłuchania Six; nie wyglądał najlepiej. Uznał że skoro jeden raport przyszedł, zaraz powinny przyjść następne, więc wchłonąć replikę, po czym usiadł na klozecie i czekał. Mijały minuty i nic się nie działo. W końcu zniechęcony wstał by zwolnić łazienkę. W tym momencie potknął się i walnął głową o umywalkę. Już chciał rzucił wyjątkowo plugawe przekleństwo, gdy zrozumiał że dostał „raport" z pościgu za Shockerem. Madrox poderwał się z podłogi i pobiegł podać informację reszcie.
-Wyszedłeś wreszcie.- powiedział Spider-man- Ostatni raz puściłem cię pierwszego do łazienki.
-Nie teraz Spider.- powiedział mutant- Właśnie dowiedziałem się kto ma Włócznię. Z zeznań Shockera wynika że..
-Kapitan Moon Knight do pasażerów. Właśnie zostaliśmy zaatakowani przez samoloty oznaczone komunistycznymi symbolami.
W tym momencie coś wstrząsnęło całym statkiem.
-A teraz oberwaliśmy. Jeżeli nie ruszycie zaraz tyłków na pozycję bojowe spotkają nas dwie straszne rzeczy: będziecie martwi i stracę samolot. Sugeruję pośpiech.
Samolot zrobił gwałtowny skręt rzucając wszystkich o ścianę.
-Niech zgadnę.- powiedział Spider-man, który jako jedyny trzymał się podłogi- Shocker przekazał Włócznię komuś z ruskim akcentem, który ma mieć powiązania z komunistami.
-Ten dzień nie mógł być gorszy.-pomyślał Madrox

Nowy Jork, Fisk Tower.
Przed biurkiem Kingpina zostało rzucona trójka klonów.
-Próbowali włamać się do centrum kamer.- poinformował przełożonego strażnik- Co z nimi zrobić.
Wilson Fisk spojrzał przelotnie na złapanych.
-Zabić ich.
-Czekaj.
Z cienia wyszła postać w pomarańczowym kapturze.
-To klony Madroxa. -powiedział swoim diabelnym głosem- Mogą wiedzieć dokąd poleciał prawdziwy. A gdzie bohaterowie, tam będzie Włócznia.
-Nic ci nie powiemy bandyto!- krzyknął jeden z Madroxów- Nie boimy się śmierci, tak tylko przekażesz wieści oryginałowi.
-Jesteś całkiem bystry, mały. Ale nie wiesz jednego -Hobgoblin podniósł Madroxa za szyję- Na tym świecie są gorsze rzeczy niż śmierć.