A/N: Witajcie, jak zwykle w sobotę! Dla wszystkich zainteresowanych klątwą - dziś o niej zdecydowanie więcej! Początek jest napisany tak "po mojemu" i strasznie pasuje mi do całej tej sytuacji i dzięki niemu udało mi się opisać tą klątwę, lecz wszystko zostanie dokładnie wyjaśnione na końcu rozdziału.
Veksel - Dziękuję, Twoje komentarze zawsze poprawiają mi humor :). Stosunek pomiędzy McGonagall a Draco dość jasno opisałam w pierwszej wersji rozdziału drugiego, lecz był on tak beznadziejny, że postanowiłam go zmienić i przy tym usunąć ten kawałek, który opisywał ich kontakty.
Czym jest ten potwór płonący pod moją skórą? Wije się i plącze, niczym wąż. Czuję jego gniew... a może to mój gniew? Emocje łączą się w powolnym tańcu tak, że nie mogę ich rozszyfrować. Mieszają się ze sobą. Nie widzę dokąd zmierzam, oczy zakryte bezradnością. Nie widzę niczego, jedynie czuję go, gdy tłamsi moją duszę. On ściska ją i dusi, próbuje ją zwalczyć. Moją duszę!
Czymże jest ten diabeł, który śmieje mi się w twarz? Chichocze gardłowo, kpi ze mnie. Nie widzę jego lica, nie widzę jego sylwetki. Jedynie oczy, czerwone i wściekłe. Dlaczego dostrzegam je dopiero teraz? Czają się gdzieś, zawsze w tle, lecz zawsze obecne. Spoglądają na mnie, nie odrywają wzroku. A może zawsze tam były? Może zawsze potwór był ze mnie? W uśpieniu, niereaktywowany.
Śpiący potwór pod moją skórą.
Mam moc, której on nie zna. Mam siłę, której on nigdy nie pozna. Mam miłość, która nigdy nie była mu znana.
Potrafię to zwalczyć. Jestem zdolny do wszystkiego, aby ochronić tych, których kocham. Nie mam limitu.
Dlaczego to zawsze dzieje się w nocy? Noc jest sojusznikiem zła. Demony budzą się, gdy słońce chowa się za kurtyną. Czerwone oczy patrzą na mnie, gdy śpię, pogrążony w błogiej niewiedzy. Czasem lepiej nie wiedzieć, wiedza jest dla odważnych. Gdy już dowiemy się prawdy, będziemy musieli stawić jej czoła.
Lecz to absurd! Demony są jedynie w naszej wyobraźni! To my sami je stwarzamy, sami dajemy im prawo bytu, lecz dlaczego te czerwone oczy patrzą na mnie tak uważnie? Czego chcą?
Nie znam odpowiedzi na swoje pytania, nie wiem niczego i to sprawia, że czuję się jak głupiec. Głupiec, który wpuścił potwora do swojej duszy, pozwolił ją stłamsić. Jedno ciało to zbyt mało miejsca, na dwie dusze. Muszę uciec. Nie, nie mogę uciec. Muszę walczyć! Jak lew, dzielnie walczyć o swoją własność. Rozszarpać bezwzględnie na kawałki wrogów, pokonać ich w ostatecznej walce.
Wygrać walkę i bitwę.
Lecz co to? Czuję gniew płynący przez moje żyły, docierający do serca, rozlewający się po całym ciele. Gniew przejmuje panowanie nad całym mną. Chcę zabić. Zabić, zabić, zabić. Wyrwać serce doszczętnie z kruchych ciał. Chcę to zrobić, teraz! Gniew jest ciepły, na pozór wydaje się przyjemny. Rozgrzewa moje ciało do nieprzytomności. Jak coś tak okrutnego, może być tak miłe w dotyku?
Czy przegrałem?
- Potter! Potter! - krzyczy ktoś, lecz furia jest we mnie. - Harry.
Dźwięk słów, każda litera wypowiedziana miękko. Zamykam oczy, mrugam. Moje ręce trzęsą się, nie potrafię ich opanować. Draco zabiera mi różdżkę, czuję, jak wyciąga mi ją z rąk. Pozwalam mu na to.
- Co... co się stało? - pytam, czując się nagle zmęczony.
- Miałeś jakiś... jakiś atak – mówi, swoimi słowami sprowadzając mnie na ziemię. - Co się z tobą dzieje?
- Sam nie wiem – odpowiadam szczerze. - Co dokładnie się wydarzyło?
- Rozmawialiśmy, gdy nagle coś cię rozgniewało i rzuciłeś się na mnie. Potem zacząłeś syczeć, chyba mówiłeś wężomową.
- Ja... zaatakowałem cię?
Malfoy przytakuje, podaje mi moją różdżkę, którą bez wahania zabieram. Gładzę ją jednym palcem. Gładka powierzchnia tak znajomej rzeczy pomaga mi się uspokoić.
Dostrzegam, że znajdujemy się moim dormitorium. Na łóżku leży torba, do połowy zapakowana. Przypominam sobie, co się stało. Przyszedłem tu, by spakować wszystkie swoje rzeczy i przenieść się do Wieży Gryffindoru, zgodnie z poleceniem dyrektor. Malfoy przyszedł i zaczęliśmy rozmawiać, lecz nie pamiętam o czym. Potem wszystko zaczęło się rozmywać. Czułem, jakbym zasypiał.
- Chyba powinieneś trzymać się ode mnie z daleka – mówię, i zaczynam pakować resztę rzeczy. Szybko wpycham je do torby, wręcz szaleńczo.
- Cóż, i tak nie mam nic do roboty. Mogę ci pomóc – mówi, a jego słowa zaskakują mnie.
- Pomóc? Niby w czym?
- Dowiedzieć się co ci jest, głupku. Sam sobie nie poradzisz, to mogę ci zagwarantować.
Patrzę na niego w szoku.
- Oszalałeś? Nie widzisz co się ze mną dzieje? Jestem niebezpieczny, opętany – zasuwam suwak torby.
- Lubię wyzwania – odpowiada, uśmiechając się pewnie.
- Nie chcę twojej pomocy – kłamię. Zabieram torbę i ostatni raz rzucam okiem na dormitorium, po czym oboje wychodzimy.
- W porządku, Potter. Radź sobie sam.
Wymija mnie i przyśpiesza. Patrzę, jak otwiera drzwi, które prowadzą na korytarz. Stoję przez chwilę, nie wiedząc co zrobić. Nie chcę jego pomocy. Nie chcę też zepsuć tej słabej, cienkiej nici porozumienia, która utworzyła się pomiędzy nami. Jeśli przyjmę jego pomoc, mogę narazić go na niebezpieczeństwo.
Nie myśląc o tym więcej, otwieram prędko drzwi.
- Malfoy, czek... - mówię, lecz przerywam, gdy dostrzegam, że stoi przede mną z kpiącym uśmiechem na twarzy i z rękami założonymi na bokach.
- Więc? - pyta unosząc brew.
- Co?
- I oto poraziła mnie elokwencja twoich słów – przewraca oczami. - Czekam, aż zaczniesz prosić.
- Niby o co, Malfoy?
- A o to, żebym ci pomógł. No już, gryfonie, pokaż jak prosisz – uśmiech na jego twarzy powiększa się.
- Nie mam zamiaru!
- Dobrze, więc ci nie pomogę.
- Wcale nie chcę twojej pomocy.
Odwraca się i odchodzi.
- Nie, czekaj! - sam nie wierzę, że to robię. - Dobra, okey? Proszę.
- Ładniej – mówi wciąż odwrócony plecami do mnie. - Poproś ładniej, albo ci nie pomogę.
Czuję irytację. Nie gniew, lecz irytację.
- No dalej – odwraca się. - Wiem, że potrafisz.
- Spadaj na drzewo!
Zaczyna się śmiać.
- Dupek – mówię.
- Idiota – odpowiada. - A teraz chodź! Uznajmy, że twoje prośby zostały zaakceptowane.
Kładzie rękę na moim łokciu i lekko popycha mnie do przodu.
- Gdzie? - pytam.
- Wypchać panią Norris oczywiście.
A mnie ten pomysł bardzo się spodobał.
Czytanie książek wcale nie jest fajne i nigdy nie zrozumiem co takiego widzi w tym Hermiona. Tak wiele liter i słów, do których potrzeba było tyle koncentracji by zrozumieć ich znaczenie i złożyć je w głowie w zdania. Dlatego uważam, że latanie było łatwiejsze. Jedynego skupienia, jakiego się potrzebuje to tego, gdy trzeba uważać, by nie oberwać tłuczkiem czy jakąkolwiek inną kulą.
Łatwiej mi oczywiście przebrnąć przez te wszystkie księgi gdy wiem, że mam kogoś do pomocy oraz co ważniejsze, kogoś do towarzystwa.
Po całym tygodniu przeglądania tych wszystkich ksiąg nie pamiętam własnego imienia, lecz wiem, jak wyhodować roślinę, która zmienia kolor wraz z zmianą temperatury, a oprócz tego zje wszystko co napotka. Użyteczne.
Tydzień minął tak szybko, że z łatwością udało mi się zapomnieć o procesie Malfoya, który zbliżał się nieubłaganie. Pozostało zaledwie kilka dni. Unikaliśmy tego tematu w rozmowie z łatwością, lecz wciąż widzę, że on pamięta i doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co stanie się niebawem.
- Mam! - słyszę nagle i prędko odwracam głowę. Malfoy podaje mi jakąś ciężką, zakurzoną księgę, do której nigdy nie zajrzałbym z własnej woli. Niechętnie zabieram ją i szukam w tekście jakichkolwiek informacji. W końcu dostrzegam jakąś skomplikowaną nazwę i czytam jej opis. Wszystko by się zgadzało. Pamiętam słabo, że promień, który wydobył się z różdżki Voldemorta, gdy rzucał zaklęcie, był bardzo cienki oraz jasny, niemal biały. Wszystko idealnie zgadza się z opisem.
Kieruję wzrok trochę wyżej, gdzie dostrzegam tekst, którego wcale nie chcę tam ujrzeć. Przewracam jedną stronę do tyłu, gdzie czarną czcionką napisane jest "Horkruks". Prędko zamykam książkę, lecz jeden palec wciąż trzymam w miejscu, gdzie skończyłem czytać. Na okładce napisana jest nazwa księgi.
"Tajemnice najczarniejszej magii" – widzę a z moich ust wydobywa się ciche sapnięcie. Rozglądam się dookoła upewniając się, że nikogo oprócz nas w bibliotece nie ma.
- To... skąd to wziąłeś? - szepczę, lecz mój głos nie brzmi naturalnie. Przepełniony jest przerażeniem. - Masz pojęcie co to jest?
Malfoy wzrusza ramionami.
- Oczywiście, że wiem – odpowiada.
- A... ale przecież Dumbledore już dawno temu usunął je z biblioteki – mówię, obracając książkę w rękach, przyglądając się jej dokładniej.
- I co, myślisz, że tylko jedna taka powstała na całym świecie? - prycha. - Sprowadziłem ją z domu, a raczej z jednej z skrytek mojego ojca, za pomocą skrzata. Tą oraz kilka innych ksiąg.
Z trzęsącymi dłońmi otwieram książkę na stronię, na której napisany był sposób na stworzenie Horkruksa*. Wracam do strony, którą wskazał mi Malfoy a tam, mniejszą czcionką napisane jest: "Związanie odłamka duszy, z duszą ludzkiego Horkruksa"
Waham się chwilę, lecz czytam dalej.
"Jesteś zapewnię świadom, że Horkruks może zostać stworzony nie tylko w przedmiocie, ale również w zwierzęciu bądź istocie ludzkiej. Przebieg tworzenia jest dokładnie taki sam, jak podczas umieszczania duszy w przedmiocie nieożywionym.
Życie ludzkie jest jednak kruche i nietrwałe. Każdy człowiek posiada własną wolę i nie zawsze będzie chciał być wierny osobie, która posłużyła się jego ciałem by stworzyć z niej Horkruks.
By zapobiec wszelkim sporom, które mogą zostać wytworzone przez Twój ludzki pojemnik, możesz posłużyć się prostemu zaklęciu, które pozwoli dokładnie powiązać Twój odłamek duszy wraz z duszą Horkruksa.
Zaklęcie nie zadziała na przedmiotach nieożywionych oraz zwierzętach.
Zastosowanie: Zaklęcie połączy kawałek duszy, który został umieszczony w ciele osoby wraz z jego własną duszą. Dusza ludzka zostanie całkowicie stłamszona przez Horkruks. W zapisanych przypadkach, objawy użycia uroku są różne. Wszystko zależy od intencji osoby, rzucającej zaklęcie. " **
Nie czytam dalej.
- To... zgadza się? - słyszę niepewny głos Draco. Przytakuję jedynie.
- To wszystko napisane jest tak... jakby ludzki Horkruks był jedynie przedmiotem, nic nie znaczącym pojemnikiem. Jakby w chwili, gdy człowiek staje się Horkruksem, jego cała ludzkość i istnienie przestaje być ważne. Jakby jedyne co było w nim istotnego, to ten odłamek duszy, który należy do...
- Potter – przerywa mi, a jego głos brzmi gładko. - To wszystko zapisane jest dla ludzi takich jak Wiesz-Kto.
- To nie ma znaczenia. Wiesz co to wszystko znaczy? Bo ja rozumiem z tego, że ostatecznie stanę się kolejnym Voldemortem, a jego cholerna dusza zawładnie moją.
- Uspokój się. Na każdy eliksir jest jakieś antidotum, podobnie jest z zaklęciami.
Zaglądam z powrotem do tekstu, szukając jakichkolwiek informacji o czymś, co mogło by pomóc.
Znajduję fragment, w którym jest napisane, że jedynym zapisanym przypadkiem, kiedy ktoś próbował odwrócić działanie tego zaklęcia jest mężczyzna, wciąż żyjący gdzieś w Anglii. Udało mu się znaleźć coś, co mu w tym pomogło, lecz nigdy tego nie opublikował.
Podaję Malfoyowi książkę a on w ciszy czyta fragment, o odwróceniu zaklęcia.
- Wiesz, co musisz zrobić – mówi w końcu. - Będziesz musiał znaleźć tego mężczyznę i wydobyć z niego informacje. Nie ma innego wyjścia.
- Ale...
- Nie ma żadnego 'ale' – przerywa mi. - Musisz to zrobić, rozumiesz? Nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich. Wiesz co się stanie, gdy powstanie nowy Voldemort?
Przytakuję, przyznając mu rację.
- Zrobię wszystko co w mojej mocy, by ci pomóc... dopóki mogę ci pomóc - mówi.
- Dziękuję... Draco.
* - Nie pamiętam już, czy w książce była dokładnie opisana księga "Tajemnice najczarniejszej magii". Nie wiem też, jaką czcionką w niej pisano i czy w ogóle była napisana po angielsku. Nie pamiętam a jestem tak leniwa, że tego nie sprawdzę. Oblukałam internet, ale tam nie jest napisane nic konkretnego.
** - Okej, jestem beznadziejna w pisaniu zmyślonych książek XD.
Komentarze będą mile widziane :))
