Rozdział dziewiąty: Charles Vane


Charlotte skrzywiła się mimowolnie, wchodząc niepewnie na teren fortecy, jaką Charles Vane i jego ludzie przejęli.

Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, to wygląd tych mężczyzn. O ile niektórzy ludzie z załogi Lowa mogli być nieco nieokrzesani i nieprzewidywalni, o tyle żadnemu z nich nie mogła ona zarzucić tego, że wyglądali jak jakieś szalone stado kanibali.

Ci tutaj natomiast wyglądali dokładnie jak psychopatyczni, zdolni do najgorszych okropności mordercy.

- Tak coś czuję, że chyba długo tu nie zabawimy. – powiedziała cichym głosem do Neda, gdy ten oddawał swoją broń jednemu z ludzi Vane'a, którzy wpuścili ich do środka. – Ci tutaj nie wyglądają na przyjemniaczków.

- Bo zapewne nimi nie są. – odparł Low. Poszedł bez słowa za jednym z mężczyzn, kierując się w stronę siedzącego na głównym placu Vane'a. Charlotte, nie mając innego wyjścia, podążyła za nimi.

- Witam, kapitanie Low. – powitał go Vane, gdy Ned i Charlotte tylko do niego podeszli. Spojrzenie Charlesa momentalnie przeniosło się na osobę dziewczyny stojącej obok kapitana Fancy, i na moment mężczyzna zmarszczył brwi w dezorientacji. – Hm… no nie powiem, Low, trochę mnie zaskoczyłeś. Nie sądziłem, że wynajmiesz prostytutkę do grania roli twojego „gołąbeczka". – i uśmiechnął się szyderczo.

- Co?! – wrzasnęła Charlotte.

Co ten buc sobie myśli, co? Jak on śmie! Zaraz go zatłukę!

Charlotte rzuciła się do przodu, chcąc zaatakować Vane'a. Nie miała przy sobie żadnej broni, ale nie obchodziło ją to – miała jeszcze do dyspozycji własne zdolności oraz wolę walki. Z pewnością da radę go powalić i udusić gołymi rękoma.

- Charlotte, spokojnie. – Ned złapał dziewczynę w połowie drogi i przytrzymał ją w miejscu. Vane, widząc to, roześmiał się głośno. Zdenerwował tym Charlotte jeszcze bardziej, i dziewczyna rzuciła się w uścisku Lowa, chcąc mu się wyrwać.

- Wybaczcie mi. – powiedział w końcu Vane, prostując się w krześle, na którym siedział. – Błędnie wszystko odczytałem. Ale nie możesz mi mieć tego za złe, moja droga. – dodał po chwili, zwracając spojrzenie na osobę Charlotte. – W naszym drogim Nassau aż roi się od kobiet tego pokroju. To jest jeden z najważniejszych pirackich portów. Logicznie więc założyłem, że jesteś jedną z nich. Żadna inna kobieta bowiem nie przyszłaby tu z własnej, nieprzymuszonej woli.

- No to masz problem, kochany. – odcięła mu się dziewczyna. – Jak widać, jestem jednym z tych wyjątków.

- Na to wychodzi. – Vane po chwili przeniósł całą swoją uwagę z powrotem na Lowa. Nie chciał już tracić więcej czasu. – To o czym chciałeś ze mną porozmawiać, Low? Co było takie pilne, że wymagało natychmiastowego spotkania?

Ned tylko się uśmiechnął pod nosem. Usiadł bez pośpiechu naprzeciwko Vane'a, rozsiadł się wygodnie, i dopiero wtedy zdecydował się odezwać.

- Chodzi mi o Eleanor Guthrie. – zaczął. Charlotte od razu zauważyła nagłą zmianę w postawie Charlesa. Spiął się i zdenerwował, mimo że Low jeszcze nie sprecyzował, o co dokładnie mu chodziło, i jaki miał problem z kobietą. – Chcę wiedzieć, jaki jest twój stosunek wobec tej kobiety.

- Neutralny. – odpowiedział niemalże od razu Vane.

- To dobrze. – Low był z tej odpowiedzi wyraźnie zadowolony. – Czyli raczej nie będę miał żadnego problemu z tobą, jeśli zdecyduję się na nią ruszyć?

Charlotte, obserwująca tę rozmowę, od razu wychwyciła nagłą zmianę w aurze Charlesa. Zdenerwował się i zaniepokoił. Nie dawał tego po sobie poznać, ale jego aura mówiła sama za siebie. Lowa mógł oszukać tą pokerową miną, ale nie ją. Ona od razu wiedziała, czy ktoś był z nią szczery, czy nie.

- Ruszyć na nią? – zdziwił się Vane. – Po co?

- Mam swoje powody. – odpowiedział pokrętnie Low. – Wiem, że ty i ona, że tak to ujmę… mieliście się kiedyś ku sobie. Mam zatem nadzieję, że twoje uczucia w stosunku do niej już przeminęły, i nie będziesz mi w niczym przeszkadzał.

Vane milczał przez długą chwilę. Charlotte widziała po jego minie, że mężczyzna głęboko się nad tą ofertą zastanawia. Wciąż był zdenerwowany, ale teraz wyczuwała też u niego dziwną determinację. Vane coś planował – nie wiedziała tylko jeszcze, co dokładnie on planuje.

- Nie poprę Eleanor. – powiedział w końcu mężczyzna. – Pozostanę neutralny.

Charlotte skrzywiła się nieznacznie, słysząc to.

Coś bardzo szybko się zadeklarowałeś do całej neutralności, Vane. – pomyślała, przyglądając się podejrzliwie mężczyźnie. – Osobiście wolałabym, żeby stanął po stronie tej kobiety. Przyda jej się teraz trochę wsparcia. – dziewczyna przekrzywiła nieznacznie głowę w bok i skupiła na moment całą swoją uwagę na aurze pirata. – Nie… on coś kręci. Nie mówi do końca prawdy. On coś kombinuje. Coś mi tu nie gra. On chyba jednak chce jej pomóc. – Zaraz potem Charlotte w myślach zaśmiała się z samej siebie. – Dziewczyno, o czym ty gadasz? To Charles Vane, na litość boską. Jeden z najgorszych piratów, jakich twój świat widział. Ten tutaj może nie jest „tym Charlesem Vanem", ale na pewno też nie jest milusiński i przyjacielski. Też na pewno ma diabła za skórą.

- Dokonałeś właściwego wyboru, Vane. – powiedział Low, wytrącając tym Charlotte z zamyślenia. Dziewczyna powróciła myślami do rzeczywistości i skupiła się z powrotem na rozmowie dwóch mężczyzn. – W zamian za twoje nieangażowanie się w ten konflikt skłonny jestem oddać ci dziesięć procent z ostatniego zysku mojej załogi. Pasuje ci to?

- Jak najbardziej. – odparł Vane.

- Dobrze. A więc wszystko ustalone. – Low następnie pożegnał się krótko z Vanem, po czym skierował się do wyjścia. Charlotte rzuciła jeszcze jedno spojrzenie w stronę tajemniczego pirata, po czym ruszyła za Lowem.

Nie uszła jednak daleko. Tuż po tym, jak odwróciła się tyłem do Vane'a, poczuła, jak ktoś łapie ją za ramię i przytrzymuje w miejscu.

- Postępujesz niemądrze, trzymając się z takim człowiekiem jak Low. – usłyszała tuż za sobą głos Vane'a. Szybko wyswobodziła się z jego uścisku, po czym odwróciła się do niego przodem i spojrzała się na niego hardo. To jednak nie powstrzymało go przed tym, aby kontynuować swoją wypowiedź. – To niebezpieczny psychopata. Wiele ryzykujesz, zadając się z nim.

- W ogóle mnie nie znasz. –odcięła mu się momentalnie Charlotte. Denerwowało ją niesamowicie to, że ludzie z miejsca zakładali, że nie jest w stanie dać sobie sama z czymkolwiek rady. – Nie oceniaj mnie po samym wyglądzie, Vane. Możesz się na tym gorzko przeliczyć.

Charlotte od razu dostrzegła, że rozbawiła tymi słowami Vane'a. W ogóle jej chyba nie uwierzył. Nie był Nedem Lowem. Nie widział tego, co on. Nie był w stanie zatem pojąć faktu, że ktoś tak niepozornie wyglądający jak Charlotte naprawdę może być niebezpieczny.

- Powtórzę ci to jeszcze raz, moja droga: źle skończysz, trzymając się z Nedem Lowem.

- Chyba jednak wolę zaryzykować. – odparła Charlotte. Zaraz potem, nim Vane zdołał cokolwiek jeszcze powiedzieć, obróciła się na pięcie i odeszła szybkim krokiem w stronę Lowa, który czekał na nią przy wyjściu.

- Czego Vane od ciebie chciał? – spytał się mężczyzna, gdy tylko dziewczyna do niego dołączyła.

- Chyba próbował mnie na swój pokręcony sposób zastraszyć. – odpowiedziała mu Charlotte. – Ale coś słabo mu to poszło.

Ned nie skomentował tego w żaden sposób, ale spojrzał się jeszcze na Vane'a, który wciąż ich obserwował. Charlotte również obróciła na moment spojrzenie w jego stronę. Coś w tym człowieku ją mocno zaniepokoiło. On coś przed nimi ukrywał. Wiedział o czymś, o czym oni jeszcze nie wiedzieli. I to jej się bardzo nie podobało.

Coś złego nadciąga. – pomyślała mimowolnie, odwracając w końcu spojrzenie od Vane'a. Wyszła za Lowem na ruchliwą ulicę, po czym razem skierowali się z powrotem w stronę głównego portu. – Coś bardzo złego. Nie wiem jeszcze, co to jest, ale tak coś czuję, że ma to związek z tym mężczyzną. Obym tylko zdołała w porę odkryć, co na nas czyha. Ostatnie, czego teraz potrzebuję, to kolejnych problemów.