Rozdział ósmy: Złe wibracje


Jeśli Charlotte wcześniej unikała Lowa tak często, jak tylko się dało, to teraz wręcz ukrywała się przed nim przy każdej możliwej okazji.

Ukrywała się jednak nie tylko przed nim. Następne dnie zeszły jej niemalże wyłącznie na podsłuchiwaniu kolejnych członków załogi Fancy. Zauważyła bowiem spore zmiany w zachowaniu mężczyzn. Nasiliło się to niecałe dwa dnie po brutalnej śmierci Meeksa. Holmes, a także paru innych wyższych rangą członków załogi, wciąż stali po stronie swojego kapitana. Cała reszta jednak przeszła coś na wzór „skrajnej zmiany osobowości" – nagle zaczęli szeptać po kątach nieprzychylne uwagi na temat osoby Neda Lowa.

- Od zawsze taki był. – usłyszała pewnego razu Charlotte, gdy ukrywała się za rogiem jednego z przejść. Przycupnęła tam i w milczeniu podsłuchiwała rozmowę trzech piratów, którzy akurat tam się ukryli przed swoim kapitanem, aby móc go bezkarnie obgadywać. – Od kiedy tylko pamiętam. To kompletny świr. Musimy go powstrzymać, nim nas wszystkich pozabija.

- Dokładnie. – odpowiedział drugi mężczyzna. – Trzeba się nim zająć, i to szybko. Nie chcę czekać bezczynnie na to, aż mu coś odwali i zdecyduje się nas powyrzynać jak świnie.

Niedobrze. Bardzo niedobrze. Charlotte myślała podobnie jak ci mężczyźni, ale jednocześnie wiedziała też, że wciąż potrzebuje pomocy Lowa. Jej moce jedynie pokazywały ogólny kierunek, w jakim udali się Sam i Priscilla. Na domiar tego z pewnością zastawili już szereg pułapek na tych, którzy zdecydują się za nimi ruszyć. Bez załogi Lowa i jego samego Charlotte była zatem skazana na ciężką walkę w pojedynkę z dwójką równie potężnych Podróżników.

Musiała to jakoś obrócić na korzyść Lowa – jeśli nie dla niego, to chociaż dla samej siebie. Jeśli załoga zwróci się przeciwko niemu, wówczas i ona może natrafić na spore zagrożenie.

- A co zrobimy z tą rudą? – dobiegło ją nagle pytanie trzeciego mężczyzny. Momentalnie wyrwała się z zamyślenia i skupiła ponownie uwagę na rozmowie piratów. – Kapitan i ona wydają się być… blisko ze sobą.

Charlotte, słysząc to, skrzywiła się mimowolnie z odrazą. Nie zamierzała twierdzić, że jest szkaradny czy odrażający – Low, pomimo swojego charakteru oraz mankamentów w postaci długiej blizny na prawie połowę twarzy i bycia ślepym na jedno oko, był całkiem „wyględny", jak by to Clayton ujął. Low nie interesował jej jednak w ten sposób; a przynajmniej nie na chwilę obecną. Teraz potrzebowała go w zupełnie innym celu, i tylko to się dla niej liczyło.

- Widziałeś przecież, jak szybko zostawiła załogę tamtego statku. I jak szybko pozwoliła na zabranie tamtej drugiej dziewki. – odparł pierwszy pirat. – Nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że jest tak samo skrzywiona na umyśle jak nasz kapitan. Ją też będzie trzeba zlikwidować. Tak będzie najlepiej dla całej załogi.

Świetnie. Po prostu świetnie. Dzięki konszachtom z tym cholernym diabłem morskim stałam się celem tych popaprańców. Cudnie. Jak ja to teraz odwinę?

Charlotte nie zamierzała ich dłużej podsłuchiwać. Wiedziała już wystarczająco dużo. Teraz musiała opracować jakiś plan, aby ujść z życiem. A to wymagało od niej pewnego poświęcenia.

Nie mam innego wyjścia. – pomyślała, wzdychając przeciągle na samą myśl o tym, co ją czekało. – Muszę się z nim spotkać.

Low spotkał się z nią jeszcze tego samego dnia. Był szczerze zaskoczony tym, że dziewczyna zdecydowała się z nim rozmówić. Zrezygnował z omawiania innych planów z Holmesem i paroma innymi członkami załogi, gdy tylko dowiedział się, że Charlotte chce z nim o czymś porozmawiać.

- Zanim zaczniesz… – powiedział, gdy już oboje znaleźli się w jego kajucie. Charlotte w milczeniu obserwowała go. Czekała na to, aż ten nie powie tego, co mu teraz leżało na sercu. I tak nie miała jeszcze w planach wyjawienia mu, co też spiskowali na boku członkowie jego własnej załogi. – Przyznam, że moje zachowanie mogło wydać ci się nieco… irracjonalne. I radykalne. – Charlotte w tym momencie uniosła brwi ze zdumienia, ale wciąż nie odezwała się nawet słowem. Cierpliwie czekała na puentę tej wypowiedzi. – Mamy wspólny cel; odnaleźć twojego brata i jego partnerkę. To jest nasz wspólny cel. Oboje do tego dążymy. Sądzę zatem, że powinniśmy na jakiś czas odłożyć swoje uprzedzenia na bok i spróbować faktycznej współpracy.

- Ja już to zrobiłam. – odparła Charlotte z iście stoickim spokojem, patrząc się Nedowi prosto w oczy. – To ty zdecydowałeś znikąd, że chcesz się zabawić w psychopatę i poddać mnie jakiemuś choremu testowi. Ja cały czas byłam otwarta na współpracę.

Po jego minie od razu poznała, że zdenerwowała go. Widziała też jednak, jak zaraz potem mężczyzna na przemian zaciska pięści i rozluźnia je, aby się w ten sposób uspokoić. Uśmiechnęła się słabo, widząc to.

A jednak. Próbuje nad sobą zapanować. Może jednak jest jeszcze dla niego jakaś nadzieja.

- To jak, godzisz się na takie warunki? – spytał się w końcu Ned. – Dalej chcesz ze mną współpracować?

- Oczywiście. – Charlotte w ogóle nie musiała się zastanawiać nad tą odpowiedzią.

- Dobrze. – Low usiadł powoli w krześle naprzeciwko Charlotte, po czym na moment się zamyślił. Dziewczyna w tym czasie obserwowała go z uwagą, ciekawa tego, o czym też młody kapitan teraz tak intensywnie myślał. – Twój brat… – zaczął po chwili cichym głosem. – Czy on… czy on jest taki sam jak twoja szwagierka?

- To znaczy? – Charlotte domyślała się, o co dokładnie może chodzić Nedowi, ale wolała usłyszeć to bezpośrednio od niego. Nie zamierzała wyjawiać mu niczego, dopóki sam się o to nie upomni.

- Czy też ma takie same moce? – Ned spojrzał się Charlotte prosto w oczy. Dziewczyna milczała przez chwilę, ale po chwili przytaknęła nieznacznie głową na znak potwierdzenia. – Ciekawe… nie widziałem wcześniej, aby ich używał.

- Priscilla jest porywcza i niedojrzała. Uwielbia z nich korzystać przy każdej nadarzającej się okazji. – wyjaśniła mężczyźnie Charlotte.

- Rozumiem. – Ned z jakiegoś powodu wciąż wydawał się głęboko nad czymś zastanawiać. – A czy… czy ty… czy ty też masz takie zdolności?

No i masz ci babo placek. Musiał się o to spytać. No po prostu musiał. Jak zawsze, cholera jasna. Charlotte z jednej strony nie chciała odpowiadać na to pytanie. Z drugiej strony wiedziała jednak, że na tym etapie tylko szczerość utrzyma tego człowieka przy niej. Musiała też pamiętać o potencjalnym buncie na pokładzie. Jeśli do niego dojdzie, jak nic będzie potrzebowała wsparcia Lowa. Musiał więc jej w pełni ufać. Nie było innej opcji.

- Tak, mam. – przyznała otwarcie dziewczyna. Widziała po jego minie, że był na to przygotowany, ale wydawał się być jednocześnie tym faktem nieco zszokowany. Chyba do samego końca chciał wierzyć w to, że ma przed sobą „zwykłego człowieka". – Gdybym ich nie posiadała, nie zdołałabym wtedy wyrwać się spod działania zdolności Priscilli.

- No tak, faktycznie. – odparł Low. – A czy gdyby zaszła taka potrzeba, byłabyś w stanie użyć swoich mocy? Na szerszą skalę niż dotychczas?

- Tak. – Charlotte nie zamierzała już nic przed nim ukrywać. Była w fikcyjnym świecie i nic, co tu zrobi, nie zmieni jej realnego świata. Nie ujawniała się wcześniej ze zwykłego przyzwyczajenia; wolała nie robić z tego nawyku, aby kiedyś w prawdziwej przeszłości nie palnąć tego typu krytycznego błędu. – Zrobię wszystko, aby dotrzeć do celu i wykonać swoje zadanie. Bez względu na to, co to będzie. Ale nie myśl sobie, że będę używała swoich zdolności na Bogu ducha niewinnych ludziach. – dodała szybko, widząc początki zmian w nastawieniu Lowa. Widziała po nim, że zaczynał on już obmyślać, jak mógłby te moce wykorzystać na swoją korzyść. – Może i jestem egocentryczką, jak reszta mojej rodziny, ale tak jak większość z nich, posiadam również silny kręgosłup moralny. Nie zrobię czegoś, co jest amoralne i zwyczajnie bestialskie. Jestem gotowa zabić każdego zakapiora czy innego dorosłego, który mi stanie na drodze. Ale nie zabiję niewinnego dziecka, słabej kobiety, schorowanego starca czy bezbronnego zwierzęcia. Nie jestem kompletnym potworem.

Ned uśmiechnął się pod nosem, słysząc to.

- Czy naprawdę tak uważasz? – spytał się jej, wciąż się uśmiechając. – Po tym wszystkim, co zobaczyłaś? Po tym, co zrobiłem Meeksowi? Naprawdę uważasz, że to ty jesteś tutaj potworem?

- Nie znasz mnie. – odpowiedziała mu od razu dziewczyna. – Nie masz pojęcia, co musiałam niekiedy zrobić, aby zdobyć to, czego potrzebowałam, lub czego pragnęłam. – Charlotte widziała po minie mężczyzny, że ma on do niej jeszcze wiele pytań. Zdecydowała się jednak nie dać mu szansy ich zadać. – Czy to wszystko? – spytała się po chwili.

- Tak… to wszystko. – Ned ewidentnie chciał jeszcze dalej ciągnąć ten temat, ale widział też, że niewiele już z niej wyciągnie. Będzie musiał spróbować kiedy indziej. – Chociaż… nie, jest jeszcze coś. Musimy się gdzieś udać. Do Charlesa Vane'a.

- Vane'a? – Charlotte bardzo dobrze znała to nazwisko. Tego pirata również kiedyś spotkała. Kompletny maniak i psychopata. Prawdziwy Vane był o wiele gorszy od fikcyjnego Neda Lowa, z którym właśnie na spokojnie omawiała wspólne plany. Niewiele ją to obchodziło, ale po cichu liczyła na to, że ten fikcyjny Vane, o jakim Low mówił, jest chociaż odrobinę „normalniejszy" od tego, którego wcześniej miała nieprzyjemność spotkać. – A po co?

- Ma kontakty z Eleanor Guthrie. Chcę z nim porozmawiać na temat jego stanowiska w jej sprawie. I chcę, żebyś mi towarzyszyła, gdy pójdę się z nim rozmówić.

- No nie wiem… wolałabym chyba pozostać na statku. – Charlotte miała szczerze dosyć wrażeń na teraz. Najpierw przejęcie statku, na którym płynęła po Sama i Priscillę, potem zawarcie niepewnego sojuszu z Nedem Lowem, następnie brutalna śmierć Meeksa, a teraz na dodatek jeszcze doszła obawa przed potencjalnym buntem na pokładzie. Charlotte szczerze wolała zostać tutaj i dopilnować, aby ci wariaci nie zrobili jakiejś głupoty.

- Wolałbym jednak, abyś się ze mną tam udała. – Ned nie dawał za wygraną. – Vane nie jest znany z bycia miłym czy spokojnym. Nie wiem, czy aby przypadkiem tam nie zginę. A potrzebujesz mnie chyba do odnalezienia swojego brata, prawda?

Charlotte zacisnęła zęby, słysząc to. Spojrzała się ze złością na Lowa i zobaczyła, że ten się łobuzersko uśmiecha. Ewidentnie go to bawiło.

- Niech ci będzie. – odpowiedziała z niechęcią. – Pójdę tam z tobą, skoro tak bardzo boisz się o własne życie i potrzebujesz „baby" do ochrony. To kiedy mamy tam iść?

Ned tylko chwilę czekał z odpowiedzią na to pytanie.

- Teraz. Vane już na nas czeka w swojej fortecy.