Można przyznać niebiańskiej poczcie, że działa niesamowicie szybko – już drugiego dnia po nadaniu przez Sacheverella odpowiedzi dla pani Nicol, zjawiła się ona osobiście w urzędzie, spotkali się z całkiem przyjaznym nastawieniem na korytarzu przed gabinetem, w którym on pracował.
Ukłonił się jej na powitanie.
– Mam nadzieję, że nie napotkała pani żadnych problemów, żeby tu trafić.
– Nie, nie, wszystko było w porządku. To pan odpowiedział na moje wnioski, prawda?
Zdaniem Nicol chłopak wyglądał zabawnie, z powodu jego puszystych skrzydeł i jasnych loków, które nadawały mu wygląd nieszczególnie poważny. Uśmiechnęła się, jak na widok kociaka.
Z kolei Sache nie zareagował w żaden sposób na jej wygląd. Przez ramię przewieszoną miała torbę z książkami– niemalże znak rozpoznawczy dla studentów. Miała na sobie białą sukienkę z falbankami, o półprzezroczystych rękawach. Półdługie włosy były całkiem białe, nad głową utrzymywała się wdzięczna czarna aureolka przypominająca uplecioną z kolczastej wikliny. Całe szczęście jego własna, mięciutka i puszysta, tkwiła w kieszeni.
Nicol okazała się zatem podobna do jej wizerunku wywnioskowanego przez Sacheverella na podstawie jej pisemnych wniosków. Pismo było tam szybkie i energiczne, punkt widzenia świeży i bystry. Była właśnie taka, młoda dziewczyna, pełna wdzięku, której nie brakowało żywiołowości, jej oczy lśniły energią, jak oczy każdego, kto dobrze wie, czego w życiu chce. Nicol śmiało patrzyła w oczy rozmówcy, uporczywie i nieustępliwie, co wyraźnie nie spodobało się Sache'owi. Wolał spoglądać to w sufit, to w podłogę czy okno, żeby uniknąć jej pełnego determinacji wzroku.
Westchnęła, kiedy przedstawił się jako Sacheverell Limeez.
– Ależ to absolutnie nie do zapamiętania.
On tego nie skomentował, pozwolił jej podjąć nowy temat:
– Po całym królestwie krążą wieści na temat wielkiego przestępcy, ściganego od niedawna za zdradę Królestwa. Jestem zainteresowana zbadaniem tej sprawy, dlatego muszę jak najszybciej dostać się na stanowisko w Szpiegostwie – ostatnie zdanie zaakcentowała równie mocno, jak gdyby domniemywała wadę słuchu u Sache'a. On podświadomie odsunął się z niesmakiem, zniechęcony jej nadmierną zaciętością w pomniejszej, jak sądził, sądowej sprawie, o znaczeniu zhiperbolizowanemu przez miejskie plotki. Z wielkim wysiłkiem powstrzymał się od westchnienia. Ona zaś mówiła dalej.
– Zatem da się coś zrobić, żeby mnie przyjęto, prawda?
Szpiegostwo było u aniołów określeniem dla wojska, ponieważ liczył się w nim przede wszystkim spryt i dociekliwość, po broń sięgano niezwykle rzadko, jako że aniołowie nie mieli żadnych wrogów będąc jedynym państwem w całych Niebiosach. Szpiedzy służyli przede wszystkim jako stróże prawa, dlatego Nicol, czując do tego powołanie, chciała zaangażować się w odnalezienie i schwytanie sławnego przestępcy.
– To by mi dało dopiero wielki rozgłos! – mówiła.
Sacheverellowi udało się odpowiedzieć, że zobaczy, co da się zrobić. Żeby zwiększyć swoje szanse na pozytywne rozpatrzenie sprawy, powinna dostarczyć różne zaświadczenia i wnioski, których nazwy wymienił. Dziewczyna zanotowała wszystko, niedługo potem pożegnała się i podziękowawszy odeszła.
Nie dłużej, jak następnego dnia, gdy Sacheverell przyszedł rano do pracy coś nie wydawało się w porządku. Nie zastał w gabinecie Ralpha Salvatora, który dotąd zawsze był tam pierwszy. Chłopak poszedł go poszukać i wtedy przypadkowo był świadkiem, jak na korytarzu trójka wysoko postawionych urzędników wymieniała z poruszeniem wiadomości o najgłośniejszej ostatnimi czasy sądowej sprawie, tej samej, którą zajmował jego przełożony wraz ze znajomą. Okazało się, że proces ma dotyczyć Floriana, strażnika królewskiego, którego miał okazję spotkać w swój nieudany pierwszy dzień w pracy.
Sache natychmiast poczuł się niekomfortowo. O ile się dobrze orientował, Florian był przyjacielem zarówno Ralpha Salvatora, jak i urzędniczki Nathalie, dlatego zdawał sobie sprawę, jak musi to zmienić ich podejście do pracy. Sacheverell nigdy nie miał wielu przyjaciół, więc tym bardziej potrafił sobie wyobrazić, jak mając tę cenną bliską osobę ciężko jest postawić się przeciw niej.
Zgodnie z tym, czego spodziewał się młody anioł, jego przełożony nie pojawił się tego dnia w pracy, co ten przyjął ze zrozumieniem i nie usiłując się kontaktować, zadawać żadnych pytań– bo i cóż by to dało– zastąpił go w obowiązkach podczas jego nagłego urlopu.
Natomiast, co tyczy się panny Nicol, w ciągu paru dni samotnej pracy w gabinecie prokuratora, Sache spotkał ją znowu. Dziewczynę przyjęto już oficjalnie do zastępu szpiegów, tak więc była wtedy w jeszcze lepszym humorze niż zazwyczaj. I tym razem miała na sobie eleganckie ubranie: lekki beżowy płaszcz zwężany w talii i buty na obcasach. Nad głową wiernie trwała wesoła drewniana aureolka.
Kiedy Nicol go spostrzegła, odczekała moment, lecz widocznie chłopak udawał, że jej nie poznał. Odezwała się zatem pierwsza, spoglądając na niego w tył znad ramienia.
– Witam, cóż za spotkanie.
Te jej przymrużone powieki i uśmiech połową ust! Zupełnie jakby sobie kpiła z każdym słowem.
Sacheverell odpowiedział ukłonem.
– Wszystko dobrze w pracy?– zagadnęła, bo zapadła cisza, a nieruchoma jak posąg twarz chłopaka nie zdradzała ochoty jej przerwania.
Sacheverell nie cierpiał tendencyjnych pytań. Powiedział bardzo uprzejmie, że dobrze. I znów kilka sekund upłynęło w milczeniu. Nicol nie chciała mówić za ich oboje.
– ...zapewne ma pan wiele do zrobienia, wobec tego nie będę dłużej zabierać cennego czasu.– powiedziała też, jak było jej miło się kolejny raz zobaczyć i pomachała mu na pożegnanie bardzo dziewczęco, poruszając przy tym palcami. Odeszła, z towarzyszącym temu stukotem obcasów, w kierunku schodów na wyższe piętro i wkrótce zniknęła Sache'owi z oczu. Ucieszył się z tego powodu, ponieważ towarzystwo osób takich, jak Nicol powodowało u niego uczucie osaczenia sytuacją, w której nie wiedział, co ma powiedzieć. Uwielbiał panować nad sytuacją i przewidywalnymi ludźmi.
Warto wspomnieć, że nie opuścił biura po to, aby spotkać Nicol, lecz żeby dostać się do biblioteki akt, gdzie też zamierzał dotrzeć do obiektywnej prawdy o królewskim strażniku Florianie. Przy okazji bardzo chętnie przewertowałby papiery innych osób związanych z procesem.
Jednakże tak się złożyło, że w bibliotece wpadł znów dokładnie na Nicol. Miał nieodpartą ochotę oderwać z jej ust charakterystyczny kpiący uśmieszek, kiedy mówiła: „O, jakie jest moje niesamowite szczęście spotykać pana równie często!". Chciała wiedzieć, co go tutaj sprowadziło. On zaś chciał się za czymś schować, na myśl przyszły mu okulary przeciwsłoneczne, które miał przy sobie przypadkiem i które od razu założył. Wspomniał, że chce spojrzeć na powiązania prowadzących sprawę z samą sprawą.
– Ależ to proste – zdaniem Nicol wystarczyło raz na dziesięć lat przejrzeć informacyjny magazyn. Wyśmiała stwierdzenie Sacheverella, że nie jest zainteresowany treścią gazet.– Ja również, jednak czasem warto się pomęczyć, żeby być na bieżąco.
Postanowiła w spontanicznej życzliwości go poinformować.
– ...pomimo przypadków mentalnych romansów z nastoletnimi, a więc niepełnoletnimi ziemiankami, którymi miał się opiekować jako anioł stróż, dostał pracę na prestiżowym stanowisku w Urzędzie Niebiańskim. Miał w zamian za to bez zarzutu służyć w ten sposób Tadhganowi i jeśliby jeszcze czymkolwiek innym zawinił, od razu zostałby skazany na upadłość, a także pozbawiony posady i honoru – w tej chwili dziewczyna westchnęła, po czym machnęła ręką – I tak wszyscy wiedzą o jego teraźniejszej kochance, Sadell. Nie znoszę tej dziewki! To zarozumiała smarkula, a on ją uwielbia. Na oko powinna mieć ze sto czterdzieści lat... wiesz (gdzieś zapodział się dotychczasowy „pan"), ona owinęła go sobie wokół palca, bo wie, że to ma się nie wydać przed oficjelami i...
Sacheverell w końcu się odezwał, pomiędzy jedną plotką o Ralphie Salvatorze a kolejną.
– ...zatem to znaczy, że musi dojść do rozwiązania sprawy Floriana na korzyść Najwyższego Anioła, w przeciwnym razie mogłoby to zostać uznane za zaniedbanie wobec władcy i Ralph Salvatore będzie zniesławiony – stwierdził, niektórych zdaniem nadmiernie rzeczowo.
– Tego nie powiedziałam – dziewczyna spojrzała przez moment w sufit. – W każdym razie chcę jak najwięcej zdziałać, żeby w pewien sposób odznaczyć się wśród Szpiegów. Cóż, tak już jest, że każda kariera potrzebuje czynnika, który ją napędzi. Z resztą, o to samo chodzi Nathalie, o debiut – dorzuciła, zupełnie jak na swoją obronę. Tuż potem zapytała, dlaczego i Sache interesuje się tym procesem.
– To pierwszy znaczny projekt w moim departamencie odkąd pracuję w Niebiańskim Urzędzie.
Zrelaksowany włożył ręce do kieszeni. Nareszcie miał o czym mówić. Znalazł się też powód nagłej nieobecności prokuratora w pracy, problemy.
– Ponadto, w pewien sposób zaangażowało mnie to osobiście. Cała ta sprawa mnie zaciekawiła.
Tym razem przynajmniej jej uśmiech nie przypominał ironicznego.
– O, więc jeszcze kimś na tym świecie kieruje ideologia – rzuciła rozumiejąc pracę z ciekawości jako informację, iż Sacheverell nie ma nic w życiu do roboty. Zakończyli rozmowę i mogli powrócić do swojego zawodowego celu.
Kiedy poprosili bibliotekarza o odpowiednie akta, ten kategorycznie odmówił, tłumacząc się zakazem dostępu do pism bez specjalnego odgórnego pozwolenia. Nie przekonał go ani fakt, że prosi o to jeden z pracowników Urzędu ani też argument Sacheverella, że spojrzy on tylko krótko, a to wszystko to jest wyłącznie dla dobra sprawy. Po dłuższej chwili bezowocnych starań, musiał odejść z powrotem do swojego gabinetu, zostawiając Nicol w bibliotece. Nie miał pojęcia, że ona, dzięki swojemu wrodzonemu kobiecemu darowi przekonywania i sprytowi wyciągnęła od bibliotekarza wszystkie dokumenty, które chciała.
Niedługo potem, kiedy tylko zapoznała się z ich treścią, w przeciągu zaledwie kilku dni, miarowy stukot obcasów o nienagannie czystą kamienną posadzkę Niebiańskiego Urzędu obwieszczał kolejne nadejście Nicol. Dziewczyna spieszyła do gabinetu prokuratora Ralpha Salvatora, dokąd droga byłą już dla niej utartym szlakiem. Byłaby przebiegła korytarz bez najmniejszego opóźnienia, o którym nie mogło być mowy przy jej zmobilizowaniu, jednak niedaleko miejsca, gdzie powinna dojść uwagę jej przykuła niezwykła osobistość, mężczyzna rozmawiający z jednym z urzędników. W samym jego wyglądzie nie było niczego niezwykłego. Miał srebrnobrązowe upierzone skrzydła, elegancko się ubierał, a nad jego głową unosiła się łagodna aureola o rozmytych konturach. Tak mógłby wyglądać każdy szlachetnie urodzony anioł, jednak było coś, dzięki czemu po prostu czuło się, że pan Szemkel– jak nazwał go jego rozmówca– na pewno jest sławnym archaniołem Szemkelem. Archanioły są jedynymi aniołami niezależnymi od Tadghana, ponieważ sami są bezpośrednio połączeni z Bogiem. Pełniąc posadę majordomów opiekują się częścią królestwa, a przede wszystkim jego mieszkańcami. Szemkel, będąc jednym z nich posiadał wielki szacunek społeczny i autorytet. W jego obecności nie dało się odczuwać niepokoju. Na jego widok Nicol poczuła się pewnie i przyjemnie, uznała ponadto, że jest nadzwyczaj przystojny. Jednak nie było naturalnie czasu ani też pretekstu, żeby z nim porozmawiać, tak więc dziewczyna wybrała drogę rozsądku i pospiesznie zapukała w drzwi gabinetu prokuratora.
Ciekawska główka, a potem i cała jej osoba ukazała się w drzwiach i Nicol wskoczyła do środka jeszcze zanim którykolwiek z obecnych tu urzędników zdołał odpowiedzieć: „Proszę wejść". Natychmiast poprosiła Ralpha Salvatora – który zaczął już ponownie zjawiać się w pracy– o pomoc i będąc do tego zaproszona, usiadła naprzeciw niego na jednym z zielonych foteli. Uprzejmie, aczkolwiek nieco natrętnie kilkakrotnie pytała, czy udałoby się dla niej załatwić oficjalne pismo dające jej prawo do zwierzchnictwa nad innymi szpiegami zajmującymi się sprawą uciekiniera Floriana. Chodziło jej o wypromowanie swojej osoby, jak i o pełnomocnictwo do zaaresztowania poszukiwanego, pomimo że była nowa w swojej pracy.
– Może ja mógłbym pomóc – wtrącił się Sache, zuchwale wyglądając znad barykady swoich teczek.
Dziewczyna spojrzała na niego wdzięcznie sponad ramienia i odpowiedziała z wcale nie perfidną minką.
– Chciałabym zasięgnąć opinii kogoś wykwalifikowanego – zaakcentowała wyraźnie zwłaszcza ostatnie słowo.
Ralph Salvatore w tym momencie wyjął papierosa z ust, wypuścił dym i strzepnął z końca popiół. Nie zauważając kąśliwości charakteryzującej ich wymianę zdań odparł:
– Strider, idź, zrób mi herbatę. I podaj sok pannie Nicol.
Chłopak spiorunował tamtą wzrokiem, ona odpowiedziała mu dyskretnym sprytnym uśmieszkiem. Sprzeciw nic by tu nie poprawił, zatem Sacheverell westchnął ciężko i poszedł przygotować napoje. „Za kogo oni mnie mają..." – pomyślał. Podał, co trzeba, odszedł na bok i milczał, czyli zrobił to, czego od niego oczekiwano. Potem, zgodnie z nakazem odprowadził dziewczynę do wyjścia.
Po drodze nie umknęło jego uwadze, z jakim wyrazem Nicol spoglądała na Szemkela, któremu on się pokłonił, kiedy minęli się na korytarzu. Archaniołowi jego towarzysze przedstawili go wówczas jako Stridera, „zanieś–przynieś" Ralpha Salvatora.
Sache wiedział, że jest powszechnie traktowany co najmniej pobłażliwie, dlatego zapragnął zadziałać, żeby z tym skończyć. Wieczorem stanął w domu przed lustrem, powoli i starannie przystrzygł włosy na krótko, potem długo na siebie patrzył. Postanowił zacząć nosić okulary, uznawszy, że po pierwsze mu pasują, a po drugie i przedtem lubił je czasem nosić dla ozdoby. Swoje skrzydła wymył dokładnie i przeczesał tak, że gąbka powybierała najluźniej osadzone z piór. Wyglądały marnie, przez swoje przenikające się nawzajem odcienie brudnej szarości i wylinienie, jednak Sacheverell wolał je takimi.
