Rozdział 24: Podsumowanie
Autor: Skulker

Używając strzał Hawkeye'a oraz otaczającej ich roślinności, Steve zrobił prowizoryczne nosze dla Spider-mana. Drogę do wioski Ma'te Raca przeszli w pełnym napięcia milczeniu.
Wioska okazała się wyglądać dość typowo. Jedyne co zdradziło im że są na miejscu był czekający na nich stary Indianin oraz lekarze którzy przejęli Spider-mana.
- Mamy najlepszych lekarzy w kraju. - zapewnił ich Ma'te Rac - Łączymy nowoczesną technikę z ludowymi recepturami. Jeśli ktoś może mu pomóc to mój dziadek.
Kapitan Ameryka pokiwał niemrawo głową.
- Dobra drużyno, na razie spocząć.
- Nie powinniśmy pozadawać paru pytań? - spytał wątpliwie Hawkeye - Nawet nie wiemy kim są ci ludzie.
- Przyjaciółmi. To jedyne co jest teraz ważne.
Kapitan Ameryka zostawił Madroxa i Hawkeye'a samych.
Madrox wzruszył ramionami.
- Indianie z super technologią. Widziało się dziwniejsze rzeczy.
Steve Rogers poszedł do lasu. Chciał przez chwilę być sam.
- Zapominasz o priorytetach Kapitanie.
Nie dano mu tego.
- Podejrzewałem że się pojawisz Moon Knight.- powiedział bohater odwracając się - I pamiętam co jest moim priorytetem: ratowanie żyć.
- To ciekawe. Ile z nich uratujesz pozwalając by Włócznia Odyna wpadła w ręce Kingpina?
- Spider-man jest umierający. Nie zostawiamy nikogo.
- Dostał już pomoc! Fakt że będziesz siedział na swoim tyłku nie pomoże mu zdrowieć. A jeśli nie ruszymy to jego śmierć pójdzie na marne. Śmierć Frenchie'ego też.
Spector nie zmienił tonu głosu, ale Kapitan zrozumiał że uderzył go w czuły punkt.
- Moon Knight, życie twojego przyjaciela było równie ważne co Spider-mana. Nikt...
- Później będziemy się martwić o moje cholerne uczucia. Mamy świat do ocalenia, musimy wziąć się w garść zanim będzie za późno.
Kapitan Ameryka zacisnął rękę na tarczy.
- Masz rację. Idę zebrać drużynę.

Tymczasem Madrox i młody Indianin siedzieli koło szpitala. Z pokoju w którym był Spider-man dochodziły dźwięki muzyki i podejrzane zapachy.
- Więc Ma'fe...Na're..Male..
- Przyjaciele z spoza plemienia mówią na mnie Matt.- uśmiechnął się Indianin
- Matt. - mutant skinął głową z wdzięczności - Mogę spytać co twój dziadek tam robi?
- Ciało twojego przyjaciela jest silne. Miało już wiele śmiertelnych ran i wróciło do zdrowia. Tak naprawdę martwimy się o jego ducha.
- Ducha?
- Po to miałem go znaleźć.- Indianin spojrzał w niebo.- Moje plemię wierzy że człowiek rodzi się z dwiema duszami. Za każdym razem gdy wahasz się podjąć jakąś decyzję, obie duszę walczą o kontrolę. To naturalny porządek rzeczy, człowiek z jedną duszą, nie byłby człowiekiem. Jednak w przypadku Spider-mana sprawy poszły za daleko. Niezgoda między jego duszami stała się tak silna że jego dusze przestały współpracować. To czyni go słabym
- Moje plemię ma dług wdzięczności wobec Człowieka w Pajęczej Skórze. On i mutant słusznie zwany Wolverine przywrócili spokój w tej okolicy gdy biali ludzie polowali na Wendigo. Wiele im zawdzięczamy.
Madrox pokiwał głową w zamyśleniu.
- A co jeśli jego dusze nie połączą się? Jeśli różnice między nimi są zbyt duże.
Indianin zacisnął medalion w ręce.
- Wtedy twój przyjaciel zginie.

Spider-man znajdował się w ciemnej pustce. Przed nim znajdował się drugi Spider-man. Wyglądali tak samo, tyle że jeden był miał cały czerwony kostium, a drugi niebieski.
- Nie wiem co się dzieje, ale jakby co to twoja wina,- powiedział czerwony pająk
- Masz na myśli fakt że nie jesteśmy martwi? Czemu nie, mogę być winny.- niebieski rozejrzał się wokół – Ale teraz serio, gdzie jesteśmy?
Jesteście tam gdzie zawsze byliście: wewnątrz samego siebie.
- No świetnie, kolejny głos w mojej głowie. - westchnął czerwony- I gada jeszcze bardziej od rzeczy niż poprzedni,
- Zaraz, a to nie ty jesteś moim wewnętrznym głosem? - niebieski podrapał się po głowie
- Sam już nie wiem. Ostatnie parę dni było trochę dziwnych.
Żaden z was nie jest nadrzędny wobec drugiego. Jesteście dwiema stronami jednej monety.
W ciemności zaczęły się pojawiać sceny kłótni obu Spider-manów.
Ostatnie wydarzenia sprawiły że przestaliście widzieć siebie jako jedność. Jeśli ten proces nie zostanie zatrzymany, obaj zginiecie.
Spider-mani spojrzeli po sobie i skinęli głowami.
- W porządku bezcielesny głosie znikąd. - powiedział czerwony pająk – Co mamy zrobić?
Jedynym sposobem integracji dwóch przeciwnych elementów jest zniwelowanie czynnika entropii w procesie dyskursu.
- ...co?
- Jeśli dobrze rozumiem.- powiedział niebieski pająk- Mamy po prostu to obgadać.

Madrox dostał informację że ruszają w drogę. Nie chciał zostawić Pająka samego więc wybrał trzech w miarę kompetentnych klonów na jego strażników (Chciał zostawić więcej, ale bał się że skończą mu się kopie. W ostatnich dniach wiele ich stracił i nie miał czasu na „regenerację"). Pierwszego wysłał kiedyś na Wschód by uczył się sztuk walki. Czarnego pasa nigdy nie zdobył, ale wciąż pamiętał parę ruchów. Drugi był tym samym który prowadził przesłuchanie Octopusa. Jamie nie był pewien ostatniego klona: był ponury, oschły i traktował Madroxa jakby był idiotą. W myślach nazwał go Hawkeye-Madrox.
Razem z Clintem dołączył do Kapa w sali pełnej komputerów.
- Jakąś godzinę przed waszym przybyciem w Kanadzie pojawił się dziwny sygnał.- mówił Matt – Moje ptaki wytropiły jego źródło zanim zniknął.
Na ekranie pojawił się obraz silnie bronionej bazy wojskowej.
- Kolejna baza do sforsowania? Nie brzmi trudno. - stwierdził Madrox
- Niestety mam złe wieści.- Indianin zaczął wklepywać coś w komputer- Oto obraz z kamer przez ostatnie parę godzin.
Bramy magazynów otworzyły się i ludzie w przyśpieszonym tempie zaczęli wyciągać z nich skrzynie. Po jednej z nich trafiło do jednej z siedemnastu pancernych pojazdów. Każdy z nich otrzymał obstawę i pojechały w różnych kierunkach.
Hawkeye zaklął paskudnie.
- Umiesz stwierdzić z której z nich jest źródło sygnału?- spytał Steve
- Sygnał zniknął zanim was spotkałem. - Ma'te Rac rozłożył ręce – Równie dobrze mogła zostać w bazie.
Zapadła chwila ciszy, w której każdy z bohaterów zastanawiał się co robić dalej.
- Czy twoje ptaki dalej wszystko nagrywały? - spytał nagle Madrox
Indianin spojrzał na niego ze zdziwieniem.
- Tak, ale tylko przez kilka minut. Miały patrolować najbliższą okolicę, dalej tracę zasięg.
Madrox machnął ręką po pokoju.
- Rzuć obrazy z tych kamer na ekrany, potem zapętlij je w kółko.
Matt zawahał się przez chwilę, ale skinął głową. Sekundę później włączyły się wszystkie komputery w sali ukazując im obrazy siedemnastu konwojów z różnych perspektyw.
Madrox skopiował się i zaczął je wszystkie oglądać.
- Aha! - wskazał triumfalnie jeden z ekranów – W tym nie ma Włóczni Odyna.
- A to skąd niby wiesz? - spytał z przekąsem Hawkeye
- Drogą dedukcji mój drogi Bartonie. - Multiple Man popukał się w głowę – Obecny posiadacz Włóczni chciał zgubić nasz trop, więc rozesłał konwoje z fałszywym cargo. Jednak nie każdy konwój jest dostosowany do wiezienie tak cennej przesyłki.
Madrox wskazał ponownie ten sam ekran.
- Ten pojazd zostawia plamy oleju za sobą. Oznacza to że albo człowiek który nim jedzie jest idiotą i znaczy swój ślad albo chcieli użyć wszystkich samochodów i nie dbali o takie szczegóły. W obu przypadkach nie sądzę by włócznia była w tym konwoju.
Kapitan pokiwał w podziwie głową.
- Dobra robota Madrox. - Steve zwrócił się do reszty grupy- Dobra drużyno, mamy plan działania. Hawkeye, przyjrzyj się karabinom maszynowym na samochodach i ludziom którzy je obsługują. Oceń którzy z nich wyglądają na zawodowców. Ja ocenię ich działanie taktyczne. Ma'te Rac, gaś wskazane przez nas ekrany. I spróbuj wyostrzyć obraz. Do roboty ludzie, za piętnaście minut chce znaleźć te włócznię!

Czerwony Spider-man spojrzał na swoją niebieską replikę.
-No dobra, zacznijmy od najprostszego pytania: Uważasz że powinniśmy zabijać przestępców- niebieski bohater skinął głową- Skąd to się wzięło? Jesteśmy w tym biznesie od lat, czemu teraz wyskoczyłeś z nowymi poglądami?
- To nie jest takie proste. Ta myśl powstała u mnie u samego początku. - zaczęły pojawiać się nowe obrazy – W dniu w którym zostaliśmy Spider-manem.
Pojawiły się sceny z włamywaczem w domu Parkerów i płaczącej ciotki May.
- Gdy dowiedziałam się o śmierci wujka Bena byłem wściekły. Ruszyłem w pościg za jego mordercą z zamiarem zabicia go. Jednak kiedy odkryłem że morderca jest tą samą osobą która wcześniej puściłem, zrozumiałem że to ja jestem winny. Gdyby to jednak był ktoś inny... naprawdę nie wiem co by się stało.
- Zabicie go nie zwróciło by wujkowi Benowi życia. - odezwał się czerwony Spider-man – Obwiniałem się za jego śmierć, ale zemsta w niczym by nie pomogła. Właśnie dlatego walczymy ze zbrodnią, żeby zapobiec takim katastrofom.
- Też tak myślałem. - przerwał mu niebieski – A potem umarła Gwen Stacy.

Dziesięć minut później Rycerze Marvela praktycznie skończyli. Zostały dwa nagrania: Jedno pokazywało dobrze strzeżony konwój jadący na zachód. Bohaterowie zgodnie stwierdzili że pilnujący go żołnierze wyglądają na są czujni i dobrze uzbrojeni. Niestety drugie nagranie trwało tylko dziesięć sekund. W ostatniej sekundzie widać było jak jakiś drapieżny kot zaatakował metalowego ptaka.
Trójka bohaterów bezmyślnie oglądało zapętlone dziesięć sekund. Można było z niego wywnioskować że konwój udawał się na północ oraz że konwój był trochę gorzej uzbrojony od poprzedniego. Jednak to mogło być tylko wrażenie.
- Moim zdaniem powinniśmy jechać na zachód. - stwierdził Clint – Pewnie Kingpin wiezie włócznię do Madiporu by sprzedać na aukcji.
- Równie dobrze może chcieć ją dla siebie- sprzeciwił się Madrox – Może zamierza zakopać ja na Północy i za siedem lat spokojnie odkopie gdy wszystkie tropy ostygną.
- Na wschodniej granicy Kanady wciąż stoi Hellicarier SHIELD. Na jego miejscu odsunąłbym się od niego jak najdalej jak możliwe.
- Podobnie rozumowaliśmy w Londynie i okazało się że byliśmy w błędzie!
Ich dyskusja przerodziła się w kłótnie, do której (po różnych stronach) dołączyły kopie Madroxa.
Tylko Steve siedział nieruchomo przed komputerem.
- Północ czy zachód? Gdzie ja bym zabrał Włócznie Odyna?
Obie opcje brzmiały dość prawdopodobnie.
- Północ czy zachód?
Oczy zaczęły go boleć od powtarzania tego samego video, ale nie pozwolił sobie na mrugnięcie.
- Północ czy zachód?
- Północ.
Steve zamrugał i rozejrzał się po pokoju. Clint i Jamie dalej się kłócili, a Matt patrzył na nich z lekkim niepokojem. Nikt nie zwracał się do niego.
Super żołnierz zawahał się. Czyżby zdawało mu się?
Ponownie zacisnął pięści.
- Marvel Knight, assemble! - Hawkeye i Madrox uciszyli się i spojrzeli na niego.- Zwijamy się. Jedziemy na północ.

Spider-mani patrzyli w milczeniu na sceny z kolejnych walk z Green Goblinem: ich pierwsze spotkanie, dzień w którym odkryli jego swoje tożsamości i Norman stracił pamięć. Jego powrót i zrzucenie Gwen z mostu.
- Nie raz rozpamiętywałem tę noc. - powiedział cicho niebieski Spider-man – Zastanawiałem się co zrobiłem źle. Czy byłem za wolny czy nie starałem się dość mocno? Czy może powinienem zapobiec temu wydarzeniu zanim Norman odzyskał pamięć.
- Nie mogliśmy przewidzieć co się wydarzy.
- Nie przewidzieliśmy że przestępcy ranią ludzi? - głos niebieskiego Spider-mana stał się ostry. - Spoiler panie mądraliński: Przestępcy sprawiają że ludzie cierpią. Przez Octopusa nie żyję kapitan Stacy, przez Hobgoblina Ned Leeds, przez Carnage masa ludzi!
Wokół Spider-manów zaczęło latać masa flashbacków.
- Oficer Jean DeWolff, Ben Reilly, Nathan Lubensky. Ile z tych śmierci możemy usprawiedliwić? Ile z nich mogliśmy zapobiec? Kto ma zginąć byś ty to zrozumiał? Flash? Ciocia May? Mary Jane?
- Dość!
Wszystkie obrazy zniknęły poza jednym. Spider-mana mierzącego z pistoletu do Hobgoblina.
- Czara się przelała. - wyszeptał niebieski pająk – Jakie masz kontrargumenty?
Czerwony Spider-man bez słowa podszedł do fantomu siebie i Hobgoblina. Okazało się że jest w stanie ich dotykać.
- Nie mam żadnych.
Czerwony Pająk chwycił pistolet i zaczął go oglądać.
- Mogę mówić o stawaniu się tak złym jak przestępcy albo o tym że nie możemy gdybać jakby wyglądał świat gdybyśmy postąpili inaczej. Ale to były by tylko wymówki. Logicznie rzecz biorąc masz rację. Mam tylko jeden warunek.
Czerwony podszedł do swojego niebieskiego bliźniaka i wręczył mu pistolet.
- Zastrzel Hobgoblina.
Niebieski spojrzał na niego ze zdziwieniem.
- To tylko fantom. Iluzja stworzona przez nasz umysł. Strzelenie do niego nic nie zrobi.
- Więc nic złego się nie stanie jeśli to zrobisz.
Nagle wspomnienie zaczęło się ruszać. Całość nabrała bardziej realnego uczucia.
- Wyobraź sobie że to się dzieje naprawdę. Że znowu jesteśmy w tej pozycji, tylko że goblin naprawdę ma włócznię. I jeśli go nie zastrzelisz, możesz postawić tysiące ludzi w niebezpieczeństwie.
Niebieski Pająk patrzył na niego przez chwilę, po czym uniósł pistolet. Wycelował w Hobgoblina i odbezpieczył broń. A potem opuścił ją z powrotem.
- Skąd wiedziałeś że nie będę w stanie tego zrobić?
- Ponieważ jestem tobą. - uśmiechnął się smutno czerwony – Nie ważne jak bardzo się rozdzieliliśmy: wciąż jesteśmy jesteśmy tą samą osobą. A wiem że nigdy nikogo bym nie zabił. Niestety to prawda że ludzie umierają. I nie ważne jak będziemy się starać, nigdy nie uratujemy wszystkich. Na logikę moglibyśmy ocalić więcej z nich gdybyśmy nie mieli granic moralnych. Ale życie polega na czymś więcej niż tylko kierowaniu się logiką. Od dzieciństwa uczono nas zasad moralnych, co jest właściwe a co nie. Możemy je odrzucić jako nie praktyczne. Ale jeśli odrzucimy moralność, to o jaki świat walczymy? - czerwony spojrzał niebieskiemu w oczy - Rozumiesz?
W tym momencie Spider-mani zaczęli się świecić i połączyli się w jednego.
- Zgaduję że to znaczy tak.

Spider-man otworzył oczy. Leżał w łóżku szpitalnym, a nad nim stały trzy (a raczej jedna) znajome twarze.
- Dobrze widzieć cię znów w świecie żywych pajączku.- Uśmiechnął się pierwszy Madrox. Mówił jakby z akcentem.- Jak się czujesz?
- Znacznie lepiej niż przez ostatnie parę dni. - Peter podniósł się gwałtownie, po czym syknął z bólu- A jednocześnie jakbym bił się cztery godziny z Venomem. Co się stało?
- Dłuższa historia. W skrócie...
Madrox przerwał gdy usłyszał krzyki dobiegające z przedpokoju. Szybkim ruchem zerwał firankę z kija nad oknem, po czym wybiegł z nim, kręcąc nim jak bronią. Przez kilka sekund słychać było walkę, po czym jego martwe ciało wpadło przez drzwi.
- Był nawet słabszy niż przypuszczałem.- powiedział Indianin z pogardą. Był to ten sam który wcześniej niemal zabił Spider-mana. - Mam nadzieję że jesteś gotów by kontynuować naszą walkę.