Rozdział 15: Ostatni filler przed wielką nawalanką
Autor: Skulker

Statek SHIELD, godzina do dotarcia do Anglii
Madrox postanowił wykonać telefon.
-Siedziba X-Factor Investigations, słucham.
-Cześć Layla...
-Część Jamie.- przerwała mu dziewczyna- Nie ma nas w domu, nagraj wiadomość po sygnale.
-To skąd...jasne. Dobra to po pierwsze...
-Mam pozdrowić całą drużynę i przekazać że żyjesz- znowu przerwała mu Layla- Poza tym chcesz wiedzieć co u nas. Nudno, nikt nas nie wynajmuję i kablówka się zepsuła, więc wszyscy są źli.
-Wiesz że nagrywanie wiadomości powinno wyglądać trochę inaczej?
-Tak wiem, dość prymitywna metoda. Coś jeszcze?
Multiple Man westchnął.
-Nie to chyba wszystko. Trzymaj się, pa.
Madrox odłożył słuchawkę.
-Ok, jest jeszcze trochę czasu zanim wysiadamy co znaczy że mam czas na zwiedzanie.
Madrox po uderzał w ścianę tworząc kilka kopii. Wyszedł z pokoju i wpadł na Fury'ego.
-Madrox, jeśli zobaczę choć jednego z twoich niestabilnych emocjonalnie klonów łażących po moim statku to wyrzucę go za burtę.
-Owww, to nie zdążę obejrzeć całego pojazdu.
-Jak zobaczę ciebie szperającego po statku to też wyrzucę cie za burtę.
Fury oddalił się od przeklinającego Madroxa i wszedł do centrum dowodzenia. W środku czekało już na niego kilku innych oficerów SHIELD.
-Hill, raportuj.
-Włócznia została wykryta w centralnej części Anglii, w miasteczku West Bromwich.
-Czy Włócznia wciąż nadaję taki sam sygnał?
-Zgadza się.
-Bez sensu.
-Sir?
-Nic, kontynuuj raport.
-Nasze źródła donoszą o wysokiej aktywności przestępczej w tym rejonie. Niestety nie znamy szczegółów.
-Czy włócznia nadal się przemieszcza?
-Nie.
-Dalej bez sensu. Co możesz powiedzieć o mieście?
-Niezbyt duże, poniżej 150 tyś mieszkańców. Nie ma tam żadnych dużych laboratorium, aktywności super przestępczej, występowanie mutantów poniżej jednego procenta.
-Podsumujmy- Fury usiadł za stołem i splótł dłonie- Komuniści przejęli potężna broń o skali globalnej, wróć, między wymiarowej. Udało im się ją ukraść sprzed naszych nosów i uciec z nią do Rosji, bardzo dobrze. Ale co potem? Zamiast ją zabezpieczyć i ukryć, jeden z ich agentów ucieka z nią do Wielkiej Brytanii, największego zbiornika superbohaterów i naszych agentów w tym rejonie (przynajmniej taka jest nasza oficjalna wersja). Siedzimy im na ogonie bo wciąż nie zagłuszyli sygnału (nie obchodzi mnie że to trudne, powinni być gotowi być na taką opcję). A więc zaraz ich dorwiemy i co oni robią? Zatrzymują się i czekają na nas! To nawet nie jest błąd, to zwyczajne samobójstwo!
Na chwilę zapadła cisza.
-Podejrzewa pan podstęp.- stwierdziła Maria Hill
-Ja zawsze podejrzewam podstęp Hill. Miejmy tylko nadzieję że tym razem się mylę.

Tymczasem w innym pokoju Spider-man siedział na suficie i myślał o ostatnich wydarzeniach.
-Wiesz że Moon Knight ma rację. Gdybyśmy zatrzymali Lady Bullseye wszyscy byli by bezpieczni.
-Nie gadam z tobą. Ty już miałeś swój czas, teraz powinien pojawić się aniołek.
-Wiesz że to tak nie działa Peter.
-W kreskówkach tak to wyglądało. Niszczysz moje dzieciństwo.
-Ale tak nie jest. Wtedy to co mówię byłoby automatycznie złem. Ale żyjemy w świecie w którym wybór nie jest taki prosty. Nie możesz poszufladkować wszystkiego na dobro i zło.
-Kapitan Ameryka powiedział że czynie dobrze. Sugerujesz że mam słuchać Moon Knighta zamiast niego?
-Jeżeli jesteś taki pewny to dlaczego wciąż tu jestem?
Spider-man milczał.
-Nie jestem twoją złą częścią Peter. Jestem tu by pomóc ci zrozumieć to co musisz zrozumieć. Zabijanie nie jest automatycznie złe. Zabijamy zwierzęta by mieć jedzenie, by przetrwać. Żołnierze na Drugiej Wojnie Światowej zabijali by zatrzymać Hitlera. Kapitan Ameryka zabijał.
-Dość!
Spider-man walnął się pięścią w twarz i upadł na podłogę.
-...brawo Peter, po prostu brawo.
-Zamknij się.
W tym momencie do pokoju wszedł Madrox.
-Cześć Spidey, nie przeszkadzam.
-Skąd, właśnie ćwiczyłem przyczepianie się do podłogi- powiedział Peter wstając- O co chodzi Jamie?
-Wiec..-mutant podrapał się z tyłu głowy- Ostatnio wydaję mi się że coś cię gryzie. Jesteś trochę... humorzasty. Wszystko gra?
-Oczywiście że tak. Jestem przyjacielskim pajączkiem z sąsiedztwa, co mogły by być nie tak?
-Na pewno? Moon Knight trochę cię objechał...
-Na pewno
-Żadnych kryzysów czy coś?
-Nie.
Bohaterowie przez chwilę mierzyli się wzrokiem.
-No dobra, sorry że przeszkadzam.- Madrox ruszył w kierunku wyjścia
-Jamie?
-Tak?- mutant zatrzymał się w drzwiach
-Głosy w głowie chcą bym zabijał ludzi. Czy to liczy się jako kryzys?
-Tak Spidey, liczy się- westchnął Jamie i usiadł na krześle- To może opowiesz mi o tym.

Mniej więcej w tym samym czasie West Bromwich.
Ulicami miasta szło dwóch człowiek. Jeden z nich był siwy, ale dobrej kondycji. Nazywał się Roderick Kingsley, znany też jako Hobgoblin.
-Macie paskudną pogodę w tej Anglii.-powiedział przestępca- Czemu koleś z włócznią nie mógł schować się w Grecji albo we Włoszech?
-Nie mam pojęcia panie Kingsley.- jego towarzysz nosił szary prochowiec i mówił z wyraźnym angielskim akcentem- Ale gdybym miał zgadywać to powiedziałbym że chodzi o język. Tak zwani „super przestępcy" którzy emigrują z Ameryki najczęściej przyjeżdżają tutaj bo nie muszą się uczyć nowego języka.
-A co to ma do... ilu ich jest?
-W całej Anglii można doliczyć się ponad setki, od jednostrzałowców którzy zmienili zawód do światowych terrorystów ściganych przez SHIELD.- mężczyzna wyjął z kieszeni płaszcza cienką teczkę- Jednakże źródła Kingpina wiedzą o jedenastce wyjętych spod prawa, którzy przyjechali w tę okolicę. Najprawdopodobniej to będą twoi przyszli przeciwnicy. Sugerowałbym zapoznanie...
-Zabierz ode mnie te śmieci. Jestem zawodowcem, nie potrzebuję tego. Powiedz mi tylko gdzie jest włócznia.
-W porządku. Włócznia znajduję się w hotelu o nazwie Campanile, na ulicy Edwart St.
Hobgoblin burknął coś w odpowiedzi i ruszył w przeciwnym kierunku. Mężczyzna obserwował go przez chwilę, po czym skierował się do pobliskiej kawiarni i dosiadł się do potężnie zbudowanego człowieka w podobnym prochowcu.
-Wszystko poszło zgodnie z planem.- powiedział Paladin, przestając używać angielskiego akcentu
-Twój plan jest głupi śmiertelniku.- stwierdził Egzekutor
-Uważasz że powinniśmy go zabić? Przyznaję że to rozwiązanie ma swoje plusy, ale nie dalibyśmy rady tego zrobić. Po cichu.- dodał szybko widząc reakcje swego towarzysza- Walka zwróciła by uwagę tych którzy mają włócznię i wszystko na nic. A tak Kingsley przyda nam się jako mięsna tarcza.
-Jeżeli jesteś taki cwany to po co w ogóle się wtrącamy? Mogliśmy nie zabijać jego prawdziwego informatora i wynik byłby ten sam.
-Ale tak miałem okazję go poznać. Zrozumieć jak on myśli. -najemnik popukał się w głowę- No i podrzucić mu pluskwę do śledzenia.
Asgardczyk patrzył na niego przez chwilę, po czym potrząsnął głową.
-To nie jest droga wojownika.
-Posłuchaj mnie uważnie.- Paladyn spoważniał- Włócznia Odyna to niebezpieczna broń. Komuniści, Kingpin, SHIELD, wszyscy chcą położyć na niej łapy. Jeżeli chcemy ich ubiec musimy być sprytniejsi. Kapujesz?
Egzekutor spojrzał na swojego sprzymierzeńca badawczym wzrokiem.
-Skoro wszyscy chcą ją przejąć, to czemu mam ufać tobie?
-Miałbym chcieć ją zachować?- Paladin zaśmiał się gorzko- Ukrywałem ten badyl przed szaleńcami tego świata, modląc się że nikt nigdy jej nie znajdzie. Ostatnio niemal straciłem przez nią życie. Tak, myślę że jestem gotów zrzec się mego „skarbu", jeśli jesteś na tyle głupi by go przyjąć.

Z powrotem na statku SHIELD
-... a potem walnąłem się głowę i upadłem na podłogę.- skończył opowiadać Spider- Hmm, po dłuższym namyślę mogłem minąć tą część.
Madrox minimalnie odsunął się od swojego towarzysza.
-Ok, to było...ciekawe.- stwierdził mutant- Czy powiedziałeś już o tym Steve'owi?
-Nie.- powiedział z naciskiem Peter- Wtedy mógłby wykluczyć mnie z drużyny, a potrzebujecie mnie.
-No dobrze- westchnął Madrox- Może nie jestem psychologiem, ale myślę że można powiedzieć że rozdwojenie osobowości to moja specjalność. Myślę że dzięki odpowiednio długiej ilości czasu i śmiesznym sytuacjom z moimi klonami...
-WSZYSCY BOHATEROWIE NA MOSTEK.- odezwał się głośnik w ich pokoju- ZA MINUTĘ JESTEŚMY NA MIEJSCU.
Bohaterowie spojrzeli po sobie.
-Skończymy to później.

Po odprawie z poprzedniego rozdziału bohaterowie skoczyli na spadochronach.
-No dobra Spidey, to jest to. Świat jest zagrożony i tylko ty możesz go uratować. Nie ważne jakie masz problemy, nie ważne czy coś ci się stanie, teraz czas byś pokazał że jesteś prawdziwym bohaterem!
Byli już blisko ziemi, więc Spider-man odłączył spadochron i wylądował.
-Witam wszystkich, wasz przyjazny pająk z sąsiedztwa przybył by skopać wasze tyłki!
Obok niego wylądował Madrox i się rozejrzał. Wylądowali w środku miasta i masa ludzi patrzyła na nich z wyraźnym zdziwieniem.
-Eee, co teraz?
Ktoś strzelił im zdjęcie.