Ledwo, ledwo... :( Szkoła mnie dobija. Wybaczcie za błędy i ortograficzne i te związane z realnością... No, że napisałam coś idiotycznego. Tak czy siak. Miłego czytania.
Trójkącik
-Gdzie nauczyłeś się gotować?
-W domu. Jak byłem chory i nie mogłem jeść ramenu.
Minato szukał w pamięci odpowiedniego wspomnienia, a Hayate zniknął w kłębie dymu. Naruto popatrzył na puste talerze, na ojca, na talerze, na ojca. W końcu Namikaze się ziirytował.
-Coś nie tak?
-Mógłbyś ruszyć tyłek i pozmywać?
-Uważaj na język o ile to nie jest środek seksu.-Minato zmrużył oczy. Naruto kompletnie zapomniał, że jego ojciec ma obsesję na punkcie wychowania syna.
-Przepraszam.-szybko się zreflektował. Pamiętał jeszcze, jak oberwał po tyłku po powtórzeniu w stronę Minato paru przekleństw, które usłyszał w Akademii.
-A więc... co chciałeś powiedzieć?
-Mógłbyś za mnie pozmywać?
-Mogę.-powiedział i zebrał talerze. Idąc do kuchni, cmoknął syna w policzek. Minato wyznawał zasadę: za złe karz, za poprawę nagradzaj. Naruto westchnął. Resztę południa spędził na niezwykle pasjonującej misji: Tora znowu uciekła, a to było jedyne zadanie, jakie miała Hokage.
Później wrócił do domu i schomikował jeden ze zwojów ojca. Nie dość tego, siadł naprzeciwko niego i zaczął go czytać. Kątem oka zauważył, jak brew Minato drga.
-Czy to mój zwój?
-Tak jakby.
-Dawałem ci go?
-Raczej nie.
-To czemu go czytasz?
-Bo robię to od dziecka?
Namikaze zamknął na chwilę powieki. Potem podszedł do niego i odebrał mu zwój. Miał nieciekawą minę. Minato nie tolerował: chamstwa, przekleństw (poza seksem) i kradzieży. Naruto zastanawiał się, co usłyszy. Zapewne go uziemi.
-Wiesz, co teraz zrobię?
-Wiesz, że nie lubię zgadywanek?
-Zgadujesz cały czas.
-A ty cały czas gadasz od rzeczy.
-Nie pyskuj mi tu, mały.
-Nie jestem mały i nie pochlebiaj sobie.
Minato zamrugał.
-Doprawdy? A ty możesz sobie pochlebiać?
-A nie? Kto by mi zabronił?
-A ja.
-A ty nie. Nie masz do tego serca.
-Teraz mi podskakujesz. Ty chyba naprawdę chcesz, żebym cię ukarał.
-A żebyś wiedział.-wymruczał Naruto, przysuwając się do niego. Minato złapał go za podbródek.
-Jeszcze tego pożałujesz...-szepnął i polizał jego wargi. Naruto się uśmiechnął.
-Kary są po to, żeby wychowywać, prawda? Czemu miałbym żałować?
Minato uwielbiał mądrości syna. Nawet, jeśli dotyczyły teraz zboczonych rzeczy. Kiedy po raz pierwszy „dał mu klapsa" zastanawiał się, jak się później zachowa, po wypłakaniu się w pokoju. Naprawdę, dostał wtedy dowód, że Akademia nie wpływa na dzieci tak, jak powinna. Po paru godzinach poszedł do niego i zapytał, czy żałuje tego, że przeklinał. Naruto pokiwał głową i przeprosił. Potem przytulił się do niego i zapytał, czy jest jeszcze na niego zły.
-Nigdy nie będę na ciebie zły.-powiedział wtedy-Ale moim obowiązkiem jest ciebie wychować, bez względu na to, jakie środki muszę zastosować. Kocham cię, jak każdy ojciec kocha swoje dziecko, i to się nigdy nie zmieni, Naruto. Bez względu na to, co będę musiał zrobić.
Był pewien, że Naruto powie, że go nienawidzi, kiedy dodał, że jest uziemiony.
-Rozumiem, tato...-szepnął wtedy i tylko się bardziej przytulił. Minato był z niego dumny, że tak dobrze zniósł karę, ale jej nie złagodził.
-Pożałujesz, że mnie sprowokowałeś...
-Już nie mogę się doczekać...-wyszeptał ojcu do ucha. Minato wykonał pieczęć usypiającą i Naruto runął na ziemię. Wróć. Namikaze złapał go, zanim runął na ziemię. Uśmiechnął się i wysłał klona po pewną osobę. Najwyższa pora, aby Naruto poznał znaczenie słowa „trójkącik".
-Jesteś okrutny.-stwierdził Jiraiya, patrząc, jak Minato używa pożyczonych od Kakashiego kajdanek. Namikaze zmarszczył czoło.
-Czemu?
-Bo ty to robisz, a nie ja!
Minato parsknął śmiechem. Założył mu opaskę, tak, że nic nie będzie widział. Potem, razem z Sanninem (ku jego uciesze) pozbyli się resztek ubrań chłopaka. Potem spojrzeli na efekt swoich działań. Naruto był całkowicie pod ich kontrolą.
-Rozbieraj się.
-Co?-ocknął się Minato, zaprzestając gapienia się na Naruto.
-Rozbieraj się.
Namikaze westchnął, wykonując polecenie. Dobrze wiedział, że w przeciwnym wypadku, Jiriaya zerwałby po prostu z niego ubranie. Sannin patrzył na niego pożądliwym wzrokiem. Kątem oka zauważył, że chłopak się budzi. Westchnął i sam zaczął ściągać ubrania.
Naruto z początku nie do końca wiedział co się dzieje. Było ciemno. „Noc?" wtedy zrozumiał, że miał coś na oczach. Chciał to zdjąć, ale jedynie szarpnął kajdankami, sprawiając, że Minato i Jiraiya cichutko zachichotali. Naruto zbadał przedmiot palcami.
-Znowu te przeklęte kajdanki zboczonego, siwego mola książkowego...-stwierdził. Jiraiya i Minato spojrzeli po sobie na słowo „znowu".
-Nie, żebym miał coś przeciwko, ale mógłbyś mnie chociaż przykryć? Jest zimno.
-Zaraz będzie ci o wiele cieplej.- wyszeptał Sannin, a Minato pocałował go w policzek.
-Kuso...-wymamrotał Naruto, rozumiejąc, co się dzieje.
-Mówiłem, że pożałujesz.-zachichotał Minato, jeżdżąc palcami po brzuchu młodszego blondyna. Jiraiya zaczął przygryzać jego ucho. Naruto wiedział, że dzisiaj oszaleje.
Minato pocałował go, pewien, że będzie zdenerwowany, ale ten z zapałem oddał pocałunek. Jiraiya chciał się zaśmiać, kiedy blondyni przyssali się do siebie. Co jakiś czas Minato się cofał i mógł zobaczyć, jak bawią się językami. W końcu ocknął się i wrócił do swojej roboty.
Zaczął drażnić go językiem, szukając najsłabszych miejsc obrony. W czasie przerw, Naruto jęczał głośno. Minato zjechał ustami na jego podbródek. Ich palce błądziły po całym ciele chłopaka, bezlitośnie znajdując wrażliwe punkty.
Wtedy ktoś znalazł się pod nim, gryząc i ssąc jego szyję. Pomimo wszelakich prób, nie udało mu się odgadnąć tożsamości tejże osoby. Druga zjechała ustami aż tam i zaczęła go doprowadzać do prawdziwej ekstazy.
Poczuł go w sobie. Ktoś pod nim rozszerzył jego nogi i bezlitośnie wszedł. Tak nietaktowny mógł być jedynie Jiraiya. Z jego ust wydostał się cichy krzyk. Zagryzał wargę i jęczał, kiedy doprowadzali go do granicy wytrzymałości. Poczuł tam palce. Nie rozumiał, po co jeszcze chcą go rozciągać.
-Już?-zapytał Jiraiya.
-Jeszcze trochę.
Po chwili Sannin się zatrzymał w środku. Na twarzy Naruto pojawiło się zdziwienie. Wtedy poczuł to. Jak coś w niego wchodzi. Wreszcie mu zaświtało. Oboje chcieli go pieprzyć jednocześnie! Chłopak zaczął rozważać opcję, że jutro nie wstanie z łóżka. Syknął, zaciskając palce na kajdankach.
Wreszcie Minato doszedł do końca i mogli zacząć się ruszać. Z początku robili to bardzo chaotycznie, ale w końcu załapali odpowiedni rytm. Chłopak wręcz krzyczał z rozkoszy. Może to i nie było zbyt chwalebne udawać dziewczynę, ale radość jaką z tego czerpał... była warta tego poświęcenia.
Minato przycisnął wargi do ust syna, uciszając go. Jedną rękę przeniósł na jego męskość, pocierając i drażniąc ją palcami. Powoli przybliżał chłopaka do spełnienia. Jiraiya warknął, czując, że już dłużej nie wytrzyma. Posłał to spojrzenie Namikaze, a ten zrozumiał. Oboje wbili się jak najgłębiej i wyzwolili swoje pożądanie.
Naruto wygiął się w łuk, a jego wrzask odbił się od ścian. Nie mogąc się powstrzymać, doszedł, brudząc brzuch swój i ojca.
Upadł zadyszany na Jiraiyę. Minato, drżąc, ściągnął mu z oczu opaskę. Naruto zamrugał. Przez zasłonięte okna nie wpadało zbyt dużo światła, ale i tak miał problem z przyzwyczajeniem się. Uśmiechnął się do swojego ojca. Ten odwzajemnił uśmiech.
-O nie... My jeszcze nie skończyliśmy.-zamruczał do obu Jiraiya. Wydostał się spod Naruto i sięgnął po coś na szafce nocnej. Kluczyk. Młodszy blondyn zmrużył oczy, koncentrując się na tym przedmiocie. Sannin rozkuł chłopaka, który natychmiast rozmasował nadgarstki.
Minato szepnął coś do Naruto, a ten pokiwał głową. Jiraiya patrzył, jak klękają przed nim i zaczynają lizać jego „chlubę". Złapał obydwu za włosy, chcąc mieć ich pod ręką. Oblizywał się na myśl, jak pokaże Naruto, co naprawdę potrafi, kiedy będzie pieprzył jego ojca. Na razie jedynie jęczał i pozwalał się pieścić.
-Chodź tu...-warknął, siadając na poduszkach i ciągnąc za sobą Minato, który nabił się na niego bezlitośnie. Naruto przez chwilę oglądał w zachwycie pogrążonego w ekstazie ojca, który zaciskał palce na prześcieradle. Chłopak podszedł do Jiraiyi, kiedy ten dał mu znak.
Blondyn patrzył na niego z niedowierzaniem, ale Sannin na migi pokazał mu, że będzie okej. Chłopak postanowił mu zaufać. Ostrożnie, żeby go nie zauważył zbyt wcześnie, zaczął się nabijać na penis ojca. Położył mu ręce na ramionach, a Jiraiya je polizał. Minato otworzył oczy, czując dodatkowy element rozkoszy. Doskonale wiedział, czyj to był pomysł. I bardzo mu się podobał. Przeniósł ręce na uda syna i, zaciskając je bezlitośnie, zaczął mu nadawać rytm.
Naruto w końcu tego nie wytrzymał. Minato, czując się również u kresu sił, zakończył zabawę. Tylko Jiraiya jeszcze przez jakiś czas dawał upust swojemu pożądaniu. Sannin wydostał się spod przytulającej się parki blondynów. Uśmiechnął się.
-Dacie sobie zrobić zdjecie?
-Nie.
-Och, nie bądźcie tacy! Jesteście tacy słodcy!
-Nie!
-No dobra, już dobra! Nie patrz na tamtego kunaia tak zawzięcie, Minato!
Naruto było gorąco. Bardzo gorąco. „Wywalili mnie w tropikach, czy co?" pomyślał. Podniósł niechętnie ciężkie powieki. Co zobaczył? Sufit. Dobra, zwrot w prawo. Śmierdzący potem zboczeniec. Ucieczka w lewo. Blondyn bez zasad seksualnych. Westchnął. Młot i kowadło.
Chciał wstać, ale z jękiem upadł na poduszkę. Jiraiya zrezygnował z udawania, że śpi i zaczął się śmiać. Minato, zbudzony hałasem, przetarł oczy.
-Co znowu? O... Naruto? Chciałeś wstać, co?
Zachichotał. Przeczesał palcami jego włosy. Naruto westchnął. Zapowiadał się naprawdę ciężki poranek. Skrzyżował ręce. Spojrzał na Jiraiyę.
-E? Coś nie tak?
-Och, po prostu się cieszę.
-Z...?
-Z tego, że będziesz mnie cały dzień nosił, jako sprawca tego, co się stało.
Minato zaśmiał się cicho.
-A kto mnie zmusi? Niech twój tatuś cię ponosi.
-Dobra, czyli mogę mu powiedzieć o tym, co robiłeś w nocy?
-E?!-Minato aż podniósł się, ignorując ból. Sannin zbladł.
-Dobra! Gdziekolwiek chcesz!
-Na początek pod prysznic...-mruknął zadowolony Naruto.
Minato patrzył na niego, siedząc na krześle. Jiraiya przed chwilą opuścił budynek i mogli porozmawiać swobodnie. Naruto leżał na kanapie, wciąż nie będąc zdolnym do jakiegokolwiek ruchu.
-To co robił Jiraiya?
-Baah... To już nie ważne. I tak je zabrałem!-wyszczerzył się Naruto, pokazując mu parę zdjęć. Minato porwał je. Na każdym byli oni. Musiał przyznać, że faktycznie wyglądali piekielnie słodko. Oblizał się.
-O nie! Nie waż się nawet do mnie zbliżać!-zakazał Naruto, przeczuwając co nadchodzi. Minato jęknął i zaczął chodzić po całym salonie. Nagle ktoś zapukał. Chłopak współczuł tej osobie, jeśli należała do ich zwariowanego grona.
-Cześć!-usłyszał radosny głos Kakashiego-Przyszedłem po kaj...
Trzask drzwi. Po chwili oboje pojawili się w salonie. Minato powalił go na dywan, którego do tej pory się nie pozbył. Hatake był kompletnie zaskoczony tym, co się działo. Naruto uśmiechnął się. To powinno być ciekawe.
Po niecałej godzinie, Kakashi siedział obok niego, sącząc kakao. Minato musiał wybyć na krótką misję.
-Wiesz co, Naruto?
-Hm?
-Jeśli twój ojciec w końcu straci swoje anielskie opanowanie, to nie wróżę nic dobrego Tsunade.
Oboje zachichotali.
Straszne... Nie mogę się zebrać do napisania kolejnego rozdziału... :( Mam tyle pomysłów na raz, że zamiast pisać to piszę co innego. To irytujące. No! Jest weekend! Więc może coś mi wpadnie do główki. :)
