Marik wpatrywał się w sufit. Nie to, że było to jakoś wyjątkowo interesujące zajęcie. W ciemności chłopak nawet nie dostrzegał tego jakże istotnego architektonicznego elementu pokoju, ale w obecnej sytuacji nie miał on większego wyboru.

Leżał na plecach, stając się tym samym "poduszką" dla Anzu, która odpłynęła wtulona w jego ciało. Niestety, ułożyła się na tyle niefortunnie, że i tak już wystarczająco sfrustrowany seksualnie chłopak frustrował się jeszcze bardziej. Dziewczyna leżała pomiędzy jego nogami, przylegając brzuchem do krocza nieszczęśnika. Każdy jej ruch bezlitośnie drażnił ten wrażliwy region męskiego ciała, doprowadzając Marika do obłędu. W dodatku wspomnienie nagiego ciała dziewczyny... Jego dłoń powoli przejechała po udzie nastolatki.

"NIE POZWALAJ SOBIE! Myśl o czymś innym! Myśl o czymś innym! Myśl o czymś innym!" - zaklinał samego siebie, zabierając ciekawską rękę - "Myśl… Cholera! Próbujesz być porządny i co cię za to spotyka?!" - chłopak przygryzł wargę. Anzu w sumie nie była szczególnie ciężka. Gdyby chciał, z łatwością mógłby ją z siebie zrzucić. Bał się jednak, że takie mało subtelne działanie obudziłoby dziewczynę i spowodowało u niej kolejną salwę płaczu.

Marik spojrzał na budzik koło łóżka: zielone, świecące cyfry wskazywały 01:15. Zamknął oczy. Czekając na upragniony sen, próbował zająć swój umysł czymś, co w żadnym wypadku nie kojarzyło mu się z seksem. W końcu znalazł odpowiedni temat do rozmyślań:

"Ciekawe co robią Rishid i Ishizu?" - przed oczyma stanął mu obraz rodzeństwa. Marik troszkę zwlekał z poinformowaniem ich o swojej małej eskapadzie. Siostra często dzwoniła do niego, być może nawet za często… "Cóż, martwi się i tyle. To chyba znaczy, że mnie kocha, tak?" - pomyślał. Jeżeli chłopak miałby za cokolwiek dziękować w swoim nie najszczęśliwszym życiu, to chyba jedynie za rodzeństwo, które nawet w najgorszych momentach nie spisywało go na straty.


Anzu jęknęła cicho. Nie otwierając oczu, podniosła się i usiadła na łóżku. Dziewczyna spojrzała na materac pod sobą, a raczej na chłopaka, leżącego na nim. Dopiero po chwili zorientowała się, że siedzi pomiędzy nogami Marika, opierając się rękami o jego brzuch. Co jednak najgorsze, chłopak wcale nie spał... Obydwoje przez moment patrzyli sobie w oczy.

Dziewczyna pisnęła. Z głośnym łomotem spadła z łóżka.

- Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! - krzyczała, cała czerwona. Zasłoniła twarz dłońmi. Była tak skrępowana, że na początku nie poczuła bólu uderzenia o podłogę, ale niedopatrzenie to bardzo szybko zostało naprawione. Syknęła z bólu.

Marik podniósł się z łóżka i podał Anzu dłoń. Pomógł jej wstać i usiąść na materacu. Chłopak wolał przemilczeć szczegóły wczorajszej nocy i zniknąć jak najszybciej.

- Wracam do siebie. - rzucił, odchodząc. Zszedł po schodach i pośpiesznie zaczął zbierać swoje rzeczy. Zarzucił torby na ramię i szedł w kierunku drzwi wyjściowych, gdy niespodziewanie usłyszał cichy głos:

- Marik… Ja… - Anzu zaczęła niepewnie. Chłopak odwrócił się i spojrzał na jej poobijane ciało. Cała się trzęsła. "Wciąż się mnie boi." - pomyślał.

- Chcesz czegoś? - otrząsnął się i zapytał szorstko.

- Ja… Dziękuję… - Anzu wykrztusiła w końcu. Dziewczyna chciała się jakoś odwdzięczyć, może zaproponować mu śniadanie czy coś, ale nie potrafiła zdobyć się na odwagę. Niestety, pamiętała ostatnią noc. Czuła się bardzo dziwnie z tym, co się stało.

- Nie ma za co. - Marik odpowiedział sucho, po czym wyszedł. Nie chciał ciągnąć tej krępującej rozmowy. Anzu patrzyła przez okno, jak przypina torby do motocykla i odjeżdża. Mimo tych wszystkich złych rzeczy, które wydarzyły się między nimi, dziewczynie było przykro, że chłopak zostawia ją samą...


Gdy Marik ponownie pojawił się w jej życiu, bała się. Potrzebowała jednak pomocy, a nikt inny nie mógłby rozwiązać jej problemu. Mimo jego obojętnego, wręcz zimnego stosunku do jej osoby, czuła się lepiej, gdy chłopiec był blisko. Nawet lęk towarzyszący dziewczynie w kontaktach z nim nie wydawał się być już tak uciążliwy. Czasami nawet, ku jej wielkiemu zdziwieniu, okazywało się, że tęskni za towarzystwem Marika. "To głupie! Może przez zmęcznie moje uczucia zwariowały… Tak, to na pewno to!" - powtarzała.

Jednak, jak kolwiek by nie było, tej nocy, gdy usnęła w jego ramionach, pierwszy raz od dawna nie miała koszmarów.

Dziewczyna, pomijając bolesne stłuczenia, za sprawą tak długiego snu czuła się o wiele lepiej. Jej umysł działał teraz na tyle sprawnie, by poukładać sobie ostatnie dwa dni spędzone z Marikiem.

Spokojnie zjadła śniadanie i pozwoliła sobie na odpoczynek. Jak powszechnie wiadomo, stłuczenia bolą najbardziej na drugi dzień. Dziewczyna przekonała się, jak słuszne są to słowa...


Marik praktycznie cały dzień spędził na dalszym analizowaniu, przeglądaniu i ogólnym molestowaniu opasłych tomów należących do Ishizu. W kolejce, oprócz ksiąg przywiezionych z Egiptu, czekały jeszcze te znalezione wczoraj w bibliotece. W ramach zemsty za takie maltretowanie, litery na stronach zaczęły się złośliwie rozmazywać i skakać chłopcu przed oczami.

Od swojej "wizyty" u dziewczyny był bardzo nerwowy. Dopiero po pozbyciu się całego seksualnego napięcia, nagromadzonego od ostatniej nocy (w sposób dość typowy dla chłopców), Marik wreszcie mógł skupić się na czymś innym, niż, jak się to potocznie mówi - "cycki" Anzu.

Było już po 23:00, gdy usłyszał dzwonek swojego telefonu. Spojrzał na ekran: Mazaki Anzu. Westchnął i odebrał połączenie. Nie zdążył się nawet odezwać, gdy w słuchawce rozległ się płacz.

- Marik… - dziewczyna oddychała szybko, próbując opanować szloch - P… Prrr…oszę! Przyjedź! - błagała.

- Anzu? Co się stało? - chłopak zapytał nerwowo. Anzu chyba próbowała coś powiedzieć, ale każde jej słowo przeistaczało się w zniekształcony szloch. Marik tak szybko, jak tylko potrafił, pozbierał się i opuścił hotelowy pokój.


Marik stanął przed domem Anzu. Po drodze zdążył się domyślić, że dziewczyna na pewno znów cierpi z powodu ich więzi. Gdyby strach, który ją ogarnął, rzeczywiście należał do niej, chłopak z pewnością czułby jej lęk.

"Jak to jest?" - zastanawiał się - "Czemu ja mogę czuć wszystkie jej emocje, a ona ma dostęp jedynie do moich najgorszych koszmarów?" - myślał. Może po prostu nic innego nie pozostało w jego duszy? Może jedyne, czym teraz był, to bolesne wspomnienia zatopione w otchłani apatii? Tak, gdyby nie zaduszał wszystkiego apatią, na pewno nie byłby w stanie normalnie, jak na niego, funkcjonować.

Było ciemno. Dosłownie ciemno. W tym gęstym mroku jedynym źródłem światła był reflektor w motocyklu Marika. "Pewnie awaria prądu." - chłopak po ciemku doszedł do drzwi i zapukał. Anzu otworzyła i natychmiast wciągnęła go do środka. Zanim zdążył się odwrócić, usłyszał odgłos pośpiesznie zamykanych zamków.

- Anzu? - zapytał głupio. Kto inny miałby tu być, jak nie Anzu? Gdy oczy chłopca przywykły nieco do ciemności, mógł dostrzec przed sobą jej zarys. Dziewczyna owinęła się ciasno kocem. Marik słyszał jej przyśpieszony oddech. Nagle wybuchła płaczem i upadła u jego stóp. Nie wiedział, co robić. Po prostu stał nad dziewczyną nie mogąc nawet określić, co czuje.