Nazajutrz napotkał w Urzędzie koleżankę Ralpha Salvatora, Nathalie, której imię z ledwością udało mu się wtedy przypomnieć. Rozmawiali uprzejmie, jak dobrzy znajomi z pracy, kiedy ona pewnym momencie na jego słowa zaśmiała się głośno, zupełnie jak śmieje się z dobrego kawału. Zobaczyła jednak niesmak na twarzy towarzysza.

– Chyba nie mówisz poważnie – postanowiła spróbować przemówić mu do rozsądku. – Darowanie win Florianowi nie wchodzi w rachubę. To niemożliwe, żeby Tadhgan odpuścił komuś, kto z niego choć raz zakpił.

– Nie zgadzam się z jego motywami – Sacheverell spojrzał jej prosto w oczy, zerkając znad okularów.– Kpiną jest to, że Florian jest ścigany i ma być potępiony za zniewagę wobec Władcy, a nie za spowodowanie samobójstwa dziewczyny i morderstwo próbujących go pochwycić strażników.

Tu skrzywił się, Nathalie zamruczała coś pod nosem o winie tak czy owak. Dopowiedział:

– Przyznaj chociaż, że Tadhgan podporządkowuje prawo swojemu temperamentowi.

– Nie wypada tak obmawiać – ucięła, spoglądając zaniepokojona w bok, żeby każdy ewentualny obserwator mógł być pewien, że nie podziela zdania rozmówcy – Najwyższy Anioł miewa chwile słabości, jednak jest dobrym władcą i wszystkie te podejrzenia są niegodne twojego stanu. Jesteś przecież szlachcicem i pamiętaj, że też królewskim urzędnikiem.

Jak to się stało, że nareszcie udało mu się poznać dokładne zarzuty stawiane Florianowi, na podstawie których to informacji był w stanie zbudować swoją opinię o sprawie? Stało się to całkiem przypadkowo, kiedy tego ranka przyszedł do pracy. Zastał w biurze Ralpha Salvatora zapatrzonego w okno, przy zgaszonym świetle. Wyglądał na wyjątkowo przygnębionego i zmartwionego.

– „Damy sobie radę"– obiecał wtedy Sache, chcąc podnieść go na duchu. Zaczęli wspólnie poważnie się zastanawiać, jak postąpić dalej, żeby jednocześnie załagodzić karę Floriana i nie sprowadzić na siebie gniewu Najwyższego Anioła. W tamtej chwili Ralph Salvatore opowiedział coś więcej na temat przewinień oskarżonego i okoliczności zdarzeń.

– „...kiedy ja i Florian zakończyliśmy służbę jako anioły stróżowie, przyjęto nas na stanowisko zamkowych strażników. Ma się rozumieć to praca bardziej prestiżowa, ma się kontakt z dworem. Mieliśmy okazję poznać osobistości, o których dotąd dało nam się tylko słyszeć bądź czytać"– przywołał parę scen z tamtych czasów, między innymi historię swojej pierwszej i zarazem ostatniej prawdziwej miłość do jednej z kapryśnych dam dworu, jak można się było spodziewać, miłości nieszczęśliwej. Ralph Salvatore zapytał wtedy słuchacza o jego doświadczenia. Zobligowany przez okoliczności Sacheverell przyznał, że miał kiedyś dziewczynę, ziemiankę, z którą jednak rozeszli się szybko. Zestarzała się i zapomniała o nim w czasie krótkim jak mgnienie oka, jak to każdy krótkowieczny człowiek. Nie było to nic wielkiego, trwało, o ile Sache dobrze sobie przypomina, zaledwie parę dni. Prokurator uspokoiwszy ciekawość, kontynuował – „... zobaczyliśmy, że nie wszystko jest w królewskiej rodzinie tak idealne, jakim się to przedstawia... ja jednak nie robiłem nic, mając swoje własne małe sercowe nieszczęście. Natomiast Florian nie mógł się powstrzymać...

Rozmowa trwała. Pod koniec Ralph Salvatore zasugerował, że istnieje możliwość spotkania się z Florianem, jeśli tak bardzo się tego chce. Wyjawił, że sam niedawno miał okazję się z nim widzieć i wie, że teraz poszukiwany czasowo ukrywa się gdzieś za miastem. Być może, jeśli nie poczuje się zagrożony, zechce podejść i porozmawiać, zawsze można spróbować, jednak jest to możliwe, że do tej pory znalazł inną kryjówkę.

...Natomiast zmianę wyglądu przez Sacheverella jego dotychczasowy przełożony, od niedawna przyjaciel, przyjął ze zdziwieniem, aczkolwiek szybko się do niej przyzwyczaił.

Po przytoczonej już wcześniej rozmowie z Nathalie, Sacheverell opuścił Niebiański Urząd. Okłamywał się, że spaceruje po obrzeżach miasta przez zbieg okoliczności. Nie lubił wałęsać się bez celu po pracy, zawsze wracał prosto do domu. Tego dnia jednak pokusiło go, żeby rozglądać się za czymś wśród podmiejskich pól. Cicho wierzył, że spotka Floriana, zgodnie z przypuszczeniem Ralpha Salvatora.

Jego informacje były prawdziwe, uciekinier rzeczywiście ukrywał się tutaj. Były królewski strażnik zobaczył znajomego z daleka i nie uznając anioła za źródło potencjalnego zagrożenia wyszedł mu naprzeciw. Okazało się, że Florian szybko był skłonny do otwartej rozmowy.

– Tadhgan to wstrętny hipokryta. Chciałem zrobić mu na złość, pokazać, że nie jesteśmy głupi. Wszyscy dostrzegają jego egoizm i dwulicowość – opowiadał. – Jego sposób bycia denerwował mnie od dłuższego czasu, dlatego postanowiłem spróbować uwieść księżniczkę, jego córkę. Wiesz, kobiety zwykle za mną przepadają, ta nie była wyjątkiem. Król był przekonany, że ma ja na smyczy, aż do tego dnia, kiedy musiała się przed nim przyznać, że jest ze mną w ciąży. – Florian mówił spokojnie dalej. – Zabiła się. W sumie szkoda. Ale wygrałem – wpadł w furię!

Po tych słowach przeciągnął się od niechcenia. Sache wysłuchawszy go odezwał się:

– A co z dziewczyną?

Floriana nie skłoniło to do okazania pokory.

– Na takie pytania zwykle odpowiada się, że „każda wojna wymaga ofiar", wzruszając przy tym ramionami. Ja odpowiem: nie kazałem jej się zabijać, ja tylko z nią spałem. A co ona zrobiła z tego powodu to już nie moja wina – odparł. – Była zwichrowana, z resztą z powodu wpływu jej tatusia, który uwielbia rozprawiać o wrażliwości, a pozwala mordować. Pamiętasz swoich rodziców? Czy Tadhgan zrobił coś z faktem ich śmierci? Absolutnie nic. A wiedział o sytuacji doskonale, założę się. Stałem przy jego drzwiach dniami i nocami, chcąc nie chcąc nasłuchałem się wielu audiencji. Nie uwierzyłbyś, ilu funkcjonariuszy zdaje mu raporty z najdrobniejszych spraw, na które wynajduje najdogodniejsze dla siebie rozwiązanie. Przyznaję, że jeśli chodzi o politykę, jest perfekcyjny.

W dalszej rozmowie Florian przyznał się, że pozwolił sobie na to wykroczenie nie tylko ze względu na siebie, ale i wszystkich tych, którzy pragnęli sprzeciwić się Władcy, a nie mogli tego zrobić. Przyjął na siebie ich i swoją winę, a teraz ucieka przed ich i własną karą.

Kiedy pożegnał się już z Florianem podziękowawszy mu za jego czas i szczerość i obiecawszy pomoc, Sacheverell zdecydował się zawrócić do Niebiańskiego Urzędu. Postanowił się zobaczyć się z archaniołem Szemkelem.

Idąc, zastanawiał się nad swoją postawą. To przecież dziwne... Nie ma w tym najmniejszego interesu, żeby rozwikłać tę sądową sprawę, nie dotyczy go ona personalnie ani też nie otrzyma z tego tytułu żadnej nagrody. Jednak wciąż czuje się zaangażowany. Próbował sam sobie zaapelować do rozsądku przypominając sobie, że mimo swoich starań wciąż nie jest szanowany.

Kolejny raz zaczęło go dręczyć swędzenie skrzydeł, a na domiar złego aureola oswobodziła się ze swojego zamknięcia w kieszeni i pomknęła, by zawisnąć nad jego głową. Wtedy zdenerwował się, chwycił ją i w gniewie złamał na pół. Puchata obręcz zgasła i odtąd nie mogła już za nim podążać. Wrzucił ją z niecierpliwością do torby, której zamek natychmiast zasunął i pospieszył po schodach na wyższe piętra Urzędu w nadziei zastania Szemkela.

Na szczęście, udało mu się. Prawdą jest, że na widok archanioła czuje się od razu lepiej. Szemkel, zanim jego gość zdążył cokolwiek powiedzieć, powitał go przyjaźnie. Kiedy Sacheverell wyjawił przyczyny swojego przybycia, zaczął od nadanego mu poselstwa.

– Nicol z Zastępu Trzeciego prosiła o skierowanie do... – urwał, lecz szybko kontynuował – ...nad morze, w sprawie chwytania kłusowników. Zależało jej na tej pracy i poprosiła mnie o wstawiennictwo u majordomów.

Szemkel uniósł na niego wzrok swoich spokojnych, brązowych oczu i powoli przytaknął.

– W porządku, daję ci pełnomocnictwo do wystawienia skierowania w moim imieniu.– odrzekł, i widząc roztargnienie w spojrzeniu rozmówcy dodał – ...A czego chciałbyś dla siebie?

Sacheverell czuł wobec archanioła szacunek i zaufanie, nie wahał się więc wyrazić prośby.

– Proszę, żebyś dał mi moc piętnowania.

Szemkel spojrzał na niego z powagą, jednakże bez zdziwienia.

– Jesteś pewien?

Student pokornie pochylił przed nim głowę.

– Zapewniam cię, że skorzystam z niego dobrze.

Szemkel jedynie przytaknął po raz kolejny i po chwili odezwał się, z łagodnym uśmiechem.

– Sacheverell, naprawdę nadawałbyś się na archanioła.