Po krótkim spacerku schodami w dół do Zakiego zaczęły dochodzić odgłosy wydawane przez podniecony tłum. Im bliżej był wyglądających niepozornie drzwi, tym wyraźniejsze i głośniejsze były okrzyki. Przez ogólny hałas przedzierało się rytmiczne klaskanie oraz wykrzykiwane jedno słowo: "Rukia!". W opozycji do tego dało się coraz głośniejsze: "Chinka!".
Yamazaki otworzył drzwi i został oślepiony przez jaskrawe światło, a wszech obecny hałas wwiercał mu się w mózg. Kilka sekund zajęło mu przyzwyczajenie się do nowego otoczenia, ale gdy w końcu mu się to udało, ujrzał wielopoziomowe, zapełnione trybuny, u stóp których mieściła się okrągła arena, ogrodzona siatką. Pomiędzy nią, a pierwszym rzędem trybun zostawiono odstęp, który i tak był zapełniony przez trzymających się siatki, dopingujących ludzi. Ktoś z ochrony starał się zmusić ich do wrócenia na swoje miejsca, ale poddał się, gdy jakiś nakręcony fan dał mu po gębie.
Yamazaki zamknął za sobą drzwi i ruszył szukać wolnego miejsca. Znalazł je w czwartym rzędzie od go góry, między jakimś tłustym, brodatym gościem z frytkami w jednej ręce i poduszką z nadrukiem prawie całkowitej gołej, mangowej dziewczyny w drugiej a po prostu brzydkim, przeciętnym facetem.
Grubas po lewej i brzydal po prawej, cały czas krzyczeli, kibicując "Chince" i gdy udało się jej wywrócić przeciwniczkę, krzyknęli tak głośno, że Zaki miał wrażenie, jakby stał pod głośnikami na koncercie metalowym.
Siedzący przed nim mężczyzna, noszący ogromny cylinder Choppera z One Piece, zdjął swoje nakrycie głowy, wiec Yamazaki mógł w końcu przyjrzeć się walczącym dziewczynom. Poczuł, jak wszystkie włoski stają mu dęba, a na czole pojawiają się chłodne krople potu, gdy w "Chince" rozpoznał Kagurę z Yorozuyi.
Starając się nie zwracać na siebie uwagi, wyciągnął telefon, schylił się nie co, by Grubas nie wrzeszczał mu do słuchawki i wybrał numer do Hijikaty.

-Według naszych informacji, właśnie teraz, w tym budynku odbywa się tajne spotkanie terrorystów -oznajmił członek Shinsengumi, siedzący obok kierowcy.
-Druga dywizja wraz ze mną wkracza od frontu, a reszta niech spróbuje znaleźć jakieś inne wejście i zostawi kilku ludzi na dachu. Tym razem się nas nie wymkną! - powiedział Hijikata, zdejmując ręce z kierownicy i sięgając po CB radio.
-To powodzenia i tak dalej, a teraz może mnie rozkujesz, co? - odezwał się Gintoki z tylnego siedzenia.
-Nie ma mowy - powiedział Hijikata. - Będziesz naszą przynętą.
-Oi, nie żartuj tak. Chcesz, żeby mnie zabili? Co, Hijikata-kun? Oi, słuchasz mnie?
Vice dowódca Shinsengumi nie przejawiał jakiegoś szczególnego zainteresowania marudzeniem Gina, jeszcze raz powtórzył wszystkie rozkazy do radia i wysiadł z auta.
-Ej, naprawdę myślicie, że nikt nie zauważył, że zaparkowaliście pod samym miejscem spotkania terrorystów, co? Przecież chyba tylko ślepy by nie zauważył! Ogłupieliście wszyscy!? Puszczaj, umiem sam chodzić!
Gin wyrwał się policjantowi, który najpierw siłą wyciągnął go z auta, a teraz trzymając rękę na jego ramieniu, prowadził w stronę drzwi do...
-Love Hotel!? - wrzasnął Gin, wpatrując się w świecący na różowo napis nad głównymi drzwiami. - Serio, to tu spotykają się terroryści!?
-Wszyscy są na swoich stanowiskach, vice dowódco! - zameldował jakiś policjant. Hijikata wypluł papierosa, przydeptał go i uśmiechnął się.
-Do ataku! - wrzasnął.
-To ten, powodze... - nawet nie było dane Gintokiemu dokończyć, gdyż szarżujący Shinsengumi porwali go ze sobą. Chciał się wyrwać i spróbować uciec, ale dwóch policjantów chwyciło go z dwóch stron pod ramiona i ciągnęli ze sobą. - Oi, puszczajcie mnieeee! - darł się, gdy nagle rozległ się wybuch i ci, będący najbliżej wejścia, odlecieli do tyłu, taranując stojących za sobą. Z Love Holetu zaczął wydobywać się dym.
-Do ataku! - wrzasnął ponownie Hijikata i zasłaniając usta ręką, jako pierwszy rzucił się do wejścia. Reszta, łącznie z usiłującym wyrwać się dwóm policjantom Gintokim, podążyła za nim.

Okita jeszcze raz spojrzał na smsa, w którym Yamazaki napisał mu adres owej areny walk, po czym znowu przeczytał szyld nad drzwiami. "PRALNIA HELENKA", głosił wielki, turkusowy, neonowy napis. Zajrzał do środka, ale zgodnie z nazwą, była to zwykła pralnia. Jakieś dwie dziewczyny wyciągały swoje pranie i rozmawiały szeptem.
-Ej wy - zawołał do nich Okita. - wiecie może jak dostać się do PRALKI?
Kobiety przetrwały rozmowę. Wyższa, ciemnowłosa szturchnęła swoją blond koleżankę i coś cicho do niej powiedziała, po czym obie zachichotały.
-Mikoto powiedziała, że wprawił pan jej serce w wirowanie na najwyższych obrotach - oznajmił nieogolony facet koło trzydziestki.
-Fujiro przestań, to zawstydzające! - zganił go jego młodszy towarzysz o twarzy przypominającej szczura. Zaróżowił się, spuścił wzrok, ale zaraz znowu spojrzał na Okitę i zatrzepotał rzęsami. Sougo poczuł, jak coś przewraca mu się w żołądku. Czemu ze wszystkich istot musiał trafić akurat na transwestytów!? Powoli podszedł do nich, korzystając z okazji, że "dziewczyny" zaczęły się przekomarzać, której bardziej podoba się Okita. Jednym, płynnym ruchem wyciągnął miecz z pochwy.
Z ulgą opuścił "HELENKĘ". Oj oberwie się potem Yanazakiemu za to, że przywiódł go w takie miejsce. Postanowił jeszcze raz sprawdzić smsa z adresem. Nie no wszystko się...
Przewinął wiadomość na dół, gdzie znajdował się dopisek "wejście od tyłu chronione przez wielkiego goście".
Cóż, to wiele wyjaśnia. Kawałek dalej, gdzie kończył się budynek "HELENKI", znajdowała się walka uliczka, ginąca w mroku. Sprawiała dość mroczne wrażenie, więc nie było mowy o pomyłce. Wyciągnął miecz i nie przejmując się zaniepokojonymi spojrzeniami przechodniów. W końcu teraz, bez munduru Shinsengumi mógł wyglądać jak zwykły ronin.
Potężny ochroniarz, zasłaniający całym sobą tonące w mroku drzwi, nie zdążył powiedzieć nawet słowa, gdy padł bez życia na ziemię. Sougo strzepał krew z katany, uśmiechnął się, a jego oczy zalśniły okrutnym blaskiem.
-Będzie ciekawie.

-Chinka, Chinka, Chinka! - skandował tłum, a Kagura uśmiechnęła się i splunęła na leżącą na ziemi, nieźle poobijają dziewczynę. Znowu wygrała. Po raz czwarty chyba. Zarz wprowadzą nową przeciwniczkę. O, idzie. Popychana przez dwóch, ubranych w czerń facetów, kurczowo ściskała katanę, nawet nie wyciągniętą z pochwy. Wepchnęli ją na arenę i pośpiesznie zamknęli małą furtkę na potężną, groteskową wręcz kłódkę. Dziewczyna nie mogła już uciec. Oparła się o siatkę, ale pośpiesznie odskoczyła, gdy jakiś fan pociągnął ją za króciutką spódniczkę. Ktoś przez mikrofon z wykrzyczał jej imię, ale jako że Kagurę mało to obchodziło, przemknęło przez jej głowę nie zostawiając żadnego śladu. Przerażona dziewczyna nagle wrzasnęła i rzuciła się na Kagurę. Idiotka.
-Wyjmij miecz, dziewczynko - powiedziała Kagura, bez trudu unikając szarżującej cosplayerce.
-Ale wtedy mogę cię zranić - odpowiedziała cicho, na co Kagura prychnęła.
-Jesteś o sto, nie, tysiąc lat za młoda, żeby chociaż mnie drasnąć! - krzyknęła wystrzeliwując kilka pocisków ze swojej parasolki. Specjalnie nie wycelowała dokładnie i wszystkie minęły swój cel. Przerażona dziewczyna usłuchała Kagury i wyciągnęła miecz, co publiczność podsumowała okrzykiem radości i wydając z siebie przeciągły pisk, rzuciła się na przeciwniczkę.
Kagura robiła uniki jakby od niechcenia. Jej ciało samo reagowało. Znowu robi to samo. Znowu używa swojej siły, by krzywdzić innych. A przecież miała chronić. Miała nie dać się pokonać swojej krwi. Więc co tu robi?
A, no tak, miało być jedzenie.
Właściwie, to zaczynało się robić nudno. Już tyle czasu jest na tej idiotycznej arenie, daje łomot małym, przerażonym dziewczynkom, a łazanek jak nie było, tak nie ma. Na szczęście miała przy sobie małą tubkę z ketchupem, która została jej po wypadzie do Burdel Kinga. Tak, w końcu mogli zjeść normalnie, a to dlatego, że przez pół dnia stali na słońcu i robili reklamę, przebrani za wielkie hamburgery.
Kagura zręcznie odskoczyła w bok, a otrze miecza minęło ją o dobre kilka centymetrów. Jej przeciwniczka była spocona i ciężko dyszała, co jednak nie przeszkadzało widowni, a może wręcz przeciwnie, jeszcze goręcej kibicowali.
Brzuch Kagury wydał nagle z siebie dźwięk przywodzący na myśl ryk smoka. Przyciskający się do ogrodzenia areny fani cofnęli się o krok i rozglądali niemrawo, nie wiedząc skąd ów przerażający odgłos mógł się wydobyć. Kagura przystanęła na chwilę i wyciągnęła tubkę ketchupu. Miał być dodatkiem do ryżu z jajkiem i sosem sojowym, ale jak nic teraz nie zje, to chyba umrze z głodu.
Otworzyła ketchup dokładnie w momencie, w którym jej przeciwniczka zamachnęła się mieczem.

-Przeszukać cały hotel, muszą tu być! - krzyknął Hijikata. Shinsengumi rozpierzchli się, a Gin zwietrzył koleją szansę na ucieczkę. Kolejną nieudaną.
Hijikata chwycił go za nadgarstek i pociągnął za sobą.
-O nie, ty zostajesz ze mną.
-Biedny Tosshi boi się iść sam? - spytał drwiącym głosem Gin.
-Wiemy że tam jesteście! Mamy zakładnika! - wrzasnął na całe gardło Hijikata, jednocześnie przystawiając katanę do szyi Gintokiego i ściskając mocniej jego nadgarstek, by ten się nie wyrwał.
-Co ty wyprawiasz, idioto!?
-Zamknij się i bądź grzeczną przynętą – mruknął cicho vice dowódca. - Poddajcie się, bo inaczej zakładnik pożegna się z życiem! - krzyknął, gdy dotarli do schodów i zaczęli się po nich wspinać.
-W dupie mam bycie twoją przynętą – odpowiedział mu Gintoki. - Właściwie, to policja może stosować takie zagrania?
-Zapłacę ci.
-Oi, ratunku! - wrzasnął Gin, nagle całkowicie zmieniając swoje nastawienie. - Zura chodź tu!
-Nie Zura, tylko Katsura!
Gdy Gin i Hijikata dotarli na piętro, już czekał tam na nich oddział Joishishi, na czele których stał Katsura, z nieodłączną Elizabeth u boku.
-Zura poddaj się i takie tam, bo inaczej ten tu mnie zabije czy coś – powiedział Gintoki, tracąc swój zapał tak szybko, jak go zdobył.
Chciał podłubać w nosie, bo coś go strasznie swędział, ale ten idiota Hijikata wciąż go unieruchamiał, a w dodatku czuł na swojej szyi chłód klingi miecza.
-Nie mógłbyś być bardziej przekonujący? - szepnął mu na ucho vice dowódca.
-Spokojnie, Zura to idiota, nabierze się – mruknął w odpowiedzi Gin.
-Gintoki! - krzyknął nagle Katsura, wyciągając nie wiadomo skąd dwie bomby. - Tego właśnie spodziewałem się po kimś, kogo nazywano Shiroyasha!
-Oi, Zura, miałeś mnie ratować, co ty...?
-Twoje poświęcenie nie pójdzie na marne, Gintoki!
-Czekaj, czekaj, czekaj! Jakie poświęcenie!?
Katsura wyrzucił obie bomby, jedna po drugiej, do góry.
-Nie tym razem!
Hijikata rzucił się do przodu, za wycofującymi się już członkami Joishishi, zostawiając tym samym Gintokiego. Srebrnowłosy wyciągnął swój bokken i zamachnął się nim, trafiając w bomby i odbijając je niczym piłki w stronę uciekinierów. Obie wybuchły pod sufitem, co poskutkowało, prawie natychmiastowym zawaleniem się wyższego pietra i odcięciem Hijikaty od patriotów.
-Co żeś zrobił, skończony idioto!? - wrzasnął vice dowódca

Sougo zdecydowanie nie był przygotowany na to, co zobaczył. Miał wrażenie, jak gdyby wszystkie dźwięki się nagle wyciszyły, a czas zwolnił swój bieg. W całkowitym bezruchu obserwował jak z areny walk wynoszą nieprzytomną, skąpaną we krwi Kagurę. Nie myślał. Po prostu wyciągnął swój miecz i rzucił się na dół, skacząc po głowach widzów. Przed oczami miał jedynie swój cel, wszystko inne było nieważne.
Po kilku sekundach już był na dole i jednym ruchem miecza zabił dwóch mężczyzn wynoszących Kagurę. Dopiero, gdy ich ciała upały na podłogę i utworzyły ogromną plamę krwi, widzowie zaczęli w panice uciekać do drzwi.
Sougo uchronił Kagurę przed upadkiem. Usłyszał za sobą wołanie Yamazakiego, ale zignorował je. Spojrzał na nieprzytomną dziewczynę.
-Na co się gapisz? - spytała Kagura, siadając samodzielnie. - Cały ketchup zmarnowany... - mruknęła, patrząc na swoje ubranie.
-Ketchup? - powtórzył nieco skołowany Okita.
-Oi, sadysto, co ci? Nigdy nie widziałeś ketchupu, hę? - spytała, przekrzywiając głowę. - W tym waszym Shinsengumi macie tylko majonez?
-Nie, po prostu myślałem, że jesteś cała we krwi i może w końcu się ciebie pozbędę – oznajmił, niby to zawiedziony, niby zły i splunął.
-Że co!?
Kagura rzuciła się na niego z pięściami, lecz on zablokował je obie i w takiej pozycji trwali przez niecałą minutę. Ich mięśnie drżały z wysiłku, a na twarzach mieli drapieżne uśmiechy. Żadne z nich nie miało zamiaru przegrać, jednak Kagura, milimetr po milimetrze, zdobywała przewagę dzięki swojej nieludzkiej sile.
Niespodziewanie Okita opuścił ręce, przez co Kagura zwaliła się na niego i skończyła z głową na jego piersi. Poczuła jak się czerwieni. Chciała się odepchnąć , ale nagle Sougo objął ją.
-Puść mnie, cholerny sadysto – mruknęła niemrawo.
-Niewygodnie ci, cholerna Chinko? - odpowiedział pytaniem na pytanie Sougo.
Delikatnie odsunął ją od siebie i jedną ręką uniósł jej głowę. Spojrzał w jej intensywnie niebieskie, nic nie rozumiejące oczy. Przymknął powieki i zbliżył nieco swoją twarz do jej, uchylając usta. Kagura zamknęła oczy i przekrzywiła nieco głowę.
I wtedy właśnie, wolną drugą ręką, przywalił Kagurze w kark. Dziewczyna straciła przytomność i bezwładnie osunęła się w jego ramiona.
-Kapitanie! - krzyknął Yamazaki a Okita odniósł wrażenie, jakby powrócił do rzeczywistości po długim śnie. Nagle zaczęły do niego docierać krzyki spanikowanych widzów, którzy nie zdążyli jeszcze wydostać się tej podziemnej areny.
-Kapitanie... - powtórzył ciszej Yamazaki. Spojrzał na trzymaną przez niego nieprzytomną dziewczynę. - Chce pan zmarnować swoją szansę? Tak jak vice dowódca?
-Nie jestem takim debilem - odpowiedział Okita z lekkim uśmiechem, patrząc na Kagurę. Wyglądała naprawdę słodko. I właśnie wtedy zdał sobie z czegoś sprawę.
Chciałby móc częściej widzieć ja taką. Chciałby zasypiać i budzić się tuż obok niej. Tak bardzo chciałby... Jednak wiedział, że jest to niemożliwe. Przynajmniej na razie. Ona jest jeszcze dzieckiem, pewnie nawet nie wie, czym jest miłość.
-Kapitanie...
Yamazaki spuścił wzrok. Tak bardzo żal my było Okity. Po raz ostatni widział go, patrzącym na kogoś z taką miłością podczas odwiedzin jego siostry.
-Zapomnij o wszystkim, co tu widziałeś - powiedział nagle Sougo i ruszył w stronę trybun, by w końcu opuścić PRALKĘ.
-Tu są!
Yamazaki i Okita usłyszeli za sobą tupot wielu stóp i jakieś wojownicze okrzyki. Gdy się obrócili, zobaczyli kilkunastu roninów, biegnących w ich stronę.
Sougo delikatnie położył Kagurę na ziemi, opierając ją o trybuny i wyciągnął swoją katanę. Yamazaki również dobył miecza. Stali tak we dwóch naprzeciw szarżujących mężczyzn. Zapowiadała się niewyrównana walka. Ronini nie mieli żadnych szans.
-Zdychajcie, psy szogunatu!
Pierwszy cios miał trafić Okitę w lewy bok. Wystarczył jednak jeden ruch ręką, by go zablokować i drugi, by pozbawić życia jego nadawcę. Wykonał półobrót, by naraz ciąć kilku agresorów, po czym pchnięciem zabić stojącego najbardziej po prawej. Wyczuł ruch za sobą, wiec bez zastanowienia obrócił katanę w ręku i sprawnym ruchem wbił ją napastnikowi w bok, a gdy ten odsunął się na kolana, Sougo błyskawicznie się obrócił i ściął mu głowę, która potoczyła się w stronę jego towarzyszy.
Ronini byli jednocześnie przerażeni i wściekli.
-To demon! - krzyknął ktoś, gdy Okita pokonał kolejnych dwóch przeciwników i rzucili się na niego kupą. On stanął w pozycji hasso-no-kamae i czekał.
Nagle pojawił się przed nim jakiś czerwony cień, rozległy się strzały, a rozmazana, niesamowicie szybka postać skoczyła do góry i jeszcze raz wystrzeliła ze swojej parasolki, po czym spadła między oszołomionych napastników. Kopnęła jednego w krocze, po czym z łokcia przyłożyła mu w kark, aż coś głośno chrupnęło.
-Kagura! - krzyknął Okita i ruszył jej na pomoc. Coś mu jednak w niej nie pasowało. Jej ruchy były nieco dziwne...
Miała zamknięte oczy. Spała.
-Hę?
Yamazaki zamrugał kilkakrotnie.
Okita również rzucił się w wir walki, siekąc wrogów tak szybko, że jego miecz stał się jedynie rozmazanym cieniem. Yamazaki obserwował przez chwilę taniec dziewczyny z Yorozuyi i oficera Shinsengumi. Pomyślał, że idealnie współdziałają. Tak, mogliby tworzyć piękną, a zarazem piekielnie przerażającą parę.
Gdy ostatni z roninów padł na ziemię, Sougo uśmiechnął się delikatnie. Wyciągnął z kieszeni chusteczkę i wytarł ociekającą krwią katanę.
-To by było na...
Omnomnomnon...
Kagura nagle znalazła się na plecach Okity i zaczęła wgryzać się w jego głowę, niczym Sadaharu w Gina.
-Zabiję - mruknął Sougo, wysuwając miecz z pochwy.
-Proszę przestać! - krzyknął Yamazaki i ruszył na pomoc. Kagura jednak nic nie robiła sobie z próśb, gróźb i wymachiwaniem mieczem, tylko spała sobie w najlepsze, leciutko uśmiechając się przez sen.

-Padam z nóg.
Gintoki zrobił jak powiedział i runął na ziemię. Na leżąco zzuł buty.
-Shinpachi! Kagura! Jest ktoś w domu!?
Nie uzyskawszy odpowiedzi, stwierdził, że pewnie niedługo wrócą, wiec w sumie to może sobie tak poleżeć do tego czasu.
Ten dupek Hijikata przetrzymał go na komisariacie jeszcze przez dwie godziny, twierdząc, że jest to pokuta za zrujnowane akcji. Potem okazało się, że zarówno Sougo jak i telefon Hijikaty gdzieś się zapodziały, więc nie mieli jak skontaktować się z Yamazakim, by zaplanować jakieś ruchy w sprawie PRALKI.
Gdy w końcu Ginowi udało się uwolnić, chciał pójść do kawiarni i zamówić sobie największy deser na poprawę humoru, ale wtedy przypomniał sobie, że nie stracił wszystkie pieniądze na wczorajszej popijawie. Tak go to rozzłościło, że kopnął leżący na ziemi karton, który okazał się być zamieszkany przez Madao. Na widok Hasegawy przypomniał mu się wczorajszy wieczór i nagle ból głowy powrócił ze zdwojoną siłą.
Wtedy właśnie stwierdził, że walić to wszystko, wraca do domu i pójdzie spać. Ale nie, świat widocznie miał wobec niego inne plany.
Mogłoby się zdawać, że dla niektórych dzień bez bycia upierdliwym to dzień stracony. Tą filozofię wyznają chyba wszyscy prześladowcy świata.
Sa-chan wyrosła przed nim nie wiadomo skąd. Uwiesiła się na jego szyi i zaczęła o czymś nawijać. Prawdopodobnie kilka razy powtórzyła słowa: ślub, dzieci oraz S&M. Na początku Gin miał na nią wylane, chciał jedynie doczłapać do domu, ale gdy z sekundy na sekundy w jej głosie słychać było coraz większe podniecenie nie wytrzymał i zrzucił ją z siebie.
-Oh, Gin-san, w końcu ujawniłeś swoją sadystyczną naturę! - wykrzyknęła leżąc na ziemi i rumieniąc się.
-Zamknij się, stalkerko - rozkazał, co wywołało tylko jeszcze większe rumieńce i podniecenie Sa-chan.
-Ach, Gin-san!
Rzuciła się ja niego z piskiem. Gin jednak kopnął ją z pół obrotu, zdobywając tym samym pierwsze miejsce w konkurencji "kopanie natrętnych prześladowców na odległość".
W locie Sa-chan oczywiście zgubiła okulary i gdy nieco posiniaczona podniosła się z ziemi, zaczęła przystawiać się do sprzedawcy ryb. Jednak Gin już tego nie widział, odszedł w swoją stronę dłubiąc w nosie.
Zdążył ujść zaledwie kilka kroków, gdy nagle sam posłużył jako lądowisko, a jego rekord został pobity przez nikogo innego jak tylko Otae.
-Złaź ze mnie, głupi Gorylu! - krzyknął i zepchnął z siebie Kondo.
Do domu dotarł dopiero godzinę później, gdy udało mu się uwolnić od przerażającej Otae, próbującej wcisnąć mu nieco nawet nie starającej się udawać jajecznicy czarnej materii. Shimura szła właśnie do Kyuubei i martwiła się, że przyjaciółce nie będzie smakować jajecznica według nowego przepisu. Gin niestety nie zdążył pomyśleć nad tym co mówi i dziesięć minut przeleżał nieprzytomny na środku drogi.

-Wróci... Aaa! Gin-san, czemu leżysz na podłodze!?
-Umieram, nie widać? - mruknął w odpowiedzi Gintoki. - Kupiłeś mleko truskawkowe, Patsuan?
-Tak, i ryż i jajka też. Powinniśmy mieć jeszcze sos sojowy.
Gin usiadł i wziął od Shinpachiego karton swojego ulubionego napoju i zaczął łapczywie pić. Nie przestał, dopóki skończył.
-Ach, wapno, tego właśnie było mi trzeba... Patsuan, pomóż mi wstać.
W salonie na kanapie leżało jakieś zawiniątko, przypominające kokon i poruszające się delikatnie w rytm oddechów.
-Kagura-chan?
Shinpachi ostrożnie podszedł do kokona. Uchylił nieco koc i zobaczył spokojną twarz głęboko pogrążonej we śnie Kagury.
-Weź ją obudź, bo znowu nie będzie mogła w nocy spać - powiedział Gin, zasiadając na swoim miejscu za biurkiem.
-Sam ją obudź, nie jestem samobójcą - odpowiedział Shinpachi i poszedł do kuchni ugotować ryż na obiad. Gintoki spojrzał na śpiącą dziewczynę, po czym przymknął powieki i obrócił się do okna.
Nawet taka nieznośna dziewucha wygląda słodko, gdy ś krótkim spacerku schodami w dół do Zakiego zaczęły dochodzić odgłosy wydawane przez podniecony tłum. Im bliżej był wyglądających niepozornie drzwi, tym wyraźniejsze i głośniejsze były okrzyki. Przez ogólny hałas przedzierało się rytmiczne klaskanie oraz wykrzykiwane jedno słowo: "Rukia!". W opozycji do tego dało się coraz głośniejsze: "Chinka!".
Yamazaki otworzył drzwi i został oślepiony przez jaskrawe światło, a wszech obecny hałas wwiercał mu się w mózg. Kilka sekund zajęło mu przyzwyczajenie się do nowego otoczenia, ale gdy w końcu mu się to udało, ujrzał wielopoziomowe, zapełnione trybuny, u stóp których mieściła się okrągła arena, ogrodzona siatką. Pomiędzy nią, a pierwszym rzędem trybun zostawiono odstęp, który i tak był zapełniony przez trzymających się siatki, dopingujących ludzi. Ktoś z ochrony starał się zmusić ich do wrócenia na swoje miejsca, ale poddał się, gdy jakiś nakręcony fan dał mu po gębie.
Yamazaki zamknął za sobą drzwi i ruszył szukać wolnego miejsca. Znalazł je w czwartym rzędzie od go góry, między jakimś tłustym, brodatym gościem z frytkami w jednej ręce i poduszką z nadrukiem prawie całkowitej gołej, mangowej dziewczyny w drugiej a po prostu brzydkim, przeciętnym facetem.
Grubas po lewej i brzydal po prawej, cały czas krzyczeli, kibicując "Chince" i gdy udało się jej wywrócić przeciwniczkę, krzyknęli tak głośno, że Zaki miał wrażenie, jakby stał pod głośnikami na koncercie metalowym.
Siedzący przed nim mężczyzna, noszący ogromny cylinder Choppera z One Piece, zdjął swoje nakrycie głowy, wiec Yamazaki mógł w końcu przyjrzeć się walczącym dziewczynom. Poczuł, jak wszystkie włoski stają mu dęba, a na czole pojawiają się chłodne krople potu, gdy w "Chince" rozpoznał Kagurę z Yorozuyi.
Starając się nie zwracać na siebie uwagi, wyciągnął telefon, schylił się nie co, by Grubas nie wrzeszczał mu do słuchawki i wybrał numer do Hijikaty.

-Według naszych informacji, właśnie teraz, w tym budynku odbywa się tajne spotkanie terrorystów -oznajmił członek Shinsengumi, siedzący obok kierowcy.
-Druga dywizja wraz ze mną wkracza od frontu, a reszta niech spróbuje znaleźć jakieś inne wejście i zostawi kilku ludzi na dachu. Tym razem się nas nie wymkną! - powiedział Hijikata, zdejmując ręce z kierownicy i sięgając po CB radio.
-To powodzenia i tak dalej, a teraz może mnie rozkujesz, co? - odezwał się Gintoki z tylnego siedzenia.
-Nie ma mowy - powiedział Hijikata. - Będziesz naszą przynętą.
-Oi, nie żartuj tak. Chcesz, żeby mnie zabili? Co, Hijikata-kun? Oi, słuchasz mnie?
Vice dowódca Shinsengumi nie przejawiał jakiegoś szczególnego zainteresowania marudzeniem Gina, jeszcze raz powtórzył wszystkie rozkazy do radia i wysiadł z auta.
-Ej, naprawdę myślicie, że nikt nie zauważył, że zaparkowaliście pod samym miejscem spotkania terrorystów, co? Przecież chyba tylko ślepy by nie zauważył! Ogłupieliście wszyscy!? Puszczaj, umiem sam chodzić!
Gin wyrwał się policjantowi, który najpierw siłą wyciągnął go z auta, a teraz trzymając rękę na jego ramieniu, prowadził w stronę drzwi do...
-Love Hotel!? - wrzasnął Gin, wpatrując się w świecący na różowo napis nad głównymi drzwiami. - Serio, to tu spotykają się terroryści!?
-Wszyscy są na swoich stanowiskach, vice dowódco! - zameldował jakiś policjant. Hijikata wypluł papierosa, przydeptał go i uśmiechnął się.
-Do ataku! - wrzasnął.
-To ten, powodze... - nawet nie było dane Gintokiemu dokończyć, gdyż szarżujący Shinsengumi porwali go ze sobą. Chciał się wyrwać i spróbować uciec, ale dwóch policjantów chwyciło go z dwóch stron pod ramiona i ciągnęli ze sobą. - Oi, puszczajcie mnieeee! - darł się, gdy nagle rozległ się wybuch i ci, będący najbliżej wejścia, odlecieli do tyłu, taranując stojących za sobą. Z Love Holetu zaczął wydobywać się dym.
-Do ataku! - wrzasnął ponownie Hijikata i zasłaniając usta ręką, jako pierwszy rzucił się do wejścia. Reszta, łącznie z usiłującym wyrwać się dwóm policjantom Gintokim, podążyła za nim.

Okita jeszcze raz spojrzał na smsa, w którym Yamazaki napisał mu adres owej areny walk, po czym znowu przeczytał szyld nad drzwiami. "PRALNIA HELENKA", głosił wielki, turkusowy, neonowy napis. Zajrzał do środka, ale zgodnie z nazwą, była to zwykła pralnia. Jakieś dwie dziewczyny wyciągały swoje pranie i rozmawiały szeptem.
-Ej wy - zawołał do nich Okita. - wiecie może jak dostać się do PRALKI?
Kobiety przetrwały rozmowę. Wyższa, ciemnowłosa szturchnęła swoją blond koleżankę i coś cicho do niej powiedziała, po czym obie zachichotały.
-Mikoto powiedziała, że wprawił pan jej serce w wirowanie na najwyższych obrotach - oznajmił nieogolony facet koło trzydziestki.
-Fujiro przestań, to zawstydzające! - zganił go jego młodszy towarzysz o twarzy przypominającej szczura. Zaróżowił się, spuścił wzrok, ale zaraz znowu spojrzał na Okitę i zatrzepotał rzęsami. Sougo poczuł, jak coś przewraca mu się w żołądku. Czemu ze wszystkich istot musiał trafić akurat na transwestytów!? Powoli podszedł do nich, korzystając z okazji, że "dziewczyny" zaczęły się przekomarzać, której bardziej podoba się Okita. Jednym, płynnym ruchem wyciągnął miecz z pochwy.
Z ulgą opuścił "HELENKĘ". Oj oberwie się potem Yanazakiemu za to, że przywiódł go w takie miejsce. Postanowił jeszcze raz sprawdzić smsa z adresem. Nie no wszystko się...
Przewinął wiadomość na dół, gdzie znajdował się dopisek "wejście od tyłu chronione przez wielkiego goście".
Cóż, to wiele wyjaśnia. Kawałek dalej, gdzie kończył się budynek "HELENKI", znajdowała się walka uliczka, ginąca w mroku. Sprawiała dość mroczne wrażenie, więc nie było mowy o pomyłce. Wyciągnął miecz i nie przejmując się zaniepokojonymi spojrzeniami przechodniów. W końcu teraz, bez munduru Shinsengumi mógł wyglądać jak zwykły ronin.
Potężny ochroniarz, zasłaniający całym sobą tonące w mroku drzwi, nie zdążył powiedzieć nawet słowa, gdy padł bez życia na ziemię. Sougo strzepał krew z katany, uśmiechnął się, a jego oczy zalśniły okrutnym blaskiem.
-Będzie ciekawie.

-Chinka, Chinka, Chinka! - skandował tłum, a Kagura uśmiechnęła się i splunęła na leżącą na ziemi, nieźle poobijają dziewczynę. Znowu wygrała. Po raz czwarty chyba. Zarz wprowadzą nową przeciwniczkę. O, idzie. Popychana przez dwóch, ubranych w czerń facetów, kurczowo ściskała katanę, nawet nie wyciągniętą z pochwy. Wepchnęli ją na arenę i pośpiesznie zamknęli małą furtkę na potężną, groteskową wręcz kłódkę. Dziewczyna nie mogła już uciec. Oparła się o siatkę, ale pośpiesznie odskoczyła, gdy jakiś fan pociągnął ją za króciutką spódniczkę. Ktoś przez mikrofon z wykrzyczał jej imię, ale jako że Kagurę mało to obchodziło, przemknęło przez jej głowę nie zostawiając żadnego śladu. Przerażona dziewczyna nagle wrzasnęła i rzuciła się na Kagurę. Idiotka.
-Wyjmij miecz, dziewczynko - powiedziała Kagura, bez trudu unikając szarżującej cosplayerce.
-Ale wtedy mogę cię zranić - odpowiedziała cicho, na co Kagura prychnęła.
-Jesteś o sto, nie, tysiąc lat za młoda, żeby chociaż mnie drasnąć! - krzyknęła wystrzeliwując kilka pocisków ze swojej parasolki. Specjalnie nie wycelowała dokładnie i wszystkie minęły swój cel. Przerażona dziewczyna usłuchała Kagury i wyciągnęła miecz, co publiczność podsumowała okrzykiem radości i wydając z siebie przeciągły pisk, rzuciła się na przeciwniczkę.
Kagura robiła uniki jakby od niechcenia. Jej ciało samo reagowało. Znowu robi to samo. Znowu używa swojej siły, by krzywdzić innych. A przecież miała chronić. Miała nie dać się pokonać swojej krwi. Więc co tu robi?
A, no tak, miało być jedzenie.
Właściwie, to zaczynało się robić nudno. Już tyle czasu jest na tej idiotycznej arenie, daje łomot małym, przerażonym dziewczynkom, a łazanek jak nie było, tak nie ma. Na szczęście miała przy sobie małą tubkę z ketchupem, która została jej po wypadzie do Burdel Kinga. Tak, w końcu mogli zjeść normalnie, a to dlatego, że przez pół dnia stali na słońcu i robili reklamę, przebrani za wielkie hamburgery.
Kagura zręcznie odskoczyła w bok, a otrze miecza minęło ją o dobre kilka centymetrów. Jej przeciwniczka była spocona i ciężko dyszała, co jednak nie przeszkadzało widowni, a może wręcz przeciwnie, jeszcze goręcej kibicowali.
Brzuch Kagury wydał nagle z siebie dźwięk przywodzący na myśl ryk smoka. Przyciskający się do ogrodzenia areny fani cofnęli się o krok i rozglądali niemrawo, nie wiedząc skąd ów przerażający odgłos mógł się wydobyć. Kagura przystanęła na chwilę i wyciągnęła tubkę ketchupu. Miał być dodatkiem do ryżu z jajkiem i sosem sojowym, ale jak nic teraz nie zje, to chyba umrze z głodu.
Otworzyła ketchup dokładnie w momencie, w którym jej przeciwniczka zamachnęła się mieczem.

-Przeszukać cały hotel, muszą tu być! - krzyknął Hijikata. Shinsengumi rozpierzchli się, a Gin zwietrzył koleją szansę na ucieczkę. Kolejną nieudaną.
Hijikata chwycił go za nadgarstek i pociągnął za sobą.
-O nie, ty zostajesz ze mną.
-Biedny Tosshi boi się iść sam? - spytał drwiącym głosem Gin.
-Wiemy że tam jesteście! Mamy zakładnika! - wrzasnął na całe gardło Hijikata, jednocześnie przystawiając katanę do szyi Gintokiego i ściskając mocniej jego nadgarstek, by ten się nie wyrwał.
-Co ty wyprawiasz, idioto!?
-Zamknij się i bądź grzeczną przynętą – mruknął cicho vice dowódca. - Poddajcie się, bo inaczej zakładnik pożegna się z życiem! - krzyknął, gdy dotarli do schodów i zaczęli się po nich wspinać.
-W dupie mam bycie twoją przynętą – odpowiedział mu Gintoki. - Właściwie, to policja może stosować takie zagrania?
-Zapłacę ci.
-Oi, ratunku! - wrzasnął Gin, nagle całkowicie zmieniając swoje nastawienie. - Zura chodź tu!
-Nie Zura, tylko Katsura!
Gdy Gin i Hijikata dotarli na piętro, już czekał tam na nich oddział Joishishi, na czele których stał Katsura, z nieodłączną Elizabeth u boku.
-Zura poddaj się i takie tam, bo inaczej ten tu mnie zabije czy coś – powiedział Gintoki, tracąc swój zapał tak szybko, jak go zdobył.
Chciał podłubać w nosie, bo coś go strasznie swędział, ale ten idiota Hijikata wciąż go unieruchamiał, a w dodatku czuł na swojej szyi chłód klingi miecza.
-Nie mógłbyś być bardziej przekonujący? - szepnął mu na ucho vice dowódca.
-Spokojnie, Zura to idiota, nabierze się – mruknął w odpowiedzi Gin.
-Gintoki! - krzyknął nagle Katsura, wyciągając nie wiadomo skąd dwie bomby. - Tego właśnie spodziewałem się po kimś, kogo nazywano Shiroyasha!
-Oi, Zura, miałeś mnie ratować, co ty...?
-Twoje poświęcenie nie pójdzie na marne, Gintoki!
-Czekaj, czekaj, czekaj! Jakie poświęcenie!?
Katsura wyrzucił obie bomby, jedna po drugiej, do góry.
-Nie tym razem!
Hijikata rzucił się do przodu, za wycofującymi się już członkami Joishishi, zostawiając tym samym Gintokiego. Srebrnowłosy wyciągnął swój bokken i zamachnął się nim, trafiając w bomby i odbijając je niczym piłki w stronę uciekinierów. Obie wybuchły pod sufitem, co poskutkowało, prawie natychmiastowym zawaleniem się wyższego pietra i odcięciem Hijikaty od patriotów.
-Co żeś zrobił, skończony idioto!? - wrzasnął vice dowódca

Sougo zdecydowanie nie był przygotowany na to, co zobaczył. Miał wrażenie, jak gdyby wszystkie dźwięki się nagle wyciszyły, a czas zwolnił swój bieg. W całkowitym bezruchu obserwował jak z areny walk wynoszą nieprzytomną, skąpaną we krwi Kagurę. Nie myślał. Po prostu wyciągnął swój miecz i rzucił się na dół, skacząc po głowach widzów. Przed oczami miał jedynie swój cel, wszystko inne było nieważne.
Po kilku sekundach już był na dole i jednym ruchem miecza zabił dwóch mężczyzn wynoszących Kagurę. Dopiero, gdy ich ciała upały na podłogę i utworzyły ogromną plamę krwi, widzowie zaczęli w panice uciekać do drzwi.
Sougo uchronił Kagurę przed upadkiem. Usłyszał za sobą wołanie Yamazakiego, ale zignorował je. Spojrzał na nieprzytomną dziewczynę.
-Na co się gapisz? - spytała Kagura, siadając samodzielnie. - Cały ketchup zmarnowany... - mruknęła, patrząc na swoje ubranie.
-Ketchup? - powtórzył nieco skołowany Okita.
-Oi, sadysto, co ci? Nigdy nie widziałeś ketchupu, hę? - spytała, przekrzywiając głowę. - W tym waszym Shinsengumi macie tylko majonez?
-Nie, po prostu myślałem, że jesteś cała we krwi i może w końcu się ciebie pozbędę – oznajmił, niby to zawiedziony, niby zły i splunął.
-Że co!?
Kagura rzuciła się na niego z pięściami, lecz on zablokował je obie i w takiej pozycji trwali przez niecałą minutę. Ich mięśnie drżały z wysiłku, a na twarzach mieli drapieżne uśmiechy. Żadne z nich nie miało zamiaru przegrać, jednak Kagura, milimetr po milimetrze, zdobywała przewagę dzięki swojej nieludzkiej sile.
Niespodziewanie Okita opuścił ręce, przez co Kagura zwaliła się na niego i skończyła z głową na jego piersi. Poczuła jak się czerwieni. Chciała się odepchnąć , ale nagle Sougo objął ją.
-Puść mnie, cholerny sadysto – mruknęła niemrawo.
-Niewygodnie ci, cholerna Chinko? - odpowiedział pytaniem na pytanie Sougo.
Delikatnie odsunął ją od siebie i jedną ręką uniósł jej głowę. Spojrzał w jej intensywnie niebieskie, nic nie rozumiejące oczy. Przymknął powieki i zbliżył nieco swoją twarz do jej, uchylając usta. Kagura zamknęła oczy i przekrzywiła nieco głowę.
I wtedy właśnie, wolną drugą ręką, przywalił Kagurze w kark. Dziewczyna straciła przytomność i bezwładnie osunęła się w jego ramiona.
-Kapitanie! - krzyknął Yamazaki a Okita odniósł wrażenie, jakby powrócił do rzeczywistości po długim śnie. Nagle zaczęły do niego docierać krzyki spanikowanych widzów, którzy nie zdążyli jeszcze wydostać się tej podziemnej areny.
-Kapitanie... - powtórzył ciszej Yamazaki. Spojrzał na trzymaną przez niego nieprzytomną dziewczynę. - Chce pan zmarnować swoją szansę? Tak jak vice dowódca?
-Nie jestem takim debilem - odpowiedział Okita z lekkim uśmiechem, patrząc na Kagurę. Wyglądała naprawdę słodko. I właśnie wtedy zdał sobie z czegoś sprawę.
Chciałby móc częściej widzieć ja taką. Chciałby zasypiać i budzić się tuż obok niej. Tak bardzo chciałby... Jednak wiedział, że jest to niemożliwe. Przynajmniej na razie. Ona jest jeszcze dzieckiem, pewnie nawet nie wie, czym jest miłość.
-Kapitanie...
Yamazaki spuścił wzrok. Tak bardzo żal my było Okity. Po raz ostatni widział go, patrzącym na kogoś z taką miłością podczas odwiedzin jego siostry.
-Zapomnij o wszystkim, co tu widziałeś - powiedział nagle Sougo i ruszył w stronę trybun, by w końcu opuścić PRALKĘ.
-Tu są!
Yamazaki i Okita usłyszeli za sobą tupot wielu stóp i jakieś wojownicze okrzyki. Gdy się obrócili, zobaczyli kilkunastu roninów, biegnących w ich stronę.
Sougo delikatnie położył Kagurę na ziemi, opierając ją o trybuny i wyciągnął swoją katanę. Yamazaki również dobył miecza. Stali tak we dwóch naprzeciw szarżujących mężczyzn. Zapowiadała się niewyrównana walka. Ronini nie mieli żadnych szans.
-Zdychajcie, psy szogunatu!
Pierwszy cios miał trafić Okitę w lewy bok. Wystarczył jednak jeden ruch ręką, by go zablokować i drugi, by pozbawić życia jego nadawcę. Wykonał półobrót, by naraz ciąć kilku agresorów, po czym pchnięciem zabić stojącego najbardziej po prawej. Wyczuł ruch za sobą, wiec bez zastanowienia obrócił katanę w ręku i sprawnym ruchem wbił ją napastnikowi w bok, a gdy ten odsunął się na kolana, Sougo błyskawicznie się obrócił i ściął mu głowę, która potoczyła się w stronę jego towarzyszy.
Ronini byli jednocześnie przerażeni i wściekli.
-To demon! - krzyknął ktoś, gdy Okita pokonał kolejnych dwóch przeciwników i rzucili się na niego kupą. On stanął w pozycji hasso-no-kamae i czekał.
Nagle pojawił się przed nim jakiś czerwony cień, rozległy się strzały, a rozmazana, niesamowicie szybka postać skoczyła do góry i jeszcze raz wystrzeliła ze swojej parasolki, po czym spadła między oszołomionych napastników. Kopnęła jednego w krocze, po czym z łokcia przyłożyła mu w kark, aż coś głośno chrupnęło.
-Kagura! - krzyknął Okita i ruszył jej na pomoc. Coś mu jednak w niej nie pasowało. Jej ruchy były nieco dziwne...
Miała zamknięte oczy. Spała.
-Hę?
Yamazaki zamrugał kilkakrotnie.
Okita również rzucił się w wir walki, siekąc wrogów tak szybko, że jego miecz stał się jedynie rozmazanym cieniem. Yamazaki obserwował przez chwilę taniec dziewczyny z Yorozuyi i oficera Shinsengumi. Pomyślał, że idealnie współdziałają. Tak, mogliby tworzyć piękną, a zarazem piekielnie przerażającą parę.
Gdy ostatni z roninów padł na ziemię, Sougo uśmiechnął się delikatnie. Wyciągnął z kieszeni chusteczkę i wytarł ociekającą krwią katanę.
-To by było na...
Omnomnomnon...
Kagura nagle znalazła się na plecach Okity i zaczęła wgryzać się w jego głowę, niczym Sadaharu w Gina.
-Zabiję - mruknął Sougo, wysuwając miecz z pochwy.
-Proszę przestać! - krzyknął Yamazaki i ruszył na pomoc. Kagura jednak nic nie robiła sobie z próśb, gróźb i wymachiwaniem mieczem, tylko spała sobie w najlepsze, leciutko uśmiechając się przez sen.

-Padam z nóg.
Gintoki zrobił jak powiedział i runął na ziemię. Na leżąco zzuł buty.
-Shinpachi! Kagura! Jest ktoś w domu!?
Nie uzyskawszy odpowiedzi, stwierdził, że pewnie niedługo wrócą, wiec w sumie to może sobie tak poleżeć do tego czasu.
Ten dupek Hijikata przetrzymał go na komisariacie jeszcze przez dwie godziny, twierdząc, że jest to pokuta za zrujnowane akcji. Potem okazało się, że zarówno Sougo jak i telefon Hijikaty gdzieś się zapodziały, więc nie mieli jak skontaktować się z Yamazakim, by zaplanować jakieś ruchy w sprawie PRALKI.
Gdy w końcu Ginowi udało się uwolnić, chciał pójść do kawiarni i zamówić sobie największy deser na poprawę humoru, ale wtedy przypomniał sobie, że nie stracił wszystkie pieniądze na wczorajszej popijawie. Tak go to rozzłościło, że kopnął leżący na ziemi karton, który okazał się być zamieszkany przez Madao. Na widok Hasegawy przypomniał mu się wczorajszy wieczór i nagle ból głowy powrócił ze zdwojoną siłą.
Wtedy właśnie stwierdził, że walić to wszystko, wraca do domu i pójdzie spać. Ale nie, świat widocznie miał wobec niego inne plany.
Mogłoby się zdawać, że dla niektórych dzień bez bycia upierdliwym to dzień stracony. Tą filozofię wyznają chyba wszyscy prześladowcy świata.
Sa-chan wyrosła przed nim nie wiadomo skąd. Uwiesiła się na jego szyi i zaczęła o czymś nawijać. Prawdopodobnie kilka razy powtórzyła słowa: ślub, dzieci oraz S&M. Na początku Gin miał na nią wylane, chciał jedynie doczłapać do domu, ale gdy z sekundy na sekundy w jej głosie słychać było coraz większe podniecenie nie wytrzymał i zrzucił ją z siebie.
-Oh, Gin-san, w końcu ujawniłeś swoją sadystyczną naturę! - wykrzyknęła leżąc na ziemi i rumieniąc się.
-Zamknij się, stalkerko - rozkazał, co wywołało tylko jeszcze większe rumieńce i podniecenie Sa-chan.
-Ach, Gin-san!
Rzuciła się ja niego z piskiem. Gin jednak kopnął ją z pół obrotu, zdobywając tym samym pierwsze miejsce w konkurencji "kopanie natrętnych prześladowców na odległość".
W locie Sa-chan oczywiście zgubiła okulary i gdy nieco posiniaczona podniosła się z ziemi, zaczęła przystawiać się do sprzedawcy ryb. Jednak Gin już tego nie widział, odszedł w swoją stronę dłubiąc w nosie.
Zdążył ujść zaledwie kilka kroków, gdy nagle sam posłużył jako lądowisko, a jego rekord został pobity przez nikogo innego jak tylko Otae.
-Złaź ze mnie, głupi Gorylu! - krzyknął i zepchnął z siebie Kondo.
Do domu dotarł dopiero godzinę później, gdy udało mu się uwolnić od przerażającej Otae, próbującej wcisnąć mu nieco nawet nie starającej się udawać jajecznicy czarnej materii. Shimura szła właśnie do Kyuubei i martwiła się, że przyjaciółce nie będzie smakować jajecznica według nowego przepisu. Gin niestety nie zdążył pomyśleć nad tym co mówi i dziesięć minut przeleżał nieprzytomny na środku drogi.

-Wróci... Aaa! Gin-san, czemu leżysz na podłodze!?
-Umieram, nie widać? - mruknął w odpowiedzi Gintoki. - Kupiłeś mleko truskawkowe, Patsuan?
-Tak, i ryż i jajka też. Powinniśmy mieć jeszcze sos sojowy.
Gin usiadł i wziął od Shinpachiego karton swojego ulubionego napoju i zaczął łapczywie pić. Nie przestał, dopóki skończył.
-Ach, wapno, tego właśnie było mi trzeba... Patsuan, pomóż mi wstać.
W salonie na kanapie leżało jakieś zawiniątko, przypominające kokon i poruszające się delikatnie w rytm oddechów.
-Kagura-chan?
Shinpachi ostrożnie podszedł do kokona. Uchylił nieco koc i zobaczył spokojną twarz głęboko pogrążonej we śnie Kagury.
-Weź ją obudź, bo znowu nie będzie mogła w nocy spać - powiedział Gin, zasiadając na swoim miejscu za biurkiem.
-Sam ją obudź, nie jestem samobójcą - odpowiedział Shinpachi i poszedł do kuchni ugotować ryż na obiad. Gintoki spojrzał na śpiącą dziewczynę, po czym przymknął powieki i obrócił się do okna.
Nawet taka nieznośna dziewucha wygląda słodko, gdy śpi.v