Rozdział siódmy: Konfrontacja


Charlotte zachowała zimną krew przez całą drogę powrotną. W ogóle nie dała nic po sobie poznać. Ze spokojem szła obok piratów, nie odzywając się nawet słowem na temat tego, co niedawno się stało. Nie okazała żadnych emocji. Gdy już dotarli na statek, z równie wielkim spokojem spytała się Lowa, czy może teraz wrócić do swojej kabiny, żeby trochę odpocząć. Gdy ten się zgodził, Charlotte podziękowała mu i odeszła do kajuty.

Jeszcze chwilę, jeszcze chwilę. Wytrzymaj. Dasz radę. Wytrzymaj. Jeszcze tylko kawałek…

W chwili, gdy zamknęła za sobą drzwi do kajuty, nerwy momentalnie jej puściły.

Osunęła się na podłogę, jednocześnie zaczynając się hiperwentylować. Poczuła, jak jej dłonie zaczynają drżeć z nerwów, a serce kołacze jej z nadmierną szybkością.

Co ja sobie myślałam? Z kim ja się zbratałam? Kogo wybrałam sobie na sojusznika? Czy ja jestem normalna? Czy ja, do cholery, jestem normalna?

Dopiero teraz w pełni pojęła, jak niebezpiecznych ludzi się trzymała. Wzięła kilka kolejnych głębokich wdechów, po czym spróbowała wstać o własnych siłach. Zdołała się podnieść, ale nie przeszła daleko. Zachwiała się po paru krokach i poleciała do przodu. W ostatniej chwili złapała się oparcia stojącego nieopodal krzesła. Oparła się o nie całym ciężarem swojego ciała i pochyliła się głęboko do przodu. Zaczęła brać długie, głębokie wdechy, chcąc się w ten sposób choć trochę uspokoić.

Dlaczego tak się czuję? Co się ze mną dzieje? Nie jestem przecież słaba. Jestem silna. Wiele już widziałam. Dlaczego to tak na mnie działa? Dlaczego? Słabnę? Boję się? Przecież ja się nigdy nie boję!

Nagle usłyszała, jak ktoś otwiera drzwi do jej kajuty. Wyprostowała się szybko i odwróciła w ich stronę w tym samym momencie, w którym do pomieszczenia wszedł Ned Low.

Była pewna, że już ją rozpracował – że wie już, jak silne wrażenie wywarła na niej ostatnia sytuacja. Fakt, mogła teraz udawać opanowaną, ale Low widział ją wtedy w tawernie. Widział strach w jej spojrzeniu. Mimo to zdecydowała się wciąż udawać, że nic jej nie jest, i że niczego się nie boi – a już na pewno, że nie boi się Lowa.

- I co, jak się czujesz? – spytał się jej, wchodząc do środka. Charlotte bez trudu wyczuła w tonie jego głosu lekki sarkazm.

- Całkiem nieźle. – skłamała, patrząc mu się przy tym prosto w oczy. Wiedziała, że jest dobrą aktorką. W swoim życiu oszukała już wiele osób o wiele sprytniejszych i niebezpieczniejszych niż Low. Gdy jednak spojrzała się na niego zrozumiała, że przeczuwał on już, że ona kłamie. Wyczuł to w niej już wcześniej. Teraz tylko przyszedł po to, aby uzyskać konkretny dowód na to.

Nagle Low zatrzasnął za sobą drzwi z hukiem. Zaraz potem uśmiechnął się mrocznie, wciąż stojąc w tym samym miejscu, w którym znajdował się wcześniej.

No i mam to, czego chciałam. Wreszcie pokazuje swoją prawdziwą naturę. Zaraz się dowiem, jaki jest naprawdę.

- Jak ci się podobało nasze małe przedstawienie? – spytał się, wciąż dziwnie się uśmiechając. Charlotte zachowała kamienną, niewzruszoną postawę, mimo że w środku była jednocześnie wystraszona, zdezorientowana i wkurzona.

Nie pokażę mu ani grama strachu. Już nie. Koniec ze słabościami. Czas ujawnić swoją prawdziwą twarz. Skoro on to może, to i ja też.

- Widziałam już gorsze rzeczy. – przyznała. Nie skłamała tutaj; wielokrotnie widziała sceny, które niejednego człowieka posłałyby na oddział zamknięty dla psychicznie chorych, bez szansy powrotu. – Ale fakt, to, co zrobiłeś Meeksowi, nie było czymś… „typowym". Ani do końca przyjemnym w odbiorze.

- Daruj sobie, złociutka. – przerwał jej Low. – Wiesz bardzo dobrze, jaki naprawdę jestem. Widziałaś, do czego jestem zdolny. Wiesz już o mnie praktycznie wszystko. Nie jestem ani łagodny, ani wyrozumiały. Im szybciej to w pełni pojmiesz i zaakceptujesz, tym lepiej będzie dla ciebie.

Następnie podszedł do niej i złapał ją mocno za ramię. Charlotte od razu zrozumiała, że Low chciał ją w ten sposób nastraszyć. Lub planował coś gorszego.

O, nie. Koniec z tym. Zaraz mu dam popalić.

Charlotte zareagowała natychmiast. Złapała go i bezceremonialnie rzuciła nim o ścianę z całej siły. Zaskoczyła tym Lowa, który nie zdążył w żaden sposób zareagować.

Dziewczyna nie zamierzała jednak skończyć na jednym takim ataku. Nim Ned zdołał się otrząsnąć z tego, Charlotte odrzuciła go gwałtownie od ściany i popchnęła na podłogę. Jednocześnie wyciągnęła sztylet zza paska, po czym przycisnęła go do podłogi własnym ciałem i przystawiła mu ostrze sztyletu do gardła.

- Ja też nie jestem słodkim, naiwnym niewiniątkiem. – syknęła, dociskając ostrze jeszcze bardziej. Gdy zobaczyła, że zdołała niechcący naciąć skórę przy nasadzie szyi, uśmiechnęła się ponuro. – Jeśli jeszcze raz założysz, że możesz sobie pogrywać ze mną w ten sposób, to stracisz życie. Nie będę tolerowała takiego zachowania wobec swojej osoby. Koniec z tym. Jedynym powodem, dla którego jeszcze tu jestem, jest fakt, że wydajesz się dokładnie wiedzieć, gdzie mój brat się udał. Tylko dlatego. Tylko przez to, że możesz mnie do niego zaprowadzić, ja wciąż tu jestem.

- Doprawdy? – odciął się Low, uśmiechając się przy tym ironicznie. W ogóle nie zdawał się przejmować faktem, że Charlotte naprawdę mogłaby go za moment zabić. – Co w takim razie oznaczała twoja wczorajsza reakcja? Nie oponowałaś, gdy cię pocałowałem.

- Każdy radzi sobie, jak może. – odparła momentalnie Charlotte. – Aby osiągnąć swój cel, czasem trzeba się trochę poświęcić.

Charlotte nie dała mu możliwości na kolejną ciętą ripostę. Złapała go za przód koszuli i pociągnęła do przodu, wstając jednocześnie. Następnie bezceremonialnie popchnęła go w stronę wyjścia z kajuty.

- Dopóki nie zaczniesz mnie traktować z należytym szacunkiem, nie masz tu prawa wstępu. – powiedziała, otwierając z rozmachem drzwi kajuty. Wypchnęła przez nie Lowa i stanęła w przejściu, patrząc się na niego z odrazą i złością. – Fakt, że to jest twój statek, nic tu nie zmienia. Wiesz, jaka jest moja rodzina. Wiesz, do czego są zdolni najgorsi z nich. Nie igraj zatem ze mną. Nie masz nawet pojęcia, do czego jestem w stanie się posunąć, aby osiągnąć swój cel.

Następnie zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Dopiero wtedy odetchnęła z ulgą – wreszcie znów była tu sama. Powoli przeszła przez pomieszczenie i usiadła na krześle przy małym stole. W zamyśleniu przeczesała sobie palcami swoje włosy. Zerknęła jeszcze bokiem w stronę drzwi. Nic się nie stało. Low już nie wszedł tutaj drugi raz. Usłyszała tylko po chwili oddalające się spod drzwi jej kajuty kroki.

Wygrałam to starcie. – pomyślała, uśmiechając się do siebie słabo. – Ale nie mogę jeszcze spocząć na laurach. Nie mogę przestać uważać na siebie. Low z pewnością mi tego nie odpuści. Na pewno nie zapomni o tym szybko. Od teraz muszę na niego bardzo uważać.