WAŻNA INFORMACJA! – Na moim kanale YouTube opublikowałam krótki zwiastun dotyczący tego opowiadania. Link do kanału YT można znaleźć na moim profilu na tej stronie.
Rozdział trzynasty: Powrót do teraźniejszości
- Opowiedz mi o tym. Opowiedz mi wszystko.
Charlotte usiadła powoli na krześle naprzeciwko Lowa. Znajdowali się w kajucie pod pokładem statku, jakim tu przypłynęli. Dziewczyna zdołała jeszcze użyć resztek swoich mocy i wyczarować tarczę ochronną wokół statku, tak aby żaden atak nich nie zaskoczył.
- To wszystko miało miejsce zaledwie parę tygodni temu. – zaczął Ned. – Byłem już wtedy piratem, miałem swoją załogę, miałem swoją Fancy…
- Ale miałeś też rodzinę. – dodała cichym głosem Charlotte. Ned tylko przytaknął pojedynczym skinieniem głowy.
- Nigdy nie byłem dobrym człowiekiem, ale dopóki żyła Ginny, starałem się ją jakoś wspierać. – powiedział mężczyzna, wzdychając przy tym przeciągle. – Spotkałem Sama i Priscillę przez czysty przypadek. Chcieli, żebym ich przetransportował do Nassau. Pracowałem wtedy akurat nad dobrym układem z okolicznym kupcem, więc im odmówiłem. Wolałem przewozić jego towar, niż pomóc dwójce nieznajomych. Nie przyjęli tego łatwo. Zaczekali, aż nie wrócę z kolejnego rejsu. Czekali na mnie w moim własnym domu. Gdy tam wszedłem, od razu wiedziałem, że popełniłem drastyczny błąd. Ginny była spętana tymi pokręconymi mocami przez Priscillę. To ona wszystko robiła; twój brat tylko się przyglądał. Zaczęła dusić Ginny. Próbowałem jej pomóc, ale wtedy ona powaliła mnie jednym ruchem dłoni. Nie puszczając mojej siostry zaczęła mnie ciąć niewidzialnymi ostrzami. Jedno z nich zraniło mnie w oko. – tu Ned wskazał na prawą stronę swojej twarzy. – Torturowała moją siostrę jeszcze przez jakiś czas, aż się w końcu tym nie znudziła. Zacisnęła wtedy ucisk i zabiła ją. Mnie oszczędzili, żebym, jak to ujęli, „zapamiętał ich lekcję".
- Boże… nie miałam pojęcia, że posuną się do czegoś takiego. – wyszeptała Charlotte. Zakryła dłonią usta i pokręciła głową z niedowierzaniem. – Po co oni coś takiego zrobili? Co z tego mieli? Nic przecież na tym nie zyskali.
- Nic, poza kolejnym wrogiem. – odparł Ned. Charlotte w końcu podniosła wzrok i spojrzała się na niego. – Po tamtym wydarzeniu poprzysiągłem im zemstę. Chciałem zabić członka jego rodziny, tak żeby wiedział, co to za uczucie.
- To dlatego mnie wtedy oszczędziłeś. – Charlotte wreszcie zaczęła wszystko rozumieć. Teraz, gdy znała już całą prawdę, wydarzenia z poprzednich dni zaczęły się w końcu układać w jedną, logiczną całość. – Liczyłeś na to, że gdy już skonfrontujesz się z moim bratem, będziesz mógł mu zagrozić, że mnie zabijesz.
- Dokładnie. – przyznał otwarcie Ned. – Ale gdy już go spotkałem, zrozumiałem, że Sam jest potworem, który nie szanuje nawet własnej rodziny. Twoje życie nic dla niego nie znaczyło. Nie jestem dobrym człowiekiem. – dodał po chwili. Charlotte przyglądała mu się w milczeniu, czekając na to, co dokładnie mężczyzna chciał jej teraz przekazać przez te słowa. – Nigdy nim nie byłem. Od zawsze ciągnęło mnie do rzeczy, które inni uważają za złe. Nie zdołam się już raczej zmienić. Nie jestem w stanie. Ale wiem, że to, co chciałem zrobić na wyspie, było złe. – Ned westchnął ciężko po tych słowach. – Zapewniam cię, że już nigdy nie stanę przeciwko tobie. Nie musisz mi w to wierzyć. Zrozumiem cię, jeśli tak postąpisz.
- Fakt, po tym, co tam odczyniłeś, niełatwo będzie mi znów ci zaufać. – odparła Charlotte. – Z pewnością minie trochę czasu, zanim to nastąpi. Ale nie jest to coś niemożliwego do osiągnięcia. Już teraz możesz zacząć odbudowywać naszą relację.
- Co miałbym dokładnie zrobić? – spytał się Ned. Charlotte uśmiechnęła się, słysząc to pytanie. Właśnie na taką postawę liczyła: posłuszną, odrobinę uległą i w pełni lojalną.
- Udasz się ze mną do mojego świata. – powiedziała dziewczyna. – Do moich czasów, do mojej rodziny. Muszę im zdać pełną relację z tego, co tu zaszło. Posłużysz mi za naocznego świadka okrucieństw, jakich Sam i Priscilla się dopuścili. Gdy mój ojciec dowie się o tym, co Sam zrobił, z pewnością da mi do dyspozycji cały oddział wyszkolonych wojowników, aby wreszcie to wszystko zakończyć.
Ned pokiwał głową w zamyśleniu. Nie zastanawiał się długo nad odpowiedzią. Już gdy Charlotte wyjaśniała mu wszystko, wiedział już, co jej na to odpowie.
- Zgoda. – odpowiedział cichym głosem. – Jedyne, co teraz się dla mnie liczy, to zemścić się na tej dwójce.
- Masz to u mnie jak w banku. – zapewniła go Charlotte. Następnie wstała z krzesła i podeszła powoli do przeciwległej ściany. Dotknęła jej ostrożni dłonią, po czym obróciła się bokiem w stronę Lowa. – Podaj mi rękę. – powiedziała, wyciągając do niego wolną dłoń. Mężczyzna zawahał się; nie był pewien, co właśnie dziewczyna planowała zrobić. W końcu jednak wstał ze swojego miejsca, poszedł do dziewczyny i posłusznie ujął jej dłoń.
Charlotte tylko uśmiechnęła się słabo. Odwróciła się następnie przodem w stronę ściany, a następnie nakreśliła na niej palcem okrągły kształt. Chwilę później w tym samym miejscu pojawił się portal. Dziewczyna zaraz potem poczuła, jak jej towarzysz wzdryga się nieznacznie, wyraźnie zdezorientowany i nieco wystraszony. Pokręciła lekko głową z rozbawieniem, po czym ujęła pewniej jego dłoń.
- Gotowy? – spytała się, zerkając na niego z zaciekawieniem. Ned tylko pokiwał nerwowo głową. – Trzymaj się mocno. – powiedziała. Następnie zrobiła krok w stronę portalu i przeszła przez niego, zamykając przy tym powieki.
Cała podróż trwała zaledwie jedną, krótką chwilę. Gdy Charlotte ponownie otworzyła oczy, znów znajdowała się w komnacie portali w rezydencji swojej rodziny.
Pierwszą osobą, jaką dostrzegła, był jej młodszy brat, Clayton. Chłopak siedział obłożony ze wszystkich stron zwojami, które parę dni wcześniej zwinął z siostrą z Biblioteki Aleksandryjskiej. Gdy tylko Charlotte przeszła przez portal, chłopak podniósł wzrok znad jednego z pergaminów i uśmiechnął się szeroko, widząc ją, całą i zdrową.
- Charlotte! – zawołał Clayton, ruszając w jej stronę. – Wreszcie wróciłaś! Całe szczęście! – chłopak wyściskał mocno swoją siostrę, przez cały ten czas się śmiejąc. – A to kto? – spytał się nagle, dostrzegając wreszcie Neda.
- Och, to jest Ned Low. – powiedziała, odsuwając się nieco, tak aby Clayton mógł się lepiej przyjrzeć jej towarzyszowi.
- Serio? – chłopak zmarszczył brwi w dezorientacji. – Nie wygląda ani trochę jak autentyczny Low.
- O co mu chodzi? – spytał się nagle Ned. Nie zrozumiał ani trochę tego, co właśnie ten dzieciak powiedział. – Co to wszystko znaczy?
- Wyjaśnię ci to później. – szepnęła Charlotte, odwracając się na moment bokiem do Neda. – To długa historia. I cholernie skomplikowana. Clayton… – tu dziewczyna obróciła się z powrotem w stronę swojego młodszego brata. – Prowadź nas do taty. Mam mu wiele do opowiedzenia.
- Aż tak źle? – Clayton posłusznie poprowadził Charlotte i Neda w stronę gabinetu Tarrena Arundella.
- Źle to mało powiedziane. – odparła Charlotte. Razem weszli przez wysokie, podwójne drzwi do pomieszczenia. Ned w milczeniu podążył za swoją towarzyszką, po czym zamknął za nią drzwi. – Witaj, ojcze. – powiedziała po chwili, stając naprzeciwko misternie zdobionego, mahoniowego biurka, za którym siedział blady, rudowłosy mężczyzna.
- Charlotte, miło cię znów widzieć. – Tarren uśmiechnął się słabo do córki. – Po twojej minie widzę, że jeszcze nie ujęłaś swojego brata i jego żony. – Charlotte tylko pokręciła przecząco głową po tym pytaniu. – A kim jest ten młody mężczyzna? – spytał się Tarren następnie, zerkając z zaciekawieniem na Neda.
- To Ned Low. – wyjaśniła szybko Charlotte. – To długa historia. Sprowadziłam go tutaj, bo w swoim świecie natknął się bezpośrednio na Sama i Priscillę. Był naocznym świadkiem ich okrucieństw i może potwierdzić, że nie mamy innego wyjścia, jak ich wyeliminować.
- Wyeliminować? Naprawdę? – Tarren podrapał się po policzku z zakłopotaniem. – Aż tak jest źle?
- Ta psychopatka chciała mnie zabić w taki sam sposób, w jaki zabiła Cassidy. – odpowiedziała mu na to Charlotte. – A gdy później skonfrontowałam się z nią i Samem, i próbowałam go przekabacić z powrotem na naszą stronę, opowiadając mu o tym, ten w ogóle się tym nie przejął. Jego życie, podobnie jak i życia całej reszty jego rodziny, już nic dla niego nie znaczą.
- To nie są dobre wiadomości. To naprawdę nie są dobre wiadomości. – Tarren wciąż wydawał się mocno przejęty tym, czego się właśnie dowiedział o swoim najstarszym dziecku. – Clayton, natychmiast udaj się do swojej matki i ją tu przyprowadź. Musimy jak najszybciej podjąć ostateczną decyzję co do tej dwójki. Powinna być tu zatem obecna.
- Oczywiście, ojcze. – nastolatek wyszedł z pośpiechem, zostawiając Charlotte samą ze swoim ojcem.
- Jest jeszcze jedna sprawa, tato. – zaczęła Charlotte, gdy kroki Claytona już ucichły. – Jeśli zdecydujecie się na eliminację tej dwójki, to chcę, aby Ned mi w tej misji towarzyszył. – Tarren podniósł w tym momencie spojrzenie i przeniósł je szybko na mężczyznę stojącego za jego córką. To ewidentnie nie był „prawdziwy" Ned Low. Mimo to Tarren zastanawiał się, dlaczego jego córka chciała w ogóle z kimś takim współpracować. Zaczął się też zastanawiać, co może ich łączyć, skoro Charlotte zdecydowała się go tutaj sprowadzić. – Sam i Priscilla zabili mu siostrę i zrujnowali jego życie. Powinien mieć w razie czego prawo do zemsty. Każde z nas na to zasługuje.
Tarren westchnął przeciągle. To nie była łatwa decyzja. Musiał ją jednak szybko podjąć, jeszcze przed tym, jak Clayton wróci tutaj z Susanną.
- Dobrze. – odpowiedział niechętnie mężczyzna. – Jeśli twoja matka zdecyduje się na to, że trzeba unicestwić Sama i Priscillę, wtedy twój towarzysz będzie mógł się tam z nami udać i mieć swoją zemstę.
Na moment zapadła cisza. Charlotte odetchnęła z ulgą, wiedząc, że Ned nigdzie nie zostanie odesłany – przynajmniej na razie. Gdy parę minut później do pomieszczenia wtargnęła szybkim krokiem jej matka, Charlotte była już gotowa na przekonanie jej, że unicestwienie Sama i Priscilli jest jedynym rozwiązaniem.
- Czy to prawda? – Susanna od razu skierowała to pytanie do Charlotte. – Czy Sam naprawdę zrobił to wszystko, o czym Clayton mi opowiedział?
- Niestety, mamo, to prawda. – przyznała ze smutkiem Charlotte. Nie chciała zabijać własnego brata, ale wiedziała też, że on i Priscilla nie byli już tymi samymi ludźmi, co kiedyś. Trzeba ich było powstrzymać, dla dobra całego tego świata, jak i również dla dobra wszystkich innych alternatywnych rzeczywistości, jakie istniały. – Nie mamy innego wyjścia. To jedyny sposób, w jaki można ich na dobre powstrzymać.
Susanna odetchnęła ciężko i zaczęła intensywnie mrugać powiekami. Starała się za wszelką cenę nie rozpłakać. Tarren, Charlotte i Clayton w tym czasie stali wokół niej w milczeniu, czekając na jej odpowiedź.
Żadnemu z nich nie było łatwo podjąć tę decyzję. Każde z nich wiedziało jednak również, że nie mieli innego wyjścia. Sama już nie było – stał się kimś zupełnie innym. Musieli w pierwszej kolejności martwić się o dobro całego świata.
- No dobrze. – Susanna westchnęła przeciągle, po czym na moment zamknęła oczy. Gdy je otworzyła z powrotem, można było dostrzec w nich determinację i upór. – Wracamy do tamtego świata. Trzeba to wreszcie zakończyć.
- Już mam przygotowany oddział na tę ewentualność. – powiedział Tarren. – Charlotte i Clayton poprowadzą go do miejsca, w którym Sam i Priscilla się ukrywają. Dopilnują, aby nikt już nie zginął z ich ręki.
- To ktoś jeszcze zginął? – Susanna spojrzała się z dezorientacją na córkę. Charlotte przytaknęła niechętnie skinieniem głowy, po czym zerknęła szybko w stronę Neda.
- Zabili jego siostrę. – powiedziała, wskazując na mężczyznę stojącego obok niej. – I z całą pewnością mogę potwierdzić, że wymordowali całą ludność wyspy, na której ich znalazłam tuż przed przeniesieniem się tutaj.
- Czemu wtedy ich nie unicestwiłaś? – dociekała dalej kobieta. – Nie dałaś im rady?
- Och, dałam sobie z nimi radę, i to bardzo dobrze. – zapewniła matkę dziewczyna, uśmiechając się przy tym gorzko. – Ale Sam wyczuł, że przegrywa. Teleportował się z Priscillą z wyspy, nim zdołałam zadać im ostateczny cios.
Susanna już o nic więcej się nie dopytywała. Pozwoliła swoim dzieciom i mężowi wyjść z gabinetu i ruszyć na przygotowania do wyruszenia z powrotem do świata Neda.
- Charlotte, chodź tu na moment. – szepnął Tarren do córki, gdy znaleźli się już na korytarzu. – Muszę z tobą porozmawiać. Na osobności. – dodał szybko, zerkając znacząco na Lowa.
- Idź przodem z Claytonem. – poleciła mężczyźnie, zachęcając go do ruszenia dalej gestem ręki. – Niedługo do was dołączę.
Tarren czekał w napięciu, aż Ned i Clayton nie oddalą się wystarczająco daleko. Dopiero wtedy zdecydował się odezwać.
- Jego nie powinno tu być. – powiedział, patrząc się córce prosto w oczy.
- Tak, wiem o tym, tato. – Charlotte niemalże jęknęła z irytacji. Nie mieli teraz czasu na takie rozmowy. – Ale nie miałam innego wyjścia. To mój sojusznik. Pomógł mi ich znaleźć. Został przez nich skrzywdzony. Zasługuje na swoją zemstę.
- Nie to mam na myśli. – przerwał jej Tarren. – Mam na myśli to, że jego w ogóle nie powinno tu być. On powinien już nie żyć. – mężczyzna przyjrzał się uważnie córce, jak gdyby próbując czegoś się u niej doszukać. – Też to wyczułaś, prawda? Z pewnością to wyczułaś. Czuć to w całej jego aurze.
- Uwierz mi, wiem o tym. – przyznała niechętnie Charlotte. – Poczułam zmianę w jego aurze w momencie, gdy powaliłam Charlesa Vane'a, który chciał go zabić. Zdecydowałam się to jednak zignorować.
- Czyli… wiedziałaś o tym? – Tarren był dość mocno zszokowany tym odkryciem. – Wiedziałaś, że zmieniłaś jego los?
- Tak, wiedziałam. – odparła Charlotte. – Było mi pisane zginąć tamtej nocy na statku. Mam tego pełną świadomość. Czułam jednak wtedy, że nie mogę pozwolić mu umrzeć. Potrzebowałam jego pomocy, aby dotrzeć do Sama i Priscilli.
- Nie, wcale nie o to chodziło. – mężczyzna spojrzał się krytycznie na Charlotte. Od razu odgadł, że dziewczyna nie była do końca z nim szczera. – Jesteś Podróżniczką. Jesteś następczynią rodu Arundell. Gdybyś tylko chciała, bez problemu mogłabyś to wszystko osiągnąć w pojedynkę. Charlotte… – tu Tarren ujął córkę za ramię i przesunął nieco w swoją stronę, tak aby musiała się ona spojrzeć mu prosto w oczy. – Rozważasz zrobienie z niego swojego partnera?
- Nie wiem. – przyznała Charlotte. Sama nie wiedziała jeszcze, co o tym wszystkim myśleć. Działała przez cały ten czas pod wpływem impulsu. Dopiero teraz zaczęła wszystko układać w jedną, spójną całość. – Naprawdę nie wiem. Nie jestem tego pewna. Mogę cię jednak zapewnić, że gdy już wszystko ustalę, ty będziesz pierwszym, który się o tym dowie.
- Dobrze. Niech ci będzie. – Tarren puścił wreszcie córkę wolno. Nim ta jednak zdołała odejść, mężczyzna złapał ją jeszcze za ramię, przytrzymując przy sobie. – Dlaczego on? Co jest w nim takiego, że wybrałaś właśnie jego?
- Sama tego do końca nie rozumiem. – powiedziała Charlotte. – Nie jest bohaterem. Nie jest dobrym człowiekiem. Ale nie jest też kompletnym psychopatą i maniakiem. Rozumie, że nie jest najsilniejszym graczem w tej rozgrywce. Wie, komu powinien okazywać szacunek. Nigdy nie będzie raczej działał po stronie prawa, ale… tak coś czuję, że kogoś takiego będziemy potrzebować. Kogoś, kto będzie gotowy robić to, do czego my nie będziemy w stanie się posunąć, aby osiągnąć jakiś ważny cel.
Na tym zakończyła się ich rozmowa. Tarren puścił Charlotte i pozwolił jej na spokojnie odejść. Dziewczyna udała się szybkim krokiem do sali z portalami. Clayton już tam na nią czekał, z całym oddziałem Podróżników, jacy mieli się z nimi udać w pościg za Samem i Priscillą.
- Czego chciał od ciebie tata? – spytał się Clayton, gdy tylko dziewczyna weszła do środka. Charlotte bez pośpiechu podeszła do Neda, który stał nieco z boku, oddalony od reszty zebranych tutaj ludzi, po czym uśmiechnęła się słabo sama do siebie.
- Taka tam rodzicielska gadka. – odparła. – To, jak wszyscy są już gotowi? – spytała się zebranych. Każdy z osobna potwierdził swoją gotowość pojedynczym skinieniem głowy. – Dobrze, panie i panowie… nie marnujmy zatem więcej czasu. Czas zlikwidować tych renegatów. Zakończmy to wreszcie i miejmy to za sobą.
