MaWi dzięki za wsparcie :) Ten rozdział powstał godzinę temu dzięki tobie. Sasuke i Gaara odpadają na razie, mam co do nich większe plany. I tak spełniłam jedno z twoich życzeń. Ale nie będę spoilerować! Miłego czytania!

Szach i mat

„Rehabilitacja" Naruto zajęła cały dzień. W końcu był w stanie jako tako się poruszać. Jednakże, wszystkie głupie uśmieszki sprawiały, że nie pozwolił się dotykać nikomu (nawet ojcu!) przez prawie trzy dni. Pomimo błagań i prób przechwycenia na ulicy, zaciągnięcia w ciemną uliczkę, przygwożdrzenia do ziemi, nikt go nie dostał.

Siedział właśnie nad zwojem, kreśląc skomplikownae pieczęcie. Usłyszał jak ktoś cicho wślizguje się do pokoju. Zerknął na Minato. Znowu łaził w samych bokse... slipkach? Wow. Mamy postęp. Naruto westchnął i odłożył pióro.

-O co znowu chodzi?

-Naru... Naru-chan...-wymamrotał cicho Minato, przytulając się do niego. Naruto warknął i wykonał szybką pieczęć. Po chwili Namikaze uderzył w drzwi, wyłamując je z zawiasów. Z ust byłego Hokage wydobył się cichy jęk.

-Czeeeemu?-zaczął skomleć.

-Nie udawaj idioty. Nie zamierzaj mnie nawet dotknąć.

-To były żarty!-zaprotestował Minato, z trudem się podnosząc. Naruto wzruszył ramionami i wrócił do kreślenia znaczków. Namikaze zrozumiał, że nic więcej nie wskóra i opuścił pokój. A raczej po prostu zszedł z tego, co zostało z drzwi.

Naruto postanowił odreagować. Wiedział, że w końcu wpadnie w jakąś pułapkę jakiegoś napalonego zboczeńca. Szukał idealnej rozrywki. Takiej, przy której nie da się nudzić. Takiej, która nie wymaga myślenia. Przy której można się pośmiać i nikt nie przegrywa. Idealnej, przy muzyce i może nawet sake! Tak. I znalazł odpowiednie zajęcie. O tak. Nawet się popłakał ze szczęścia.

Grał w szachy z Shikamaru.

Nara skończył kolejnego papierosa w ciągu jednej rundki. Warto dodać, że trwała ona niecałą minutę. Naruto uderzył pięścią w podłogę. A następnie wymierzył palcem w znudzonego bruneta, który sięgnął po kolejną fajkę.

-Oszukujesz!

-Upierdliwe. Dać ci wygrać?

-NIE!

-To nie marudź.

Shikamaru rozstawił pionki. Naruto ruszył natychmiast swoim, uśmiechając się i wyobrażając sobie, jak zbija króla Nary i tańczy wspaniały kankan radości. Geniusz od siedmiu boleści wyrwał go z zamyślenia, kiedy zbił pierwszego pionka.

-Jak tam życie? Wyglądasz, jak być uciekał przed seryjnym mordercą.

-A idź... nie dają mi żyć.

-To po co się w to wpakowałeś?

Blondyn spojrzał ze zdziwieniem na Narę. Ten zmarszczył czoło i zbił kolejnego pionka.

-Postaraj się chociaż. Tak, tak. Wiem o waszym świrniętym zgrupowaniu niewyżytych seksualnie mężczyzn.

-Serio? Skąd?!

-Żartujesz?-prychnął Shikamaru, zaczynając kolejnego papierosa-Kiba od tygodnia próbuje mnie zaciągnąć do łóżka. Upierdliwe...

Nagle Naruto zmrużył oczy, uśmiechając się złośliwie. Jeśli on tego dokona, pokona Kibę! Psiarz nawet nie będzie wiedział, co w niego uderzyło! A uderzy zraniona duma! Shikamaru czekał cierpliwie, aż blondyn przestanie się śmiać jak głupi do sera i wykona swój ruch.

-SZACH!-krzyknął Naruto. Nara westchnął.

-Ile razy mam ci powtarzać? Masz zbić króla, nie królową. Szach mat.

-CO! Nieeeee!

Naruto zawył i schował twarz w dłoniach, udając, że płacze. Nara starał się to ignorować, ale żałosne ryczenie nie dawało mu spokoju. Westchnął, zgasił fajkę i przytulił blondyna.

-Dam ci wygrać...

-Niee! To nie fair!

-To co mam zrobić, żebyś przestał ryczeć?

Naruto spojrzał na niego, mrugając uwodzicielsko powiekami, przyprawiając tym Shikamaru o mdłości.

-Obiecujesz, że wszystko?

-Gwiazdki z nieba ci nie ściągnę.

-Prześpij się ze mną.

-Dob... ZARAZ! CO?!

Nara wytrzeszczył oczy. Naruto uśmiechnął się, powoli ściagając z niego kamizelkę.

-Obiecałeś. Spokojnie...-nachylił się mu do ucha, już nawet nie udawając, że płacze-...będę delikatny...

Zanim Shikamaru zdołał się odezwać, został powalony na podłogę. W czasie upadania, jego kamizelka dziwnym trafem wylądowała po drugiej stronie pokoju. Naruto cmoknął go w czoło, a potem w policzki. Nara nie wierzył w to, co się dzieje. Próbował odepchnąć nachalnego blondyna, ale bezskutecznie.

-Wyluzuj. Nic ci potem nie będzie. W ciążę nie zajdziesz... prawdopodobnie.-dodał po chwili niepewności Naruto-I nikt nie musi o tym wiedzieć.

-N-nikt?

-Nikt. A teraz daj się ponieść!

Naruto wyszczerzył się, ściągając bluzę i podkoszulek jednym ruchem. Shikamaru zachłysnął się powietrzem, kiedy poczuł wargi chłopaka na podbródku. Potem były wyżej, wpijając się w jego usta. Zanim zdążył zaprotestować, język Naruto znalazł się w nim. To było... niesamowite uczucie. Niezdarnie przyłączył się do zabawy. Kiedy się oderwali, blondyn wywiesił na chwilę język.

-Przestań palić te fajki...-stwierdził z niesmakiem. Zabrał się za bluzę Nary. Ten zaprzestał się bronić, bo wiedział, że ten uparty osioł nie da za wygraną. Pozwolił się rozebrać. Jakby jego matka stwierdziła, do rosołu. Boże.. Jak on nie cierpiał rosołu!

Złapał blondyna za włosy, kiedy ten jeździł językiem po jego torsie, co jakiś czas zachaczając o sutki. Z ust Nary wychodziły, dotąd nieznane światu, jęki i westchnięcia. Potem Naruto zjechał niżej. Shikamaru cicho zawył, czując nowe, przeszywające rozkoszą uczucie.

-Co to było? Shika?-zdziwiła się Yoshino.

-Co?-poderwał się Shikaku-Spokojnie. Pewnie Naruto i Shika eksperymentują i tyle.

-CO!?

-Spokojnie, kochanie! To nastolatek. Daj mu poeksperymentować. Przecież nie masz prawa go kontrolować...

-Słucham?!

Shikaku wiedział, że do jego żony tak się nie mówi.

-On jest już dorosły...

-A dopiero mówiłeś, że to nastolatek!

-Prawie dorosły! Daj mu na razie spokój. Niech się bawią i tyle.

-Oprzyj się o łóżko...-wyszeptał Naruto. Shikamaru posłusznie wykonał poleceni. Czuł, że blondyn jeszcze trochę go tam liże, a następnie wkłada palce.

-Co robisz?

-wyluzuj. Będzie mnie boleć.

-Boleć?

-Pierwszy raz zawsze boli. Czy to facet, czy mężczyzna.

-Byłeś kiedyś z kobietą?

-Nie, ale byłem kilka razy kobietą.-skłamał Naruto, nie mówiąc ani słowa o tym, że jest pierwszy raz, kiedy jest pełnoprawnym mężczyzną. Nie mogąc wytrzymać, położył ręce na jego biodrach i wszedł w niego szybkim ruchem.

Nara zagryzł wargę, czując ból w tylnej części ciała. Blondyn, biorąc przykład z ojca, poczekał chwilę, a potem dał się ponieść. Shikamaru po chwili poruszał się z nim w jednym rytmie, jęcząc słodko. Naruto już czuł się zwycięsko.

-Nie...-wymamrotał Nara, szokując blondyna-...nie we mnie...

-Ach!-uspokoił się Naruto, wracajac do posuwania geniusza. W ostatniej chwili się z niego wysunął, brudząc mu plecy z krzykiem. Shikamaru, czując gorący płyn, spływający mu po plecach, również doszedł.

Naruto usiadł cieżko na podłodze. Bycie seme jednak nie bardzo mu pasowało. Był jeszcze bardziej zmęczony. W końcu to on pracował! O nie. Nawet ból tyłka był wart bycia uke. Przynajmniej dla niego.

-Naruto?

-No?

-Podasz... chusteczki?

-Och! Jasne... Poczekaj chwilkę.

Blondyn sięgnął po paczuszkę ratujących skórę geniuszowi chusteczek. Sam wyczyścił mu plecy. Zrobiłby to na połysk, ale brunet poczuł chęć na papieroska i go bezczelnie zrzucił z siebie. Usiedli na łóżku nadzy, nie mając ochoty na ubieranie się.

-Przez ciebie i tak muszę się wykąpać...-marudził Naruto.

-Nikt nie kazał ci siadać w tym miejscu. Sasuke miał rację. Usurakontachi.

-Nie powtarzaj go! Pf...

-To był twój pierwszy raz... jako seme?

-Czemu pytasz?

-Szybko ci poszło.

Naruto spurpurowiał. Fakt, nie wytrzymał zbyt długo, ale to nie był powód do śmiechu. Kakashi ośmieszył się przecież jeszcze bardziej! Shikamaru pokiwał głową.

-Spoko. Dla mnie spoko. Jak mówiłeś... zawsze musi być ten pierwszy raz.

Naruto uśmiechnął się szeroko. Nagle Nara zaklął.

-Moi rodzice... cholera...

-Wyluzuj. Twój ojciec przytrzyma twoją matkę. Jest po naszej stronie.

Nara tak się zdziwił, że prawie wciągnął papierosa do gardła. Z trudem go wypluł.

-C-co?!

-No.. Nie wiedziałeś? Zresztą nieważne.

Blondyn zakopał się pod łóżkiem.

-No chodź!

Shikamaru westchnął i położył się obok niego. Miał nadzieję, że Naruto się nie myli i jego matka za chwilkę nie zrobi nalotu, aby poznać tą dziewczynę. Wpakował się w niezłe gówno.

Shikaku, zaniepokojony ciszą, zerknął do pokoju. Uśmiechnął się, widząc walające się dookoła ubrania i parkę na pobrudzonym spermą łóżku. Podszedł i okrył ich dokładniej. Zachichotał, na widok malinki na szyi syna. Oj... Shika dostanie szału. A co zrobi Kiba? Już nie kontrolując swojego śmiechu, wyszedł z pokoju. Nara zerknął na drżącego Naruto.

-O co mu chodziło?

-Um... O nic! Nie patrz zbyt szybko w lustro, okej?-poprosił niewinnie Naruto, zdając sobie sprawę ze swojej wpadki. Shikamaru wyskoczył spod kołdry i pobiegł, świecąc gołym tyłkiem, do łazienki. Blondyn zebrał się szybko, wskakując w spodnie, ale dając sobie spokój z bluzą i podkoszulkiem i wybiegł z pokoju.

-Dobry!-krzyknął do Yoshino i Shikaku, mijając ich zdumionych, a następnie wypadł z domu. Wtedy usłyszał wściekły głos. Wrzask.

-ZABIJĘ CIĘ!

„To tylko jedna malinka... Armagedon raczej nie nastąpi..." stwierdził niepewnie Naruto. Odpychał ludzi, przeskakiwał na głowami starszych pań, prześlizgiwał się pod nogami shinobi. W końcu dostrzegł swój ukochany azyl. Ziignorował drzwi i wskoczył przez okno do salonu. Zastał Minato i Asuma w środku partii... makao? Przewrócił oczami.

-E? Naruto?-zdziwił się jego ojciec. Próbował im to przekazać na migi, ale stwierdził, że marnuje czas.

-Jak wpadnie tu Nara, to mnie nie ma!

I rzucił się do pokoju zresztą ubrań w rękach. Zanim Asuma i Minato zdążyli przedyskutować to dziwne i niepokojące zjawisko, okno zostało wybite przez kogoś, kto wylądował na podłodze.

Shikamaru dyszał. Zdołał założyć na siebie jedynie spodnie, więc leciał na bosaka z gołym torsem. Naruto skulił się za ścianką w kuchni, bo nie zdążył dobiec do pokoju.

-ZABIJĘ CIĘ!-krzyknął, trzymając się za szyję.

-Przesadzasz!-odkrzyczał Naruto-To nie koniec świata! Za jakiś czas zniknie!

-I co mam niby robić przez ten czas?! Łazić z szalikiem jak Konohamaru?!

Asuma, chichocząc, podszedł do ucznia i szarpnął go za rękę. Minato upadł na dywan, śmiejąc się głośno, na widok sporej malinki. Shikamaru spłonął rumieńcem. Sarutobi wytrzasnął skądś książkę i rzucił nią w Namikaze.

-Przestań robić z siebie idiotę. Daj mu ten swój specyfik.

-Dobra, dobra... Za mną proszę.

Namikaze wziął nieszczęśnika pod rękę i poprowadził do łazienki. Naruto ich okrążył i stanął obok Asumy. Ten spojrzał na niego rozbawiony.

-Jak go uwiodłeś?

-Uwiodłem? Raczej zyskałem. Raz na jakiś czas bycie seme nie zaszkodzi.

-TY DRANIU! WYKRZYCZ TO, WIOSKA JESZCZE CIĘ NIE SŁYSZAŁA!

Minato znowu wybuchł śmiechem, a Asuma tym razem nie odstawał. Naruto skrzywił się lekko. Pomaszerował do pokoju, czując, że wkrótce nawiedzi go zły psi duch, chcąc się zemścić za kradzież jego zdobyczy.

Minato w tym samym czasie smarował szyję Shikamaru swędzącym specyfikiem.

-Co to jest?

-A, ciężko mi to wyjaśnić. Za dwie, trzy godzinki malinka zniknie. Jak Naruto się do ciebie dobrał, hm?

-Szkoda gadać. Przegrywał w szachy i się rozpłakał. A ja głupi obiecałem mu wszystko, byleby się zamknął.

Oto moja dwugodzinna praca. Niezbyt wciągająca, ale zawsze coś. Dobra, czekam teraz na natchnienie na następny chapek. :)