Je deteste francais.

Naprawdę, nauka mnie wykańcza. Ale ale! Skończyłam ten rozdział i mogę odetchnąć. Przynajmniej do jutra,przed sprawdzianem z francuskiego. Nie jest taki zły, ale naprawdę, mógłby być trochę mniej upierdliwy.

Cieszę się, że mam fankę. Patrzyłam na obie strony, ale nie znalazłam nic interesującego dla siebie. Może kiedyś jeszcze raz luknę.

A oto... 11!

Noc zakazanych rzeczy

Szli już od dobrej godziny. Wioska była już daleko za nimi, a Sasuke na dodatek ciągnął go pod górę. W końcu blondyn upadł na kolana, dysząc.

-Sasuke, czekaj chwilkę...

Uchiha wziął go na ręce. Na chwilę Naruto zapomniał, że musi oddychać. Utonął w tych onyksowych oczach. Zwykle promieniowały one dyscypliną, surowością i brakiem uczuć, ale teraz... Można było ujrzeć tą delikatność.

Sasuke zaś nurkował w morskich tęczówkach, chcąc na zawsze zapamiętać ten niewinny i zakłopotany wzrok. Chciał schować to stworzonko daleko od okrutnego świata shinobi, kochać go do końca życia, nie pozwolić, żeby kiedykolwiek stała mu się krzywda. On był jego. I tylko jego.

Brunet ruszył biegiem pod górę, a Naruto odruchowo owinął ręce wokół jego karku, na wypadek, gdyby ten go upuścił. Sasuke bez problemu omijał drzewa, łamiąc każdą gałąź, która mogła chociażby zadrapać jego blondynka.

W ostatniej chwili wychamował przed urwiskiem. Podszedł do dziwnie przekrzywionego drzewa, które sprawiało wrażenie, jakby za chwilę miało skoczyć w otchłań. Wskoczył na najgrubszą gałąź i posadził na niej blondyna. Zorientował się, że ten cały czas patrzy na niego. Delikatnie skierował jego twarz palcami w stronę krajobrazu pod nimi. Naruto aż zachłysnął się powietrzem z zachwytu.

Pod nimi rozciągała się połowa Kraju Ognia, a w oddali widzieli światła, które oświetlały wioskę. Uchiha usiadł obok Naruto. Blondyn spojrzał na niego z uśmiechem.

-Piękne.

-Mówiłem ci. Jesteś pierwszą osobą, której pokazałem to miejsce.

-Naprawdę? Dlaczego?

Sasuke zarumienił się. Naruto naprawdę nie potrafił tego przetrawić. Uchiha się rumieni. R.U.M.I.E.N.I. Ten drań się rumieni.

-To skomplikowane...

Blondyn wplótł palce w jego czarne jak noc włosy i przyciągnął go do siebie. Zastopował, kiedy ich wargi były bardzo blisko.

-Kochasz mnie, prawda?-szepnął cichutko. Sasuke zamrugał kilkakrotnie.

-Skąd wiesz?

-Sasuke.-powiedział twardo Naruto, odsuwając się-Ja wiem, że wy myślicie, że jestem głupi i niedorozwinięty. Prawda jest taka, że ja widziałem zaloty Hinaty. Ale ona mi się nie podoba, a nie chciałem jej zranić. Co oznacza, że nie zauważenie twoich podchodów graniczyło ze ślepotą.

Sasuke spuścił głowę. Naruto po raz kolejny się zbliżył.

-Wiesz, jaka jest różnica pomiędzy tobą i Hinatą, Sasuke?

-Nie.

-Taka, że tobie dam szansę. Lubię cię. Nawet czasami nie wiem, jaka jest granica lubienia cię. Chcę wiedzieć, czy to, co czuję do ciebie, jest czymś więcej.

-Koi...

-Oi, nie pozwalaj sobie jeszcze na takie stwierdzenia.

Uśmiech Naruto utrwalił Uchihę w przekonaniu, że podobało mu się to tak, czy siak. Mając dosyć tej rozłąki, pocałował blondyna delikatnie, jakby się bał, że ten zaraz się rozpadnie. Przygryzł lekko jego wargę. Naruto otworzył usta w zachęcającym geście, zapraszając kochanka do środka. Sasuke nie miał najmniejszego zamiaru odrzucić to zaproszenie.

Jego język niemalże dżentelmeńsko wślizgnął się do środka, badając każdy zakątek. Kilkakrotnie zaczepił język blondyna, a ten zareagował natychmiastowo i przyłączył się do zabawy. Sasuke ropzływał się, nie wiedząc, dlaczego wyczuwał smak truskawek, a nie ramenu. Czyżby blondyn zmienił swoje ulubione żarcie?

Naruto zdziwił się, kiedy poczuł smak mięty i gorzkiej czekolady. Połączenie było dla niego wyjątkowo przyjemne i z pewnością nie chciał tego kończyć zbyt szybko. Wysunął palce z włosów bruneta i objął go w pasie, jakby ten miał zaraz uciec. W zamian to Sasuke zaczął głaskać jego krzaczaste włosy, nie pozwalając mu odsunąć się chociażby o milimetr.

Jednakże biologia ciał upomniała się o zapomniane przez nich powietrze i ze świstem się oderwali od siebie. Patrzyli się sobie w oczy z niebywałą delikatnością. Sasuke pochylił się nad kochankiem i scałował całą jego twarz, szczególną uwagę poświęcają nosowi blondyna. Naruto nie chciał zostać dłużny i od razu przyssał się do szyi bruneta. Z ust Uchihy wydobył się cichy jęk.

-Kocham cię...-wymruczał mu do ucha i zmusił, aby ten położył się na plecach na gałęzi. Kunaiem zdarł z niego ubrania, uznając, że skoro należą do niego to może z nimi zrobić to, co mu się żywnie podoba. Naruto szybko pozbył się jego bluzy, uwalniając nagi tors bruneta.

Sasuke przygryzł delikatnie ucho blondyna, a następnie zjechał językiem do jego brzucha, większość uwagi poświęcając pępkowi. Naruto jęknął, czując, że podniecenie powoli bierze nad nim całą władzę. Uchiha postanowił się zająć jego problemem. Lizał, ssał, całował. Ciche krzyki kochanka utrwaliły go w przekonaniu, że blondyn jest szczęśliwy. Tyle mu na razie wystarczało.

-Sasu... Aaaaach... Taaak! Jeszcze... och...

Brunet uśmiechnął się, przyspieszając ruchy i doprowadzając powoli kochanka do szaleństwa. W pewnym momencie poczuł, że usta wypełnia mu jakaś substancja. Nie mając wielkiego wyjścia, połknął ją, odkrywając, że też ma w sobie coś z truskawek.

-Sasuke?-zapytał cicho Naruto, kiedy Uchiha zaczął się w niego wpatrywać-Zamierzasz na mnie patrzeć, czy się ze mną pieprzyć?

-Ani jedno, ani drugie.

Naruto zamrugał, nie rozumiejąc, do czego zmierza jego kochanek.

-Zamierzam się z tobą kochać.

Sasuke pozbył się dolnej części ubrań i przyciągnął do siebie blondyna, sadzajac go sobie na kolanach. Złączyli usta w długim i delikatnym pocałunku, po raz kolejny badając wnętrza swoich ust i bawiąc się językami. Ich dłonie błądziły po nagich ciałach kochanków, szukając najbardziej wrażliwych miejsc. Naruto odkrył, że takim miejscem u bruneta są uszy.

Blondyn syknął, kiedy Uchiha zaczął go powoli opuszczać na swoją męskość. Kiedy już się znalazł w nim cały, nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. To uczucie przekraczało wszelkie jego wyobrażenia. Był taki gorący, ciasny... Powolutku i delikatnie się w nim poruszał.

-Szybciej...-wystękał blondyn między jękami. Sasuke pokręcił głową.

-Nie. To nie będzie szybki numerek.

Naruto chciał zaprotestować, ale Sasuke odkrył jego najwrażliwszy punkt i blondyn wygiął się w łuk, krzycząc z rozkoszy. Zacisnął palce na karku bruneta, całkowicie się poddając i błagając jedynie, aby znowu to zrobił. Uchiha nie miał serca się przeciwstawić. Starał się dać swojemu kochankowi jak najwięcej przyjemności. Powstrzymywał się od dojścia, aby się upewnić, że Naruto będzie pierwszy. Kiedy wyczuł, że o brzuchu spływa mu jakiś płyn, poddał się, ale nie zdążył wyjść z chłopaka i doszedł w nim.

Przez chwilę siedzieli nadzy, tuląc się do siebie. Sasuke zastanawiał się, jak powiedzieć blondynowi o tym, że ich ubrania odleciały w daleką podróż.

-Może się już ubierzemy?-zapytał nagle Naruto, patrząc na Uchihę swoimi błękitnymi oczętami. Sasuke zagryzł lekko wargę.

(*)

Iruka ciągnął Saia z uśmieszkiem do swojej sypialni. Ten nie bardzo wiedział, jak się ma zachować przy nim. Żałował teraz, że nie przeczytał tej książki „Jak obchodzić się ze szczeniaczkami". Umino pchnął go na łóżko.

Pochylił się nad nim i pocałował go lekko w usta, przy okazji zrywajac z niego ubrania, które tak długo nakładał. Sai jęknął, czując, że traci panowanie nad sytuacją. Iruka dwoma palcami zaczął masować płatek jego ucha, a z ust artysty zaczęły wydobywać się słodkie mruknięcia. Umino jednym ruchem ściągnął swój podkoszulek i wrócił do badania ciała bruneta ustami. Zjechał językiem na jego sutki. Zaczął je lizać i lekko podgryzać.

-Aaach... czekaj!... ja... chcę... oooch... być górą...

-W twoich snach.-mruknął Iruka, obiecując sobie, że tylko Kakashi będzie jego seme. W stosunku do innych – nigdy nie podda się bez walki. Czując, że Sai za chwilę zacznie się rzucać, wsunął kolano między jego nogi, lekko naciskając na krocze bruneta.

-Nie chcesz tego?-zasmucił się teatralnie Iruka-Żebym był w tobie? Taki gorący, a ty wiłbyś się w rozkoszy... Nie chcesz?

-Och... Jeszcze... Tak...

-Tak co?-zapytał Umino, przerywając lizanie sutków Saia. Ten jęknął z niezadowolenia.

-Chcę!-krzyknął, poddając się pieszczotą delfinka Kakashiego. Przeklinał go, że to on uwiódł takie ciacho. Iruka pozbył się swoich dolnych partii ubrań i z powrotem wślizgnął się między uda Saia. Ten cicho sapnął. Rzadko bywał uke i nie był do tego przyzwyczajony. Widział dziki błysk w oczach Umino, więc spodziewał się ostrej jazdy.

Bycie nauczycielem uczy bycia przewidywalnym. Iruka miał już sporo lat nauczania za sobą, więc z łatwością wychwycił błysk zaniepokojenia w oczach artysty. Zmienił plan i schylił się, liżąc stojącą męskość Saia. Ten wygiął się w łuk, jęcząc głośno. Umino po chwili wziął go w usta, dając kochankowi trochę więcej rozkoszy.

Sai wplótł palce w miękkie włosy Iruki, przygryzając wargę. „Cholera... on jest w tym... taki dobry... Kibę szlag trafi... jak mu o tym powiem..." wymamrotał w myślach, nie będąc w stanie złożyć logicznego zdania w ustach. Wtedy wrzasnął, kiedy doszedł w ustach Umino.

Zabrał trochę spermy ze swoich ust, a resztę połknął. Palce pokryte białą substancją włożył do dziurki Saia, a cicho jęknął. Iruka pocałował go, aby odciągnąć jego umysł od nieprzyjemnych ruchów. W końcu sam zaczął się dopominać. Wtedy Umino zastąpił palce swoim członkiem.

Sai objął go nogami w pasie i przyciągnął twarz do pocałunku. Z początku Iruka robił to wolno, żeby jego kochanek się przyzwyczaił, ale potem pożądanie pozbawiło go resztek zdrowego umysłu. Zaczął go posuwać ostro, mocno i szybko. Powoli odpływał, a otoczenie powoli tonęło w mroku. A po chwili wszystko rozbłysło ostrym światłem, kiedy Iruka spuścił się do wnętrza Saia. Ten, czując w sobie ciepło, również nie wytrzymał.

Ciężko dyszeli. Leżeli obok siebie, gapiąc się uparcie w sufit. Sai zawstydzony, Iruka zadowolony. Nie mógł się doczekać, aż pochwali się Kakashiemu. Nagle artysta odchrząknął.

-Wiesz... Czytałem w takiej jednej książce, że kiedy mężczyzna jest nazbyt podniecony...

-Zamknij się, Sai.

(*)

Shikamaru przeczuwał, że dzisiejsza noc będzie piekłem. Kiba wyciągnął od Yamato jego mieszkanko, żeby żadna nadopiekuńcza matula nie zechciała sprawdzić, czy śpią jak niemowlęta. Oboje wcześniej przewidzieli, że nie wrócą do domu na noc, więc oboje wcisnęli rodzicom kity. Tsume dowiedziała się, że Kiba ma sierściofobię i musi iść w związku z tym na korepetycje do Shino. Za to Shikamaru wymamrotał coś w stylu, że Ino ma go nauczyć nowego stylu czesania. Obie matki postanowiły nie wnikać.

-A więc...-zaczął Kiba, rozglądajac się po mieszkaniu-...nie możemy tego zrobić na stole, na podłodze, na kanapie, na łóżku, w kuchni...

Shikamaru zamrugał.

-Zostaje łazienka...-mruknął Nara po chwili. Inuzuka rozpromienił się i natychmiast pociągnął partnera do danego pomieszczenia. Shikamaru pożałował, że mu się opierał, bo szurał po podłodze. A jakiś idiota musiał położyć w łazience poślizgowe płytki i jeszcze walnąć dywanik, no bo czemu nie? Cholerny morderca i sprawca bolącego tyłka jeszcze przed konkretną akcją.

Kiba poleciał do prysznica i zaczął majstrować przy kurkach, co skończyło się tym, że jeden odpadł. Inuzuka podrapał się po głowie i niepewnie odłożył go na umywalkę. Wtedy zauważył, że Shikamaru leży na podłodze i się na niego gapi.

-Co ty robisz? Nie wylegiwuj się! To nie pora na drzemkę! A na podłodze nam nie wolno. No chodź!

Nara ze stęknięciem się podniósł. Na jego nieszczęście, drzwi dalej były uchylone i wstając, przywalił głową w klamkę, która również odpadła. Shikamaru pomasował sobie tył głowy i podreptał do Inuzuki. Ten tupał niecierpliwie. Widząc, że partner jest w zasięgu jego palców, zaczął ściągać z niego ubrania i wepchnął go pod wodę. Pech Nary najwyraźniej nie miał końca, bo to był wrzątek.

-GOOOORĄCEEE!

Shikamaru wyskoczył z prysznica na Kibę, powalając go na podłogę. Ten westchnął.

-To czemu nie zmieniłeś temperatury?

-Bo jakiś debil urwał kurek.

Kiba prychnął i zrzucił z siebie Narę. Sam zaczął się rozbierać, ignorując jęki boleści Shikamaru. Kiedy skończył zrzucać ciuchy, obejrzał się jeszcze, sprawdzając, czy wszystko ma na miejscu, a potem uregulował wodę na znośną. Leniwiec po raz kolejny został pociągnięty pod prysznic. Tym razem było okej.

Inuzuka zaczął napierać ustami na jego wargi, jednocześnie zasuwając ściankę prysznicu. Samo to, że znowu dostanie to zwinne ciałko go podniecało. „Delikatnie" zachęcił Shikamaru, aby ukląkł i zrobił swoje. Ten mruknął coś w stylu: „upierdliwe" i zabrał się do pracy, na przemian liżąc i ssając jego męskość.

Kiba jęczał głośno, łapiąc partnera za włosy i nadając mu własny rytm. Shikamaru w ostatniej chwili zrobił unik i sperma Inuzuki spłynęła razem z wodą.

-Co to miało być?

-Nie marudź...-mruknął Shikamaru. Odwrócił się, opierając się o ścianę ( tą normalną). Kiba zawarczał i wziął to, co należało do niego. Słodki tyłeczek Nary. Jego tempo zupełnie nie podobało się leniwcowi, ale szybko skończył.

-Twoja wina...-stwierdził Inuzuka, bojąc się, że wypadł z formy. Shikamaru odetchnął i oparł się o ściankę (tą nieprawdziwą). Dzisiejszy pech okazał się dla niego bezlitosny, kiedy wypadła z przytrzymujących ją ram, a Nara poleciał za nią. Przy okazji podłoga po raz kolejny udowodniła, że ma właściwości poślizgowe. Shikamaru nawet by się cieszył, że może trochę „pojeździć na sankach", gdyby nie wrąbał się w ścianę.

-Ty... Brałeś coś, nie?

Shikamaru postanowił nie odpowiadać. Złapał za swoje ubrania i, chlapiąc wszędzie wodą, wyszedł, trzaskając uprzednio drzwiami. Zawiasy uznały, że należy dopełnić czarę pechostwa i odmówiły posłuszeństwa. Kiba obejrzał łazienkę i uznał, że Yamato go rozszarpie...

(*)

Jiraiya i Asuma obijali się o ściany, próbując dojść do sypialni. Kiedy po raz kolejny wylądowali na podłodze, uznali, że to wystarczajaco dobre miejsce. Sarutobi nie mógł się równać z siłą Sannina, więc odpuścił sobie walkę. Po prostu rozłożył nogi i zacisnął dłonie na karku mężczyzny. Jiraiya obdarowywał jego szyję i tors namiętnymi pocałunkami i lekkimi ugryzieniami.

Czując, że ma teraz dostęp... do niego, szybko się w niego wbił, czując niewyobrażalną ulgę. Korytarz wypełnił się ich nieokiełznanymi jękami i warknięciami. Oraz przekleństwami. Asuma miał ostry język, kiedy przychodził czas na seks. Nie mogąc wytrzymać napięcia, ugryzł Sannina w ucho, a po jego szyi spłynęła strużka krwii. To jeszcze bardziej podnieciło olbrzyma.

Co chwilę zmieniali tempo, chcąc utrzymać zabawę jak najdłużej. Ręka Jiraiya błądziła po penisie Asumy, pieszcząc, drażniąc lub powstrzymując. W pewnym momencie spletli swoje języki w powietrzu, próbując wymyślić dla nich oryginalne tańce. W końcu złączyli swoje wargi. Wtedy Sannin stracił czujność i Asuma z wrzaskiem doszedł. Jiraiya chciał jakoś to naprawić, ale wyraźnie potrzebował chwili, więc odpuścił i wyzwolił swoje pożądanie.

Przez chwilę leżeli, dysząc. Wtedy rozległo się pukanie.

-Asuma? To ty? Wszystko w porządku?

-O kur... Kurenai!

-Zrób coś!-przeraził się Jiraiya. Sarutobi natychmiast rzucił się z nim do sypialni. Wepchnął Sannina do szafy, a sam wskoczył w pierwsze lepsze bokserki i zleciał na dół. Otworzył Kurenai i uśmiechnął się najbardziej niewinnie jak potrafił.

-Co jest, Kurenai?-zagadnął. Ta zlustrowała go.

-Co się stało?

-O co ci chodzi?

-Masz siniaki.-wskazała na parę fioletowych plan.

-Em... Spadłem ze schodów. Taki pech...

-A to?-wskazała na coś na szyi.

-Em... e... Kot mnie podrapał. Takie... e... kocisko.

-To co to jest?-wskazała na odbrobinę białego płynu na brzuchu.

-Mleko. Piłem... kakao... i...e... trochę mi... się... wylało.

-Aha. Czemu się tak wydzierałeś?

-E... Spałem... pewnie... miałem koszmary. Tak, miałem koszmary. Obudziłaś mnie i za to ci dziękuję.

-Yhym. No cóż, widzę, że wszystko okej.

-Tak, tak.

-To... ja już pójdę.

-No to pa!-uśmiechnał się i zamknął drzwi. Kurenai westchnęła i ruszyła swoją drogą. „Co za idiota. Myśli, że ja nie widziałam malinek, spermy i nie potrafię odróżnić krzyków strachu od krzyków rozkoszy... Debil".

(*)

Dumny Hyuga niepewnie ułożył się na łóżku. Fakt, wiedział, że 90% żeńskich osobników Konohy dostawało ślinotoku na widok Minato, ale nie wierzył, że faktycznie wygląda jak półbóg. Zaczął się zastanawiać, czy Naruto też tak wygląda...

-W porządku? Odpłynąłeś.-odezwał się Namikaze, burząc jego myśli. Ocknął się i spojrzał na blondyna. Zagryzł wargę.

-Czy... mógłbyś...

-Mógłbym.-Minato pochylił się i pocałował go lekko-Nie masz się czego bać, Neji.

Namikaze zaczął błądzić palcami po nagim torsie Hyugi. Ten przed chwilą brał prysznic, więc wciąż napotykał zbłąkane kropelki wody. Pocałunkami zbadał całą jego twarz i zjechał na szyję, podgryzając delikatnie płatek ucha.

-Ach!

Neji natychmiast zatkał sobie dłonią usta, aby więcej takich kompromitujących jęków nie wyszło z niego. Minato przerwał pieszczotę i jedną ręką zabrał przeszkodę.

-Nie rób tego, zrobisz sobie krzywdę. Poza tym, chcę słyszeć, że jest ci dobrze. Nie martw się, nikt nas nie zobaczy.

Neji przełknął głośno ślinę i pokiwał głową, zgadzając się. Minato wrócił do drażnienia ucha. Językiem przesunął po skórze tuż za nim, a z ust białookiego wydobył się głośny jęk. Namikaze powtórzył akcję, uzyskując ten sam efekt.

-Wygląda na to, że to twój wrażliwy punkt...-zachichotał, skupiając całą swoją uwagę (czyli język i wargi) na tym miejscu. Neji zacisnął dłonie na prześcieradle, nigdy wcześniej nie czując czegoś tak przyjemnego. Zupełnie zignorował dłonie Minato, co było błędem taktycznym.

Krzyknął zaskoczony, kiedy przez jego ciało przebiegł prąd niosący niesamowitą rozkosz. Zerknął w dół i zobaczył, jak palce Minato zwinnie się poruszają na jego męskości, doprowadzając go do istnego szaleństwa. Wił się pod nim, sprawiając, że na twarzy Namikaze rozkwitł uśmiech. Wiedział, że Jiraiya nie zaciągnął go do łóżka. Neji wciąż zachowywał się... jak dziewica.

Jedną ręką zjechał jeszcze niżej. Delikatnie zagłębił w nim jeden palec, ale to wystarczyło, by Neji zaczął się szarpać.

-Przestań! To boli!

Minato wycofał się i namiętnie pocałował go. W pokoju na chwilę zapanowała cisza. Blondyn kontynuował pieszczenie męskości Nejiego. Jego własna już dawno stała na baczność, czekając na swoją kolej.

-Co... ty robisz?-wymamrotał Neji, kiedy się oderwali od siebie i Minato zaczął lizać swoje palce. Ten spojrzał na niego z podnoszącym na duchu wyszczerzem.

-Tak będzie łatwiej. Gdybym próbował cię wziąć od razu, bolałoby jeszcze bardziej.

-Jeszcze.. bardziej?

Minato zagryzł wargę.

-To będzie boleć, Neji, nie owijam w bawełnę. Pierwszy raz zawsze jest najgorszy pod tym względem.

Hyuga zamknął na chwilę oczy, rozmyślając nad czymś intensywnie. Minato przerwał pieszczotę, żeby mu w tym nie przeszkadzać. W końcu Neji spojrzał na niego ponownie, poważnymi oczami.

-Zrób to.

-Ech? Bądź odrobinę cierpliwy...-mruknął, zjeżdżając palcami z powrotem w tamtą stronę. Neji złapał i odtrącił jego rękę.

-Mam dość bycia cierpliwym.

-Miałem być delikatny.

-Nie chcę, żebyś był delikatnym. Zrób to, do cholery.

Minato wślizgnął się między uda białookiego, marudząc coś o „niezdecydowanych marudach". Podniósł jego nogi tak, żeby oparły się o ramiona. Przeniósł dłoń na swój penis, przeciągnął po jego długości parę razy i szybko wszedł w białookiego. Ten wygiął się w łuk i wrzasnął. Jeszcze bardziej zacisnął dłonie na prześcieradle.

-Mówiłem ci.-mruknął Minato, zatrzymując się. Neji głośno dyszał, nie mogąc zrozumieć, jak coś takiego mogło tak bardzo boleć. Patrzył na blondyna spod półprzymkniętych powiek, obserwując jego walkę z porządaniem. Wyciągnął rękę, drżąc, i pogłaskał go po policzku. Ten jęknął i poruszył się w nim lekko. Jego ciało po raz kolejny przeszył ból, ale pojawiło się też trochę przyjemności. Zaskoczony tym, poruszył biodrami, chcąc poczuć znowu to dziwne uczucie.

Minato powoli zataczał się w przyjemności, posuwając powoli Nejiego. Jego słodkie jęki sprawiały, że jego kontrola malała z każdym pchnięciem. Robił to coraz szybciej, mocniej, doprowadzając siebie i kochanka do czystej ekstazy, zmieszanej z bólem.

Hyuga teraz już krzyczał, jednocześnie błagając o więcej i więcej. Cały jego świat odwrócił się do góry nogami, kiedy poznał tą niekończącą się rozkosz. Cóż... Przynajmniej tak sądził, dopóki nie wypełniła go gorąca substancja.

Namikaze, jeszcze trochę dysząc, wziął niezaspokojoną męskość Nejiego do ust i dokończył akt pt. „Ekstaza". Białooki wybuchł z wrzaskiem, w którym „ochy" i „achy" mieszały się z sylabami z imienia byłego Hokage.

(*)

Itachi i Kakashi szarpali się już od kilku godzin, walcząc o to, kto będzie seme, a kto uke. Żaden z nich nie zamierzał się pogodzić z obecną sytuacją. Uchiha dobitnie stwierdzał, że teraz to jego pora, aby „rządzić". Hatake za to krzyczał, że już dla wystarczającej ilości osób był uke i wystarczy jak na ten tydzień.

W końcu zaczęli grać w papier, kamień, nożyce. Tak bardzo to przypominało Kakashiemu rozgrywki z Gaiem, że zrezygnował i powiedział, że muszą znaleźć inny sposób wybrania nieszczęsnej ofiary. Zorganizowali więc konkurs mokrego podkoszulka, co zupełnie nie wypaliło, bo Itachi zapomniał zapłacić rachunek za wodę i ją odcięli.

Wtedy wpadł im do głowy ryzykowny pomysł. Założyli się, kto pierwszy zdobędzie pukiel włosów Tsunade. Podali sobie dłonie i, po odliczeniu do pięciu, ruszyli w noc. Każdy z nich miał na twarzy piekielny uśmieszek (maska Kakashiego skutecznie to maskowała).

(*)

Naruto postanowił przypomnieć sobie, że jest przeziębiony i kichał nad ramieniem Sasuke. Uchiha starał się wykombinować, jak przemycić siebie i koi do wioski, zanim oboje zamarzną. To nie było takie proste, bo blondyn kichnięciem mógłby obudzić zmarłego.

-To... apsik!... co teraz... APSIK!... robimy?

Sasuke westchnął i podrapał się po brodzie. W końcu wziął blondyna na ręce i zaczął zbiegać z urwiska. Naruto, nieco przestraszony, owinął ręce wokół karku bruneta i wtulił twarz w jego pierś.

-Co robisz? APSIK!

-Improwizuję. Z odrobiną szczęścia uda nam się dobiec do mojego domu, zanim ktoś nas zauważy.

-Ah...apsik!

Wykonując serię akrobatycznych ruchów ominęli strażników bramy, zdeptali jakiegoś siwego starca (a raczej to Sasuke zdeptał, zastanawiając się, co ktoś w jego wieku robi o tej porze na ulicy), rozwalili jakiś znak i wybili Itachiemu okno, dostając się do domu.

Sasuke podreptał do swojego pokoju, kładąc blondyna na łóżku i owijając go szczelnie kołdrą. Zanim się zorientował, Naruto sam wciągnął go pod nią i przytulił się do niego. Na twarzy Uchihy zagościł rzadki, prawdziwy uśmiech. Pocałował swojego koi w czubek nosa.

-Podobało ci się?

-Bardzo. Co cię tak zajmuje?

-A... takie tam.-mruknął-Po prostu irytuje mnie, że starzy ludzie nie mają co robić, tylko się szwendają po ulicy i włażą shinobim pod nogi.

Naruto podrapał się po głowie.

-Wynosisz to z jakiegoś swojego wcześniejszego doświadczenia?-wypaplał Naruto, kopiując tekst swojego ojca. Sasuke zamrugał, słysząc tak mądre zdanie z ust jego usurakontachi.

-Nie, tylko z dzisiejszej nocy.

-Yhym. Współczuję Kakashiemu.

-No, ma z moim braciszkiem przerąbane.

-Nie, nie o to mi chodzi.

-A o co?-zdzwił się Sasuke.

-No... Może mieć złamaną rękę.

-Czemu...?

-Przecież go zdeptałeś...

A więc... To na razie wszystko. Powoli się przymierzam do uszek i ogona, nie wiem, kiedy jednak to dam. Muszę wymyślić, co będzie dalej, a to może trochę potrwać. Dziękuję wszystkim, którzy tracą czas na czytanie tego czegoś. Dziękuję. :)