No dobrze. Udało mi się dorwać do neta i sklecić coś, co wygląda na chapter. Zastrzegam, że nie ma ustalonych paringów "stałych" i opo kręci się głównie wokół Naruto, więc proszę się na nic nie nastawiać :)
Szok i szok, czyli szok do kwadratu
Naruto gapił się na Shino i milczał. W jego oczach malowało się niedowierzanie. W dodatku, ściskał w rękach bukiet. Aburame cierpliwie czekał, aż blondyn przetrawi to wszystko. Wyglądało na to, że doskonale rozumie szok blondyna. No błagam... Powiedział mu, że chce być jego chłopakiem. Gdyby nie rozumiał, to byłby głąbem.
-Ja...ja...ja...
-Tak?-dopytywał się Shino. Jego głos przepełniony był zaniepokojeniem i strachem. Naruto spuścił głowę.
-Shino... Ja... Dziękuję... ale potrzebuję czasu. Ja...
-Rozumiem, ale proszę, pomyśl o tym, dobrze? Naprawdę mi na tobie zależy. Kocham cię.
Blondyn spojrzał w... okulary i uśmiechnął się smutno.
-To bardzo miłe słowa, Shino. Ale nie wiem, czy mógłbym je do ciebie powiedzieć. Nigdy... nie myślałem o tobie w taki sposób. To dla mnie bardzo trudne.
Shino pokiwał głową i zaczął się powoli wycofywać.
-Tylko mnie jeszcze nie skreślaj, dobrze?
-Czekaj, kwiaty!
Ten jednak tylko machnął ręką.
-Zatrzymaj je. Są dla ciebie.-powiedział i odszedł. Naruto jeszcze przez długi czas stał w miejscu i gapił się w bliżej nieokreślone miejsce. W końcu zerknął na kwiaty i je jeszcze raz powąchał. Były wspaniałe. Przez chwilę wahał się, czy nie powinien za nim pobiec, ale potem się powstrzymał. Po pierwsze, co z Sasuke? Po drugie, on już pewnie jest daleko.
Obrócił się na pięcie i ruszył w swoją stronę, ściskając kwiaty i myśląc, co powinien teraz zrobić. Cały świat właśnie wywrócił mu się do góry nogami. Ledwo co wybrnął z jednego problemu, wpadł po uszy w drugi. To było nierealne. Gorzej niż nierealne. I nikt nie mógł mu pomóc. Nikt. Kakashi? Może coś tam mu powie, ale on ma Irukę na głowie. Umino? Nie, nie może mu powiedzieć o tym. Ma w końcu własne sprawy. Kiba? Żarty się trzymają autorki. Neji? On nic nie wie o takich sprawach. Hinata? Naruto gwałtownie się zatrzymał i potrząsnął głową. Nie, ona nie może się o tym dowiedzieć! Przynajmniej nie teraz.
Wtedy się zatrzymał. Mylił się. Była osoba, której mógł się zwierzyć. Osoba, której mógł wyjawić najgorsze sekrety i był pewien, że nie wyjawiłby ich nikomu. Ktoś, z kim mógł porozmawiać w każdej sytuacji o każdej porze roku. Naruto ufał mu bezgranicznie. Minato.
Blondyn z uśmiechem ruszył w stronę domu, modląc się, żeby jego ojciec był sam. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że roztrąca cywili (i paru shinobi przy okazji). To już kolejny raz, kiedy to robi. Jednak jego cel był jasny. Jego ostoja. Jego dom.
Wpadł do salonu, gdzie zastał kompletny nieład. Z jadalni dochodziło ciche popłakiwanie. Naruto podkradł się i zastał nie lada dziwną scenę. Jiraiya ryczał w ramię Minato, a ten poklepywał go po ramieniu.
-Nie łam się, sensei. Jest wiele dziewczyn.
-Ale to nie pierwsza!-zawył-Każda mi to robi! Jestem taki ochydny?! Czy taki stary?!
-Przetrwałeś tyle rzeczy, sensei. Przetrwasz i to. Zawsze masz mnie i Naruto, prawda?
Mężczyzna pokiwał głową, odsuwając się od Minato i ścierając łzy. Chłopak wahał się. W końcu wolał pogadać z ojcem, kiedy będzie sam, ale... W końcu Jiraiya to prawie jak rodzina. Jak dziadek dla niego. Zawsze był tam, gdzie nie było Minato. Wolnym krokiem wparował do kuchni.
-O, Naruto, już wróciłeś? To dobrze, mamy sytuację kryzysową... Kwiaty?-Namikaze uniósł brew. Jiraiya zapomniał o swoim problemie i zaczął się wpatrywać tępo w bukiet. Naruto zaczął się trząść. Czemu nikt go nie rozumiał?
-Sytuację kryzysową... wy macie sytuację kryzysową...-warczał, zgrzytając zębami-CIEKAWE CO JA MAM ZROBIĆ!? ZARAZ SIĘ PRZEZE MNIE MOŻE POLAĆ KREW, A WY CHRZANICIE O SYTUACJI KRYZYSOWEJ!?
Zanim Naruto przestał się drzeć, minęło dobre pięć minut. Minato i Jiraiya zdołali go dostarczyć do jego pokoju i zmusić, żeby się położył na łóżku. Potem uspokajali go miłymi słowami, starając się przywrócić mu zdrowy rozsądek. W końcu się udało.
-No dobra, teraz powiedz o co chodzi.-zażądał Minato-Dziewczyna nie przyjęła kwiatów?
-A może przyłapałeś ją z innym?
-Nie wiesz, której dać kwiaty?
-A może to nie była dziewczyna?
-Możecie się oboje zamknąć?!-krzyknął zdenerwowany Naruto. Oboje kiwnęli głową jednocześnie. Lekko też się odsunęli.
-To... co się stało?-zapytał w końcu Minato. Chłopak westchnął.
-To skomplikowane... Pamiętasz, jak mówiłem, że Sasuke cię zabije?
-Tia... I co z tym?
Jiraiya uniósł brew, nie łapiąc czaczy.
-Chodzi o to... że kiedy skończyliśmy wtedy grać... On zabrał mnie w takie jedno miejsce. I powiedział, że mnie kocha.
W oczach Minato i Jiraiyi pojawiło się zrozumienie. Ale Naruto nie dał im szans na wysnucie własnych hipotez.
-Ja... dałem mu szansę i można powiedzieć... że jesteśmy parą.
-W czym problem, gaki? Bo nie widziałem, żebyście się kłócili.
-Właśnie o to chodzi. W parku spotkałem Shino. Dał mi kwiaty. I powiedział, że mnie kocha.
-O w mordę...-wypsnęło się obojgu, całkowicie łapiąc, o co chodzi. Jiraiya spojrzał na Minato i zagryzł wargę.
-Słuchaj, jeśli Sasuke się o tym dowie...
-..poleje się krew.-dokończył Namikaze za niego. Naruto pokiwał głową, potwierdzając ich spostrzerzenia. Zauważył, że wciąż trzyma bukiet od Shino.
-Co mam zrobić?-zapytał z desperacją w głosie. Minato pochylił się nad nim.
-Którego wolisz?
Chłopak zamknął oczy i zadrżał.
-Nie wiem... Nie chcę zranić żadnego.
Usłyszał, jak Jiraiya wzdycha.
-Gaki, jeden albo oboje. Nie ma innego wyjścia. Chyba że się pozabijają.
Naruto natychmiast otworzył oczy, przerażony tą opcją. Minato westchnął, kładąc się obok chłopaka i intensywnie myśląc nad zaistniałą sytuacją. Wtedy ktoś załomotał. Jiraiya machnął na nich ręką i sam zszedł. Chwilę potem wrócił z przerażeniem na twarzy.
-Sasuke i Shino się biją!
-KUSO!
Uchiha mierzył wzrokiem swojego przeciwnika. Ich znajomi nie mogli uwierzyć w to, co się dzieje, w to, co mówili. Itachi i Shibi chcieli ich rozdzielić, ale bez skutku. Aburame zaatakował Sasuke z całą swoją mocą.
-NIE WAŻ SIĘ TKNĄĆ NARUTO!
-TO TY SIĘ TRZYMAJ OD NIEGO Z DALEKA!-wrzasnął Sasuke, tworząc gigantyczną kulę ognia. Techniki się zderzyły i wybuch zatrząsł okolicą. „Niech to się skończy zanim pojawi się Tsunade-sama..." modliła się Tenten, nie kapując, czemu biją się o Naruto. Wtedy...
Blondyn pojawił się między walczącymi, a Minato i Jiraiya dołączyli do tłumu. Sasuke i Shino wyhamowali w ostatniej chwili. Zrobiło się... strasznie cicho.
-Co wy wyprawiacie?-zapytał Naruto najzimniejszym głosem, jaki kiedykolwiek wyszedł z jego ust. Wszystkich zmroziło.
-Naruto, odsuń się, nie chcę zrobić ci krzywdy.-powiedział Shino, przygotowując swój atak.
-Ty...
-DOŚĆ!-wrzasnął Naruto, patrząc krzywo na owady Aburame. Ten natychmiast kazał się im wycofać. Sasuke uśmiechnął się tryumfialnie i podszedł do blondyna, ale ten cofnął się od niego o krok. Shino uznał, że to on wygrał i również się zbliżył, ale Naruto wycofał się jeszcze bardziej, oddalając się od obydwu.
-Zachowujecie się jak małe dzieci.
-Naruto! O czym ty mówisz?! Nie pozwolę, żeby ten gość nawet cię dotknął!
-Ja? Mówisz o mnie? Spojrzałbyś na siebie czasami.-mruknął Shino. Uchiha już szykował się do kontry, ale umilkł pod surowym spojrzeniem blondyna.
-Oboje jesteście siebie warci. Naprawdę myślicie, że jeśli zabijecie drugiego to zacznę skakać z radości? Naprawdę jesteście tacy głupi?
Zero odpowiedzi. Jedynie szok w ich oczach. Szok w oczach wszystkich pozostałych.
-Nie obchodzi mnie to, co wami kierowało. Obchodzi mnie to, do czego prawie doprowadziliście. Do rozlewu krwi. Nie wiem, czy chcieliście mi tym zaimponować, czy po prostu wyeliminować konkurencję... i teraz nie ma to większego znaczenia. Macie to załatwić między sobą. Jeśli chociażby popłynie kropelka krwi, poleci jakakolwiek groźba, dojdzie między wami do jakiejkolwiek możliwej przemocy... Możecie zapomnieć o tym, że kiedykolwiek pozwolę wam się do siebie zbliżyć. Dopóki tego nie rozwiążecie... nie chcę was widzieć na oczy.
Naruto odwrócił się na pięcie i opuścił krąg. Ludzie posłusznie schodzili mu z drogi. Shino i Sasuke chcieli za nim pobiec, ale Minato zastąpił im drogę, posyłając obu lodowate spojrzenie. Potem podbiegł do syna, złapał go za rękę i oboje zniknęli. Ktoś chrząknął. Była to... Tsunade.
-ROZEJŚĆ SIĘ! A WY DWAJ!-wskazała na Sasuke i Shino-POSPRZĄTACIE TO!
Naruto rozejrzał się. Był już tu kiedyś. Jak był bardzo mały. Minato westchnął i usiadł na rozpadającym się krześle. Mały domek za Konohą. Namikaze bywał tu coraz rzadziej i miejsce zaczynało popadać w ruinę.
-Dlaczego mnie tu przeniosłeś?-zapytał Naruto, wciąż twardym głosem.
-Już w porządku, Naruto. Nie musisz udawać.-rozłożył ramiona, a po chwili chłopak się do niego przytulił i rozpłakał. Minato pozwolił, aby ten usiadł mu na kolanach i wypłakał się w ramię. Robił tak samo, kiedy był młodszy. Na twarzy byłego Hokage malował się smutek.
-Jestem z ciebie dumny, Naruto.-powiedział w końcu-Nie wiem, czy sam dałbym radę podjąć taką decyzję. Rozsądną, ale bolesną.
Chłopak spojrzał mu w oczy.
-Boję się... że to była zła decyzja. A co... jeśli oni...
-Spokojnie, Naruto. To była bardzo dobra decyzja. Najrozsądniejsza ze wszystkich możliwych. Nie bój się. Jestem pewien, że będzie dobrze.
Pogłaskał blondyna po policzku, uśmiechając się. Po chwili Naruto odwzajemnił uścisk i ponownie wtulił się w pierś ojca.
Po dwóch miesiącach od walki Sasuke i Shino, stan Naruto nie był najlepszy. Chodził przygnębiony i rzadko się oddzywał. Najczęściej widywano go w towarzystwie Minato, nawet Jiraiya nie mógł się trzymać tak blisko niego, jak on.
Sasuke też nie miał się najlepiej. Obwiniał się o to, co się stało Naruto, ale też nie miał zamiaru odpuścić sobie. Itachi był dla niego największym wsparciem. Odkrył też, że Kakashi go faworyzował i często mówił o nim, jak o najlepszym możliwym wyborze dla Naruto.
Shino nie poddawał się, jednakże nie dążył już do otwartego konfliktu z Sasuke. Jego rodzina nie zaakceptowała jego orientacji ani tego, co się stało. Nie przebywał jednak często w domu, więc nie musiał się z nimi kłócić.
Naruto patrzył się tępo w swoje odbicie. Rano znowu wymiotował. Nie miał pojęcia, co może się z nim dziać. Był pewien, że na pewno nie chodziło o Sasuke i Shino. A więc co się działo? Był chory? Znowu? A może się po prostu struł? Nie wiedział. Nie mówił też o tym Minato, miał już za dużo zmartwień na głowie.
Przełknął głośno ślinę i westchnął. Podjął decyzję. Wyszedł z domu szybkim krokiem, aby nie natknąć się na ojca, który zwykle mu towarzyszył wszędzie. Tym razem jednak wolał, żeby to była wycieczka solo. Skierował swoje kroki w stronę wieży Hokage. Miał nadzieję, że jest tam i nie będzie musiał umawiać się z Tsunade na jakieś osobne spotkanie.
Gdzieś w połowie drogi natknął się na Sasuke i Itachiego. Zatrzymali się o kilka kroków od siebie. Starszy Uchiha obserwował wymianę spojrzeń. W końcu chrząknął.
-Wszystko w porządku, Naruto? Wyglądasz strasznie blado...
Naruto spojrzał na niego i uśmiechnął się lekko.
-Tak, tylko trochę źle się czuję. Chyba znowu się przeziębiłem.
-Jesteś pewien, że to nic poważniejszego?-zapytał Sasuke z przestrachem w głosie. Odkąd nie mógł być blisko swojego koi, bał się o niego jeszcze bardziej niż wcześniej. Czasami graniczyło to z szaleństwem.
-Tak, jestem pewien. Nie musisz się martwić.-Naruto posłał mu szeroki, ale fałszywy uśmiech-Muszę już iść. Trzymajcie się!
I odbiegł szybko. Po parunastu metrach biegu wrócił do zwykłego spaceru. Coś było nie tak. Nie mógł się zmęczyć po czymś takim. Dysząc, ruszył dalej do wieży Hokage. Na szczęście, nie napotkał więcej znajomych.
Tsunade zerknęła na niego znad papierów. Jak zwykle, w biurze panował kosmiczny bałagan. Ten okres był chyba najbardziej obfitym w papierkową robotę i przerastał Piątą.
-Coś nie tak, Naruto?-zapytała, pociągając łyk kawy. Chłopak skinął lekko głową.
-Chodzi o to... ostatnio nie czuję się najlepiej. Szybko się męczę i czasami wymiotuję. Nie chcę iść do szpitala, bo tata wpadnie w panikę...
Tsunade westchnęła i wstała. Podeszła do szafy i poszperała w niej trochę, żeby w końcu wyciągnąć butelkę sake, zwój i... skalpel? Hokage również patrzyła się na to ostatnie skołowana, ale w końcu odłożyła go na miejsce. Wskazała kciukiem na kanapę.
-Powiedz mi coś więcej. Od kiedy, jak często, szczegóły.
Naruto rozsiadł się na kanapie, podczas gdy Tsunade zamknęła drzwi na klucz i zasłoniła okno. Wolała nie mieć świadków. Gdyby ktoś odkrył, że może być medyczką podczas pracy w biurze... Nie, nie chciała nawet o tym myśleć.
-To się dzieje... od jakiegoś miesiąca. Szybko się męczę, wymiotuję najczęściej rano, zdarza mi się w środku dnia, ale bardzo rzadko. Miewam też dziwne zachcianki, których wcześniej nie miałem. W nocy budzę się z migreną albo bólem brzucha. Moje sny... są bardzo dziwne. Myślałem, że to zatrucie... ale niewiele się zmieniło.
Tsunade pokiwała głową ze zrozumieniem.
-No dobrze... Czyli większość problemu dotyczy żołądka?
-Tak sądzę, babuniu...
-Dobra. Ściągaj bluzę i podkoszulek i kładź się na plecach.
Naruto chciał już zaprotestować, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie. Nie miał siły na walkę, a chciał wyjść stąd zdrowy. Potulnie wykonał polecenia Tsunade i znalazł na kanapie wygodne miejsce.
Piąta zaczęła badać palcami różne miejsca na brzuchu, co jakiś czas pytając się, czy coś go boli. Ten jednak zaprzeczył. W końcu użyła jakiejś nieznanej chłopakowi techniki. Jej czoło to marszczyło się, to prostowało. W jej oczach pojawiało się coraz większe zaskoczenie.
-Co jest, babuniu?-zapytał w końcu zaniepokojony Naruto.
Zamiast odpowiedzieć, złapała za butelkę i opróżniła ją paroma łykami do połowy. Potem oparła się o krawędź biurka i gapiła się na różne rzeczy. Na ścianę, na kanapę, na papiery, na ołówek. Ale nigdy na chłopaka.
-HALO?! Co jest? Umieram?
W końcu spojrzała na niego z dziwnym uśmiechem.
-Nie, nie umierasz, Naruto.
Minato był bardzo zaniepokojony. Jakieś 10 minut temu Tsunade wezwała go do biura za pośrednictwem Yamato, który wiedział tylko, że chodziło o Naruto. Kiedy tam dotarł, zastał chłopaka kompletnie załamanego i zszokowanego. Siedział na kanapie, więc ten natychmiast do niego dołączył. Niepokoił go też wzrok Tsunade, która siedziała na biurku, popijając sake.
-Co się stało, Tsunade-sama?
-Powoli, poczekajmy na resztę.
Minato zdziwił się, słysząc, że ma się pojawić jeszcze parę innych osób.
Shikamaru chciałby powiedzieć upierdliwe, ale naprawdę, nie miał na to wielkiej ochoty. Właśnie był w połowie ważnej partii szogi, a tu zjawia się Iruka i mówi mu, że ma się stawić u Hokage natychmiastowo. Trochę go zaciekawiło, kiedy dodał, że chyba chodzi o Naruto.
Zaskoczył go stan chłopaka. Minato próbował się czegoś dowiedzieć, ale tamten uparcie milczał. Uwagę Nary przykuła trzecia postać.
Sasuke trenował z Itachim, kiedy pojawiła się Shizune. Z początku się opierał, twierdząc, że może później wpaść do Hokage na pogawędkę, ale wystartował natychmiast, kiedy usłyszał, że chodzi o Naruto.
W biurze Hokage pojawił się jako drugi. Minato już siedział przy przerażonym blondynie, pocieszając go i wypytując. Ale ten się nie oddzywał. Wtedy pojawił się Shikamaru.
Tsunade wstała i dokładnie zamknęła drzwi na klucz. Jeszcze parę razy sprawdziła, czy są szczelne i wróciła na biurko. Rozsiadła się wygodnie i pociągnęła łyk sake. Czuła na sobie wzrok przybyłej trójki.
-Powiesz, o co chodzi?-zapytał w końcu Sasuke. Westchnęła, gdy Shikamaru i Minato poparli go skinieniem głowy.
-Może najpierw powiecie mi, o co chodzi z tą waszą grupką... seksualną. Wyciągnęłam od Naruto wszystko.
Minato wstał i podszedł do niej z poważnym wyrazem twarzy.
-Tsunade-sama, jeśli o to chodzi, nie powinnać doprowadzać Naruto do tego stanu. To można wyjaśnić w inny sposób.
Piąta pokręciła głową. Wskazała butelką na trzęsącego się chłopaka.
-To nie o to chodzi, Minato. Jego stan uwarunkowała zupełnie inna informacja. Wracając do tematu. Dlaczego Hokage nie wie o działającej w Konosze grupie?
Namikaze spuścił głowę. Coś wymamrotał, ale Tsunade nie usłyszała, więc poprosiła go o powtórzenie.
-Trzeci ją zatwierdził.
Tsunade zamrugała, prawie wypuszczając butelkę z ręki.
-Słucham? Hiruzen wiedział o wszystkim?
Minato pokiwał głową, a Piąta westchnęła, racząc się po raz kolejny łykami sake. Shikamaru wziął się pod boki.
-Możemy przejść do tematu Naruto?
Tsunade spojrzała na niego i dziwnie się uśmiechnęła. Minato usiadł obok swojego syna i go przytulił. Ten spojrzał na niego zapłakanymi oczętami. Sasuke pochylił się i, jawnie lekceważąc zakaz zbliżania się, położył mu dłoń na ramieniu.
-Tak... Naruto... A więc. Niecałe dwa miesiące temu eksperymentował z nieznaną techniką, co zakończyło się fiaskiem, prawda?
Minato pokiwał głową. Tsunade westchnęła.
-I potem, w czasie jej trwania, spał z wami trzema?
Shikamaru, Minato i Sasuke zesztywnieli, a następnie skinęli głową. Tsunade zeskoczyła z biurka i zaczęła krążyć po pomieszczeniu, depcząc papiery.
-No dobrze. Naruto przyszedł do mnie dzisiaj, bo od miesiąca źle się czuje.-chłopak poczuł na sobie spojrzenia trójki-A ja postawiłam diagnozę. Nie wiem jeszcze jak i co z tego wyniknie, ale...
Zamknęła oczy.
-...on jest w ciąży.
I cięcie. A teraz, moi drodzy, chcę... abyście wybrali! Czyje to dziecko, rzecz jasna. Mam pomysł na wszystkie cztery możliwości! A tak, cztery:
a)Minato
b)Sasuke
c)Shikamaru
d)Mieszane
Mam nadzieję, że ktoś zagłosuje na coś i mi pomoże, sayonara!
