I po ciąży
Azumi zachichotała, ciągnąc Minato za nos. Miała już trzy miesiące i robiła się coraz bardziej żywiołowa, a mrok, który ją otaczał, przestał przerażać. Naruto powoli wracał do zdrowia i mógł przenieść się do domu ojca, aby z nim wychowywać dziewczynkę. Sasuke postawił sprawę jasno i nawet Itachi nie zdołał go przekonać do zmiany zdania, a utrata Naruto najwyraźniej przestała robić na nim jakiekolwiek wrażenie. Shikamaru? No cóż... Daleko mu do martwienia się o małą i jakiegokolwiek zaangażowania w sprawę blondyna.
Naruto jęknął i zwlókł się z łóżka, kiedy noc została wypełniona nieznośnym płaczem. Nie mając siły na stanie, przeczołgał się do małego pokoiku, który niegdyś był schowkiem na broń. Teraz, lekko umeblowany i pomalowany, stał się kącikiem dla dziecka. Chłopak wykrzesał z siebie odrobinę energii i podniósł się. Złapał za stojącą na stoliczku butelkę z przygotowanym wcześniej mlekiem i wziął Azumi na ręce.
W tej samej chwili ktoś się za nim pojawił. Spojrzał przez ramię na zaspanego ojca. Ten zerknął na butelkę i pokręcił głową.
-Nie, poczekaj, to jest zimne. Daj mi ją i butelkę i idź spać, Naru.
-Yhm... Dzięki, tato.-mruknął bez życia chłopak, przekazując pojemniczek z zimnym mlekiem oraz żywy budzik z włosami. Następnie powlókł się do swojej sypialni, aby zakopać się pod kołdrą. Westchnął, czekając, aż Minato upora się z małą i wreszcie zapanuje wszechstronna cisza. Nic jednak tego nie zapowiadało, więc Naruto jęknął i schował głowę pod poduszką.
Następnego ranka sprawa nie wyglądała o nawet o kroplę lepiej. Naruto nie miał już sił na walkę z energicznym dzieciakiem, a Minato korzystał z każdej możliwości, aby mu uświadomić, że on był identyczny. Mimo wszystko mu pomagał. Naruto jeszcze nie wiedział, jak wkrótce ma się to pokomplikować...
[5 MIESIĘCY PÓŹNIEJ]
Azumi zachichotała, bawiąc się kwiatami, które rosły w parku. „Biegała" po całej zieleni, a Naruto, jak cień, chodził za nią krok w krok, pilnując, żeby nic sobie nie zrobiła. Bardzo się o nią martwił, w końcu brak wzroku mógł być dla niej ogromnym zagrożeniem. Minato zwykle towarzyszył, na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń, ale tym razem został wysłany na długą misję i blondyn został sam.
Dziewczynka miała już włosy do policzka. Były one koloru zboża i w niektórych miejscach postrzępione, lekko odstawały, jak u Sasuke. Wciąż jeszcze szukała oparcia za pomocą błękitnych oczu, ale coraz częściej je zamykała. Uwielbiała łapać ludzi za włosy i ciągnąć za nie, aż „ofiary" będą błagać o litość albo podzielą się ciasteczkiem. Naruto miał farta, bo nie zapuszczał swojej fryzury, ale Jiraiya miał przechlapane. Dlatego też zboczeniec zwykle trzymał się z dala od małej.
Azumi powoli przyzwyczaiła się do Tsunade i ta mogła ją już zbadać bez większych, irytujących przeszkód, zniszczonych szyb i bębenków w uszach. Niestety, jeśli zapomniała o truskawce na pożegnanie, mała robiła koncert, jaki ciężko było zapomnieć i wtedy tylko i wyłącznie Naruto mógł pomóc.
Minato był, po chłopaku, najbardziej tolerowaną osobą przez Azumi. Mógł się z nią bawić całymi dniami, ale starał się jednak dopasować swoją rolę do roli dziadka, aby skandal z tym, że jest jej ojcem nie wyszedł na jaw. Poza tym najbardziej się nią zajmował, jeśli chodzi o sprawy związane z higieną czy inną opieką. Miał po prostu większe doświadczenie od syna. W końcu męczył się z nim przez te 17 czy 18 lat, nie?
Inną osobą, która była uwielbiana przez Azumi to... uwaga! Itachi. Tak, doskonale słyszeliście... przeczytaliście. Itachi. Uchiha Itachi. Chłop nieźle się wczuł w rolę wujka. Przy każdej wizycie przynosił dziewczynce jakieś zabawki, bawił się z nią, a kiedy wracał do domu, nie omieszkał przywalić Sasuke po głowie za jego głupotę.
Jiraiya, o którym już wspominałam, mocno angażował się w rozwój małej. Starał się przynosić rzeczy, dzięki którym wyrośnie na inteligentną i przyzwoitą dziewczynę. Zaskakujące? Nie dla Sannina. Zwłaszcza po tym laniu, jakie dostał od Minato za pytanie, czy może jej zaklepać swoje książki, żeby mogła się z nich uczyć czytać. Po tym uważał już, żeby nawet na milimetr nie wypuścić swojego zboczenia przy Azumi.
Gdy tylko Sakura dopełniła swojego przyrzeczenia i sprała Naruto na kwaśne jabłko, zaprzyjaźniła się z dziewczynką. Nikt nie wątpił, że tak ją przyciąga, bo jest spokrewniona z Sasuke. A wszystko, co dotknął lub miał z tym związek Uchiha, było święte. Hinata też pomagała przy tym i bardzo starała się zwrócić na siebie uwagę Naruto, ale ten był zajęty opieką nad dzieckiem, więc odpuściła sobie po jakimś czasie.
Mała największą uciechę miała, kiedy pojawiał się „wujek" Gaara. Jej śmiech nigdy nie był tak duży, jak kiedy on fundował jej lot na piaskowym dysku. Oczywiście, Naruto albo Minato zawsze na wszelki wypadek jej towarzyszyli, nie bardzo wierząc w działanie gwarancji Kazekage.
Naruto ocknął się, kiedy rozległo się szczęśliwe gaworzenie małej podróżniczki. Uśmiechnął się szeroko i podniósł ją. Ta zaprotestowała, próbując złapać „mamę" za włosy, ale on znał tą sztuczkę i zrobił unik.
-Nie sądzisz, że już wystarczy? Dobrze, że nie ma tu dziadka, jak by zobaczył twoją brudną sukieneczkę, to by mnie zlał.
Chłopak jeszcze raz zlustrował, niegdyś nieskazitelnie czerwoną, sukieneczkę i lakierki do zestawu, o których stanie warto nie wspominać. Prezent od Shizune. Naruto westchnął i zaniósł niezadowolone maleństwo na rozłożony w pobliżu dywanik. Odłożył ją tuż przy koszyczku z jej zabawkami i sam klapnął ciężko.
-Tu jest o niebo wygodniej...-stwierdził Naruto, rozmasowując obolałe mięśnie nóg. Wciąż nie wrócił do formy, a chodzenie za i z Azumi to wyczerpujące zajęcie, nawet dla Minato. Dziewczynka odnalazła koszyk i po niecałej minucie już tarmosiła pluszowego pieska. Kilkakrotnie próbowała zbiec z koca, ale chłopak zdołał się zorientować, co buntowniczka planuje.
-Nie spodziewałem się tu ciebie o tej porze.-powiedział ktoś. Naruto podniósł głowę i skrzyżował spojrzenie ze spojrzeniem Iruki. Ten uśmiechnął się dobrodusznie, patrząc jak Azumi szuka źródła nowego dźwięku, rozglądając się na wszystkie strony. Blondyn poklepał miejsce obok siebie.
-Klapnij sobie, sensei!
Umino skorzystał z zaproszenia, kręcąc głową.
-Nie nazywaj mnie już sensei. Jesteś już prawie... no można powiedzieć, że już jesteś dorosły. I w przeciwieństwie do mnie masz malucha.
Iruka spuścił głowę, pozwalając jednocześnie, aby Azumi wdrapała mu się na kolana. Mężczyzna często spotykał się z Naruto, pomagając mu, kiedy Minato nie miał czasu, więc kiedy mała rozpoznawała jego głos, natychmiast robiła się nieznośna, bo wiedziała, że „braciszek" Iru da jej wszystko, czego zażąda. On miał po prostu za miękkie serce.
-Wiesz... Tata gdzieś jeszcze ma ten zwój...-zaczął z uśmiechem Naruto-AU!
Blondyn pomasował obolały po kuksańcu bok. Iruka przygarnął do siebie dziewczynkę, a ta natychmiast sprawdziła, czy ten nie zapomniał związać włosów. Z rozczarowaniem jęknęła i zaczęła się bawić palcami mężczyzny.
-To nie takie proste, Naruto. Wiesz... że chciałbym... ale Kakashi... on ciągle uważa, że to jest zbyt niebezpieczne. W dodatku Tsunade go popiera.
-Zawsze mogę pożyczyć komuś Azu-chan i skoczyć na pogawędkę ze starym senseiem...-zaproponował żartobliwie Naruto. Iruka uśmiechnął się lekko, ale nie skomentował tego. Azumi po chwili znudziła się palcami Umino i zaczęła wyciągać rączkę, łapiąc powietrze. Chłopak westchnął i podał jej pluszaka.
-Robi się coraz bardziej energiczna...-mruknął Naruto. Iruka parsknął śmiechem.
-Czego się spodziewałeś? To twoja córka. Za jakiś czas będzie jeszcze gorzej. Co, myślałeś, że jak cię uczyłem w Akademii to była sielanka?
-Padam czasami z nóg. Wykańcza mnie ta mała diabolica. A tak właściwie, to gdzie zmieżałeś, hm?
Iruka westchnął.
-Tsunade mnie wzywała, ale nie mam ochoty do niej iść...
-Babunia ma ostatnio ciężki temperament. Może lepiej nie przeciągaj struny.
Umino pokiwał głową i przesadził Azumi ze swoich kolan na kolana Naruto. Tylko przez chwilę była skołowana, ale potem wyczuła dotyk chłopaka i wróciła do zabawy. Wtedy coś zaciekawiło Irukę.
-Co się stało z jej sukienką?
-Weź nie pytaj...-mruknął Naruto, machając dłonią. Umino zachichotał, rozumiejąc, że chłopak całkowicie sobie nie radzi z nią. Iruka powoli zaczął się oddalać, a jego optymizm wyraźnie mówił, co sądzi o spotkaniu z Hokage. Chłopak uśmiechnął się, przytulając mocniej dziewczynkę. Ta zagaworzyła, a potem wymknęła się z uścisku i, po paru dziwnych manewrach, wylądowała w koszyku z zabawkami.
-Nikt ci ich nie zabierze!-zaśmiał się Naruto, głaszcząc małą po główce. Ta przygarnęła do siebie wszystkie pluszaki i zawarczała zaborczo. Chłopak bez problemu rozczulił się.
-Jest tak samo łapczywa jak ty.-tym razem Azumi nie znała tego głosu i szybko schowała się cała w koszyku. Naruto z zaskoczeniem spojrzał na opierającego się pod drzewem gościa. Zacisnął wolną dłoń w pięść.
-Co tu robisz?-powiedział chłodnym tonem. Ten zbliżył się i usiadł obok koszyka.
-Nie musisz być taki agresywny. Chciałem tylko porozmawiać.
-Po takim czasie zebrało ci się na rozmowę, co?-mruknął Naruto, patrząc, jak ostatnia osoba, którą chciał spotkać, rozwala się na kocu. Uchiha jak zwykle był zbyt arogancki, aby poprosić o pozwolenie.
-Wiesz, chciałem pogadać wcześniej, ale twoi goryle skutecznie mnie odstraszali. Wiesz, jak chcę mieć fioletowe cienie to pożyczę od Sakury jej podręczny Zestaw Przetrwania Kobiety.
-Twój humor jak zwykle mnie powala.-stwierdził sucho Naruto, krzywiąc się-O czym ty w ogóle chcesz rozmawiać, Sasuke? Myślałem, że wszystko już postanowione.
-Chodzi o to...-westchnął Uchiha-że coś się zmieniło. A właściwie szereg wydarzeń zmienił wszystko.
-Doprawdy? Gwiazdka spadła z nieba i ci przywaliła po łbie tak, że sfiksowałeś i zapomniałeś o swojej postawie? Wątpię. Cuda się nie zdarzają. Pospiesz się.
-Naruto, proszę... Daj mi wytłumaczyć, tylko jedna szansa.
Sasuke złożył ręce jak do modlitwy, a Naruto westchnął, przeklinając swoje miękkie serce. Chciał, żeby Minato już wrócił i wykopał Uchihę na biegun północny... albo południowy. Do wyboru, do koloru.
-Dobra, masz czas, dopóki jej się nie znudzi.-stwierdził chłopak, wskazując na bawiącą się pluszakami Azumi. Przywykła do nowego głosu, ale wciąż była ostrożna i spięta. Naruto nie lubił, kiedy była zdenerwowana obecnością nieznajomego i zwykle, kiedy tak się działo, taki ktoś musiał ją potrzymać albo się wynosić. W tym wypadku wolał drugą opcję.
-Dziękuję.
Naruto zamrugał, nie wierząc. Uchiha właśnie powiedział bardzo potulne słowo, które zwykle nie wychodzi z ust członków jego klanu. W dodatku, włożył w to całą swoją uległość i wyrzuty sumienia. A może jednak nadeszła Era Cudów?
-Kilka miesięcy temu miałem misję w Sunie. Gaara postanowił skopiować Itachiego i wbić mi coś do łba. Potem przegadałem z nim z jakiegoś powodu całą noc. Czułem się jak przesłuchiwany. Zadawał mi pytania tak długo, aż uzyskał poprawną odpowiedź...
Blondyn pokiwał głową z uśmiechem, wiedząc, że jego przyjaciel z Suny potrafi uprzykrzyć komuś życie. Prawie współczuł Sasuke... Prawie. Prawie to duża różnica.
-To chyba wtedy, po stu dwudziestu pytaniach „dlaczego", zacząłem się faktycznie dobrze zastanawiać nad tym, czy jednak nie przesadziłem.
-Och... No nie! Niemożliwe!-stwiedził ironicznie Naruto. Uchiha odetchnął głęboko i uspokoił się, zanim wybuchł na dobre. Najwyraźniej dużo ćwiczył nad swoim temperamentem.
-Wiem, zachowałem się jak prawdziwy dupek, ale posłuchaj do końca, dobrze? Gaara był dobrym terapeutą. Zrzędziłem mu, zrzędziłem, a on tylko sypał szczerymi odpowiedziami, w tym swoją prawą pięścią. Ma niezły sierpowy, swoją drogą. Potem, kiedy wróciłem do Konohy... Zobaczyłem, jak bawi się w waszym ogródku.
Uchiha na chwilę zamilkł, jakby rozpamiętywał jakieś wspaniałe wydarzenie, a Azumi postanowiła skorzystać i zwiać. Na jej nieszczęście, Naruto nie był ślepy i złapał ją lekko za sukieneczkę i zaciągnął z powrotem na koc. Ta pomarudziła chwilę, a potem znowu zniknęła w koszu.
-Pamiętasz ten... Dzień Skorpionów?
Naruto skrzywił się.
-Wolałbym nie... Bałem się, że coś jej się stanie.
W niesławny Dzień Skorpionów pewien anonimowy idiota wypuścił do Konohy przypadkiem 350 skorpionów różnych gatunków, większość śmiertelnie groźna. Tsunade postawiła wioskę w stan najwyższej gotowości. Tydzień wyłapywano podstępne stwory, a do tej pory można się natknąć na marudera.
-No więc... Wtedy opiekował się nią, Minato. On... znikł na chwilę, żeby wykopać Jiraiyę z domu, a Azumi... Ten cholerny skorpion był tak blisko...
-Żartujesz?-zadrżał Naruto, odruchowo wyciągając dziewczynkę z kosza i przytulając ją do siebie, jakby chciał ją ochronić przed tą historią. Sasuke pokręcił głową.
-Wywaliłem go do jednego z tych koszy, które były na nie przygotowane. Kiedy wróciłem, Minato już z nią był i bardzo subtelnym gestem kazał mi spadać z trawnika.
Blondyn odetchnął i pozwolił, aby niezadowolona Azumi znowu wróciła na koc. Ta wyglądała na zdezorientowaną swoim obecnym położeniem i zaczęła raczkować w stronę granicy koca, ale Naruto ją zawrócił. W końcu, we względnej ciszy, dotarła do kolan Uchihy. Zaskoczona tym odkryciem, postanowiła zbadać nieznany jej obiekt.
-Mogę?-poprosił Sasuke. Naruto zamrugał. Zaczynał coraz bardziej wierzyć w teorię, że coś pieprznęło w Uchihę i poprzestawiało mu trybiki w mózgu.
-I tak się rozpłacze. Nie lubi obcych.-wzruszył ramionami blondyn. Uchiha, delikatnie, podniósł małą i posadził sobie na kolanach. Jej rączki natychmiast powędrowały do włosów. Ku gigantycznemu zaskoczeniu Naruto, nie szarpała nimi, jak zwykle, tylko zbadała je, a następnie zajęła się zabawą koszulą Sasuke. Ten wyszczerzył się do blondyna.
-Jesteś zazdrosny.
-CO!?-zaprzeczył Naruto-Niby o co?
-Mi nie wyrywa włosów, tak jak tobie.
-Skąd o tym wiesz?
-Zaraz do tego dojdę.
Naruto skupił się bardziej na tym, co robiła Azumi. Wyglądała tak, jakby doskonale wiedziała w czyich ramionach się znajduje. Identycznie było z Minato. Sasuke był wobec niej bardzo delikatny.
-Potem musiałem zapewnić bezpieczeństwo pewnemu niewidomemu dyplomacie. Jakoś mnie tak podkusiło i zapytałem go, jak to się stało, że stał się ślepy. Byłem zaskoczony, kiedy mi powiedział, że taki się urodził. Przerażała mnie historia o tym, jak rodzice porzucili go zaraz po narodzinach na polu, oczekując, że coś go zje. Jedynie dobroć jakiegoś rybaka, który szukał ziół na kolację, go uratowała. Uświadomiłem sobie...
Sasuke zamarł z otwartymi ustami, szukając właściwego słowa, a Naruto mu nie przeszkadzał, zastanawiając się, czy Uchiha mógł naprawdę się zmienić. Trochę mu to nie pasowało, zwłaszcza po tych jego występach, ale mimo to...
-Uświadomiłem sobie, że...-podjął w końcu Uchiha-popełniam błąd. Że nie zasługuję nawet na życie. Kiedy czasami obserwowałem Azumi... jak się bawi sama lub z kimś, miałem różne odczucia. Coś mnie do niej ciągnęło, chciałem wykopać osobę, która tam była i ją zastąpić. Kiedy się śmiała... było mi tak przyjemnie, a kiedy płakała... tak... ciężko... Wiem, to dziwne. Wariuję już od tego.
-Sasuke.
-Nie, może... nie powinienem był nawet o tym wspominać. Teraz na pewno już... Nie...
-Sasuke.
-Jestem żałosny...-Uchiha schował twarz w dłoniach.
-Sasuke. Zamknij się i posłuchaj teraz mnie.
Brunet spojrzał na Naruto z zaskoczeniem. Ten nie wyglądał ani na wściekłego, ani na obrzydzonego. Raczej na... szczęśliwego? Uśmiechał się delikatnie.
-Wcale nie wariujesz. To twoja córka. Kochasz ją. On kocha ciebie. To, co czujesz, kiedy się śmieje czy płacze, to część bycia rodzicem. Ja też tak mam. Od tego nie da się uciec, ale można zwariować, jeśli się nie widzi jej przez dłuższy czas.
-To prawda...-mruknął Sasuke, kiedy Azumi znudziła się zabawą jego bluzą i odnalazła w końcu drogę do kosza. Po raz kolejny w nim zanurkowała. Naruto westchnął.
-Nie wybaczyłem ci tego, co zrobiłeś. Złamałeś mi serce, Sasuke, i tak zostanie do końca. Nigdy tego nie zapomnę. Ale... Azumi potrzebuje ojca. Postaraj się, a nie będę wam przeszkadzać w relacjach. Skrzywdź ją, a zabiję cię.
Uchiha nawet się nie uśmiechnął. To nie była błacha groźba, tylko obietnica. Naruto mu przyrzekł, że tak zrobi. Blondyn pogłaskał córkę po główce.
-Dam ci jeszcze jedną, ostatnią szansę, Sasuke. Tylko spróbuj to spieprzyć...
-Nie zawalę... Obiecuję. Tylko...
-Tylko co?-zmrużył oczy Naruto.
-Ochroń mnie przed twoimi gorylami...
Blondyn przewrócił oczami, a Azumi po raz kolejny próbowała zwiać. Była już rączką poza kocem, kiedy porwały ją czyjeś ręce. Po raz kolejny wylądowała, oburzona, na kolanach Sasuke.
Iruka uśmiechnął się, kiedy zobaczył, jak Uchiha i Naruto opuszczają park razem. Brunet niósł na rękach niesforną Azumi, a blondyn trzymał pozostałe rzeczy, z kocem włącznie. To dobrze się zapowiadało.
