Rozdział szósty: Diabeł w ludzkiej skórze
Po kilkunastu minutach dotarli do celu.
Charlotte nie miała pojęcia, gdzie się teraz znajdują. Nie znała Nassau, nie wiedziała więc, gdzie właśnie weszli. Gdy jednak już się tam znalazła i zobaczyła, że weszli do tawerny, domyśliła się, że zapewne są teraz w przybytku Eleanor Guthrie.
Może chce on, żebym porozmawiała z tą kobietą, tak jak mu wcześniej proponowałam. Może potrzebuje mojej pomocy. To w sumie mogłoby mi tylko pomóc. Udowodniłabym mu, że może mi zaufać. I że naprawdę jesteśmy wspólnikami w tym wszystkim. Że potrzebujemy siebie nawzajem, aby osiągnąć swój cel.
Zaraz potem dostrzegła Meeksa. Siedział przy jednym ze stołów i pił jakiś trunek. Charlotte zdziwiła się nieco na jego widok, ale w żaden sposób tego nie skomentowała.
Ned tymczasem skinął prawie niezauważalnie na Holmesa, i razem ruszyli w stronę Meeksa. Charlotte instynktownie poszła za nimi, ciekawa tego, co też Low planował. I co Meeks tutaj robił – bo, jak już się zdążyła domyślić, to najpewniej właśnie z jego powodu piraci tu przyszli.
- Trzymaj się blisko. – powiedział nagle Ned do Charlotte. – I pod żadnym pozorem nie waż się interweniować w to, co zaraz się będzie działo.
A co, do licha, będzie się zaraz działo? Charlotte odczuwała przemożną ochotę dowiedzieć się tego, ale doszła ostatecznie do wniosku, że lepiej będzie dla niej, jeśli w milczeniu zgodzi się na te warunki. Podążyła w ciszy za Lowem i Holmesem i przystanęła ostatecznie przy stole nieopodal tego, przy którym siedział Meeks. Nim nie odwróciła się w tamtą stronę, dostrzegła jeszcze pozostałych czterech piratów, jacy im towarzyszyli, jak zajmują swoje miejsca w pobliżu swojego kapitana. Wyraźnie na coś czekali.
Ned i Holmes usiedli po obu stronach Meeksa. Mężczyzna od razu wydał się Charlotte wyraźnie tym faktem zaniepokojony. Dziewczyna skrzyżowała ramiona na klatce piersiowej i oparła się o blat stołu, przy którym przystanęła, po czym zaczęła przysłuchiwać się rozmowie mężczyzn.
- Śledziliśmy cię aż do tej tawerny. Widziałem, jak tu wchodzisz. Pomyślałem sobie wtedy: „Co u licha Meeks może robić tutaj?". Zaraz potem odpowiedziałem sobie w myślach na to pytanie. Być może Meeks kwestionuje moje przywództwo, i szuka tutaj silnego sojusznika, aby zakwestionować moją pozycję kapitana i obalić mnie?
No chyba trochę przesadzasz, chłopie. Charlotte nie znała żadnego z nich na tyle dobrze, aby móc się o którymkolwiek wypowiadać otwarcie, ale nie sądziła, że Meeks byłby do czegoś takiego zdolny. Fakt, był niezadowolony z paru decyzji Lowa, ale raczej nie posunąłby się do aż tak radykalnych działań jak zdrada.
Ale wtedy właśnie wyczuła aurę Meeksa.
- Złożyłem przysięgę tym mężczyznom. – zaczął słabym, drżącym głosem Meeks. Charlotte zmarszczyła brwi w napięciu, wodząc spojrzeniem od niego do Lowa, i z powrotem. Meeks był nie tylko zdenerwowany; on również panicznie się czegoś bał. – Złożyłem im przysięgę, że będę ich chronił… przed kapitanem. Przed nimi samymi, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Robi się nieciekawie. Charlotte odsunęła się nieznacznie w tył, przeczuwając nadejście czegoś złego. Aury wszystkich trzech mężczyzn uległy diametralnym zmianom. Meeks zaczął bać się jeszcze bardziej, a Low i Holmes stali się zdenerwowani i gniewni. Żaden z nich jednak otwarcie tego po sobie nie dał znać.
- Rozumiem. – powiedział po chwili Low. – Być może masz rację. Być może poprzez zdradzenie mnie faktycznie im pomożesz. A być może to jest po prostu działanie zwykłego zdrajcy. – dodał nagle. Charlotte znów poczuła mocną falę mrocznych, negatywnych emocji, jaka napłynęła w jej stronę od Lowa. On coś planował; coś bardzo, bardzo niedobrego. Nie bała się tego, z racji że te emocje i odczucia nie były skierowane na nią, ale mimo to poczuła się bardzo nieswojo i niepewnie. – W tym przypadku… trzeba coś z tym zrobić. – dokończył swoją myśl, po czym wyciągnął zza paska długi nóż.
Charlotte nie mogła oderwać od tego noża swojego spojrzenia. Zastanawiała się gorączkowo nad tym, co też Ned z tym będzie chciał zrobić – czy zacznie katować Meeksa, czy może po prostu przebije go tym nożem. Jakaś część jej jaźni podpowiadała jej, że żadna z tych rzeczy z pewnością się nie wydarzy – było tu przecież zbyt wielu świadków.
Meeks tymczasem spróbował wstać od stołu. Holmes przytrzymał go jednak w miejscu i zmusił do tego, aby mężczyzna ponownie usiadł. Charlotte westchnęła ciężko, ale poza tym w ogóle nie dała po sobie poznać tego, że czuje się w tej chwili nieswojo. Dostrzegła, że Low odwraca się w jej stronę. Spojrzał się na nią przelotnie, po czym uśmiechnął się pod nosem, wyraźnie z czegoś zadowolony.
Pewnie mój mały psychol cieszy się, że się nie boję. Że nie pokazuję po sobie żadnego strachu. Że w ogóle wydaję się nic nie czuć.
Low złapał mocniej za nóż i wstał gwałtownie z miejsca. Holmes w tym samym czasie złapał Meeksa i rzucił go brutalnie na stół. Mężczyzna chciał mu się wyrwać, ale nie zdołał tego osiągnąć – Holmes okazał się zbyt silny. Pewnie trzymał go w miejscu, podczas gdy Low okrążył powoli stół, uśmiechając się niepokojąco.
Co on kombinuje, do cholery? – pomyślała Charlotte. Powiodła spojrzeniem po wszystkich tu zebranych. Low zdążył już przykuć swoim zachowaniem uwagę większości tu zebranych. Wpatrywali się oni w napięciu w mężczyznę, niepewni, to też on zaraz zrobi.
Low ujął pewniej nóż, po czym złapał Meeksa za włosy i pociągnął jego głowę do przodu. Mężczyzna krzyknął, przeczuwając najgorsze. Zaczął się jeszcze mocniej wyrywać, ale Holmes wciąż trzymał go mocno w miejscu. Ned położył ostrze na karku Meeksa, po czym, bez żadnego ostrzeżenia, wykonał pierwsze nacięcie.
Meeks wrzasnął głośno z bólu. Low nie przestał jednak. Jak w amoku wykonywał kolejne ruchy, zagłębiając ostrze coraz bardziej w karku Meeksa.
Charlotte kompletnie się tego nie spodziewała. Mimowolnie zatkała sobie usta z szoku i zaskoczenia, widząc to. Otworzyła przy tym szeroko oczy, nie mogąc oderwać od tej sceny spojrzenia. Jednocześnie poczuła też coś jeszcze. Coś, czego nie czuła od bardzo dawna.
Strach.
Widząc wyraz twarzy zrozumiała wreszcie w pełni, że ma do czynienia z maniakiem, który naprawdę nie tylko nie boi się zabić, ale wręcz czerpie z tego chorą satysfakcję. Ze zgrozą wsłuchiwała się we wrzaski Meeksa, które ostatecznie przemieniły się w gardłowe rzężenie. Charlotte mimowolnie skrzywiła się z odrazą. Z trudem odsunęła dłoń od ust. Nie chciała dać po sobie znać, że się boi lub brzydzi tego, co właśnie miało miejsce tuż przed jej oczami. Pamiętała, że w dalszym ciągu potrzebuje Lowa do odnalezienia Sama i Priscilli. Dopóki nie natrafi na kogoś innego lub sama nie natrafi na ich trop, była zdana na tego człowieka.
Kątem oka dostrzegła w pewnej chwili jasną blondynkę, która właśnie zeszła z piętra budynku. Domyśliła się, że to zapewne jest ta cała Eleanor Guthrie, przez którą poniekąd to wszystko miało teraz miejsce.
Nagle zapadła cisza. Charlotte od razu odwróciła się w stronę Lowa. Właśnie kończył ucinać głowę Meeksowi. Ned zamachnął się, po czym jednym ruchem przeciął ostatni fragment ciała, jaki przytrzymywał jeszcze głowę mężczyzny przy reszcie jego ciała. Głowa Meeksa upadła na ziemię z nieprzyjemnym plaskiem.
Nikt w tawernie nie odważył się odezwać. Wszyscy byli przerażeni i zdezorientowani. Sama Charlotte oddychała głęboko, starając się przejąć pełną kontrolę nad swoim ciałem i zachowaniem. Wciąż odczuwała przemożny strach, którego nie powinna już odczuwać. Dlatego też zaklęła cicho, gdy dostrzegła kątem oka, że Ned podnosi swoje spojrzenie i zwraca je w jej stronę.
Dziewczyna niepewnie spojrzała mu się prosto w oczy. Już teraz wiedziała, co mężczyzna może w nich dostrzec – strach. Jej obawy potwierdziły się, gdy na ustach Lowa wyrósł szeroki, triumfalny uśmiech. Dowiódł swego. Udowodnił, że potrafi wywołać w niej strach. Zdecydowanie wygrał tę rozgrywkę.
Low niezdarnie otarł ostrze noża o ciało Meeksa, po czym zrzucił je ze stołu, przewracając go jednocześnie razem z nim. Odwrócił się następnie i dostrzegł w końcu Eleanor. Kobieta stała w miejscu, przerażona tym, co się właśnie stało. Ten stan nie trwał u niej jednak długo.
- Nie chcę cię widzieć więcej w moim przybytku. – wycedziła kobieta, robiąc krok w stronę mężczyzny. – Nie chcę cię widzieć więcej na mojej wyspie. Masz zabrać stąd swoich ludzi, swoje graty, i szukać szczęścia gdzieś indziej.
Ned tylko uśmiechnął się szeroko z rozbawienia, jakie wciąż odczuwał. Jego uśmiech zniknął jednak szybko, gdy zaraz potem ktoś przystawił mu ostrze miecza do gardła.
Holmes od razu chciał zainterweniować. Ruszył w stronę napastnika, ale Ned jednym gestem dłoni nakazał mu pozostać w miejscu. Sam powoli obrócił się przodem w stronę mężczyzny, który był na tyle nierozsądny, że zdecydował się zagrozić mu śmiercią.
- Słyszałeś panią. – powiedział mężczyzna, patrząc się Nedowi prosto w oczy. – Wynoś się stąd. Natychmiast.
Ned uśmiechnął się szeroko, słysząc to. Następnie, bez żadnego ostrzeżenia, dobył swojego miecza i sparował atak mężczyzny. Wywiązała się pomiędzy nimi zacięta, wyrównana walka. Mężczyzna zdołał w pewnej chwili uderzyć Lowa pięścią w twarz. Krew pociekła z nosa pirata. Nie powstrzymało go to jednak przed kolejnymi wściekłymi atakami.
Charlotte przez cały ten czas stała w miejscu, zbyt zdezorientowana i wystraszona, aby cokolwiek zrobić. W swoim życiu spotkała wielu niebezpiecznych ludzi. Często przebywała z nimi sam na sam, i w ogóle się ich nie bała. Lowa też się niby w sumie nie bała. Bała się za to tego, do czego był zdolny. Była pewna, że w razie potrzeby dałaby sobie z nim radę, ale sama świadomość tego, że wybrała kogoś takiego na swojego sojusznika, i że wciąż się go trzymała, sprawiła, że poczuła się niepewnie.
Może jednak powinnam stąd zwiać, póki mogę? – pomyślała. Low właśnie ranił mężczyznę w poprzek brzucha. To była jej szansa. Mogła spróbować się wymknąć, jeśli tylko będzie wystarczająco ostrożna. Jednocześnie przyglądała się wciąż walce. Mężczyzna upadł na kolana, a Ned zaszedł do od tyłu i przebił jego gardło mieczem. Nikt nie zareagował na to i nie zdołał go powstrzymać. Wszyscy byli zbyt przerażeni.
Charlotte przesunęła się nieco bardziej w stronę wyjścia. W tym samym czasie jednak drogę zastąpił jej jeden z ludzi Lowa. Gdy tylko dostrzegła jego znaczące spojrzenie, od razu pojęła, że musi naprędce wymyślić plan B, jeśli nie chce skończyć jak Meeks.
- Nie planowałam ucieczki, kretynie. – syknęła, mrożąc spojrzeniem mężczyznę. – Nic stamtąd nie widzę, to tyle.
Chyba go przekonałam. – pomyślała, widząc zmianę w nastawieniu mężczyzny. Pozostała na miejscu mimo to, z racji że pirat wciąż blokował jej przejście. – Gdyby tylko było tu mniej świadków… mogłabym wtedy użyć swoich mocy i zwiać stąd. Ale nie mogę tego zrobić. Świat rzeczywisty czy wymyślony, nie mogę go w ten sposób zmieniać. Tak nie wolno. Nie takie mamy zasady. Nie jestem Samem ani Priscillą.
- Żałuję, że nasze relacje tak się rozwinęły. – usłyszała nagle głos Lowa. Odwróciła się w jego stronę i zobaczyła, że ten patrzy się prosto na ową blondynkę, którą wcześniej i ona dostrzegła. Miała zatem rację; to właśnie była Eleanor Guthrie. – Nie zamierzam stąd jednak nigdzie odchodzić. Za bardzo mi się tu podoba. – Low uśmiechnął się niczym jakiś maniak. – Niedługo zapewne znów się zobaczymy.
Charlotte w tej chwili poczuła, jak ktoś ciągnie ją za ramię. Odwróciła się szybko i zobaczyła, że to Holmes złapał ją i ciągnie teraz w stronę wyjścia. Charlotte wyrwała mu się, ale nie uciekła. Spojrzała się tylko na niego i wyszła posłusznie wraz z nimi. Przed odejściem zdążyła jednak jeszcze zerknąć za siebie. Dostrzegła Eleanor, która wpatrywała się w nią ze zdziwieniem. Charlotte domyśliła się, że kobieta jest zapewne zdezorientowana tym, że jakaś młoda, nieznana jej dziewczyna wychodzi z tą bandą szalonych piratów. Charlotte dostrzegła też podobne zdziwienie na twarzy mężczyzny stojącego tuż za Eleanor.
Tyle jednak tylko dostrzegła. Zaraz potem została zabrana z tawerny przez Lowa i jego ludzi.
