I kolejny rozdział za mną. Powiem szczerze, że jestem z nich coraz mniej dumna. A co do ogonka to tak. Na pewno się coś takiego pojawi w tej porąbanej historii.

Prywatna lekcja

Naruto westchnął. Gaara znowu marudził. Na to, że zniszczył mu spodnie. Na to, że jest zmęczony. Na to, że stracili trochę dnia. Na to, że musi marudzić, żeby wyrazić swoje zdanie. Na to, że blondyn przesadził. Na to, że skończyły się ciasteczka.

W końcu udało się zamknąć mu usta. Naruto odetchnął i przeciągnął się. Kazekage dopił sok i wpatrzył się w jakiś punkt za oknem.

-To... co chcesz dzisiaj robić?-zapytał Naruto.

-Ty jesteś moim przewodnikiem.

-Tak, ale to twój ostatni dzień. Wypada chyba, żebym uzupełnił twoje braki.

Gaara podrapał się w tył głowy.

-No nie wiem... Opowiedziałbyś coś jeszcze o klanie Uchiha.

-Uchiha? Szlag... Niewiele wiem. Ale mam pomysł! Zapytamy się samych Uchiha!-pstryknął palcami blondyn, jeszcze nie wiedząc, że lekcja nie będzie na ten temat. Gaara westchnął.

-U was to normalne?-spojrzał wreszcie na Naruto. Ten zdziwił się.

-Co jest normalne?

-Podglądanie ludzi przez okna.

Wskazał palcem na coś. To coś miało kształt. I siedziało na gałęzi tuż przy oknie. I się bezczelnie, zboczenie gapiło. Uśmiechało się. Miało szare włosy. Siwy zbok.

Naruto doskoczył do okna, otworzył je, złapał intruza za bluzę, wciągnął go do środka i rzucił na stół. Wyciągnął kunaia i zamachał nim groźnie.

-Dobra, co widziałeś?-zamruczał wrogo do nieproszonego gościa. Ten uśmiechnął się przepraszająco, co mogło oznaczać tylko jedno-Wszystko? Dobrze... Gaara, od czego zaczynamy? Od rozbijania paluszków czy zdarcia skóry?

Intruz poderwał się na nogi.

-Nie ma takiej potrzeby! Tsuna się nie dowie. Przyrzekam!-zawył.

-No... Mam taką nadzieję. Zboczek jeden. Nie miałeś kogo wciągnąć do łóżka wieczorem, erotomanie jeden?

-Nie bardzo... Wszyscy byli zajęci.

-Porywająca historia...-mruknął Gaara, tracąc zainteresowanie. Erotoman zaczął się puszyć.

-Wypraszam sobie!

-Wypraszaj sobie co chcesz. A teraz powiedz wprost, szukałeś szybkiego numerka, co Jiraiya?-zapytał prosto z rury Naruto. Siwy pokiwał głową, patrząc to na jednego, to na drugiego i stosując arcy-zakazane „Technika Psich Oczek". Na jego nieszczęście, to Naruto był wynalazcą tej techniki i nie zamierzał się na nią złapać. Ale Gaara był za to bezbronny.

-Słyszałem... że masz niezły sprzęt.

-Nie no... NAPRAWDĘ?! Gaara! Mamy napięty rozkład dnia!

-Jakbyś mnie nie przetrzymywał w łóżku...

-Ja cię przytrzymywałem? Coś nowego, naprawdę.

-A nie? To oczywiste, że to twoja wina.

-MOJA?! To przez ciebie wczoraj babunia prawie mnie zabiła. PRZEZ CIEBIE musiałem wyciągać od Iruki te cholerne ciastka. I na sam koniec, musiałem udawać słodkiego szczeniaczka, który nie umie się gniewać.

-Tak. A ty jak zawsze tylko o sobie. Jakbyś nie zauważył, to TY mnie wczoraj pobiłeś poduszką. To TY mnie naćpałeś tymi ciasteczkami i to TY mnie zgwałciłeś.

Jiraiya przysiadł na stole, oczekując na dalszy ciąg. To zapowiadało się na bardzo ciekawą kłótnię. Uśmiechnął się lekko i oblizał wargi.

-Ach, JA?! A kto zaczynał?! Nie! Czekaj! Ja wiem! Bez-brwiowe, aroganckie emo, które nie wie, że trzyma się swojego kompana bez względu na wszystko!

-Doprawdy!? To ty dałeś się wyciągnąć przez gromadkę uchachanych dziewczyn, kobiet, wdów, staruszek i parę sześciolatek. Pominę to, że to one starały się ciebie zgwałcić. Naprawdę sądzisz, że jestem aż takim samobójcą, żeby ingerować w tak niebezpieczne sytuacje?! Sam się tak ubrałeś, miałeś za swoje. Poza tym dostałem lepszą propozycję!

-Tak, tak.-zacmokał blondyn-Itasia na biurku Hokage... Hm... A może to ty na biurku, co?

-Zamknij się!

Kompletnie zignorowali Jiraiyę.

-Teraz mam się zamknąć, ciastkojadzie?

-To ty mi podsunąłeś te cholerne ciastka! Jak dorwę Irukę...

-To co!? Trzymaj się od niego z daleka albo potraktuję cię tak, że przez miesiąc nie usiądziesz na swoim wypielęgnowanym tyłeczku!

-Tylko spróbuj... Już ja ci pokażę!

-Śmiem wątpić.

-Wątp dalej. Ale na pogrzeb nie przyjdę.

-Nie będziesz musiał. Będziesz przecież głównym obiektem zainteresowania. I martwym.

-Żarty się ciebie trzymają, blondynie?

-Sugerujesz coś, bez-brwiowy?

-Idiota.

-Emo.

-Debil.

-Piaskowiec.

-Łamaga.

-Sexi bomba.

-Gn... CO?!

Naruto zaczął się śmiać.

-Wiedziałem, że cię na to złapię! Hahahaha!

Gaara nie wiedział, co może tu rozwalić. Wolał się nie narażać na Tsunade. Jego wzrok padł na wesołego Jiraiyę. Zmrużył oczy i złapał go w swój piasek.

Tsunade w lekkich podskokach szła do rezydencji, w której umieściła Kazekage i Naruto. Była zadowolona, bo ktoś zrobił jej prezent i wypucował jej biurko do czysta jakimś specyfikiem o zapachu róż. Chciała poznać tego, kto się tak bezinteresownie poświęcił dla jej dobra.

Wtedy usłyszała trzask. Zobaczyła, jak drzwi wejściowe rozpadają się na małe kawalątka, a znajomy erotoman ląduje tuż pod jej nogami. Dosłownie.

-JIRAIYA!-odskoczyła, kopiąc go i posyłając do pobliskiego parku drogą powietrzną. Zauważyła wkurzonego Gaarę i zataczającego się w przejściu Naruto. Westchnęła. Cały jej dobry humor znikł w ciągu kilku sekund.

Sasuke patrzył wściekle na Itachiego. Nie rozumiał, dlaczego ten ciągle mu odmawiał.

-Powiedziałem: nie, ototou. Sprawy sercowe załatwiaj sam. Mnie do tego nie mieszaj. Mogę ci co najwyżej dać parę lekcji, jeśli chcesz.

-Itachi! Ja potrzebuję twojej pomocy! Sam nie dam rady!

-Bzdura. Naruto jest miękki jak masełko. W moment go rozpracujesz.

-Itachi! Ja nie chcę jednorazowej przygody, ja go... ja go...

-Poćwicz wymawianie tego zdania do lustra. Potem startuj do blondynka.

Starszy Uchiha uznał temat za zamknięty i przeszedł do salonu, aby dopić swoją herbatę. Ledwo co usiadł na fotelu, kiedy Sasuke wylądował mu na kolanach. Patrzył na niego skopiowaną od Naruto techniką. Za jej używanie powinno się lądować w więzieniu.

-Ototou. Nie rozumiem, po co ci moja pomoc. Przecież znasz Naruto lepiej niż ja.

-Ale... Ja się nie znam na TYCH sprawach!

-A ja się znam?-wybuchł śmiechem Itachi, wylewając na siebie gorącą herbatę. Dopiero po chwili się o tym dowiedział, kiedy coś zaczęło go parzyć. Zrzucił z siebie brata i obiegł cały pokój piszcząc jak dziewczynka, aż w końcu udało mu się zdjąć mokrą podkoszulkę. Sasuke westchnął.

-Masz rację. Pytanie ciebie o radę to samobójstwo. Uderzę do jego ojca.

-E?! Pogięło cię!? Minato mówi Naruto wszystko! Na odwrót też...

-Skąd wiesz?

-Po prostu wiem. To najgorszy możliwy pomysł. Ototou, jest tu fotel, kanapa i dwie pufy, a ty siedzisz na podłodze.

-Jest wygodniej...-burknął cicho Sasuke, krzyżując ramiona. Itachi, po krótkiej chwili zastanowienia, postanowił do niego dołączyć. Przez chwilę siedzieli naprzeciwko siebie, a potem po prostu się na siebie rzucili.

-Nienawidzę cię, aniki...-mruknął cicho Sasuke, pozbywając się swojej podkoszulki. Itachi szybko zdjął mu spodnie. Przejechał palcami po torsie, drażniąc co jakiś czas sutki. Z ust młodszego bruneta wydobywały się słodkie jęki.

-Jesteś pewien, że możemy tak wejść?-zapytał Gaara, kiedy wślizgnęli się do domu Uchiha przez okno w kuchni. Naruto wzruszył ramionami i złapał za jabłko, które leżało w pobliskiej misce. Podrzucając je, ruszył do salonu, a Kazekage dopiero po pewnym czasie podążył za nim.

To co zastali, nie zszokowało żadnego. Mieli już w końcu jakieś doświadczenie. Minęli ich cicho i usadowili się na fotelu (Gaara musiał się zadowolić oparciem, bo wielki Naruto musiał gdzieś posadzić swój tyłek).

Itachi i Sasuke w ogóle nie zauważyli intruzów, kontynnując pieszczenie się. W końcu starszy zjechał ustami w dół. Z początku drażnił brata ósemeczkami, a potem zlitował się nad nim i wziął go do ust. Sasuke krzyknął cicho.

Naruto połknął kolejny kawałek jabłka i zachichotał, kiedy usłyszał, jak Sasuke wydaje starszemu bratu rozkazy. Ten robił wszystko, aby zadowolić swojego ototou. Gaara podrapał się po głowie, zastanawiając się, jak ktoś może być tak bardzo pomiatany, ale szybko sobie przypomniał o poprzedniej nocy i zrezygnował z dalszych dochodzeń.

W międzyczasie, Itaś zdołał zdominować aroganckiego braciszka i posadził go sobie na kolanach, kończąc tym samym grę wstępną. Sasuke podrapał go po plecach, kiedy ten kontrolował tempo. Oboje jęczeli głośno, co jakiś czas dając znać sąsiadom, że są zajeci. Wciąż jednak nie zauważyli intruzów, którzy oglądali ich występ z niemałym zainteresowaniem.

W końcu Sasuke wrzasnął, brudząc umięśniony brzuszek Itachiego. Ten postanowił, że nie zostanie mu dłużny i w ostatniej chwili z niego wyszedł. Oboje przez chwilę kiwali, tuląc się.

-Możemy przejść do ważniejszych rzeczy?

Oboje bardzo wolno odwrócili swoje głowy. Naruto bawił się ogryzkiem, a Gaara starał się nie patrzeć na nich.

-Chociaż...-zaczął blondyn-Gdybym wiedział, że tak blisko mam darmowe porno...

Sasuke zerwał się i pobiegł do łazienki zarumieniony. Naruto zamrugał. Spojrzał na Itachiego.

-Coś nie tak?

-Ech... Ciężka sprawa. To o co chodziło?

-Gaara...

-Już o nic. Tak się składa, że muszę wcześniej wrócić do Suny. Jeszcze mnie Temari zabije, jak zobaczy z czym wróciłem.-mruknął cicho i ruszył do drzwi. Itachi zachichotał, ale Naruto złapał go w połowie drogi.

-Nie odchodź! Ona mnie zabije!

-Wyluzuj. Wyrażę się o tobie przychylnie i zapomnę, przynajmniej częściowo o tym, jaką mi karę wczoraj zaserwowałeś.

Itachi nadstawił ucho, ale Gaara już zniknął, zostawiając roztrzęsionego Naruto na podłodze. Myśl o tym, co może mu zrobić Tsunade przekraczała jego granice.

-Zaraz do ciebie wrócę, muszę tylko coś sprawdzić.-powiedział i podszedł do drzwi łazienki. Nacisnął na klamkę. Nic. Mocniej. Nic.

-Sasuke, otwórz.

Nic.

-Otwórz te pieprzone drzwi!

Nic. Itachi cofnął się i wyłamał drzwi kopniakiem. Naruto pomyślał, że był bardzo seksowny podczas tej akcji. Zwłaszcza, że wciąż świecił gołym tyłkiem na wszystkie możliwe strony. Pokręcił głową i starał się usłyszeć, o czym nawijają, ale nic mu to nie dało.

W końcu Itachi powrócił, a Sasuke poczłapał do swojego pokoju. Naruto przeniósł się na swój fotel, zastanawiając się, o czym rozmawiali. Niestety, ubiór sąsiada bardzo mu przeszkadzał.

-Zamierzasz coś dzisiaj na siebie założyć, czy...

-Przeszkadza ci to?-wymruczał cichutko Itaś.

-Zboczeniec...-zaczął, ale zamilkł na widok ubranego Sasuke. Warto wspomnieć, że jego ubrania wciąż walały się na podłodze. Podszedł do Naruto i pochylił się nad nim.

-Możemy gdzieś pójść?

Naruto poruszał niemo ustami, nie mając pojęcia, o co mu dokładnie chodzi. W końcu trochę się od niego odsunął i uśmiechnął się przepraszająco.

-No wiesz, Sasuke... Dziś... hehe... nie mogę! Muszę zrobić... te... no... zakupy! Właśnie! Muszę zrobić zakupy! To ja spadam, narka!

Sasuke i Itachi ze zdumieniem obserwowali, jak blondyn się zmywa. Potem młodszy brunet zerknął na brata swoim Sharinganem.

-To... twoja... wina...

-O nie ototou. Nie moja wina, że jesteś beznadziejny w zalotach.

Naruto uderzył w Uchihe z całej siły. Trwał właśnie sparing pomiędzy nimi. Najgorsze, że oboje nie mogli się przełamać do użycia bardziej niebezpiecznych środków, a Kakashi to widział i chichotał. Sakura jak zwykle dopingowała Sasuke.

Na nieszczęście całej drużyny 7, Gai i Lee wybrali niedalekie pole na swój trening młodości, cokolwiek miało to znaczyć. Pewne jednak było, że pozostanie tam jedynie jakiś krater. Sądząc oczywiście po wybuchach i trzęsieniach ziemi.

Naruto zaklął soczyście, kiedy ziemia osunęła mu się spod nóg, a parę drzew poleciało na resztę drużyny. Zanim zdołał coś zrobić, kątem oka zobaczył jeszcze grubą gałąź, poczuł zimno i odleciał w ciemność.

Sasuke przeklinał Gaia, Lee, ich młodość i te zielone kombinezony. Zastanawiał się, co oni do diabła zrobili. Wtedy zobaczył coś, co go zmroziło do pięt. Naruto oberwał wielką gałęzią i wpadł do wody. Niesiony prądem oddalał się coraz dalej, tracąc przytomność.

Uchiha biegiem rzucił się za nim i wskoczył do lodowatej cieczy. Z trudem złapał powietrze i podpłynął do blondyna. Temu jednak zebrało się na żarty i postanowił zanurkować. Sasuke nie wiedział, że woda jest tu taka głęboka. Z trudem złapał Naruto za bluzę. Potrząsnął nim, ale ten wciąż był nieprzytomny. Jeszcze raz. I drugi. W końcu powieki blondyna uniosły się. Natychmiast zaczął się dusić.

Sasuke przycisnął wargi do wiśniowych ust Naruto. Jednocześnie zaczął się odpychać w stronę najbliższego brzegu. Nawet nie zauważył, jak zwykła wymiana tlenu przeszła w namiętny pocałunek. Ich języki bawiły się w egzotycznym tańcu, pozwalając sobie na coraz więcej.

Przerwał im jęk rozpaczy i niedowierzania. Oderwali się od siebie. Dopiero teraz zorientowali się, że leżą...no cóż, nadzy na brzegu. Kakashi zwijał się ze śmiechu pod najbliższym powalonym drzewem, a Sakura płacze na ziemi. Naruto chciał coś do niej powiedzieć, ale ta uciekła. Hatake pozbył się łez z policzka i podszedł do nich.

-Daj jej trochę czasu. Musi to przetrawić. Ale nie przeszkadzajcie sobie. Proszę, ja poczekam.

-Nie. Co się stało z ubraniami?-zapytał Sasuke.

-Jak to co? Zerwaliście je z siebie.

-Serio?-wybałuszył oczy Naruto. Kakashi pokiwał głową.

-Nie gap się, do niczego nie dojdzie.-warknął do niego Uchiha, podnosząc się i nie wierząc w wersję senseia. Coś mu tu nie pasowało. Srebrnowłosy westchnął.

-W takim razie radzę się pospieszyć...

-Przegapiliśmy coś?-zapytał się blondyn.

-Nie. Ale gacie wam odpływają.-wskazał palcem na znikające z prądem kawałki ubrania. Z dziewczęcym piskiem rzucili się za nimi, przy okazji wyławiając pozostałe części ubrań. W końcu, trzęsąc się z zimna, powrócili do Kakashiego.

Naruto spojrzał skołowany na trzymane przez niego bokserki. Czarne z wachlarzem na tyłku... Przecież on takich nie miał!

-Dobe, to moje.-powiedział Sasuke z dziwnym rozbawieniem i rzucił mu jego. Naruto odetchnął, widząc pomarańczowe bokserki z liskami. Przytulił je do siebie z rozczuleniem.

-Już nigdy was nie zostawię...-wymruczał, wkładając je powoli. Kakashi i Sasuke przesłali sobie rozbawione spojrzenia, ale postanowili, że pozostawią to bez komentarza.

Blondyn kichnął po raz tysiąc pięćdziesiąty tego wieczoru. Obserwował, jak Itachi powoli wszystko szykuje na dzisiejszą imprezkę. Wylosował tzw. „Zadania". Naruto był pierwszym gościem, ponieważ Sasuke go przytargał tu znad rzeki. Naprawdę, był strasznie irytujący od tamtej pory. Zastanawiał się jednak, co się dzieje teraz z Sakurą.

Wspomniana różowłosa panienka postawiła z sadystycznym uśmieszkiem manekin w małej uliczce, niedaleko rezydencji Uchiha. Sięgnęła po kunaia.

-A MASZ SASUKE!-wrzasnęła, wykonując pchnięcie-ZDRAJCA! CIACH! GEJ! CIACH! DUPEK! CIACH!

W końcu manekin został rozerwany na strzępy. Sakura, ignorując sparaliżowane cienie za sobą, wyciągnęła z cienia jeszcze jeden manekin.

-NIECH CIĘ SZLAG, NARUTO! CIACH! JAK CIĘ DORWĘ... CIACH!... TO POŻAŁUJESZ... CIACH!... ŻE SIĘ URODZIŁEŚ... CIACH... TY GNOJU!

-W mordę...-szepnął Kiba.

-Chyba trzeba ich ostrzec...-mruknął niepewnie Shikamaru.

-Ja nie idę tą uliczką.

-Ja też nie.

Oboje zawrócili, szukając innej drogi do domu Uchihy.

I na razie to tyle. Bwaaah! Głupia chemia. Nie będę się jej uczyć. Nie! Bunt! A wy dawać opinie! Buahaha! A teraz na serio. Dziękuję za uwagę.