Dziękuję za uwagę od MaWi. Postarałam się dać tutaj mniej więcej te przerywniki, ale mogłam źle zrozumieć... Więc jeśli nie o to chodziło, to proszę zwrócić mi uwagę! Sorki za błędy, które pominęłam sprawdzając.

Pokerowa noc

Naruto cieszył się, że jest pomiędzy dwoma najuczciwszymi dla niego osobami. Były Hokage z uwagą przetasował karty, wyrzucając przy okazji trzy dodatkowe jokery, które wpakował tam Jiraiya. Sannin oberwał po łbie od Shikaku.

Chłopak patrzył z uwagą w swoje karty. Doskonale wiedział, czemu Jiraiya się na niego gapi. Sannin nie był zadowolony z faktu, że gra z Naruto. Zgodnie z jego przewidywaniami, młody szuler zgarną całą podstawową pulę mając tragiczne karty.

-Znowu oszukujesz.

-To JEST poker.

-Grałeś już z nim?-zapytał Shikaku, popijając napój. Jiraiya skrzyżował ręce.

-Ani razu nie wygrałem z tym cholernym oszustem.

Naruto powstrzymał się, żeby nie parsknąć śmiechem, kiedy na niego skierowały się spojrzenia. Niestety, gra w dwóch i gra przy takiej grupie to co innego i po chwili Kakashi zaczął prowadzić. W pewnym momencie Minato zorientował się, że Sai gapi się mu w karty. Przy piątej rundzie toczyła się wzrokowa walka między Sanninem i Naruto. Reszta dała sobie spokój.

-Pokazuj karty.-zażądał chłopak. Kareta.

-A ty?-uśmiechnął się Jiraiya. Poker. Poleciały głośne przekleństwa. Parę osób się zaśmiało. Po 9 rundzie Iruka odpadł. Zaczął dopingować swojego chłopaka. 13 runda – Inoichi traci wszystko w głupi sposób. Popłakał się. 14 runda – Sai odpada. 17 runda – Hayate. 19 – Minato.

-Hahaha! Dobrze ci tak!

-Kiedyś to musiało się stać...-stwierdził Minato. Dosiadł się do Naruto. 23 – Kiba. 24 – Yamato. 26 – Shikaku. 27 – Kakashi. Zostało już tylko trzech graczy.

-Cóż za emocje.-stwierdził Kiba i pochłonął kolejnego chipsa.

-Czemu zżerasz mi chipsy?-zdenerwował się Itachi. Kiba wzruszył ramionami.

-Wszystko albo nic.-powiedział Jiraiya, pewien swego. Naruto skinął głową. Miał fulla. Nikt mu nie zagrozi. Itachi bez przekonania się zgodził. Dwa fulle. Shikaku pochylił się i stwierdził, że Jiraiya ma większego. Naruto uderzył głową w stolik. Minato poklepał go po ramieniu. Itachi wyłożył swoje karty.

Pięć asów.

Sannin zaklął. Przegrał. Itachi zaczął bezczelnie zjadać swoje chipsy, namyślając się. Jego wzrok kilkakrotnie padł na Naruto. Ten już wiedział, jak to pójdzie.

-No to zacznijmy... od Iruki.-wspomniany schował twarz w dłoniach-Chciałem dać ci Jiraiyę, ale... Nie mam serca tego zrobić.

Parę osób zachichotało. Umino odetchnął z ulgą. Tylko raz był z Sanninem i to w obecności Kakashiego.

-Zostawię cię w spokoju z twoim chłopakiem.

Hatake był bardzo zadowolony z wyboru. Itachi zerknął na Inoichiego.

-Za to tobie się nie upiecze.

Jiraiya zatarł ręce. Shikaku spokojnie czekał na swój przydział.

-Ty i Yamato.

-A kto seme?-dopytywał się Nara.

-Hm... Ciężka decyzja. Dajmy szansę Yamato.

Rozległy się chichoty. Naruto nie wiedział, że oni biorą to aż tak na poważnie.

-Sai... Sai... Sai... Sai...

Itachi rozglądał się, szukając ofiary. W końcu spojrzał na Kibę i uśmiechnął się.

-Wkurzyłeś mnie, Inuzuka.

-Nieeee!

-Tak. I ty uke.

Sai wyglądał na bardzo zadowolonego.

-Hayate, zostaniesz tutaj.

-Kapuję.

Minato kiwnął głową. Było mu szczerze mówiąc wszystko jedno... Wróć. Sai był upierdliwy. Nagle Jiraiya zaprotestował.

-Ty gnojku! To było do przewidzenia!

-Wygrałem i mam do tego prawo. A teraz, co powiecie, żeby się rozejść?

-Dokładnie. Sio!-krzyknął Minato, zrywając się na nogi-Hayate, poczekaj na mnie w kuchni.

Mężczyzna skinął głową, wyjął z kieszeni źdźbło trawy i zaczął je rzuć. W końcu w salonie zostali tylko Itachi, Minato i Naruto. Chłopak zerknął na zegar. Było już 8 minut po północy. Jego ojciec wyłączył muzykę.

-Zostajecie, czy gdzieś go zabierasz?-zapytał Itachiego.

-Mam takie jedno fajne miejsce. Chodź.

Złapał Naruto za rękę i wyciągnął. Po krótkim spacerku opuścili Konohę. Chłopak postanowił dodać trochę nastroju i przytulił się do Uchihy.

-Daleko idziemy?

-Nie, to tu.

Był to mały gaik nad rzeczką. Rosły tu dzikie róże. Naruto powąchał jeden z kwiatków. Zapach był wspaniały. Poczuł palce Itachiego, błądzące po jego szyi.

-Ła... łaskocze!-wydusił Naruto, odskakując od Uchihy. Itachi przygwoździł go do drzewa. Pozbył się bluzy chłopaka. Jego dłonie wpełzły pod podkoszulkę i zaczęły odkrywać ciało blondyna. Naruto wzdychał, kiedy palce bruneta natrafiały na wrażliwsze punkty.

Itachi zbliżył twarz do jego twarzy. Chłopak zachęcająco uchylił usta, pokazując gotowy do zabawy koniuszek języka. Ich wargi się zetknęły. Naruto objął go w pasie, pozwalając mu dominować. W końcu brunet zdarł z niego podkoszulek kunaiem. Blondyn nie protestował.

Oderwali się od siebie, aby złapać trochę oddechu. Naruto pogładził go opuszkami palców po policzku. Itachi zaczął gryźć delikatnie ucho, wyciągając z chłopaka coraz słodsze jęki.

-Pamiętaj, to tylko zabawa.

-A co myślałeś?-zdenerwował się Naruto. Zjechał na dół, ściągając trochę spodnie Itachiego. Wyciągnął go ze slipek i wziął do ust. Uchiha oparł się rękami o drzewo, obserwując poczynania Naruto. To, co robił, doprowadzało go do prawdziwej ekstazy. Jęczał głośno. Blondyn przestał tuż przed dojściem.

-Co ty robisz?-zirytował się Itachi-Nie drażnij mnie.

-Nie drażnię cię, ale uwierz mi. Smak chipsów i tego raczej nie będzie dla mnie najlepszy. Po prostu mnie weź.

Naruto opuścił spodnie do kostek i odwrócił się plecami, przylegając do drzewa. Itachi złapał go za uda i przyciągnął do siebie. Odetchnął, kiedy w niego wszedł. To było niezapomniane uczucie, bez względu na to, ile razy się to robiło.

Blondyn jęczał z rozkoszy. Zamknął oczy, aby jeszcze bardziej się skoncentrować na tym, co czuł z każdym pchnięciem Itachiego. Zwłaszcza, jeśli trafiał w prostatę. W końcu poczuł, jak sperma Uchihy go wypełnia. Odetchnął.

-Jeszcze nie skończyłem.-szepnął Itachi, obracając go ku sobie. Podniósł go, a ten objął go w pasie nogami. Dłonie położył na czarnych włosach. Uchiha oblizał się, ponownie wchodząc w blondyna. Tym razem robił to o wiele szybciej i mocniej.

Naruto za każdym razem uderzał albo pocierał o szorstką korę plecami. Zaczynały go już piec. Szarpnął kochanka za włosy. Itachi spojrzał na wykrzywioną w bólu twarz.

-Co jest? Za mocno?

-Nie... tylko plecy...-wymamrotał cicho Naruto. Palce Itachiego przejechały po całej ich długości. Potem na nie zerknął. Zostało na nich trochę krwi. Zaklął i położył blondyna na trawie.

-Przepraszam.

-Nie szkodzi...

Itachi pocałował go namiętnie w usta i wrócił do swojego zajecia. Gaik wypełnił krzyk dwóch mężczyzn.

Uchiha doniósł go do domu na plecach. Z sypialni Minato dochodziły jeszcze jęki. Naruto skierował się do łazienki i obejrzał swoje plecy. Nie wyglądało to dobrze. Itachi stanął za nim.

-Może do szpitala?

-Nie. Gdzieś tu była apteczka...

-Co się stało?

Minato stał w drzwiach w samych bokserkach.

-Drzewo.-mruknął Naruto, przeszukując szafki. W końcu znalazł to czego szukał. Bandaże i opatrunki. Spojrzał na gapiów.

-Pomożecie?

Minato i Itachi skinęli głową. Zanim jednak zrobili coś z ranami i obtarciami, Namikaze wepchnął go do wanny i prysznicem pozbył się zabrudzeń, pomimo głośnego marudzenia syna. Hayate, zaciekawiony, zerknął do łazienki. Widząc spływającą po plecach krew, wszedł.

-W porządku?

-Hę? Tak, poradzimy sobie.

-Hayate, pomóż Itachiemu, ja pójdę po jakieś suche ubrania dla Naruto.

Mężczyzna skinął głową. Chłopak westchnął. Nie lubił być w centrum takiego zainteresowania.

Naruto przeciągnął się. Itachi zmył się wczoraj, tuż po zabandażowaniu blondyna. Hayate został. Chłopak przez chwilę leżał, zastanawiając się, co by zjadł na śniadanie. Pomyślał o naleśnikach z truskawkami i bitą śmietaną oraz o soku z ananasa. Oblizał się. Wtedy dotarło do niego, że jego ojciec prawdopodobnie zrobi jajecznicę. Warknął i wyskoczył z łóżka.

-Kage Bunshin!

Klony rozdzieliły się. Dwóch poleciało do sklepu po składniki, jeden na dół, aby przygotować jadalnię. Naruto ubrał się. „Nie pozwolę, aby zniszczył moje śniadaniowe marzenia!" postanowił.

Minato przeciągnął się, schodząc ze schodów z Hayate. Do jego nosa dotarł zapach jedzenia. Szybko zbiegł do kuchni.

-Naruto?

Chłopak zerknął na niego znad patelni.

-Co ty robisz?

-Śniadanie. Już kończę, więc możecie usiąść przy stole.

-Ty... gotujesz?

-Aktualnie smażę. Sio! Dekoncentrujesz mnie!

Minato posłusznie opuścił kuchnię. Hayate siedział już na krześle. Po chwili Naruto wparował z dużym talerzem pełnym naleśników. Postawił go na środku i od razu nałożył jeden na swój talerzyk.

Naleśniki z truskawkami wyszły przepysznie. Dowodziło to to, że podczas śniadania słychać było jedynie mlaskanie. Hayate oblizał się, porywając ostatniego naleśnika. Minato warknął z oburzeniem i skrzyżował ramiona.

Straszne zakończenie... ale to zakończenie! Dzięki za stałych czytelników! :) Do następnego chapa!