Rozdział 02 – Walka o bilety
Yurito po prostu stała w miejscu, niezdolna do wykonania jakiegokolwiek ruchu. Torebka wysunęła jej się z dłoni i upadła na podłogę. W brązowych oczach kłębiło się poczucie winy.
Natsumi jeszcze raz zerknęła na zdjęcie. Jakaś jej część wolałaby nie odkryć tego, czego się spodziewała… druga była tą myślą podekscytowana. Dziewczyna przełknęła ślinę.
Do głowy przyszła jej pewna myśl. Powoli i niepewnie, jak lunatyczka krocząca pomiędzy snem a jawą, ustawiła się przed lustrem. Następnie uniosła dłoń, tak że zdjęcie znalazło się na poziomie jej twarzy. W myślach dokonała szybkiego porównania.
Włosy jej i Kageyamy były identyczne. Tak samo czarne, tak samo proste. Jedyną różnicą było to, że Natsumi nie miała grzywki. Ich oczy też miały ten sam kolor. Podbródki układały się w identyczny kształt. Nie było wątpliwości. Każdy, kto spojrzałby na Natsumi, a potem na to zdjęcie, doszedłby do tego samego wniosku.
Dziewczyna szarpnęła głową w kierunku mamy, patrząc na Yurito z błagalnym wzrokiem. Chciała coś powiedzieć, ale głos ugrzązł jej w gardle. Yurito bez problemu odgadła jej niewypowiedziane pytanie.
- Tak. – wyrzuciła z siebie bez tchu.
Natsumi gwałtownie wciągnęła powietrze. Prawie nie czuła rąk i nóg. Miała wrażenie, że jej ciało zostało na ziemi, a ona sama szybuje w powietrzu, gdzieś bardzo daleko stąd. W końcu odważyła się uformować tę myśl.
Kageyama Tobio jest moim ojcem. Mój ojciec to Kageyama Tobio, były reprezentant Drużyny Japonii. Kageyama Tobio jest moim ojcem.
Uczucie szoku minęło i zostało zastąpione przez gniew.
- Jak mogłaś mi nie powiedzieć?! – krzyknęła do mamy z rozpaczą.
Yurito otworzyła usta, by odpowiedzieć, ale zrezygnowała i smętnie opuściła głowę.
Natsumi trzęsła się ze wściekłości. Łatwo było myśleć o ojcu, gdy był tylko anonimową figurą - bez twarzy, czy jakiś konkretnych cech. W ten sposób fakt, że go nie znała, nie był aż tak bolesny. Mogła sobie wyobrażać, że kiedyś się spotkają, a wtedy dowie się, kim on jest i jak wygląda. Tymczasem Kageyama w żadnym wypadku nie był dla niej postacią anonimową! Odkąd dowiedziała się, co to jest siatkówka i do czego służy telewizor, oglądała prawie każdy jego mecz. Znała go. Co prawda nie osobiście, ale go znała. Był jednym z jej ulubionych graczy, więc wiedziała co nieco na jego temat! Ponoć był wybuchowym człowiekiem, a także genialnym rozgrywającym, który z pasją podchodził do każdego meczu i nienawidził przegrywać. A ona go za to podziwiała.
Nie mogła już dłużej wytrzymać w tym miejscu. Przerażona, że za chwilę nie powstrzyma się i obrzuci mamę obelgami, których później będzie żałować, zerwała się i wybiegła z pokoju. Nadal ściskała w dłoni zdjęcie i kartkę.
Następne godziny upłynęły jej na masie różnych dziwnych czynności. Najpierw wyszła na dach, gdzie siedziała przez długi czas, z ramionami oplecionymi wokół kolan. Następnie posprzątała swój, i tak już idealnie czysty, pokój, przeglądając przy okazji każdy ze zgromadzonych magazynów sportowych i co chwilę zatrzymując wzrok na znalezionych w środku zdjęciach Kageyamy. Wiedziała, że już nigdy nie będzie patrzyła na niego, tak jak do tej pory. Gdy później przestawiała graty w garażu i przypomniała sobie wyraz twarzy byłego rozgrywającego Japonii, gniew, który do tej pory czuła wobec mamy, przeniósł się na niego.
W między czasie zrealizowała swój cel. Rzeczy z garażu zostały przesunięte, tak że ściana, przy której zazwyczaj były stłoczone, stała się zupełnie pusta. Natsumi złapała piłkę do siatkówki i poczęła ładować w betonowy placyk ścinę za ściną, z każdym uderzeniem wyrzucając z siebie gniewną myśl.
Jak on mógł mnie tak zostawić?! Dlaczego nigdy nas nie odwiedził? Dlaczego nigdy nawet nie zadzwonił i nie zapytał, co u mnie? Jak mógł mieć to wszystko gdzieś? Czy kariera była dla niego aż tak ważna, że całkowicie zapomniał o dziecku?!
Po ścinach, których nie mogła nawet zliczyć i kilkunastu plamach na ścianie, Natsumi w końcu opadła z sił. Oparła się plecami o beton i zsunęła w dół, dopóki nie natrafiła siedzeniem na zimną podłogę. Była wycieńczona. Nagle poczuła na ramieniu nieśmiały dotyk czyjejś dłoni.
To była Yurito. Najwidoczniej uznała, że córka ochłonęła już na tyle, by mogły o tym porozmawiać. Natsumi nie powiedziała słowa protestu, gdy mama usiadła obok niej. Przez długi czas obie milczały.
- Czy możesz… - odezwała się w końcu dwunastolatka – Czy możesz opowiedzieć mi o wszystkim?
Jej głos nadal lekko drżał, ale nie było w nim już gniewu.
Yurito westchnęła cicho, po czym wbiła wzrok w splecione na kolanach dłonie.
- Ja i Tobio poznaliśmy się w liceum. – zaczęła zmęczonym tonem – Moja przyjaciółka, Hitoka była menadżerem drużyny siatkarskiej…
- Hitoka?! – wykrzyknęła ze zdziwieniem Natsumi – Niemożliwe! Masz na myśli Hinatę Hitokę? Żonę Hinaty?
- Tak… - Yurito uśmiechnęła się na wspomnienie przyjaciółki – Chociaż wtedy nosiła jeszcze nazwisko Yachi. W każdym bądź razie, w tamtym czasie drużyna siatkarska odnosiła dużo sukcesów, ale nie miała zbyt wielu kibiców. Hitoce było z tego powodu przykro, więc wpadła na pomysł, by co tydzień w szkolnej gazetce ukazywał się artykuł o działaniach klubu. Miała nadzieję, że gdy ludzie przeczytają go, zaczną przychodzić na mecze i kibicować chłopakom. Potrzebowała kogoś, kto robiłby zdjęcia do artykułu.
W tym momencie Yurito zaczerwieniła się.
- Byłaś najlepszą osobą do tego zadania? – zgadła Natsumi.
- Taaak… - odpowiedziała Yurito, z każdą chwilą coraz bardziej czerwona – Zaczęłam regularnie chodzić na ich treningi. No i poznałam Tobio. Na początku wydawał się straszny i trochę opryskliwy, ale z czasem jak robiłam zdjęcia i dokładnie mu się przyglądałam… okazało się, że jest taki… był taki… i ja… po pewnym czasie ja… zaczęłam się w nim podkochiwać.
Natsumi śledziła wyraz twarzy swojej mamy z szokiem i poruszeniem. Yurito wcale nie mówiła jak trzydziestokilkuletnia, doświadczona kobieta. Brzmiała bardziej jak nastolatka, która właśnie w tej chwili przeżywała swoją pierwszą miłość. Poza tym było coś dziwnego w jej spojrzeniu… Natsumi zaczynała rozumieć, dlaczego nigdy nie widziała, aby Yurito chodziła na randki. Mogło jej się tylko wydawać, ale miała wrażenie, że jej mama wciąż czuła coś do Kageyamy.
Z rozmarzonym wyrazem twarzy, Yurito odgarnęła kosmyk włosów za ucho.
- Nawet nie liczyłam na to, że się mną zainteresuje. – wyznała cicho – Prawdę mówiąc nie sądziłam, by interesowało go cokolwiek poza siatkówką. Jednak okazało się, że to nie do końca była prawda. Pewnego razu on i Hinata mieli problem z pewną kombinacją. Zrobiłam im zdjęcia, gdy to ćwiczyli i zaniosłam Tobio, by mógł zobaczyć swoje błędy. Na początku wściekł się i stwierdził, że nie robi żadnych błędów… nakrzyczał na mnie, że nawet nie znam się na siatkówce. Było mi z tego powodu bardzo przykro. Ale potem przyszedł do mnie i przeprosił… czy raczej wybełkotał przeprosiny, bo nigdy nie był zbyt dobry w przyznawaniu się do błędu. – w tym momencie Yurito zachichotała – Rzeczywiście znalazł na tych zdjęciach coś, co mu pomogło. Podziękował mi, że o tym pomyślałam. Powiedział też, że gdyby zdjęcia nie były tak dobrze zrobione, na pewno nie dostrzegłby błędu.
- Co to był za błąd? – spytała z zaciekawieniem Natsumi.
Yurito westchnęła.
- Nie mam pojęcia. To znaczy… Tobio powiedział mi, ale nie zrozumiałam. Sama wiesz, że nie znam się na siatkówce, kochanie.
- Racja, przepraszam.
- W każdym bądź razie… jakiś czas później zdobyłam się na odwagę i powiedziałam mu, że go lubię. A on odpowiedział, że też mnie lubi. A w zasadzie… w zasadzie lubił mnie już od dłuższego czasu. Prawie od samego początku naszej znajomości. Byłam taka szczęśliwa, gdy mi to powiedział… Od tamtego czasu byliśmy parą.
Jakiś czas wisiało między nimi milczenie.
- Długo byliście razem? – spytała po chwili Natsumi.
- Osiem, dziewięć lat. Coś koło tego…
- Dziewięć lat?!
To cała masa czasu! Ludzie, którzy byli ze sobą aż dziewięć lat, nie mogli od tak się rozstać.
- No więc co się stało? – spytała głosem pełnym napięcia.
Yurito na chwilę się zawahała.
- To się stało, gdy mieliśmy po dwadzieścia cztery lata. – wyszeptała, miętoląc w dłoniach skraj swojej bluzki – Tobio już od dwóch lat grał w Drużynie Japonii. On i Hinata nie byli wtedy jeszcze podstawowymi zawodnikami, a tylko rezerwowymi. To był ten przełomowy moment, gdy stawali się coraz bardziej skuteczni i trener stopniowo zaczął ich wystawiać w coraz większej ilości meczy. Moment, w którym zostaliby wybrani zawodnikami podstawowej szóstki był tylko kwestią czasu. I wtedy…
Jej mama na chwilę urwała i zamknęła oczy, by uspokoić oddech.
- Zazwyczaj jeździłam z nim na jego mecze. Ale wtedy nie mogłam pojechać. Miałam jakieś zlecenie i… w każdym bądź razie…
Westchnęła.
- Był w Rio de Janeiro, kiedy to się stało… kiedy ze mną zerwał.
Natsumi ciężko było patrzeć na cierpienie mamy, ale z jakiegoś powodu nie potrafiła odwrócić wzroku.
- Zerwał z Tobą? – powtórzyła – Ale jak?
- E-mailem. – wyznała Yurito drżącym głosem.
- Mailem?! – krzyknęła z oburzeniem Natsumi – Przecież to podłe! Skoro chciał z Tobą zerwać, powinien przynajmniej zrobić to twarzą w twarz!
Yurito jeszcze bardziej spuściła głowę. Jej córka zacisnęła dłonie w pięści.
- Mniejsza o to. – burknęła Natsumi – Co Ci napisał?
- On… napisał… kariera… że j-j-już mnie nie k-k-kocha i…
- W porządku, mamo. Nie musisz mówić. Rozumiem.
Natsumi westchnęła.
- Nawet jeśli z Tobą zerwał, nie rozumiem, jak mógł olać fakt, że macie razem dziecko. – powiedziała bardziej do siebie, niż do matki – Bardziej zależało mu na siatkówce, w porządku. Mimo wszystko mógł chociaż raz odwiedzić nas i powiedzieć „cześć".
W tym momencie Yurito przełknęła nerwowo ślinę.
- On… - zaczęła, strasznie się jąkając – On o Tobie… nie wie… Natsumi.
Dziewczyna podskoczyła, jakby poraził ją piorun.
Co takiego?!
- Odkryłam, że jestem w ciąży jakiś tydzień po naszym rozstaniu. – dokończyła Yurito zmęczonym głosem.
- I mu nie powiedziałaś?! – sapnęła z niedowierzaniem Natsumi – Mamo… przecież to… to podłe.
Ostatnie dwa słowa powiedziała wręcz z rozpaczą. Yurito pogłaskała jej ramię.
- Wiem, jak to wygląda, ale wtedy to nie było takie proste, kochanie. – wyszeptała błagalnym tonem – Spróbuj zrozumieć, Natsumi… Byłam samotna i załamana, a Twój ojciec był tysiące kilometrów stąd. W dodatku w liście dał mi do zrozumienia, że nie chce mnie więcej widzieć. Było mi ciężko po tym rozstaniu… nie miałam ochoty rozmawiać z kimkolwiek, a już tym bardziej z nim. Potem, gdy już trochę się uspokoiłam, chciałam mu powiedzieć o dziecku, ale okazało się, że zmienił telefon. Nie żeby to był wielki problem… gdybym się uparła, na pewno jakoś bym się z nim skontaktowała, nawet jeśli był w Brazylii… z tym że… z czasem zaczęłam mieć coraz większe opory. No i odwiedził mnie… ten człowiek.
Natsumi spojrzała na nią ze zdziwieniem.
- Kto?
- Nie pamiętam imienia. Był jakoś powiązany z Reprezentacją Japonii… pracował dla nich, czy coś w tym stylu. Ale nie jestem pewna, dla kogo dokładnie. W każdym bądź razie, skądś dowiedział się, że jestem w ciąży i prosił, bym nie mówiła nic Tobio. Powiedział, że gdyby Twój ojciec usłyszał, że spodziewam się dziecka, uniósłby się honorem i nawet jeśli nic już do mnie nie czuł, przyleciałby do Japonii, żeby wziąć za wszystko odpowiedzialność. W ten sposób na pewno zacząłby zaniedbywać obowiązki wobec reprezentacji… i zniszczył wszelką nadzieję na medal dla Japonii.
- A więc dałaś się zmanipulować. – wyszeptała ze złością Natsumi – Jakiemuś anonimowemu facetowi, który pracował dla reprezentacji.
- Nie chciałam, by Tobio porzucił dla mnie wszystkie swoje marzenia. – oznajmiła Yurito – Sama pomyśl, kochanie. Młody, uzdolniony mężczyzna… genialny rozgrywający… wszyscy mówili, że czeka go świetlana przyszłość. Na samą myśl, że mogłabym być tą, która tę przyszłość zniszczy, robiło mi się słabo. A poza tym… - w tym momencie uniosła podbródek – ja też miałam swoją dumę. Nie chciałam być tą, która „złapała faceta na dziecko". Gdybym powiedziała Tobio, że jestem w ciąży, tuż po tym, jak napisał, że mnie nie kocha, to byłoby jak akt desperacji.
Dopóki nie padło ostatnie zdanie, Natsumi zamierzała krzyknąć „A co z moimi uczuciami?! Co z faktem, że nie miałam ojca?!". Teraz jednak zawahała się. Powinna być wściekła, że jej mama zdecydowała się na takie rozwiązanie. Powinna, ale o dziwo nie była. Może wynikało to z faktu, że sama uwielbiała siatkówkę, może z tego, że podobnie jak ojciec była bardzo ambitna… w każdym bądź razie, w tym momencie Natsumi również odkryła w sobie coś na kształt dumy.
Nie zamierzam nikogo błagać, by był moim ojcem! – pomyślała z zawziętością – Jeżeli uznał, że moja mama nie była dla niego dość dobra, to niech się wypcha! Moja mama nie jest jakąś biedną desperatką, żeby zatrzymać przy sobie faceta za pomocą dziecka!
Siatkówka była cudownym sportem. A Natsumi wiedziała, co oznaczało poświęcić się treningom. Właściwie nie miała żalu do ojca, że wybrał karierę.
Jednak z drugiej strony… Kageyama nawet o niej nie wiedział. Skąd pewność, że wybrałby karierę, skoro w zasadzie nie dano mu wyboru? Natsumi i jej mama mogły bawić się w zgadywanie, ale prawda była taka, że nie miały stuprocentowej pewności.
- Ten mężczyzna… ten facet z reprezentacji zaproponował mi pieniądze, jako rekompensatę za fakt, że Tobio nie wesprze mnie w wychowywaniu dziecka. – mówiła dalej Yurito.
- Dla mnie to wygląda bardziej jak łapówka za zachowanie milczenia. – warknęła Natsumi.
Yurito przytaknęła.
- Pomyślałam wtedy to samo. Odmówiłam. Powiedziałam, że wychowam swoje dziecko bez niczyjej łaski. Jakiś czas po tym spotkaniu, przeniosłam się do Shikoku, gdzie miałam dalekich krewnych. Pewnie nie pamiętasz, ale mieszkałyśmy tam, gdy byłaś mała. Przeniosłyśmy się z powrotem do Miyagi dopiero, gdy miałaś dwa latka.
- Nigdy mi o tym nie wspominałaś. – powiedziała cicho Natsumi – Zawsze się zastanawiałam, dlaczego zdjęcia tamtych okolic wydawały mi się znajome.
- Przeprowadziłam się tam, bo chciałam się odciąć od wszelkich wspomnień o Twoim ojcu. – wyznała Yurito, wycierając spod oka pojedynczą łzę – Skoro zdecydowałam, że sama Cię wychowam, nie chciałam o nim myśleć. Zerwałam też kontakt z naszymi wspólnymi znajomymi. Potem, gdy wróciłyśmy do Miyagi, sąsiedzi opowiadali, że Hinata-kun i Hitoka-chan wypytywali o mnie. Miałam z tego powodu wyrzuty sumienia, ale nawet nie zadzwoniłam do nich, by powiedzieć, że wszystko u mnie w porządku. Wiem, że to nie ich wina, że Tobio ze mną zerwał, ale i tak… za bardzo się bałam. Myślę, że przez cały ten czas, który spędziłam na Shikoku stałam się trochę za bardzo samowystarczalna. Gdy się urodziłaś, miałam ręce pełne roboty i nie za dużo pieniędzy… Minęło trochę czasu, zanim znalazłam nowych przyjaciół, którzy by mi pomagali. Zaczęło mi się jako tako układać, dopiero gdy wyrobiłam sobie renomę jako fotograf i zaczęłam dostawać konkretne zlecenia. Jedynym pocieszeniem jest dla mnie fakt, że nie pamiętasz czasów, gdy było nam tak ciężko, Natsumi…
Dziewczyna nie wiedziała, co ma na to powiedzieć. Jej mama szybko starła przedramieniem kilka kolejnych łez.
- P-przepraszam, kochanie. – wyszeptała łamiącym się głosem – Pewnie po tym wszystkim, co usłyszałaś, nie masz o mnie zbyt dobrego zdania.
Właściwie to Natsumi nie miała zdania. Nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć. Ostatecznie oparła głowę na ramieniu Yurito i pozwoliła, by mama głaskała ją po włosach. Jakiś czas trwały tak, nie mówiąc ani słowa.
- Kochałaś go? – spytała po chwili Natsumi.
- Tak. – odpowiedziała bez wahania Yurito.
- A on Ciebie?
Natsumi usłyszała ciche westchnienie.
- Tak. Co prawda nigdy mi tego nie powiedział, ale jestem pewna, że gdy byliśmy razem, to właśnie czuł.
Dwunastolatka tępo wpatrywała się w przestrzeń.
- Widziałaś go jak grał? No wiesz… na żywo?
Nie miała pojęcia, co ją podkusiło, by zadać akurat to pytanie. Yurito ponownie westchnęła.
- Tak…
Natsumi poczuła ukłucie zazdrości, że jej mama miała okazję zobaczyć grę Kageyamy. W myślach dziewczyny ten mężczyzna nadal był najlepszym rozgrywającym świata… dopiero później jej ojcem.
- I… i jaki był? – wyrzuciła z siebie.
- Nie mam dużego pojęcia o siatkówce, - zaczęła powoli Yurito – ale nawet ja mogłam stwierdzić, że był… niesamowity.
Natsumi mimowolnie zacisnęła dłoń w pięść. Napięcie wręcz ją rozsadzało. Jej mama widziała na żywo grę Kageyamy… farciara! Wtedy dwunastolatce przyszło do głowy coś jeszcze.
- Jestem do niego podobna?
Jej serce zabiło z nadzieją. Nie wiedzieć czemu, bardzo chciała, by Yurito potwierdziła.
- Jesteście podobni pod wieloma względami. – powiedziała mama – Jesteś tak samo uparta jak on, chociaż masz o wiele więcej cierpliwości. Oboje potraficie o siebie zadbać, jesteście świetnie zorganizowani, rozsądni i łatwo przychodzi wam zachowywanie zimnej krwi… nawet w trudnych sytuacjach. Masz po nim swoją inteligencję… chociaż w przeciwieństwie do Ciebie, Tobio miał w szkole fatalne oceny.
Yurito zachichotała cicho. Natsumi zmarszczyła brwi.
- Źle się uczył? – spytała ze zdziwieniem.
- Tak, mimo iż miał spory potencjał. Sądzę, że całą swoją bystrość przeniósł na siatkówkę. Hinata-kun zresztą też, chociaż w jego przypadku nie było za bardzo czego przenosić…
Tym razem mama zaśmiała się o wiele głośniej. Natsumi nie przyłączyła się do niej. Nadal była zbyt zszokowana tym wszystkim, by pokazywać jakiekolwiek oznaki dobrego humoru.
- Pewnie już się domyśliłaś, ale talent do gry też masz po nim. - odezwała się po chwili Yurito.
Natsumi odwróciła wzrok.
- Czy on lubi krytykować innych na boisku? – wymamrotała.
- O, tak. – odparła z czułością Yurito.
Dwunastolatka zagryzła zęby. Akurat tej cechy wolałaby po nim nie odziedziczyć.
- Co teraz zrobisz, mamo? – zapytała po chwili.
- Co masz na myśli?
- Zrezygnował z grania w reprezentacji. Powiesz mu…?
Dłoń mamy przestała głaskać włosy Natsumi. Yurito na moment spięła się.
- Sama nie wiem. – wyznała cicho – Chyba powinnam, ale… nie jestem pewna. Dopiero dzisiaj stało się pewne, że zakończył ten etap. A ja… muszę sobie to wszystko przemyśleć.
- Co byś zrobiła, gdybym oświadczyła, że mu powiem? – spytała Natsumi, nieco napastliwiej niż zamierzała.
O dziwo, to stwierdzenie wcale nie zdenerwowało jej mamy.
- Nie powstrzymywałabym Cię. – powiedziała łagodnie Yurito – Masz do tego prawo, Natsumi.
Dziewczyna westchnęła i mocniej wtuliła się w mamę.
- Ale tego nie zrobię. – wyznała rozpaczliwie – Sądzę, że… nie mogłabym. Nie dałabym rady.
- Daj sobie trochę czasu, kochanie. Nie musimy podejmować decyzji od razu. Dopiero się dowiedziałaś i też musisz sobie wszystko poukładać. Myślę, że najlepiej będzie, jeśli na razie zostanie tak, jak jest. Świat się od tego nie zawali. A gdy poczujesz, że jesteś gotowa… wrócimy do tej rozmowy, dobrze, skarbie?
XXX
Piłka uderzyła w nadgarstki Karin z taką siłą, że dziewczyna wydała z siebie jęk. Natsumi zakryła dłonią usta.
- P-p-przepraszam. – wydukała – Przesadziłam.
Niższa z dziewczyn rozmasowała siniak i uśmiechnęła się uspokajająco.
- Nic nie szkodzi. – powiedziała – W końcu o to chodzi, prawda? Żebyś uderzała z całej siły.
Natsumi przytaknęła i wróciła do wykonywania ćwiczenia. Stały naprzeciwko siebie. Natsumi zbijała piłkę, a Karin odbierała. Na lewo od nich, kilka innych par robiło to samo.
- Mimo wszystko… - odezwała się Karin – rzeczywiście masz dzisiaj ciężką rękę. Nie waliłaś tak mocno, od czasu gdy ten głupek z drużyny chłopców powiedział Ci, że babska siatkówka jest dla słabeuszy. Czy coś się stało?
- Czemu myślisz, że coś się stało?
Mówiąc to Natsumi za bardzo się spięła. W efekcie piłka poleciała nad głową Karin i uderzyła trenera w ramię.
- Przepraszam! – kwiknęła Natsumi, czerwieniąc się po same uszy.
Kita uśmiechnął się pobłażliwie i odrzucił piłkę.
- Nadgarstek, Natsumi-chan! – zawołał, demonstrując właściwy ruch – Nadgarstek!
- Tak, trenerze.
Zamierzała podrzucić piłkę i wznowić ćwiczenie, ale powstrzymała się, gdy zobaczyła, że Karin porzuciła swoją perfekcyjną pozycję do odbioru dołem i teraz stoi prosto z ramionami skrzyżowanymi na piersiach.
- Natsumi… widzę, że coś jest nie w porządku.
- N-nie, wszystko o-okej. Karin, mogłybyśmy kontynuować?
Karin wzruszyła ramionami, po czym ugięła kolana i wystawiła ręce. Ścinając piłkę, Natsumi poczuła ukłucie winy.
Okłamała swoją przyjaciółkę. Prawda była taka, że nic nie było w porządku. Od czasu wczorajszej rozmowy, ona i mama nie wspominały już o Kageyamie. I chociaż między nią i Yurito sprawy miały się dobrze… chociaż nie wisiała między nimi żadna gorycz, ani nic w tym stylu… Natsumi czuła się fatalnie. Była zagubiona. Nie z powodu mamy. Z powodu Kageyamy. Myślała o nim w każdej wolnej chwili, chociaż wmawiała sobie, że jest inaczej. Na samą myśl o byłym rozgrywającym Japonii, jej serce tłukło się w piersi, jak przed ważnym egzaminem.
- Natsumi, robisz coś po treningu? – dotarł do niej głos Karin.
- Nie. Dlaczego pytasz?
- Kaoru ma w sobotę urodziny.
- Kaoru… - Natsumi była tak pochłonięta myślami o Kageyamie, że dopiero po chwili udało jej się skojarzyć – Ach, Kaoru! Twój kuzyn, który mieszka w Tokio?
- Tak, właśnie on. W sobotę, po naszym meczu idę do niego na urodziny… i nie mam bladego pojęcia, co mu kupić. Chciałabym, żebyś mi doradziła. Możemy razem pójść do centrum handlowego…
Natsumi przywołała na twarz wymuszony uśmiech.
- Jasne. – odparła, na próżno próbując wykrzesać z siebie entuzjazm – Bardzo chętnie.
Kilka godzin później wychodziły z centrum handlowego w Sendai. Kierowały się w stronę parku, skąd mama Karin obiecała zgarnąć je samochodem. Przyjaciółka Natsumi wydawała się usatysfakcjonowana z zakupów. Dźwigała dwie torby – jedną z logo sklepu ogrodniczego, drugą pochodzącą ze znanego salonu gier komputerowych.
- Nie wiem, co Ci chłopcy widzą w strzelankach. – powiedziała Natsumi, gdy stały na światłach – Co to za przyjemność, siedzieć kilka godzin przed ekranem i rozwalać gościa za gościem?
- Ja tam nawet je lubię. – stwierdziła z rozbawieniem Karin – Zwłaszcza, że zwykle wygrywam. – wyszczerzyła zęby – Gdy Kaoru zobaczy, co dostał, na pewno zaciągnie mnie przed komputer i będziemy grali do drugiej w nocy.
Natsumi spojrzała na nią ze zdziwieniem.
- Zostaniesz u cioci i wujka na noc?
- Tak. – Karin przytaknęła – Odbiorą mnie po meczu i przywiozą w niedzielę na poranny trening. Trener już się zgodził. Kazałam mu zapisać to sobie w telefonie trzy razy, żeby potem nie biegał jak głupi po hotelu, zastanawiając się, gdzie jestem.
Umysł Natsumi, całkowicie wbrew jej woli, uruchomił siatkę skojarzeń.
Trening. Siatkówka. Kageyama. Ojciec.
Ukojenie, które znalazła na zakupach z przyjaciółką należało już do przeszłości. Natsumi znowu czuła ten dziwny ścisk w gardle.
- Jesteś już gotowa? – spytała Karin.
- Gotowa na co?
Niższa z dziewczyn westchnęła przeciągle.
- Żeby powiedzieć, co Cię dręczy. – wyjaśniła zrezygnowanym tonem – Natsumi, jestem Twoją najlepszą przyjaciółką. Potrafię poznać, że coś jest nie w porządku.
Dopiero wtedy Natsumi zrozumiała, że w całym tym wypadzie wcale nie chodziło o urodziny Kaoru. Jej przyjaciółka wyczuła, że coś się dzieje i jak zwykle wzięła sprawy w swoje ręce. To był jeden z powodów, dla których Natsumi tak ją uwielbiała. Karin zawsze wyczuwała, gdy bliska jej osoba miała problem i potrafiła załatwić sprawy tak, by zapewnić tego kogoś o swoim stuprocentowym wsparciu. W dodatku robiła to w taki sposób, że ten ktoś momentalnie pozbywał się wszelkich oporów, czy też strachu, że zostanie źle zrozumiany albo wyśmiany. Ta myśl sprawiła, że Natsumi poczuła się nieco lepiej.
- Dowiedziałam się… dowiedziałam się, kto jest moim ojcem. – zaczęła spuszczając wzrok.
Następne pół-godziny upłynęły jej na opowiadaniu wszystkiego, czego dowiedziała się wczoraj od mamy. Poczuła ulgę, gdy w końcu to z siebie wyrzuciła. Teraz siedziała wraz z Karin na ławce w parku i ze zniecierpliwieniem czekała na opinię przyjaciółki. Jednego mogła być pewna – szczerości. To była kolejna z cudownych cech Karin. Zawsze mówiła, co myślała. Dzięki temu Natsumi nie bała się jej zwierzyć.
Dziewczyna z brązowymi włosami jakiś czas siedziała i wpatrywała się w niebo.
- Łał. – powiedziała w końcu – To znaczy… o, cholera!
- Tak, wiem. – zgodziła się Natsumi, wzdychając.
- Nie mogę uwierzyć, że Twoja mama nic mu nie powiedziała. To było trochę nie w porządku.
- Niby nie… ale biorąc pod uwagę, co jej napisał w tym liście… ech.
- Mogła powiedzieć chociaż Tobie! Nic dziwnego, że chodziłaś taka nabuzowana. Na Twoim miejscu chyba rozwaliłabym piłkę.
- Gdybym mogła, rozwaliłabym ich dziesięć.
Karin wymamrotała coś pod nosem. Natsumi nie miała pewności, ale chyba było to „kurwa mać". Na tę myśl zachichotała. Karin miała dwóch braci w wieku licealnym i podłapała od nich co poniektóre wulgarne nawyki… choć za wszelką cenę starała się utrzymać to w tajemnicy. Efekty tych starań bywały nader pocieszne, zwłaszcza gdy niepożądane słowa padały w najmniej spodziewanym momencie. Jednak w tym przypadku Natsumi musiała stwierdzić, że rzucone cichaczem przekleństwo było świetnym podsumowaniem całej sytuacji.
- Strasznie to wszystko popaprane. – rzuciła Karin, z westchnieniem splatając ręce za głową.
Natsumi przytaknęła. Kolejna trafna konkluzja.
- Sądzę, że wiem, co powinnaś zrobić. – ciągnęła przyjaciółka.
Na to stwierdzenie, czarnowłosa dziewczyna podskoczyła nerwowo.
- N-naprawdę? – wydusiła z niedowierzaniem – C-co?
- Powinnaś pójść zobaczyć jego mecz.
Oczy Natsumi rozszerzyły się, a ona sama wydała z siebie głośny kwik.
- Zobaczyć mecz?! Dlaczego?
- Ponieważ tego chcesz.
- Ch-chcę?
- Tak. To oczywiste.
- Ale przecież mówiłam Ci, że nie chcę.
- To było zanim dowiedziałaś się, że najlepszy rozgrywający świata jest Twoim ojcem.
Na to stwierdzenie, serce Natsumi zabiło jeszcze mocniej. Gdy powiedziało się o tym głośno, ten fakt stawał się jeszcze bardziej niesamowity. Czarnowłosa dziewczyna zacisnęła palce na krawędzi ławki.
- Czemu uważasz, że tego właśnie chcę? – spytała cicho.
Karin westchnęła.
- To widać. – stwierdziła łagodnie – Nawet jeśli jeszcze sobie tego nie uświadomiłaś, dla mnie wszystko jest jasne. Gdy byłyśmy w Centrum Handlowym, podeszłaś do plakatu „Sendai Tigers vs. Tokio Samurais" i przeczytałaś adres areny. Wcześniej Cię to nie obchodziło. Skoro sprawdzasz podobne rzeczy, to znaczy, że rozważasz… może nawet podświadomie… żeby pójść na ten mecz.
Natsumi zaczerwieniła się. Jak to jest, że Karin zawsze zauważa takie rzeczy?!
Ta cecha przysługiwała się jej przyjaciółce zarówno w życiu, jak i na boisku. Gdy wydawało Ci się, że niska brunetka jest zajęta czym innym, ona zawsze obserwowała Cię kątem oka. A kiedy Natsumi skakała do ataku i zatrzymywała wzrok na jakimś punkcie na boisku, pół-sekundy później Karin już tam biegła, gotowa przyjąć uderzenie.
- Pójść na mecz… - powtórzyła czarnowłosa dziewczyna nieobecnym głosem – Tylko co mi to da?
- Pewnie niewiele. – odparła uczciwie Karin – Ale przynajmniej jest szansa, że nie będziesz aż tyle o nim myśleć. Natomiast jeżeli nie pójdziesz na mecz, mogę się założyć, że będziesz myślała o nim non-stop, tak jak teraz. Będzie się pojawiał w Twojej głowie w momentach, kiedy najbardziej byś tego nie chciała… podczas meczy, na treningach, w trakcie egzaminów. Teraz gdy o tym myślę, to chyba najgorszy czas, gdy mogłaś się o nim dowiedzieć.
Natsumi nie mogła się z tym nie zgodzić. Jej myśli krążyły wokół Kageyamy akurat teraz… teraz, gdy było tyle innych spraw, którymi musiała się zająć! Po pierwsze – egzaminy. Musi je dobrzeć napisać, by dostać się do wymarzonego gimnazjum. Po drugie – mecze. Co prawda turniej o-żenującej-nazwie nie był niczym szczególnym, a mimo to dobrze byłoby zakończyć sezon siatkarski sukcesem. Zwłaszcza, że był to ostatni sezon z tą szkołą i tą drużyną.
Argumenty przekonujące do pójścia na mecz zdawały się płynąć z rozsądku. Natsumi powinna to zrobić dla dobra drużyny i dla dobra egzaminów. Taaak… mogła to sobie tak tłumaczyć, ale gdyby miała być całkowicie szczera, przyznałaby, że prawdziwy powód był o wiele bardziej banalny i płytki. Po prostu chciała go zobaczyć. Chciała po raz pierwszy w życiu, zobaczyć na żywo swojego ojca. Czy było to aż tak dziwne?
XXX
Przyszła środa, a wraz z nią wyjątkowo ulewny deszcz. Natsumi leżała na łóżku, z nieobecnym wzrokiem odbijając piłkę. Krople stukały o powierzchnię okna. Obok szafy leżała torba mieszcząca w sobie rzeczy na jutrzejszy wyjazd. Czas zdawał się mijać wolniej niż zwykle… minuty upływały w żółwim tempie…
Natsumi przytrzymała piłkę i zaczęła jej się intensywnie przypatrywać. To dziwne, że zamiast białego, okrągłego przedmiotu widziała twarz mężczyzny z czarnymi włosami i ciemno-niebieskimi oczami.
Miarka się przebrała! Natsumi w końcu podjęła decyzję. Złapała leżący na nocnej szafce telefon i wykręciła numer przyjaciółki.
- Natsumi! – usłyszała ciepły głos Karin – Co słychać?
Natsumi przełknęła ślinę. Postanowiła nie owijać w bawełnę.
- Mam do Ciebie WIELKĄ prośbę…
Nie tracąc ani chwili, wyjaśniła, o co chodzi. Około godziny później, rozległo się pukanie. Zza drzwi wyjrzała twarz Yurito.
- Natsumi, przyszła do Ciebie Karin! – oznajmiła z łagodnym uśmiechu.
Natsumi przerwała nerwowe krążenie po pokoju i podbiegła do drzwi. Gdy Yurito zniknęła im z oczu, dziewczyny rzuciły się sobie w ramiona.
- Dziękuję, że przyszłaś. – szepnęła Natsumi – Przepraszam, że proszę Cię o coś, co mogłabym zrobić sama. To głupie, że…
- Nie kończ! – wpadła jej w słowo Karin – To wcale nie jest głupie.
Czarnowłosa dziewczyna odetchnęła z ulgą. Nie wiedziała, czym zasłużyła sobie na tak wspaniałą przyjaciółkę.
- No! – Karin entuzjastycznie potarła dłonie – Bierzmy się do roboty!
- Eee… no właśnie… - Natsumi nerwowo ślinę – Gdy na Ciebie czekałam, zdążyłam już… jakby to powiedzieć… ugryźć temat i natrafiłam na pewien… problem.
Wskazała na swojego laptopa. Na ekranie widniały słowa „BILETY WYPRZEDANE". Karin uśmiechnęła się pokrzepiająco.
- Głowa do góry! Spodziewałam się tego, więc przyniosłam własnego laptopa. Jeśli będziemy szukać razem, na pewno coś znajdziemy. Zaczniemy od Wielkiej Giełdy, czyli Ebaya. Ty sprawdź japońskiego, a ja wybadam amerykańskiego.
- Amerykańskiego?
- Amerykańcy wszędzie się pchają.
- No, w sumie…
Tak o to ulokowały się – Natsumi w fotelu, a Karin na łóżku. I szukały. Po pewnym czasie zajrzała do nich Yurito. Miała w dłoniach dwie szklanki soku.
- Przyniosłam wam coś do picia. – oświadczyła z uśmiechem.
- Dzięki, mamo.
- Dziękuję, Sakai-san.
- Jak wam idą lekcje?
Na krótką chwilę Natsumi spanikowała.
- Eee… dobrze. – wymamrotała, nieco się jąkając – Znalazłam bardzo fajny artykuł na temat cesarza Yoshihito.
- A ja na temat cesarza Hirohito! – dodała Karin.
- Projekt na historię? – zaciekawiła się Yurito.
- Taaak… coś w tym stylu.
Mama Natsumi spojrzała na nie w baaardzo dziwny sposób.
- Gdybyście chciały, mam bardzo ładne zdjęcia pałacu cesarskiego. – oznajmiła, wychodząc – W razie czego dajcie znać. Przyjemnej nauki.
Gdy tylko drzwi się zamknęły, Natsumi z ulgą wypuściła powietrze. Karin spojrzała na nią ze zrezygnowaniem.
- Powinnaś jej powiedzieć. – oświadczyła ponuro.
Natsumi ponownie wbiła wzrok w ekran laptopa.
- Tak będzie lepiej. – mruknęła.
- Nie rozumiem, dlaczego to przed nią ukrywasz. Przecież to nie tak, że idziesz mu powiedzieć. Chcesz go po prostu zobaczyć. Nie ma w tym niczego nienaturalnego.
Czarnowłosa dziewczyna zastanawiała się, jak najlepiej opisać swoje uczucia.
- Zerwał z nią. – powiedziała po chwili – Złamał jej serce. Sporo się z tego powodu nacierpiała. Idąc na ten mecz, czuję się trochę tak, jakbym ją zdradzała.
- Och, Natsumi… Twoja mama na pewno nie myśli o tym w ten sposób.
- Nawet jeśli tak nie myśli, kiedy jej powiem, na pewno zacznie się martwić. Tam będzie masa ludzi. Jak dotąd byłam na meczu tylko w jej obecności. Dobrze ją znam. Puszczenie mnie na ten mecz byłoby dla niej tym samym, co puszczenie mnie na koncert rockowy. Zgodziłaby się, ale jednocześnie umierała ze strachu.
Naprawdę w to wierzysz, Natsumi? – spytał cichy głosik w jej głowie – Zanim cały sekret z Kageyamą wyszedł na jaw, praktycznie sama wyszła w propozycją, byś poszła na ten mecz.
Sama nie wiedziała, czemu nie chce powiedzieć mamie. Może dlatego, że równałby się to przyznaniu, że Kageyama ją obchodził. Yurito będzie z tym wszystkim łatwiej, jeśli uzna, że jej córka wcale nie myśli o ojcu… tak przynajmniej wydawało się Natsumi.
- Jak chcesz. – rzuciła Karin – Ale na Twoim miejscu nie liczyłabym na utrzymanie tego w sekrecie. Twoja mama to mądra kobieta. Prędzej czy później sama się domyśli… Oho! Chyba kogoś znalazłam!
Twarz czarnowłosej dziewczyny rozjaśniła się.
- Naprawdę?
- Poczekaj, zaraz do niego zadzwonię.
Czując, że jej nadzieja rośnie, Natsumi wpatrywała się w przyjaciółkę. Karin zdążyła już wykręcić numer i ze słuchawką przy uchu czekała na połączenie.
- Halo? – odezwała się perfekcyjnym angielskim.
Posiadanie krewnych w Stanach miało swoje plusy.
- Dzwonię w sprawie biletów… Sendai Tigers vs. Tokio Samurais… aha… dobrze… już je pan sprzedał? Rozumiem… Bardzo Panu dziękuję.
Zaklęła pod nosem i cisnęła telefonem o łóżko.
- Spóźniłyśmy się kilka godzin! – stwierdziła ze złością.
- Co?! Niemożliwe!
Natsumi była na siebie wściekła. Gdyby tylko tak długo się nie wahała… gdyby już wcześniej zrozumiała, czego chce, mogłaby właśnie teraz drukować te bilety! To przez jej niezdecydowanie musiały teraz ślęczeć przed komputerami i szukać ludzi, którzy z jakiś powodów zamierzali sprzedać swoje wejściówki. Bezradnie oparła czoło o podkładkę do laptopa.
- Wiedziałam, że bilety szybko się rozejdą, ale nie miałam pojęcia, że zdobycie ich będzie tak trudne! – wyrzuciła z siebie – Przecież to niemożliwe, by aż tylu ludzi w kraju uwielbiało siatkówkę.
- Sądzę, że to nie tylko fani. – uznała po namyśle Karin – Pomyśl, dwie żywe legendy siatkówki kończące karierę w reprezentacji i wracające do kraju. Założę się, że dziennikarze wręcz rzucili się na taki temat. Przedstawiciele mniejszych gazet na pewno dostali specjalne wejściówki, ale Ci pracujący dla mniejszych pism już niekoniecznie. Tacy ludzie na pewno szybko załatwili sobie bilety. O innych klubach siatkarskich nawet nie wspomnę…
- Klubach? – powtórzyła ze zdziwieniem Natsumi.
- Tak, klubach. Gdybym była na ich miejscu, pojechałabym wybadać, czy Sendai Tigers urosło w siłę po nabyciu dwóch nowych gwiazd.
- No tak, ale ile może być dziennikarzy i przedstawicieli klubów? A arena w Tokio przecież nie jest wielkości naszej sali gimnastycznej! To gigantyczna arena! Na Boga, to niemożliwe, by nie było już ani jednego miejsca!
Zdała sobie sprawę z własnej rozpaczy, dopiero gdy wyrzuciła z siebie te słowa.
- Nie wiem, po co właściwie chcę tam iść. – wyszeptała, chowając twarz w dłoniach – Przecież nawet nie zobaczę go z bliska!
Poczuła na ramieniu kojący dotyk przyjaciółki.
- Mimo wszystko go zobaczysz. – powiedziała Karin zdecydowanym tonem – Fakt, może nie z bliska, ale jednak zobaczysz. Musimy tylko załatwić Ci bilety.
A zatem szukały dalej. Szukały jeszcze przez wiele godzin. Nawet przez moment nie straciły nadziei.
XXX
- Masz wszystko, kochanie?
Głos Yurito dotarł do niej jakby z oddali. Pakując torbę do samochodu, Natsumi wciąż nie mogła wyrzucić z pamięci wczorajszej porażki. Karin była u niej prawie do północy, a mimo to nie udało im się znaleźć osoby, która sprzedałaby im bilet na mecz. Chociaż Natsumi wmawiała sobie, że wcale jej nie zależy, za nic nie mogła się pozbyć uczucia goryczy.
Próbowała. Zrobiła absolutnie wszystko, by pójść na ten mecz. Nie zawahałaby się wydać na niego wszystkich swoich oszczędności. A mimo to los zadecydował inaczej.
Rozsądek mówił, że będzie jeszcze mnóstwo okazji. Sendai Tigers zagrają w przyszłości całe mnóstwo meczy. Lecz dla Natsumi to nie było żadne pocieszenie. Jedynym, co się dla niej teraz liczyło, był fakt, że nie będzie jej tam w ten piątek.
Nie pójdzie na mecz. Nie zobaczy Kageyamy. Nie zobaczy jak jej ojciec, pierwszy raz od czasu powrotu do Japonii, zagra w barwach swojego starego klubu.
A zresztą, co za różnica… dla niego i tak nie ma żadnego znaczenia, czy ona zobaczy ten mecz. Nie wiedział o jej istnieniu.
Wobec takich myśli, nawet perspektywa zorganizowanych przez Kitę-senseia sparingów traciła swój urok.
- Natsumi?
Dziewczyna podskoczyła. Uświadomiła sobie, że mama wpatruje się w nią już od dobrych pięciu minut.
- Czas jechać. – powiedziała cicho Yurito.
Natsumi przywołała na twarz wymuszony uśmiech i bez entuzjazmu poczłapała do samochodu. Drogi z domu na miejsce zbiórki prawie nie pamiętała. Twarz witającej ją Karin widziała jak przez mgłę. Jednym uchem słuchała, jak trener sprawdzał listę obecności. Teraz pozostawało jedynie skierować się do autobusu. To zamierzała zrobić, gdy ktoś złapał ją za nadgarstek. Obróciła głowę i zobaczyła Yurito.
- Jeszcze chwilę, Kita-san. – jej mama zwróciła się do trenera.
Rudy mężczyzna pokazał kciuk.
- Nie ma sprawy! – oznajmił beztroski tonem – Wykorzystam ten czas, by sprawdzić w moim telefonie, czy niczego nie zapomniałem. Tylko nie za długo, Sakai-san!
Matka i córka zostały same. Natsumi na chwilę zapomniała o żalu i spojrzała z zaciekawieniem na mamę.
- Mamo, co się stało?
Yurito na moment zawahała się. Po chwili sięgnęła do torebki i wyciągnęła ze środka niebieską kopertę.
- Zanim odjedziesz, chciałam Ci to dać. – oznajmiła niepewnym głosem.
- Co to takiego?
- Otwórz.
Natsumi zlustrowała kopertę wzrokiem. Nie miała pojęcia, co to mogło być. W końcu nie wytrzymała i szybkim ruchem rozdarła pieczęć. Na widok zawartości, zakręciło jej się w głowie. Czy to sen? Sendai Tigers vs. Tokio Samurais! Trzymała w dłoni bilet na mecz ojca. VIPowski bilet!
- Ale… ale jak? – wydusiła bez tchu.
Yurito uśmiechnęła się delikatnie.
- Znajomy z National Geographic ma kontakty. – wyjaśniła, wzruszając ramionami.
Natsumi wodziła palcami po krawędzi biletu, jakby wciąż nie mogła uwierzyć, że jest prawdziwy.
- Ale ja… przecież powiedziałam Ci… w jaki sposób…
Urwała, gdy mama położyła jej dłoń na policzku.
- Kochanie, ja Cię znam. – wyszeptała Yurito – Znam Cię i wiem, że tego chcesz. Wiem, jak bardzo chcesz go zobaczyć.
Natsumi zabrakło słów. Wcześniej wydawało jej się, że nie mówiąc nic mamie, ochroni jej uczucia. Teraz, gdy patrzyła w oczy Yurito, zrozumiała, że się pomyliła. Tym, co tak naprawdę mogło dać jej mamie szczęście, był fakt, że córka zrealizuje to, czego w tej chwili najbardziej pragnęła. Że zobaczy swojego ojca.
Było tyle rzeczy, które Natsumi chciała powiedzieć. Chciała podziękować mamie za bezwarunkową miłość, jaką zawsze od niej otrzymywała… chciała powiedzieć mamie, jak bardzo ją kocha… jednak głos ugrzązł jej w gardle.
- Idź go zobaczyć, skarbie. – powiedziała z czułością Yurito – Idź i niczego się nie bój. Nikt nie zasługuje na to, by być na tym meczu bardziej niż ty.
W tym momencie córka padła jej w ramiona. Ten prosty gest wystarczył, by przekazać wszystko, co Natsumi pragnęła powiedzieć. Yurito bez wahania odwzajemniła uścisk. Przez długi czas stały, po prostu tuląc się do siebie. Gdy Natsumi odsunęła się od mamy, na jej twarzy nie było już smutku. Oczy dziewczyny błyszczały jak nigdy wcześniej. Yurito uśmiechnęła się ciepło.
- Weź jeszcze to. – powiedziała, sięgając do torebki.
- Czy to ten aparat, który od razu drukuje zdjęcia? – spytała Natsumi, przyjmując czarny futerał.
- Tak. Może Ci się poszczęści i zdobędziesz parę autografów.
Dwunastolatka wyszczerzyła zęby.
- Dzięki.
- Proszę, uważaj na siebie, gdy już będziesz na arenie. – tym razem w głosie Yurito zabrzmiała błagalna nuta – Tam będzie tylu ludzi…
- Obiecuję, że będę ostrożna.
- Nie chodź sama po ciemku. Niech ktoś po Ciebie przyjdzie. Chociażby trener…
- Dobrze, mamo.
- Och, tak strasznie Cię kocham!
Yurito uścisnęła ją jeszcze raz, tym razem mocno i rozpaczliwie. Kiedy się od siebie oderwały, Natsumi skierowała się do autobusu. Była już na schodkach, gdy…
- Kochanie, jeszcze jedno!
Spodziewała się usłyszeć kolejną uwagę dotyczącą bezpieczeństwa, ale kiedy dostrzegła minę mamy, zrozumiała, że chodzi o coś zupełnie innego. Twarz Yurito była koloru pomidora.
- Gdyby jakimś cudem zdarzyło Ci się… stanąć twarzą w twarz… z Twoim ojcem… pod żadnym pozorem nie nazywaj go królem. On bardzo tego nie lubi.
Słysząc tę dziwną radę, Natsumi przekrzywiła głowę.
- Dlaczego? – spytała szczerze zaintrygowana.
W odpowiedzi Yurito jedynie uśmiechnęła się tajemniczo. Zrozumiawszy, że niczego więcej się nie dowie, Natsumi wskoczyła do autobusu. Gdy siadała obok Karin, przyjaciółka puściła jej oko.
- Mówiłam Ci, że to mądra kobieta. – stwierdziła rozbawionym tonem.
Natsumi nie mogła się z tym nie zgodzić. Oparła głowę o szybę i z leniwym uśmiechem, zamknęła oczy. Gdy autobus ruszał, myślała już tylko o tym, że za mniej niż czterdzieści osiem godzin zobaczy wreszcie swojego ojca. Ojca, którym był Kageyama Tobio…
