Gorąca kąpiel

Naruto powoli wciągał spaghetti. Jego ojciec dostał niespodziewaną misję i musiał zniknąć z samego rana. A zapowiadał się taki ciekawy ranek... Po gorącym prysznicu zdecydował, że na śniadanie zje coś innego niż ramen.

Gotować nauczył się, kiedy był chory i miał szlaban na ulubioną zupę. Po paru spalonych garnkach, połamanych nożach i wybitym oknie (dochodzenie, jak to się stało, wciąż trwa) załapał sekretne tajniki używania kuchenki i gotowania wody. Kiedy tego dokonał, jego ojciec był na misji w Sunie. Po jego powrocie nie musiał już gotować i spokojnie chodził do Ichiraku, bo wyzdrowiał. Od czasu do czasu okazjonalnie robił sobie jakąś przekąskę.

Do mieszkania wparowała jakaś osoba. Jiraiya. Zignorował Naruto i zaczął przeszukiwać dom. Chłopak spokojnie wciągał kolejne nitki makaronu. W końcu Sannin powrócił.

-Gdzie Minato?

-Na misji. Stęskniłeś się za nim?

-Co?-udał zdziwionego.

-Wyluzuj. Po pierwsze, nie jestem głuchy. Po drugie, wreszcie „wiem" o wszystkim.

-Uf... Przełamał się?

-Jeśli przełamywanie wygląda w ten sposób...-wstał i pomaszerował do kuchni z pustym talerzem. Jiraiya poczłapał za nim-...to jest to dość przyjemne.

Sannin po chwili załapał. Zaczął się śmiać.

-Wciągnął cię do łóżka, co? Biedaczek.

-Czemu? Podobało mi się.

Olbrzym podrapał się po głowie. W końcu jednak wzruszył ramionami i wrócił do jadalni. Naruto spokojnie skończył myć talerz. Kiedy wrócił, Sannin siedział na krześle, wybijając rytm w blat stołu.

-To jest niewiarygodne, wiesz?

-Cóż takiego?

Chłopak usiadł na stole, chowając dłonie w kieszeniach.

-Wszyscy są zajęci! Minato na misji, Kakashi na randce z Iruką, Asuma...

-Nie masz z kim pójść do łóżka, co?

-Właśnie. Wszyscy, którzy mają... no wiesz... powiązanie z naszym gronem coś robią.

Jiraiya spojrzał na swoje spodnie oskarżycielsko. Naruto dojrzał tam spore wybrzuszenie. „O czym ten zboczeniec myśli?" zastanawiał się. Przygryzł wargę, zastanawiając się, czy plotki, które dotyczyły jego rozmiaru były prawdziwe.

-Serio wszyscy?

Jiraiya zmarszczył brwi.

-No... może przesadziłem, ale nie chce mi się za nimi wszystkimi latać.

Chłopak zamyślił się, jak podejść go. Olbrzym zapatrzył się w pewien punkt na jego twarzy. Po chwili Naruto poczuł jego oddech na szyi.

-No proszę... a jednak nie wszyscy.-wyszeptał i polizał znamię pod uchem. Blondyn drgnął. Poczuł jego palce na pośladkach. Cicho westchnął, kiedy język zjechał niżej, pod podbródek. Jiraiya przygryzł lekko dolną wargę.

-Ułatwiasz mi sprawę...-wyszeptał chłopak, wplątując palce we włosy olbrzyma tak, jak zrobił to wczoraj z ojcowską grzywą.

-Ty mi też. Czy mi się zdawało, czy kanapa w salonie się stawiała?

-Na górze będzie wygodniej...-przerwa na pocałunek-...w pokoju dla... gości... och!

Jiraiya podniósł go, a Naruto oplótł go w pasie nogami, wciąż przyciskając usta do jego ust. Ruszył powoli schodami. Sannin otworzył drzwi kopniakiem, czując, że jego podniecenie sięga zenitu. Rzucił go na łóżko. Naruto uśmiechnął się lekko, ściągając podkoszulek. Jiraiya już był w samych... bokserkach? Najwyraźniej slipki były dla niego zbytnim utrapieniem. Złapał ręce chłopaka i przycisnął je do łóżka tuż nad jego głową. Naruto zaczynał rozumieć, dlaczego jego ojciec zawsze jest z nim uke.

Sannin jedną ręką ściągnął mu resztę ubioru. Polizał wargi blondyna i zjechał niżej. Zaczął drażnić językiem sutki chłopaka, a ręką jego męskość. Naruto syknął, kiedy poczuł, że robi się twardy. Jiraiya natychmiast pozbył się swoich bokserek.

Przewrócił blondyna na brzuch, wciąż przytrzymując jego ręce. Chłopak był niezadowolony, bo nie zdołał sprawdzić, czy plotki są prawdziwe. Sądził, że poczuje zaraz palce, ale najwyraźniej olbrzym miał dość „gry wstępnej". Szybkim ruchem w niego wszedł.

Chłopak krzyknął i natychmiast zacisnął zęby. Nie musiał już patrzeć. Czuł, że to, co słyszał jest prawdą. Sannin pocałował go na karku.

-Za ostro?

-W... porządku... Nic mi... nie będzie...

Jiraiya zaczął się w nim ruszać. Z początku wolniej, wiedząc, że jest to dopiero (prawdopodobnie) drugi raz. Później przyspieszał. Pchnięcia były coraz mocniejsze, a krzyki Naruto głośniejsze. Puścił jego dłonie i przeniósł rękę na jego męskość. Wtedy doszedł, a chwilkę później chłopak.

Minato wrócił po południu. Mamrotał, że Hokage robi sobie z niego jakieś żarty. Misja była tak naprawdę tym, że miał popilnować gabinetu przez parę godzin. Zniszczyła mu wspaniały poranek z powodu jakiejś głupoty!

Zauważył, że ktoś był w jadalni. Pewnie Naruto. Zerknął do jego pokoju. Pusto. Jego sypialnia. Pusto. Kuchnia. Pusto. Salon. Pusto. Łazienka. Pusto. Wtedy dotarło do niego miarowe chrapanie. Zerknął do pokoju dla gości.

Naruto spał na łóżku, nieudolnie okryty przez kogoś kołdrą. Podszedł do niego i lekko, aby go nie obudzić, zaczął szukać śladów. Każdy ze znanych mu osób, zostawiał tropy. Nie znalazł żadnych malinek, ani zadrapań, więc zjechał palcami niżej, co sprawiło, że chłopak zachichotał przez sen. Kiedy dotarł do tamtego miejsca, Naruto jęknął i drgnął.

Zastał go na krześle w jadalni. Spokojnie obserwował reakcję ucznia. Minato usiadł przed nim. Przez pięć minut trwała cisza.

-Powiesz coś wreszcie? Bawiły mnie te twoje poszukiwania.

-Co tu robisz?

-Nie znalazłem ciebie, a Naruto nie sprzeciwiał się zbytnio.

Minato zacisnął powieki. Oczywiście. Kiedy nikt nie chciał pomóc Jiraiyi, zawsze uderzał do miękkiego serca swojego ucznia. A jego nie było. W końcu spojrzał ponownie na Sannina.

-Musiałeś go tak ostro potraktować?

-Przesadzasz, nie pokazałem mu, co potrafię. Wiesz, ja mam serce i rozum, Minato. Nie słyszałem, żeby się skarżył na moje tempo.

-Naruto nigdy by się nie poskarżył. I co ja mam niby teraz z nim zrobić, hm?

Na twarzy olbrzyma pojawił się uśmiech.

-To taki miałeś planik na dzisiaj... Gdybym wiedział, faktycznie zostawiłbym go w lepszym stanie... Zrób mu gorącą kąpiel. To pomaga.

Minato pokiwał głową. To nie był taki zły pomysł. I Naruto byłby szczęśliwy...

-A właśnie, jak było za pierwszym razem?

-Delikatnie.

-E? Nie... nie mów, że on... nigdy...

Jiraiya wybuchł śmiechem. Seks z facetami to jedno, ale żeby ani razu nie był z dziewczyną? Było oczywiste, że chodzi o jego charakter. Bo co jak co, ale chłopak był przystojny. Minato westchnął.

-Jak myślisz, jest już ktoś wolny?-zapytał, wstając i przeciągając się.

-Czy ty masz kiedykolwiek dosyć?

Jiraiya udał obrażonego.

-Dzisiaj starczą mi dwie rundki, ale nie chciałem męczyć Naruto. Chyba, że ty masz ochotę...

Popatrzył na niego wzrokiem zbitego psa. Minato pokręcił głową.

-Mam na dzisiaj inne plany.

-Ha... Szkoda. Byłoby bliżej. Hm... Co powiesz na trójkącik za jakiś czas?

Blondyn zmarszczył brwi. Trójkąciki i czworokąciki były zabawne.

-Z kim?

Jiraiya westchnął, przewracając oczami.

-Jak to z kim?! Z Naruciakiem, a co myślałeś?

Minato podrapał się po głowie.

-To nie jest taki zły pomysł... Później się go o to zapytam.

-Nie zapomnij. No dobra... muszę się zająć swoim problemem.

Minato drżał, kiedy Jiraiya zbliżał się do wyjścia. W końcu dopadł do niego w połowie drogi. Uwiesił się na nim.

-Niech cię szlag...-wymamrotał i przycisnął wargi do jego ust. Jiraiya uśmiechnął się i cofnął się pod ścianę. Minato zjechał ustami w dół. Sannin uwielbiał, kiedy to robił. Jęknął, kiedy blondyn wziął go do ust. Ssał go.

Nikt jeszcze nie zdołał wziąć go całego, ale Minato zawsze był najbliżej. Złapał go za włosy i zaczął nadawać mu własny rytm. Namikaze miał nadzieję, że tym razem mu się uda, ale zdołał jedynie pobić rekord, zanim Jiraiya doszedł w jego ustach. Blondyn zlizał z podbródka resztę spermy. Zanim się zorientował, już leżał na podłodze.

Sannin brał go mocno i szybko, chcąc pokazać, na co go stać. W taki sposób mógłby kogoś zranić, ale Namikaze uwielbiał ostrą zabawę. Kto by pomyślał? A prawdziwą zabawę mógł mu dać jedynie Jiraiya. W końcu wybuchł w nim.

Minato poczuł, że coś spływa mu po nodze. Zerknął i zauważył strużkę krwi. Sannin znowu z deka przesadził.

Chłopak otworzył oczy i zobaczył, jak Minato go gdzieś niesie. Zmarszczył czoło.

-Gdzie...

-Ci... To niespodzianka.-uśmiechnął się do niego starszy blondyn. Znaleźli się w łazience. Zanim Naruto cokolwiek powiedział, wylądował w wannie wypełnionej gorącą wodą. Odetchnął z ulgą. Całe bolesne skutki zabawy z Jiraiyą zdawały się odpływać. Po krótkiej chwili Minato znalazł się za nim. Chłopak oparł się o niego.

-Lepiej?

Naruto pokiwał głową, zamykając oczy. Kojący gorąc był taki wspaniały. Minato objął go i posadził sobie na kolanach. Chłopak oparł głowę na ramieniu byłego Hokage. Namikaze lekko go głaskał po policzku.

-I jak było z tym napalonym zboczeńcem?

Naruto spojrzał na uśmiechniętego Minato. Wyglądał raczej na rozbawionego niż złego.

-Ujdzie.

-Ujdzie?!

Namikaze wytrzeszczył oczy. Jedyną osobą, która narzekała na Sannina był Sasuke, ale to już z innego powodu.

-Wiesz... rozmiar to nie wszystko. Jakoś mi się nie spodobała... e... jego taktyka?

-Nie mogę się doczekać, aż mu o tym powiem... Hahaha! Jesteś drugą osoba, która ma coś do powiedzenia na ten temat.

-Drugą?-Naruto uniósł brwi.

-Sasuke był pierwszy.

-SASUKE?!

Chłopak podskoczył lekko, przez co z kolan znalazł się na udach Minato. Mężczyzna zagryzł lekko wargę.

-Mogłem się spodziewać, że będziesz zaskoczony. Tak, Sasuś jest jednym z nas. Stawiał się Jiraiyi, twierdząc, że wytrzyma wszystko. Itachi i ja składaliśmy go później do kupy. Do tej pory nie zgodził się na jeszcze jeden raz z tym zboczeńcem.

Naruto zaśmiał się.

-Niech zgadnę... Itachi?

-Tak.

-A ciebie kto w to wciągnął? Nie, poczekaj! Jiraiya?

-Nie.

Naruto zmarszczył czoło. Tego się nie spodziewał.

-To kto?

-Miałem krótki romans z Hayate.

I to jest drugi rozdział (chapter jeśli ktoś woli). Czekam na komentarze, uwagi i okrutną krytykę. Dziękuję :)