Uf... Dzień po dniu dodawałam zdanie lub dwa i wreszcie coś skleiłam. A więc, triumfalny powrót! Chpater byle jaki, ale przynajmniej jest. Uwaga! Wbrew waszym myślom (większości) to będzie zmierzać to pewnej szokującej fabuły. I nie, Minato będzie miał inny obiekt westchnięć. Ale najpierw Naruto.

No to gramy!

Kichanie, technika i... co?!

Dzień w Konosze był wyjątkowo straszny. Otóż, była połowa lipca, a jezioro zamarzło, wiał i łamał drzewa silny wiatr, dzieci ciągle się budziły z wrzaskiem, bo nękały je koszmary, zwierzęta tłumami opuszczały wioskę, a zmarli starali się zakopać jeszcze głębiej w ziemię. I to wszystko przez zabójczy instynkt Tsunade, który wymknął się spod kontroli.

Wszyscy mieszkańcy przeklinali właśnie anonimowego idiotę, który próbował ostrzyc Piątą we śnie. Na jego szczęście, lub nieszczęście, wylądował w szpitalu z połamanymi kończynami, wstrząśnieniem mózgu i ciałem o kolorze dojrzałej śliwki. Podobno jedyne co się wydobywało z jego ust to: „ykhyumy".

Jego towarzyszem niedoli był Kakashi. Kobiety wszelkiej maści dostawały furii, bo krążyła plotka, że jakieś nieokiełznane zwierzę ośmieli się stratować tego biednego, przystojnego, srebrnowłosego anioła. Tylko dziwnym trafem, kiedy to dotarło do uszu Naruto i Sasuke, ci przez 15 minut tarzali się po ziemi, wyjąc ze śmiechu. Ale kto tam zrozumie nastolatków?

Kolejną osobą, która odwiedziła bielutką ostoję zdrowia, cierpienia i słodkich pielęgniarek (stwierdził Jiraiya), był Kiba. Zmierzył się on z gniewem Yamato, który, widząc w ruinie swoją łazienke, tzn. wyłamane drzwi, rozwalony prysznic i dziurę w ścianie, wpadł w szał zabijania. Inuzuka odbył maraton dookoła Konohy, ale i tak nie zdołał przed nim uciec. Poczuł on na własnej skórze wszystkie znane Yamato techniki związane z drewnem.

Minato i Neji przespali większość dnia, odpoczywając po dość porywczej nocy. Jiraiya postanowił im zrobić nalot i parę zdjęć, ale udało im się wykopać go za drzwi. Później Namikaze dostał list od Sasuke, żeby przyniósł mu ubrania Naruto. Kiedy ten wybył z tą ważną misją, Neji starał się wymyślić wymówkę, dotyczącą jego nieobecności w nocy.

Asuma obył się bez opieki słodkich pielęgniarek, ale i tak dostało mu się w skórę. Kurenai publicznie zlała go, krzycząc, że nie jest tak głupia jak myśli. Potem zostawiła go, zapłakanego i przepraszającego. Z trudem doczłapał się do swojego ojca, który był jednym z nielicznych wtajemniczonych w NSG (w czapterze X było NGS – literówka), a nie był jednym z nich. Pocieszył go i uraczył gorącym kakao.

Shikamaru zabarykadował się w swoim pokoju i odmawiał współpracy. Skończyło się na tym, że jego matka wyważyła drzwi, a potem opuściła budynek, szukając wytchnienia, bowien zastała swojego syna nagiego na łóżku. Shikaku nie skomentował tego nijak i po prostu naprawił drzwi. Młody Nara postanowił, że rozpocznie strajk i nie zamierzał na siebie nic włożyć.

Sai starał się unikać członków NSG, bo to, że zdominował go Iruka, szybko się rozprzestrzeniło. Wstyd i hańba ogarnęła go. Za to Umino chodził z podniesioną głową. W Akademii jak nigdy było cicho, bo to delfinek Kakashiego pokazał, że to on jest tu bykiem.

Sasuke nie odpuszczał swojego koi na krok, co bardzo denerwowało blondyna. W końcu, kiedy jego kichanie powróciło ze zdwojoną siłą, użył tego jako wymówki, aby się go pozbyć i zakopać pod własną kołdrą, we własnym łóżku, we własnym pokoju i we własnym domu.

Powoli zbliżała się 21, a Naruto wciąż nie spał. Ślęczał nad zwojem, który jego klon ukradł ojcu. Pomińmy fakt, że Minato wciąż nie miał pojęcia, do czego służą techniki zawarte w nim, bo zdobył go dość niedawno. Namikaze kilkakrotnie podkreślał, że nie powinien eksperymentować z technikami, kiedy jest przeziębiony. Oczywiście, równie dobrze mógłby rzucać orzeszkami we lwa, a on i tak by ich nie zjadł.

-APSIIIIK!

Naruto sięgnął po chusteczkę i opróżnił donośnie swój nos. Potem wrócił do zwoju i ponownie przetestował znaki. Wyglądało to na dość prostą technikę. Pomimo tego, że instrukcje i opisy były pozacierane. Oblizał się i zaczął wykonywać ją.

Naruto mruknął z niezadowoleniem, kiedy obudziły go pierwsze promienie słońca. Przeciągnął się mocno i wstał, drapiąc się po swojej czuprynie. Podreptał do łazienki, i wziął szybki prysznic. Czuł się dziwnie, dotykajac wody, chciał wręcz wyskoczyć spod niej, ale był zbyt zaspany na takie gwałtowne reakcje. Nawet zimna woda nie była w stanie go wybudzić. Potem postanowił się uczesać, ale przez chwilę stał przed pustym miejscem nad umywalką, zastanawiając się, co się do diabła stało z lustrem. W końcu wzruszył ramionami i zabrał się za resztę higieny.

Do kuchni zszedł w samych bokserkach, nie widząc powodu, żeby musiał się ubierać bardziej, bo zaraz i tak zostanie pewnie zesłany z powrotem do łóżka. Przy okazji kichnął kilkakrotnie, zaznaczając, że się zbliża. Minato jadł tosta z drzemem, gapiąc się w jakiś nieznany Naruto magazyn.

Namikaze, wyczuwając, a raczej słysząc swojego syna, podniósł wzrok. Na chwilę przestał mielić, a potem zakrztusił się tostem i wypluł to, co zostało w jego ustach na magazyn. Naruto spojrzał na niego ze zdziwieniem. W ogóle nie rozumiał, o co mu chodzi. Minął go bez słowa i zaczął pić sok z kartonu.

-Wiesz, te techniki ze zwoju chyba nie działają...-mruknął, kiedy wypił wszystko. Minato zaczął poruszać niemo ustami, a potem zerwał się z miejsca, zniknął i powrócił, trzymając małe lusterko. Pokazał Naruto jego odbicie. Karton z głuchym hukiem uderzył o podłogę, a szczęka młodego blondyna trzymała się na ostatnich zawiasach.

Na głowie Naruto trzepotały szczęśliwie kocie, pomarańczowe uszy, całe porośnięte gęstą sierścią. Chłopak, w przypływie intuicji, zbadał swój tył i odkrył długi ogon z puszystą końcówką. Zaczął się z piskiem kręcić w kółko, lamentując na całą wioskę. Minato odłożył lusterko i złapał go za ramiona, przytrzymując w miejscu.

-Tylko mi nie mów, że testowałeś te techniki w swoim stanie?

Naruto milczał.

-Naruto!

-No co? Kazałeś mi nic nie mówić! Poza tym nie marudź i zrób coś z tym!

Minato westchnął i posadził go na kanapie. Zniknął na schodach, a Naruto zainteresował się swoim ogonem. Badał go w każdym calu, aby potwierdzić, że jest on w zupełności prawdziwy. Wtedy powrócił jego ojciec, dźwigając zwój. Przeanalizowali każdy krok, jaki wykonał Naruto.

-To nie ma sensu...-jęknął były Hokage, gapiąc się na Naruto łakomym wzrokiem. Ten przeczuł, że coś jest nie tak. To w końcu poważna sprawa, a tamten myśli o seksie!

-Jestem chory.

-To nic.

-Mam uszy i ogon.

-To bardzo podniecające.

-Ale to nie sypialnia!

-Nigdy tego nie robiliśmy na kanapie. Pierwszy raz jest najlepszy...

-sasuke cię zabije.

-Dlaczego?-zamrugał Minato, wciąż nie wiedząc, co się wydarzyło dwie noce temu.

-Nieważne...-mruknął Naruto, poddając się. Przysunął się do Minato i wpił wargi w jego usta, natychmiastowo przejmując nad nim kontrolę. Ten nie protestował, wciąż zbyt zdumiony szybkością przekonania i dziwnym wątkiem o Sasuke. Poczuł, że należy przeprowadzić dogłębne śledztwo, dotyczące jego osoby, ale zapisał to sobie w dalszym terminie.

Zaczął oddawać pocałunek, przyciągając Naruto do siebie za włosy. Młody blondyn poczuł nagle, że kręci go w nosie. Stoczył epicką walkę ze swoim ciałem, wyprowadzając kontry i zabójcze ciosy i... przegrał.

-APSIIIK!-kichnął, odrywając się od Minato. Ten zachichotał i scałował jego szyję, od ucha poczynając, a na ramieniu kończąc. Jego język zaczął drażnić na zmianę sutki, a Naruto jęczał i kichał jednocześnie. Głaskał ojca po włosach, a ogonem wślizgnął się w jego spodnie. Uznał, że aktualnie jest on bardzo pomocny.

-Ooch...-jęknął, zdumiony Minato. Dopiero po chwili zrozumiał, jaka część ciała Naruto go tam pieści. Oblizał się i pozbył się swojego ubrania. Zjechał ustami po brzuchu „kotka" i chwycił zębami jego bokserki. Z trudem je ściągnął z niego, uwalniając domagającą się uwagi męskość. Scałował ją całą, a potem dopiero wziął ją do ust.

-Aaaach...!

Naruto odchylił głowę do tyłu, nie mogąc sobie poradzić z natłokiem rozkoszy. Minato poruszał głową coraz szybciej, sprawiając że chłopak wręcz wił się z rozkoszy.

-Jaaa... ach...!

Namikaze zachłanie spił całą spermę Naruto i, oblizując się, zjechał ustami trochę niżej. Rozchylił uda chłopaka i zaczął lizać jego dziurkę, sprawiając, że ten powoli zaczął odzyskiwać porządanie. Jego twarz zrobiła się trochę czerwona. Nie wiedział, czemu dopiero teraz jego wstyd się uruchomił.

W końcu język Minato znalazł się w nim, drażniąc jego wnętrze i zmuszając słodkie jęki, aby opuściły usta Naruto. Tymczasem jego ogon nie próżnował i Namikaze zaczynał mieć spory problem. Nie chciał dojść w taki sposób. Szybko wrócił ustami na brzuch Naruto. Ręką pozbył się ogona i szybko wszedł w chłopaka.

-ACH!-krzyknął Naruto, czując go w sobie. Minato miał wrażenie, że jeśli go teraz nie weźmie, to zginie bolesną śmiercią. Jego pchnięcia były szybkie i gwałtowne, a chłopak wił się z rozkoszy, kiedy udawało mu się uderzyć w prostatę. W końcu doszedł, wypełniając go „po brzegi".

Minato podpierał się na łokciach, żeby nie przygnieść sobą Naruto. Oboje dyszeli po szybkim, ostrym numerku na kanapie. Wtedy kocie uszy się spłaszczyły.

-Co ci odbiło? Apsik!

-Żebym to ja wiedział...-mruknął Minato-Dobra, dawaj ten zwój i marsz do pokoju. Masz się wygrzewać, a nie...

-A mogę chociaż wziąć prysznic?

-Możesz.

Naruto z ulgą podreptał do łazienki. Spuścił wodę, czekając, aż ta zrobi się ciepła. Kiedy tak się stało, wskoczył pod nią. Gdy tylko pierwsze krople spadły na kocie uszy i ogon...

Minato poderwał się znad zwoju, kiedy usłyszał trzask, wrzask i jakieś inne, bliżej niezidentyfikowane zamieszanie w łazience. Pobiegł tam, dopinając swoje spodnie. Zobaczył, jak Naruto kuli się pod ścianą, krzywo patrząc się na spadającą wodę. Zachichotał.

-No tak... Koty nie lubią wody. Idź już lepiej do łóżka.

Naruto spojrzał na niego wrogo. Minato westchnął.

-Położyć się.

Chłopak odetchnął i złapał za ręcznik. Namikaze w tym samym czasie wrócił do salonu i zaczął ponownie analizować zwój. Kiedy Naruto się wytarł, przeszedł do swojego pokoju i rozłożył się w łóżku. Nie wiedział, co ma robić, więc gapił się w lustro. Pogoda była tragiczna. Lało.

-...chory, więc się nie zbliżaj zbytnio.-usłyszał i się ocknął. Zorientował się, że przysnął lekko. Nagle odezwał się drugi głos.

-Dobra, zerknę na te twoje efekty uboczne.

Shikamaru z niezbyt zadowoloną miną wparował do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Był przemoczony do suchej nitki. Złapał za kołdrę i zrzucił ją na podłogę. Zamrugał, rozumiejąc, że chłopak jest nagi. Ogon zaczął bić nerwowo w materac, a Naruto zmrużył oczy.

-Co to ma by...psik!

-Nie marudź.-mruknął Shikamaru i zaczął badać uszy i ogon. Każdy następny jego ruch był coraz bardziej niedbały, a jego oczy błądziły nie tam, gdzie powinny. Naruto, czując, że zaraz stanie się coś, co mu się nie spodoba, spróbował umknąć, ale został złapany w pasie i przyciągnięty z powrotem na łóżko.

-Nie! Tylko nie ty! Pójś...-zanim zdążył wezwać pomoc w postaci swojego ojca, Nara zamknął mu usta swoimi wargami. Jego palce zaczęły błądzić po nagim torsie blondyna, jednocześnie co chwilę zrzucając ze swojego właściciela ubrania. Naruto poczuł, że Shikamaru go unosi i opuszcza. Wtedy w niego wszedł. Szybko, ostro.

„Nie znowu..." jęknął, walcząc z rozkoszą, która go wypełnia.

Minato westchnął. Nie taki był jego plan. Shikamaru miał pomóc, a nie się z nim pieprzyć. Co to za świat?

Nara delikatnie podgryzał kocie uszy Naruto. Jego mruczenie mieszało się z kichaniem, co sprawiło, że Shikamaru zachichotał. Potem na śmiech nie było już czasu, bo poruszali się na to zbyt szybko. Z ust blondyna wychodziły coraz głośniejsze jęki, które jeszcze bardziej podniecały Narę. Ten przeniósł swoją dłoń na męskość Naruto. Ten doszedł pierwszy, ale brunet potrzebował więcej czasu.

Naruto z ulgą upadł na łóżko, czując pulsujący ból w tyłku. Miał dość. Miał serdecznie dość. Był chory, miał kocie uszy i ogon oraz był napastowany seksualnie przez każdego, kto go zobaczył.

-Ech... Co to było? Mniejsza, dobra pokaż się.

-CO!? Nie dotykaj mnie wiecej! Sio! APSIIIK!

Shikamaru westchnął i zaczął się ubierać, przewidując, że współpraca z Naruto właśnie stała się niemożliwa. Zastanawiał się jednocześnie, co go do diabła zachęciło do tego? W dodatku... Minato był tuż obok... Przeklinając cicho, wyszedł z pokoju.

Naruto leżał na pobrudzonym łóżku, ale nie miał ochoty zmieniać pościeli. To było... zbyt upierdliwe. Wtedy ktoś wszedł przez okno. Natychmiast owinął się kołdrą, zostawiając jedynie szparkę na oczy. Ujrzał kolejnego bruneta.

„Może być jeszcze gorzej?" zapytał samego siebie, kiedy Sasuke usiadł na łóżku, wyciskając wodę ze swoich włosów prosto na dywan. Uśmiechnął się do niego, ale w jego oczach można było zauważyć błyski zdziwienia.

-Czemu się zakrywasz?-zapytał, starając się najwyraźniej prześwietlić kołdrę, ale bez pozytywnego skutku.

-Skomplikowane.

-Nara?

-Nie, teme, to ja. Po prostu... to naprawdę skomplikowane.

Sasuke złapał za końce kołdry i zaczął odwijać ją.

-Skomplikowane sprawy nie mogą być przy tobie skomplikowane. Sam je komplikujesz, koi, wiesz o tym?

Naruto zamrugał, nie łapiąc ani krzty puenty z tego zdania. A może dwóch zdań? Zanim się zorientował, siedział już przed Sasuke nagi. Brunet obejrzał go zdumionym wzrokiem, a potem zbliżył swoją twarz do jego. Jego usta musnęły niepewnie wargi blondyna.

-Nie...-jęknął Naruto, czując, co się zaraz stanie-Mój tyłek...

-Ciii...-uciszył go Sasuke i zaczął się z nim obciskiwać. Blondyn zaczął przeklinać swoją uległość. Wcześniej potrafił pięć dni przetrwać, a teraz nawet pół dnia nie minęło, a już trzech go dopadło! To nie było normalne!

Uchiha ściągnął swoje ubranie i przygwoździł Naruto do łóżka. Jeździł ustami po całym torsie chłopaka, pieszcząc palcami bardziej wrażliwe miejsca. Blondyn jęczał, zaciskając dłonie na pościeli. Miał nadzieję, że nie da się podniecić i to zniechęci Sasuke, ale tak się nie stało. Powolił twardniał w ręce bruneta.

-Mam być delikatny?-zapytał Sasuke, wyraźnie podkreślając, że zero seksu nie wchodzi w grę. Naruto, czując że nie ma wielkiego wyboru, pokiwał głową. Uchiha mrugnął do niego z lekkim uśmiechem i wrócił do całowania go. Blondyn zaczął odwzajemniać pocałunki, jeśli tylko dotyczyły jego ust. Uznał, że jeśli trzecia osoba musi go dzisiaj zerżnąć, to przynajmniej wyniesie z tego coś przyjemnego.

Uchiha objął go pasie i posadził sobie na kolanach, scałowując jego tors po raz kolejny. Jego palce zjechały w dół i delikatnie wpełzły w niego. Naruto cicho jęknął, czując efekty uboczne dwóch wcześniejszych stosunków.

-Ssszzz...-mruknął Sasuke, liżąc koniuszek jego ucha. Naruto drgnął i sam opuścił się na jego męskość z cichym krzykiem. Zaczął go ujeżdżać, przejmując całkowicie inicjatywę. Uchiha nie walczył o to i pozwolił, aby blondyn rządził.

Ich jęki wypełniały pomieszczenie. Co jakiś czas łączyli się w namiętnym pocałunku, bawiąc się językami i podgryzając wargę drugiego. Jednak, jak wszystko co dobre, rozkosz musiała się zakończyć. A stało się to gwałtownie.

-AAACHHH!-krzyknęli razem. Przez chwilę tulili się do siebie, Sasuke co chwilę głaskał Naruto po włosach albo drapał za kocim uchem. Blondyn schował twarz pod szczęką bruneta, zamykając oczy i rozkoszując się bliskością koi.

W końcu Uchiha złapał za kołdrę i okrył ich oboje. Bardz odobrze wymierzył czasowo, bo wtedy do pokoju wparował Minato, trzymając zwój w garści. Dopiero przy łóżku zorientował się, że Naruto nie jest sam. Sasuke spojrzał na intruza z dezaprobatą.

-Mniejsza.-mruknął Minato, odpowiadając na niezadane pytanie-Naruto, wiem jak cofnąć tą twoją technikę. To nie jest trudne.

„To nie jest trudne" zajęło prawie dwie godziny, bo ciało Naruto z jakiegoś powodu odmawiało posłuszeństwa. W końcu jednak udało się pozbyć uszu i ogona, a zwój trafił do tajemniczej skrytki Namikaze, który chciał się upewnić, że jego przeziębiony syn więcej nie położy na nim swoich łapek.

Naruto podniósł się dopiero po tygodniu. Tygodniu, który spędził pijąc kakao, grając w szogi, gapiąc się w ścianę i pieprząc się z Sasuke albo swoim ojcem. Bardzo bogaty we wrażenia tydzień. Teraz wreszcie mógł się rozprostować i przejść.

Spacer po parku. Tego właśnie było mu trzeba. No i może parę głupich żartów, aby zaznaczyć swoją obecność. W końcu Naruto wrócił do gry! Blondyn uśmiechnął się na myśl o różowłosym Kakashim, ale zanim dane mu było wprowadzić to marzenie do rzeczywistości, ktoś do niego dołączył.

Zerknął w bok, aby zobaczyć znajome okulary. Odetchnął. Nikt zboczony, nikt niebezpieczny, wszystko gra. Wiwat.

-Cześć, Shino.-mruknął Naruto, nie zatrzymując się.

-Czołem. Gdzie cię wywiało na tak długo, Naruto?

Blondyn westchnął.

-Byłem chory. Wydarzyło się coś ciekawego podczas mojej nieobecności?

-Nic. Sakurze trochę odbiło. Opowiada wszystkim, że jesteś... no wiesz...

-Gejem?-jęknął blondyn. A więc jego najgorsze przeczucia się sprawdziły i Sakura pragnęła go zniszczyć. Zatrzymał się i spojrzał na Shino poważnie. Zdawało mu się, że coś chował za plecami, ale miał ważniejsze rzeczy do omówienia.

-Tak, dokładnie o tym mówi. To prawda?

Naruto zagryzł wargę.

-Ja... To... to tylko... Sam już nie wiem. Tak, sypiam z mężczyznami. Nie zdziwię się, jeśli teraz po prostu odejdziesz, Shino. Ja naprawdę mam już dość tej maskarady.

Ale Aburame nie ruszył się z miejsca. Przyglądał mu się. Naruto mógłby przysiąc, że nawet się uśmiechał. Ale jeśli nawet, to był to bardzo nieśmiały uśmiech.

-Dlaczego miałbym odejść?-zapytał niepewnie.

-No... bo jestem gejem.

-I...? Jaka puenta?

-Sypiam z facetami.

-Dalej nie rozumiem.

-Nie brzydzisz się mnie?-zdziwił się Naruto. „Czyżbym czegoś o nim nie wiedział?" zastanawiał się mocno. Ten spuścił na chwilę głowę. Na chwilę.

-Naruto. Ja... Chyba powinniśmy wreszcie poważnie porozmawiać.

-O czym ty mówisz?-zdziwił się Naruto, mrugając zawzięcie. Aburame spłoszył się nieco.

-Kiedy wróciłeś do Konohy... Kiedy na ciebie patrzyłem... Za każdym razem, kiedy coś mi się nie udawało, przypominałeś mi się ty. Wyobrażałem sobie, że jeśli zawiodę, tobie stanie się krzywda. To mnie motywowało. Nigdy nie pozwoliłbym, żeby coś ci się stało.

Naruto niepewnie drgnął, wciąż nie rozumiejąc, do czego zmieża Shino.

-Twój upór i trening... Uwielbiam patrzeć na ciebie i twój szeroki uśmiech. Gdy jesteś szczęśliwy, ja również jestem szczęśliwy. Kiedy się smucisz, ja jestem zły, że ktoś do tego doprowadził i chciałbym go rozszarpać.

-O co ci chodzi, Shino?

Aburame westchnął i wyciągnął zza pleców bukiet kwiatów.

-Naruto, znaczysz dla mnie więcej niż ci się zdaje. Mam dość patrzenia z boku. Chcę być przy tobie, bronić cię, pokazać ci wszystkie moje uczucia. Kocham cię.

Naruto niepewnie wziął do ręki bukiet, czując intensywną, słodką woń kwiatów.

-Mogę zostać twoim chłopakiem?

Hahahaha! Po prostu musiałam dać Shino. To nie koniec niespodzianek! Obiecuję! Tylko najpierw muszę napisać kolejny chapter... Upierdliwe. No to do zobaczenia!