Daphne nie mogła zliczyć, ile razy w trakcie swoich przygód była chwytana, porywana i wiązana. Czasami zastanawiała się, czy jest sens, żeby dalej była członkinią „Tajemniczej Spółki". Nie potrafiła się oprzeć wrażeniu, że trzymają ją tylko dlatego, że to w jej garażu stoi Wehikuł Tajemnic, a jej szkocka rodzina finansuje jego remonty, kiedy coś się zepsuje. Takie myśli krążyły po jej głowie także i tym razem, kiedy związana i zakneblowana, leżała na zakurzonej podłodze w starej posiadłości. Już dwa razy podczas ich wspólnych rozmów sugerowała, że mogłaby odejść z zespołu. Reszta za każdym razem przekonywała ją, że absolutnie powinna zostać, ale wątpliwości zostały.
Kiedy usłyszała zbliżające się kroki, była pewna, że to jej porywacz, ale po chwili padł na nią snop światła. Zmrużyła oczy.
- Daphne, tu jesteś! - usłyszała znajomy głos i spojrzała. Nad nią stała Velma, która pochyliła się i zaczęła rozwiązywać krępujący rudą sznur. Robiła to szybko i sprawnie, chociaż tym razem złoczyńca związał pannę Blake niczym baleron. Daphne wstyd było się przyznać, że nawet jej to szczególnie nie przeszkadzało, była już w życiu wiązana tyle razy i na tyle sposobów, że zdążyła to polubić, chociaż oczywiście pilnie strzegła tej tajemnicy, nie dzieląc się nią z nikim.
- Rany, co za węzeł - westchnęła Velma, mocując się z kolejnym - Nic dziwnego, w końcu tym razem był to duch sędziweo marynarza...
- Może go przetnij?
- Nie ma mowy! - pokręciła energicznie głową - Nie chciałabym przypadkiem uszkodzić twoich ślicznych nóże... - Velma przerwała nagle, zdając sobie sprawę, co powiedziała, ale panujący w pomieszczeniu półmrok ukrył jej rumieniec. Skrył on także wyraz zakłopotania, jaki pojawił się na obliczu Daphne. Ta z kolei zrozumiała nagle coś więcej. Velma miała klaustrofobię i słaby wzrok. Bardzo niechętnie wchodziła do takich pomieszczeń, jak to. Dlaczego nie zawołała Freda i reszty? Chciała jej to właśnie zasugerować, kiedy...
- Aaach! - wydała z siebie zduszony jęk, kiedy mocująca się z węzłami Velma sprawiła, że lina przeciągnięta między nogami Daphne zacisnęła się.
- Ojej, przepraszam! Czy to bolało? Może lepiej pójdę po Freda?
- Nie trzeba... - tym razem to Daphne zaprzeczyła - Właściwie to... - zebrała się na śmiałość - czy mogłabyś to zrobić raz jeszcze?
- Wydaje mi się, że właśnie rozwiązałam - odrzekła Velma, wywołując przez chwilę rozczarowanie Daphne - kolejną zagadkę - dodała, pociągając węzeł i wywołując kolejny, pełen rozkoszy jęk u rudej, która w tym momencie porzuciła wszystkie myśli o opuszczeniu zespołu.
