OSTRZEŻENIE: PONIŻSZY ROZDZIAŁ ZAWIERA TREŚCI W ŻADNYM WYPADKU NIE PRZEZNACZONE DLA OSÓB NIEPEŁNOLETNICH!


Każdy jej jęk był przesycony bólem. Odgłos kropel uderzających o ziemię mieszał się z jego ciężkim oddechem. Jedynym urozmaiceniem tej monotonnej symfonii stał się dzwonek telefonu, rozbrzmiewający uparcie co jakiś czas.

Marik zacisnął zęby, gdy dziewczyna wbiła paznokcie w jego ramiona. Wiła się rozpaczliwe, chcąc wydostać się spod ciała chłopaka. Przyciskał ją do zimnej podłogi o wiele za mocno. Ciężko było jej oddychać. W pewnym momencie opadła z sił. Ciasno zamknęła oczy.

Anzu nie rozumiała, w jaki sposób znalazła się w tej sytuacji. Pamiętała jego dłonie, usta, język... To wszystko było jednak tak nierealne i odległe, wręcz nieprawdziwe. Pierwszy wyraźny bodziec dotarł do świadomości dziewczyny dopiero wówczas, gdy Marik rozsunął jej uda, ale wtedy było już za późno na jakąkolwiek reakcję...

Drzwi wejściowe, za sprawą wiatru, zamknęły się z głośnym trzaskiem, Kilka zakrwawionych kawałków szkła z cichym brzdękiem upadło na podłogę. Ciemności wypełniła niemalże cały korytarz. Odrobina słabego, szarego światła, z trudem przedzierała się przez rozbitą szybę...

Przyjemnie było odsłaniać jej ciało, dotykać, całować, lizać, gryźć... Przyjemne było obserwowanie jej reakcji, sprawdzanie, jak daleko może się posunąć, gdzie jest, o ile jest, jakaś granica. Anzu nie protestowała w żaden sposób. Przeciwnie - jej zachowanie wręcz zachęcało Marika do coraz śmielszych posunięć. Gdy tylko ustawił się pomiędzy nogami dziewczyny, jej niespodziewany krzyk sprowadził go z powrotem na ziemię. Nie zamierzał się już jednak wycofać.

Delikatny kawałek aksamitnego, amarantowego materiału, bezdusznie wymięty w najbardziej barbarzyński sposób, leżał zapomniany gdzieś w kącie, ukryty we wszechobecnym mroku...

Anzu z krzykiem odchyliła głowę do tyłu. Nie była w stanie uwierzyć w to, co właśnie się działo. To wszystko nie mogło być naprawdę. Przestała się ruszać. Dławiąc się łzami, próbowała uspokoić samą siebie.

Marik nie mógł utrzymać jej nóg w odpowiedniej pozycji. Nieważne jak mocno zaciskał dłonie na udach dziewczyny, jasna skóra wciąż wyślizgiwała się spod jego palców. Paznokcie chłopaka pozostawiały na ciele Anzu bolesne ślady. Zniecierpliwiony, po prostu chwycił jej nogi pod kolanami. Ustawił się wygodniej, nachylił nad klatką piersiową dziewczyny i kontynuował. Naprawdę chciał, żeby to wszystko już się skończyło. Rzeczywistość całkowicie różniła się od jego oczekiwań, od tego, co słyszał i widział. To wszystko wcale nie było zabawne ani przyjemne. Mimo wszystko dążył konsekwentnie do końca.

Anzu zanurzyła dłoń w jego włosach. Zaciskając długie palce na jasnych kosmykach, wydała z siebie ostatni, rozpaczliwy krzyk. Czuła, jak ciało chłopaka drży. Próbował złapać oddech.

Po kilku ciągnących się w nieskończoność minutach, będących dla półprzytomnej dziewczyny istną kaźnią, Marik w końcu zszedł z niej. Ciężko dysząc, starał się jakoś odnaleźć swoje ubrania. Chwyciwszy ten element garderoby, na którym najbardziej mu zależało, udał się w kierunku nieco jaśniejszego salonu. Zataczając się, w końcu opadł ciężko na kanapę. Ledwie czuł własne nogi i ręce, lecz mimo to, czując naturalną potrzebę okrycia się w jakiś sposób, założył bokserki. Wykończony, mając już wszystkiego dość, jak gdyby nigdy nic po prostu zamknął oczy.

Ostatnią rzeczą, który dotarła do jego świadomości, był irytujący dźwięk telefonu.


Jestem naprawdę wdzięczna za komentarze pod poprzednim rozdziałem. Dzięki Iesztaj!

I would like to thank to Feta Tsukino. Thanks for your efforts to read and understood that story.