Rozdział 04 – Mały Gigant i Król Boiska

- Hinata, przestań dłubać w nosie. Jak nie będziesz się zachowywał, poproszę Aone, by zrobił z Tobą porządek.

Słysząc groźbę kapitana, rudzielec przełknął ślinę. Chociaż były zawodnik Date Kogyo już wiele lat temu został jego przyjacielem, Hinata nadal czuł wobec niego duży respekt. W przeciwieństwie do Kageyamy białowłosy wielkolud miał raczej miłe usposobienie, ale kiedy patrzył na Ciebie tymi charakterystycznymi oczami bez brwi, odnosiłeś wrażenie, że zaraz skręci Ci kark.

Hinata odstawił butelkę z wodą i rozejrzał się. Aone nigdzie nie było widać. Za to w kierunku ich ławki zmierzała inna znajoma twarz. Mężczyzna był dość niski, a pod bluzą w barwach Tokio Samurais nosił koszulkę libero.

- A kogóż ja widzę? – odezwał się Kuroo szczerząc zęby – Jedyny emeryt w drużynie naszych przeciwników.

- I kto to mówi? – odparł Yaku, odwzajemniając uśmiech – Lepiej spójrz w lustro, ty stara dupo.

Na widok byłego libero Nekomy, Hinata rozpromienił się.

- Yaku! Stary, nie widzieliśmy się całe wieki.

- Ciebie też nieźle widzieć. – Yaku przybił mu piątkę - Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że zagramy przeciwko sobie mecz.

- Ja też! Już nie mogę się doczekać. Kageyama na pewno też. Byłeś jedynym kolesiem, który nauczył się odbierać naszą nową szybką… cóż, ty i Nishinoya.

- A propos…

Yaku pochylił się nad uchem Hinaty i zniżył głos do szeptu.

- Powiedz mi… co tak naprawdę stało się z Nishinoyą-san?

Hinata westchnął. Nishinoya stał się w środowisku siatkarskim jeszcze bardziej znany niż sama Drużyna Narodowa. Wszystko za sprawą pewnego incydentu…

Genialny libero przez kilka lat grał z nim i Kageyamą w reprezentacji kraju. Aż pewnego razu, podczas turnieju w Kairze, poszedł na targ za jakąś zarąbistą laską. Od tamtej pory nikt go nie widział, ani o nim nie słyszał. Niektórzy sądzili, że został zastrzelony przez terrorystów, inni, że zjedzony przez lwy. Krążyło na ten temat mnóstwo durnych historii. Pewien dziennikarz napisał nawet artykuł, w którym próbował udowodnić, że reprezentacja Japonii posiada specjalne obozy koncentracyjne i zamyka tam zawodników, by poddawać ich eksperymentom. Jego zdaniem Nishinoya tam właśnie trafił. Nieszczęsny reporter miał całkiem sporo wejść na swoim blogu, dopóki Masaki nie podał go do sądu.

Autorem najciekawszej z wersji był jednak Tanaka Ryunosuke – kolega Hinaty i Kageyamy z Karasuno, a zarazem najlepszy kumpel Nishinoi. Rudowłosy środkowy z rozbawieniem przywoływał minę Ukaia, gdy łysy oznajmił mu:

„Noya na pewno żyje! Założę się, że ludzie w Afryce dostrzegli jego talent i zrobili go swoim sułtanem. Może nawet ma własny harem. Ja też chcę jechać do Kairu!"

Nie pojechał. Ukai mądrze wziął sprawy w swoje ręce i przedzwonił do Shimizu. Była menadżerka Karasuno natychmiast wysłała Tanace poruszającego maila w stylu „Skoro Nishinoya-san odszedł, nie mogę stracić również Ciebie!". No i łysy został…

- Nie mam pojęcia, co się z nim stało. – wyznał Hinata ponurym tonem – Ale mam nadzieję, że mimo wszystko żyje.

- Ja też mam taką nadzieję. – powiedział cicho Yaku.

- Zapomnijmy o tym wariacie. – odezwał się Kuroo – Powiedz mi, Yaku, jak Ci idzie opieka nad dziećmi? I nie mam tu na myśli Twojego syna i córki…

Spojrzał wymownie na zawodników Tokio Samurais.

- Haha, bardzo śmieszne! – prychnął Yaku – Na Twoim miejscu, uważałbym. Te dzieciaki mają całkiem sporo siły.

- Ależ oczywiście, że mają! Dlatego będę miły i raz czy dwa pozwolę im wbić parę gwoździ. Ale resztę zablokuję, więc lepiej pilnuj ich tyłów.

- Żebyś wiedział, że przypilnuję! Słuchajcie, chłopaki, mamy mało czasu. Lepiej powiem wam to teraz, żeby potem nie zapomnieć. Lev wraca dzisiaj z Moskwy!

- Lev wraca z Moskwy! – powtórzył Hinata podekscytowanym tonem.

Ten wysoki chudzielec wciąż się z nim droczył, a mimo to rudy bardzo go lubił. Haiba Lev, podobnie jak on i Kageyama, przez ostatnie kilka lat grał w zagranicznych klubach. A konkretnie w Rosji.

- Robimy mu jutro wieczorem imprezę powitalną. – powiedział Yaku – U niego na chacie, o dziewiętnastej. Będą wszyscy byli zawodnicy Nekomy i paru kolesi z Fukurodani. Kuroo, ty absolutnie musisz wpaść. Hinata, ty i Kageyama też jesteście zaproszeni! Byłoby super, gdybyście przyszli!

Rudzielec zawahał się. Po prawdzie, jeszcze nie do końca pozbierał się po imprezie powitalnej swojej i Kageyamy. Z drugiej strony, perspektywa zobaczenia Kenmy i Lva była bardzo kusząca.

- Dobra, przyjdziemy.

- Super! – ucieszył się Yaku.

- To może mały zakładzik, panowie? – Kuroo obdarzył ich jednym ze swoich najchytrzejszych uśmieszków – Ten, który dzisiaj przegra, będzie musiał sam obalić jedną z wypasionych wódek Lva.

- Mnie pasuje. – odparł libero – A ty, Hinata? Wchodzisz w to, czy wymiękasz?

Rudowłosy środkowy przełknął ślinę. Kageyama był abstynentem. Sam nie pił i bardzo nie lubił, gdy robił to Hinata. Ten zakład na pewno mu się nie spodoba. Z drugiej strony, jeśli się nie zgodzą, Yaku uzna ich za mięczaków.

- Dobra, wchodzimy w to!

Zaraz po tym, pochylił się nad uchem Kuroo.

- Kuźwa, musimy to wygrać! – oznajmił nerwowym szeptem – I ani słowa Kageyamie!

- Ma się rozumieć.

- Nie rozumiem, o co Ci chodzi. – powiedział czyjś głos.

Trójka mężczyzn obróciła głowy. Przy ławce Tokio, Taijima Yamato prowadził z trenerem głośną dyskusję. Hinata wbił w nich zafascynowany wzrok.

- Nie popisujcie się tak, Taijima-kun. – poprosił szkoleniowiec Samuraisów - Jeżeli teraz niepotrzebnie stracicie energię, nie starczy wam sił, by zagrać mecz.

Rudy środkowy przytaknął ze zrozumieniem. Obserwował wcześniej młodego rozgrywającego i jego partnera. On też uważał, że nie powinni tak szarżować podczas zwykłej rozgrzewki.

- Nie robię niczego ryzykownego, trenerze. – tłumaczył się Taijima - Chciałem tylko zainteresować publiczność. Pomyślałem sobie, że zmniejszymy trochę przewagę Sendai, jeżeli nasza część widowni bardziej się podekscytuje. Powinni od początku głośno nam kibicować. Ostatecznie to nasza arena.

Trener westchnął.

- Może i masz rację… Wsparcie kibiców zawsze się przyda. Ale już wystarczy, dobrze, Taijima-kun? Sądzę, że wzbudziliście dość zainteresowania.

- W porządku. Wrócimy do normalnych ćwiczeń.

- I nie zapominaj, o czym wczoraj rozmawialiśmy, Taijima-kun.

Młody rozgrywający wzdrygnął się. Hinata dobrze znał ten wyraz twarzy. Identyczną minę miał Kageyama, gdy ktoś próbował mu rozkazywać.

- Pamiętam, o czym rozmawialiśmy. – powiedział chłodno Taijima - Choć nadal nie rozumiem, jaki to wszystko ma sens. Nasza drużyna specjalizuje się w szybkich atakach. Nie rozumiem, dlaczego zabroniłeś nam grać naszym stylem…

- Twoim stylem, Taijima-kun. – podkreślił trener - Szybkie ataki to Twoja specjalność, a nie specjalność drużyny. Poza tym, już Ci to tłumaczyłem… W Twoim stylu nie ma niczego złego, ale pod ten mecz mamy konkretną taktykę. Taktykę, na którą wszyscy się zgodzili. Masz młodych i silnych kolegów, Taijima-kun. O wiele młodszych i silniejszych niż zawodnicy z Sendai. Jeżeli będziesz wystawiał im wolne i wysokie piłki, nie powinni mieć problemu ze sforsowaniem bloku.

To była dobra taktyka. Hinata przypomniał sobie, że niemal identyczne słowa padły niedawno z ust Kuroo. Jeśli mieli się czegoś obawiać, to właśnie tego – brutalnych i mocnych ścinek, wspieranych przez ferwor młodości.

- Ale Ci z Sendai właśnie tego oczekują! – wyrzucił z siebie Taijima - Jeśli zrobimy, jak mówisz, wezmą nas za tępych gówniarzy, którzy potrafią tylko bezmyślnie wbijać piłkę w parkiet.

- To, co oni sobie pomyślą, nie ma żadnego znaczenia, Taijima-kun. To wygrana się liczy. Mówiłem Ci to już wczoraj i powtórzę znowu: Ci faceci grają o wiele lat dłużej niż ty. Mają więcej doświadczenia. Nie wygrasz z nimi w bitwie na inteligencję. Podobnie jak nie pokonasz Kageyamy w pojedynku na szybkość. Skup się na mocnych stronach własnej drużyny, Taijima-kun. Twoi koledzy dobrze atakują i bronią. Wykorzystaj to, a nie będziesz musiał się niczym martwić.

Młody rozgrywający odpuścił, ale na odchodnym posłał jeszcze trenerowi obrażone spojrzenie. Hinata, Kuroo i Yaku jakiś czas obserwowali go w milczeniu.

- Wiecie… - odezwał się po chwili rudzielec - Bycie przyrównywanym do Kageyamy wbrew pozorom wcale nie musi być zaletą. Mam wrażenie, że ten chłopak ma wszystkie wady, których Kageyama dawno się pozbył.

- Jest gorzej. – stwierdził Kuroo – Nawet w czasach, gdy grał egoistycznie, Twój kumpel słuchał, co się do niego mówiło. Ten wygląda, jakby był głuchy, jak pień.

- Nie wiem, co się z nim dzieje. – jęknął Yaku – Zazwyczaj jest bardziej ogarnięty. Lepiej z nim pogadam.

Pożegnał się i pobiegł za swoim rozgrywającym. Hinata i Kuroo wymienili zaniepokojone spojrzenia. Rudy środkowy mógłby przysiąc, że kapitan myśli teraz dokładnie o tym samym, co on.

Powinni cieszyć się z faktu, że przeciwnik tracił głowę. Ale z drugiej strony, chociaż bardzo chcieli wygrać, równie mocno zależało im, by rywale ruszyli na nich z pełną siłą. A obaj zbyt dobrze znali Kageyamę, by wiedzieć, jak skończy się pojedynek na szybkość. Jeśli młody Taijima nie weźmie sobie do serca rad trenera, ten mecz będzie nie tylko przesądzony. Będzie też nieprzyjemnie jednostronny.

Yaku znalazł młodego rozgrywającego obok kosza z Moltenam. Taijima czytał coś w zielono-szarym zeszycie. Był to zbiór informacji o drużynie Sendai. Menadżer i trener opracowywali go przez cały ubiegły tydzień.

- Coś się stało, Yaku-senpai? – zapytał rozgrywający, nie odrywając wzroku od notatek.

- Ze mną wszystko okej. – odparł libero, pokazując kciuk - Za to ty lepiej wróć do odbijania. Niedobrze by było, gdybyś ostygł. Wszystko gra? Wydajesz się nieco ponury.

Taijima w końcu odłożył zeszyt i wydał z siebie przeciągłe westchnienie.

- Wkurzają mnie te tłumy. – wyznał – Nie uważasz, że to lekka przesada? Jakby tylko Kageyama i Hinata się liczyli, a reszta była zaledwie nieznacznymi dodatkami do tortu.

- Dla Sendai to wcale nie musi być najlepsze. – zauważył łagodnie Yaku - Im więcej osób Ci kibicuje, tym większą odczuwasz presję.

- Pewnie masz rację…

Libero przytaknął.

- Gramy przeciwko Sendai. – powiedział - Nie przeciwko, Kageyamie. Pamiętasz o tym… prawda, Taijima?

- Oczywiście. – młodzieniec nie patrzył mu w oczy.

- Na pewno? Mam wrażenie, jakbyś za wszelką cenę chciał udowodnić, że jesteś od niego lepszy.

- Nawet jeśli chcę, to co z tego?

To, że mogę się szykować na spotkanie z rosyjską wódką. – pomyślał Yaku.

Z trunkami Lva nie było żartów. Lepiej wbić temu młodziakowi trochę rozumu do głowy.

- Kageyama i Hinata to zawodnicy na poziomie światowym. – oświadczył, posyłając Taijimie surowe spojrzenie - Kogo jak kogo, ale ich nie powinieneś lekceważyć.

- Wcale ich nie lekceważę! – krzyknął rozgrywający - Wręcz przeciwnie… szanuję ich. Podziwiałem ich, już kiedy byłem w gimnazjum. Niczego nie pragnę bardziej, niż zagrać z nimi równego meczu.

Było to szczere, płynące prosto z serca wyznanie. Yaku złagodniał. Może mimo wszystko źle ocenił tego chłopaka? Gdy był w jego wieku, też miał ulubionych zawodników. Wiele by wtedy dał, żeby się z nimi zmierzyć.

- Zagrasz. – powiedział, kładąc koledze dłoń na ramieniu – Zagrasz z nimi równy mecz… pod warunkiem, że nie będziesz się śpieszył. Kageyama i Hinata to prawdziwe demony. Dobrze to wiem, bo grałem przeciwko nim w liceum. Mają nietypowe ruchy, do których trzeba się przyzwyczaić. Daj sobie na to czas, Taijima-kun. Nie trać opanowania i miej wiarę w naszych atakujących. Jesteśmy od nich lepiej zsynchronizowani. Gramy obecnym składem już bardzo długo. Jeśli nie stracimy nerwów, wygramy.

XXX

Po ataku i zagrywkach przyszedł w końcu czas na najważniejszą część wieczoru: mecz. Kapitanowie, Kuroo i Ishida podeszli do stołu sędziowskiego.

- Sendai Tigers wygrywa rzut monetą. Serwujecie czy przyjmujecie?

Kuroo rozmasował podbródek. Nagle wyszczerzył zęby i obrócił głowę.

- Ej, Kageyama, chcesz serwować jako pierwszy? – zawołał.

W odpowiedzi czarnowłosy rozgrywający szarpnął głową i wydał z siebie krótkie „pff". Ishida zinterpretował to jako chęć wyrwania komuś wnętrzności. Kuroo doszedł do nieco innego wniosku.

- A zatem serwujemy. – oznajmił, uśmiechając się do rywala.

Gdy Kuroo odszedł, kapitan Tokio jeszcze długo za nim patrzył. Ishida zaniepokoił się. Ten wyraz twarzy ani trochę mu się nie podobał.

- Król będzie serwował pierwszy. – poinformował swoją drużynę.

- To było do przewidzenia. – rzucił niedbale Taijima.

- Lepiej uważajmy. – Ishida ponownie zerknął w stronę Kuroo – Ten koleś miał bardzo dziwną minę. Sądzę, że oni coś kombinują…

- To siatkówka. – stwierdził z rozbawieniem Yaku – Tutaj zawsze ktoś coś kombinuje.

Następnie głos zabrał trener. Powtórzył mniej więcej to samo, co wcześniej powiedział Taijimie. Słuchając wykładu, Ishida nie mógł się powstrzymać i jeszcze raz rzucił okiem na zespół Sendai. Widok lekko go zaszokował.

Nie słyszał, o czym rozmawiali, ale zauważył, że mówił głównie Kuroo. Trener natomiast siedział na ławce i omawiał coś z menadżerem.

Muszą mieć sporo doświadczenia, skoro wymieniają uwagi bez jego pomocy. – uznał Ishida – Im dłużej o tym myślę, tym bardziej mi się to nie podoba.

- Ishida-kun?

Kapitan Tokio lekko podskoczył.

- Czas na okrzyk. – przypomniał mu łagodnie Yaku.

- Ach..! Tak jest!

Zebrali się w okręgu. Na środku spotkało się kilkanaście dłoni. Ishida szybko przebiegł wzrokiem po kolegach. Wszyscy byli podekscytowani i mieli w oczach twardą zawziętość. Posłał każdemu po kolei usatysfakcjonowany uśmiech.

- Gdzie jesteśmy? – spytał.

- W Tokio! – ryknęli.

- Jak się nazywamy?

- Samuraje!

- Po co walczymy?

- Po zwycięstwo!

- I ZWYCIĘŻYMY! HEJ!

Zawodnicy Sendai również stali w kole. Kuroo wziął głęboki oddech.

- Jesteśmy jak krew, która płynie w naszych żyłach…

- O, NIE! To, że Kenma tolerował te Twoje lamerskie przemowy, jeszcze nie znaczy, że ja się na to zgodzę.

- Kageyama, przymknij się z łaski swojej. Teraz mówi kapitan, czyli ja. Zaraz, gdzie to ja byłem… a, tak! No więc, jesteśmy jak krew, która płynie w naszych żyłach… ale dzisiaj niech poleje się ICH krew! Rozwalmy sukinsynów! HEEEEEJ!

Chyba wolałem starą przemowę. – uznał Hinata, przełykając ślinę.

Kageyama wyglądał na usatysfakcjonowanego. On i Kuroo mieli na twarzach tajemnicze uśmiechy.

Ale się dobrali. – pomyślał rudzielec – Para psycholi z morderczymi zapędami. Mam nadzieję, że mimo wszystko nikt nie ucierpi.

XXX

- Zaczyna się! – wykrzyknęła Natsumi, mocno zaciskając palce na barierce.

Nie mogła już dłużej hamować emocji.

- Hua! Ukai-san, niech pan spojrzy na to!

Szarpiąc mężczyznę za rękaw, wskazała na znajdujące się za boiskiem monitory. Dotychczas wyświetlały jedynie reklamy, ale teraz pojawił się na nich skład obu drużyn. Zawodników Tokio i tak nie znała, więc skupiła się na Sendai. Już po chwili, na ekranie pojawiło się ustawienie:

Inoue Hinata Gakuto

Kuroo Aone/Shiba Kageyama

- No proszę, co za cudeńko. – stwierdził z uśmiechem Ukai.

Odkąd wtrącił swoje trzy grosze do dyskusji o Kageyamie, on i Natsumi zakolegowali się. O ile w ogóle można było mówić o „zakolegowaniu się", gdy jedna osoba miała lat dwanaście, a druga czterdzieści parę. Chociaż, z drugiej strony, wiele ich łączyło. Ekscytowali się meczem bardziej niż reszta loży VIPów razem wzięta i oboje przyszli tutaj ubrani „po domowemu". Sam Ukai wyznał dziewczynie, że dzięki niej przypomniał sobie stare dobre czasy, gdy trenował licealistów.

A zatem dyskutowali sobie o meczu, co jakiś czas włączając do rozmowy również Harukę i Kasumi. Jedyną osobą, wykluczoną z tego zacnego grona był Masaki. Menadżer reprezentacji siedział z ramionami założonymi na piersiach i miał dość nadąsaną minę. Ewidentnie nie podobało mu się, że jakaś dwunastolatka zagarnęła całą uwagę jego gościa.

- Kuroo i Aone. – odezwał się Ukai rozmarzonym tonem – Ktokolwiek wpadł na pomysł, by postawić ich obok siebie, musiał mieć głowę na karku.

- Dlaczego? – zainteresowała się Natsumi.

- Aone to jeden z najlepszych blokujących w Japonii. W liceum grał w drużynie Date Kogyo, i był częścią tak zwanej „Żelaznej Ściany Date". A Kuroo w niczym mu nie ustępuje. Przez wiele lat zajmował pozycję środkowego. Jest bardzo inteligentny i doskonale odczytuje grę przeciwnika.

- Aż dziw, że przekwalifikowali go na skrzydłowego. Środkowi są zazwyczaj kiepscy w odbieraniu zagrywek.

Ukai poczochrał jej włosy.

- Odrobiłaś lekcje, mała. – stwierdził z uznaniem – Ale nie masz się czym martwić. Kuroo to wychowanek liceum Nekoma, a oni od zawsze byli znani ze świetnej obrony. Przekwalifikowanie na przyjmującego na pewno mu nie zaszkodziło. Co innego, gdyby zrobili to komuś innemu, chociażby Hinacie. Odbieranie zagrywek nigdy nie było jego mocną stroną. Hinata urodził się, by atakować.

- A Ci faceci, którzy obok niego stoją? – dziewczyna, wychyliła się, by lepiej widzieć – Inoue i Gakuto? Są dobrzy?

- Szczerze mówiąc, nie wiem. To najmłodsi członkowie drużyny. Oni i libero Shiba. Nie wyglądają na więcej niż dwadzieścia lat. Sam jestem ciekaw, jacy są…

Hinata z niepokojem zerknął na swoją lewą stronę. Ledwo ustawili się pod siatką, a Inoue już wyglądał, jakby zamierzał popuścić w spodnie.

- Hej, rozluźnij się! – powiedział, klepiąc go w bark – Nie możesz być taki nerwowy. W końcu jesteś asem drużyny.

- Ł-łatwo Ci mówić, Hinata-senpai. – wybełkotał chłopak – T-ty jesteś asem dłużej ode mnie.

Rudzielec westchnął. To prawda, nosili ten sam tytuł. Hinata był w drużynie najszybszy, a Inoue najsilniejszy. Obaj zdobywali w ataku mnóstwo punktów. Kiedy jednak chodziło o osobowość, diametralnie się od siebie różnili. Rudy środkowy czerpał radość ze swojej chwały, zaś Inoue oddałby wszystko, by schować się za chwałą kogoś innego. Poza boiskiem młody atakujący był kompletną ofermą.

Przypomina mi Asahiego. – pomyślał z rozbawieniem Hinata.

- Nie martw się, Inoue! – odezwał się stojący po prawej Gakuto – Już wkrótce będę dość silny i sam zostanę asem. Zdejmę z Twoich barków ten niewygodny ciężar!

- Naprawdę? – oczy Inouego rozjaśniły się – Gaku-chan, jesteś taki superowy!

- No nie? – drugi z młodzieńców dumnie wypiął pierś – Zostanę asem nad asami! Będę największym asem ze wszystkich asów. Wszyscy będą mnie podziwiać.

Hinata zachichotał. Ten z kolei przypominał mu pewnego kolesia z Fukurodani. Przypadek sprawił, że nosili nawet podobne imię. Gakuto, podobnie jak Bokuto, był nieco zdziecinniały i uwielbiał być w centrum uwagi. Chłopak dobrze zrobił przenosząc się do drużyny Sendai. Gdy grał dla Okinawy, wszyscy zawodnicy byli w jego wieku. Tutaj, otoczony niemal wyłącznie przez trzydziestolatków, miał szansę zostać prawdziwą gwiazdą. Na drodze stał mu tylko Inoue, ale był to – jak mawiał sam Gakuto – „nieistotny szczegół".

Zza ich pleców rozległo się ciche kaszlnięcie libero Shiby – trzeciego i ostatniego młodego zawodnika. On, w przeciwieństwie do Inoue i Gakuto, niczym się nie wyróżniał. Poza faktem, że zawsze przychodził na treningi… na kacu. Nikt nie wiedział, w czym tkwił sekret, ale Shiba mógł balować całą noc, a podczas ćwiczeń i tak miał trzy razy więcej energii niż pozostali. Tylko raz zjawił się trzeźwy… i trener oświadczył, że nie chce go więcej widzieć w takim stanie. Drużynowy psycholog nie stwierdził niczego niezwykłego, poza bardzo zaawansowanym ADHD.

Na podstawie tych wszystkich obserwacji Hinata doszedł do jednego wniosku – już lubił swoją nową drużynę.

- Zaraz się okaże, czy młody książę może zdetronizować króla. – odezwała się Haruka.

- Kageyama-kun serwuje pierwszy. – dodała Kasumi – Rozpoczynanie meczu zawsze jest bardzo stresujące.

- Poradzi sobie. – stwierdził Ukai zdecydowanym tonem – Zawsze miał mocne nerwy.

Spoczywające na kolanach dłonie Natsumi zacisnęły się w pięści. Dziewczyna patrzyła na Kageyamę. Wydawał się taki skupiony, gdy czekał na gwizdek sędziego.

Powodzenia, tato. – wyszeptała w myślach.

Po skroni Taijimy spłynęła kropelka potu. Niespokojnie zerknął na kolegów.

Kageyama mocno serwuje. – pomyślał, przypominając sobie notatkę w zeszycie – Przyjęcie pewnie będzie kiepskie. Muszę szybciej wbiec, by lepiej wystawić piłkę z nieczystego odbioru.

Napiął mięśnie łydek i przygotował się do zrywu.

Ze zmrużonymi oczami, Kageyama przycisnął piłkę do czoła. Dobrze wiedział, gdzie celować. Już on pokaże temu smarkaczowi…

- Kageyama, dobry serwis! – wrzeszczeli spod siatki Hinata i Gakuto.

W końcu rozległ się gwizdek. Natsumi, Ukai, Kasumi i Haruka w napięciu czekali na ruch rozgrywającego. Zgodnie z ich oczekiwaniami, zaserwował z wyskoku. Zarówno wyrzut piłki, jak i rozbieg był idealny. Dziewczyna obserwowała wygiętą w łuk sylwetkę ojca z szokiem i urzeczeniem. Trzasnął w piłkę z takim hukiem, że dreszcz przebiegł jej po karku.

To, co się później stało, sprawiło, że widownia wydała z siebie zsynchronizowany okrzyk. Wbiegający na swoją pozycję Taijima został trafiony w ramię, a piłka poleciała daleko w aut. Impet uderzenia był tak silny, że młodzieniec stracił równowagę i upadł.

- Nieprawdopodobne. – wyszeptała Haruka – Że też przy takiej sile był w stanie wymierzyć!

- Może wyszło mu niechcący? – zastanawiała się Kasumi.

- To nie było niechcący. – stwierdził Ukai – Jestem pewien, że właśnie tak to sobie zaplanował..

Uśmiechnął się.

- Cały Kageyama. – wyszeptał z namaszczeniem – Trzeba mieć jaja, by zrobić coś takiego. Rozgrywający zawsze biegnie blisko linii bocznej. Pół metra w lewo i trafiłby w aut. Spójrz na niego teraz, Masaki i powiedz mi, że mu się nie chce.

Gdy tylko skończył te słowa, Kageyama zacisnął dłoń w pięść i wydał z siebie triumfalny ryk.

- BRAWO! – wrzasnęli zawodnicy Sendai – Dobra robota! As serwisowy!

- Nic się nie stało, Taijima. – powiedział szybko Ishida – Dobrze wycelował. To się czasem zdarza. Jeśli spróbuje zrobić to samo, na pewno trafi w aut. Ale na wszelki wypadek wbiegaj nieco wolniej, dobra?

Taijima przytaknął, zaciskając zęby. Kageyama zrobił z niego totalnego kretyna! Kto by pomyślał, że w tym wieku wciąż mógł mieć tak dobre oko.

Uspokój się. – powiedział sobie – Drugi raz mu się nie uda. Ishida ma rację, wbiegaj nieco wolniej. Jesteś zwinny, i tak zdążysz do piłki. A wtedy odpłacisz temu skurczybykowi pięknym za nadobne!

Starając się nie myśleć o minionym upokorzeniu, przybrał niską pozycję.

Rozległ się kolejny gwizdek. Kageyama zaserwował.

Taijima ruszył do przodu. Piłka pojawiła się przed nim znikąd! Gdy biegł zająć swoją pozycję, odbiła się od boiska i trzasnęła go w skroń.

Na krótką chwilę go ogłuszyło. Gdy otworzył oczy, zobaczył, że koledzy utworzyli wokół niego ciasny krąg. Wyglądali na zmartwionych.

- Wszystko w porządku, Taijima? – zapytał z niepokojem Yaku.

Rozgrywający rozmasował siniaka.

Nic nie jest w porządku! – pomyślał ze złością – Gdzie byłeś kilka sekund temu?!

Pożałował tych słów już w chwili, gdy pojawiły się w jego głowie. Nie mógł uwierzyć, że próbował zwalić całą winę na Yaku.

Czy ja oszalałem? – wyszeptał w myślach - To w żadnym wypadku nie jest strefa libero! Niech to szlag z Kageyamą i jego zagrywkami! Mecz trwa niespełna kilka minut, a ja już jestem bliski utraty zmysłów!

- Nie mamy wyboru. – stwierdził Ishida, wzdychając – Skoro wziął Cię na celownik, musisz czekać, Taijima. Nie wbiegaj, dopóki nie odbierzemy. Jesteś zwinny i szybki. Wiemy, że mimo wszystko dasz radę nam wystawić.

Te słowa nieco podniosły rozgrywającego na duchu. Ishida miał rację – da radę wystawić każdą piłkę. Udowodnił to podczas rozgrzewki.

Spokój. – powiedział sobie – Przede wszystkim spokój.

Niełatwe zadanie. Samo patrzenie, jak zawodnicy przeciwnej drużynie wykrzykiwali pochwały pod adresem Kageyamy, przyprawiało go o ból głowy.

Celuj sobie, gdzie chcesz. – pomyślał, patrząc na rywala z nienawiścią – Jeśli będzie trzeba, sam odbiorę tę cholerną piłkę.

Sędzia zagwizdał. Przed wykonaniem zagrywki, Kageyama zerknął przelotnie w stronę Taijimy.

Nie tym razem!

Młodzieniec ugiął kolana i przykleił stopy do parkietu. Perfekcyjna pozycja do odbioru. Gdyby piłka poleciała w jego stronę, przyjąłby ją bez problemu… ale nie poleciała. Pomknęła w kierunku jego kolegi, prosto w prawy narożnik.

Takeshi był zaskoczony, ale jakimś cudem odebrał. Niestety niezbyt dobrze. Piłka poleciała nieco poza boisko. Taijima, przekonany, że Kageyama zaserwuje w niego, zareagował zbyt późno.

Niech to szlag!

Jedną ręką podbił piłkę. Nie łudził się, że poleci nad siatkę. A jednak poleciała i to całkiem ładnie. Takeshi spróbował ją ściąć, ale został zatrzymany przez blok Sendai. Piłka uderzyła najpierw w dłonie Hinaty, a potem w parkiet.

Idiota! – pomyślał ze złością Taijima – Powinien po prostu przebić ją na drugą stronę. Było jasne, że blok już na niego czeka!

- Wybacz stary. – odezwał się atakujący, skruszonym tonem – Ta wystawa była dobra, a ja głupio ją zepsułem.

Wystawa wcale nie była dobra! To była piłka sytuacyjna, matole!

Kilka minut później, rozgrywający doszedł do gorzkiego wniosku, że na Takeshiego w ogóle nie można było liczyć. Kolega najpierw przepuścił piłkę lecącą bardzo blisko linii, sądząc, że uderzy w aut (co się oczywiście nie stało), a potem ponownie zepsuł odbiór. Taijima trząsł się ze wściekłości.

Pięć zero. – wycedził w myślach – Jest już pięć zero!

- Ja i Ishida zajmiemy się odbiorem. – powiedział Yaku, gdy zebrali się w kole – Reszta niech skoncentruje się na ataku. Taijima, stań za Ishidą.

Wszyscy zgodnie pokiwali głowami. Wszyscy oprócz rozgrywającego.

- Mogę odebrać tę zagrywkę! – oświadczył butnie Taijima.

Ishida spojrzał na niego ze zdziwieniem.

- Jesteś rozgrywającym. – stwierdził ostrożnym tonem – Musisz wystawić nam piłkę. Nie denerwuj się, przecież ja i Yaku dobrze odbieramy. Nie ufasz nam?

Szczerze? Nikomu już nie ufam.

- Zgoda. – burknął rozgrywający - Stanę za Ishidą.

Libero i kapitan nie rzucali słów na wiatr. Ishida z łatwością odebrał zagrywkę. Po wystawie Taijimy, atakujący trafił w palce rudzielca i przebił się na drugą stronę. Ale nie zdobył punktu. Shiba w widowiskowy sposób obronił.

A więc to już. – pomyślał Taijima, przełykając ślinę – Piłka poszła do Kageyamy. Komu wystawi? Środek? As? Prawe skrzydło? Druga linia?

- HINATA! – krzyknął Kageyama.

Blokujący Tokio niemal od razu pobiegli w kierunku rudzielca. Wrzask był jednak tylko zmyłką. Piłka poszła prosto do Gakuto, który, ucieszony z faktu, że ma pustą siatkę, bez problemu wbił gwoździa. Gdy tylko zdobył punkt, natychmiast zaczął się prężyć.

- Widzieliście to? Ale przywaliłem, co nie?

- Brawo. – powiedział Kuroo, cmokając.

- Świetnie, Gakuto! – krzyknął Hinata.

- To było superaśne, Gaku-chan! – zawył Inoue – Ekstra zmyłka, Kageyama-senpai!

Taijima miał ochotę rozerwać blokujących na strzępy. Jak mogli tak łatwo dać się oszukać? Ten okrzyk nawet nie zasługiwał na miano podstępu… to było zagranie z przedszkola!

Kolejny serwis również poleciał do Ishidy. Wszystko odbyło się tak samo, jak chwilę temu. Atakujący Tokio trafili blok, a libero Sendai utrzymał piłkę w powietrzu. Przyszedł czas na wystawę…

- INOUE! – ryknął Kageyama.

W tym samym momencie, spojrzał do tyłu, na Hinatę. Rudzielec pędził w kierunku siatki. Blokujący Tokio ponownie ruszyli w jego stronę.

- Nie! – wrzasnął ostrzegawczo Taijima – To podpucha!

Krzyknął to za późno. Inoue był już w powietrzu, gdy zorientowali się, że piłka poszła do niego. As Sendai bez problemu zdobył punkt. Dźwięk uderzenia niemal stopił się z gwizdkiem.

- Czas dla Tokio Samurais!

Obserwując wydarzenia na boisko, Natsumi nie mogła wyjść z podziwu.

To jest mój ojciec? – pomyślała z niedowierzaniem – Ten człowiek, który serwuje tak mocno, że drży parkiet… ten człowiek, który tak łatwo manipuluje emocjami rywali… ten człowiek, który wystawia piłkę dokładniej, niż ktokolwiek inny? To naprawdę… jest mój ojciec?

Uwielbiała Kageyamę, jeszcze zanim tutaj przyszła. Regularnie oglądała jego mecze w telewizji. Sądziła, że wiedziała, do czego był zdolny. Nic jednak nie przygotowało jej na to, co tu zobaczyła. Nagle przestało ją dziwić, że Ci wszyscy ludzie tak walczyli o bilety. Takie emocje były warte każdej ceny.

- Kageyama-kun jest niesamowity. – wyszeptała z podziwem Haruka.

- Żeby zmusić Tokio do wzięcia czasu już w pierwszych minutach meczu. – dodała Kasumi – Nie każdy to potrafi.

- Jest siedem do zera. – zauważyła cicho Natsumi.

Chociaż kibicowała Sendai, spojrzała ze współczuciem na Samuraisów.

- Nie chciałabym być teraz na ich miejscu. – wyznała ponurym tonem – Niełatwo im będzie zmniejszyć siedmiopunktową przewagę.

- Punkty same w sobie nie są problemem. – stwierdził Ukai, wzdychając.

- Nie? – spojrzała na niego ze zdziwieniem.

Były trener pokręcił głową.

- To psychika jest w tej chwili ich największym wrogiem. Te dwa ostatnie punkty… te zmyłki Kageyamy… w ogóle nie powinny zadziałać. Ja wiedziałem, że blefował, już w momencie, gdy krzyczał. Oni też by wiedzieli, gdyby grali normalnie. Zawodnicy na tym poziomie zazwyczaj nie łapią się na tego typu numery.

- Więc dlaczego teraz się nabrali? – spytała Natsumi.

- Ponieważ wystraszyli się jego serwów i chcą za wszelką cenę zrobić rotację. Gdy myślisz w ten sposób, głupiejesz. Popełniasz błędy, których zazwyczaj nie robisz. Kageyama wie o tym. Wykorzystał to, by jeszcze bardziej ich podkopać. Teraz, zamiast cieszyć się z faktu, że dwa razy pod rząd odebrali jego serwis, uważają się za kompletnych matołów.

- Gdyby był pan ich trenerem… co by pan im powiedział?

Ukai zastanowił się chwilę.

- Powiedziałbym im, żeby zupełnie zapomnieli o ostatnich siedmiu punktach. Powiedziałbym: „zachowujcie się tak, jakby mecz zaczął się dopiero teraz. Ostatnich kilku akcji w ogóle nie było. Nie istnieją."

- A czy wtedy nie zaczną popełniać tych samych błędów?

- Jeżeli nie odbudują pewności siebie, błędy nie będą miały znaczenia.

Czas się skończył. Zawodnicy wrócili na boisko.

Hinata zdziwił się, widząc, że Inoue lekko przykucnął.

- Co ty robisz? – spytał.

- K-K-Kageyama-senpai. – wymamrotał chłopak – Z-znowu będzie serwował. A co j-jeśli t-trafi w moją głowę?! W-wtedy dostanę wstrząsu mózgu i… i… i umrę! – zakończył z histerycznym jękiem.

Gakuto odruchowo zanurkował w dół.

Rudowłosy środkowy po raz pierwszy cieszył się z faktu, że jest taki niski. Mimo to on także lekko się skulił. Kageyama nadal nie odpłacił mu za ten niefortunny cios w tył głowy podczas pierwszego meczu sparingowego z Aoba Josai. Kto wie, czy kiedyś nie wpadnie na pomysł, by dokonać zemsty?

Kageyama jednak nie trafił w żadnego z nich. Ponownie posłał piłkę na boisko przeciwnika. Po odbiorze Tokio, Hinata i jego młodsi koledzy skoczyli do bloku i zdobyli punkt. Dopiero po kolejnym serwisie rozgrywającego, atakujący Takeshi przebił się na drugą stronę.

Tablica wskazywała osiem do jednego. Na zagrywkę pomaszerował Taijima Yamato…

Gdy Hinata stanął pod siatką, nieznacznie szturchnął kolegę.

- Ej, Gakuto! – odezwał się z tajemniczym uśmieszkiem – Zaraz Ci pokażę, jak czytam Kageyamie w myślach.

- Młody Taijima idzie na zagrywkę. – powiedziała Haruka – Ciekawe, czy będzie chciał odpłacić Kageyamie pięknym za nadobne?

- Pewnie tak. – westchnęła Kasumi – Kageyama-kun nieźle dał im popalić. Zdobył osiem punktów, a nie sięgnął jeszcze nawet po swoją największą broń.

- Największą broń? – powtórzyła ze zdziwieniem Natsumi.

- Hinatę. – sprecyzowała kobieta.

Dwunastolatka spojrzała na rozgrywającego Tokio. Wyglądał na spokojnego, ale wiedziała, że to tylko pozory. Po sposobie w jaki kozłował piłkę poznała, że jest zdenerwowany. Wręcz kipiał chęcią zemsty.

Gdy zaserwował z wyskoku, wstrzymała oddech. Uderzył równie mocno jak jej ojciec. Piłka leciała prosto na Kageyamę…

- MOJA! – ryknął czarnowłosy rozgrywający.

A więc zdecydowałeś się odebrać tę piłkę? – pomyślał z satysfakcją Taijima – Nie tylko ty potrafisz dobrze serwować. Teraz już nie wystawisz!

Jego uwagę przykuł ruch przy siatce. Ktoś wzbił się w powietrze.

CO?! Niemożliwe! Skąd ten rudy konus się tam…

Kageyama perfekcyjnie odebrał dołem. W tym samym momencie Hinata wyskoczył. Zawodnicy Tokio zdążyli zaledwie mrugnąć, a rudzielec już ściął piłkę. Piłka uderzyła w boisko tuż obok Taijimy.

Bez żartów… - wyszeptał w myślach – Z drugiej?!

- HINATA! – rozległ się ryk Kageyamy.

Rozgrywający Sendai podszedł do środkowego i trzepnął go w tył głowy.

- Ty dupku, kto pozwolił Ci skakać?! Nie na taki atak się umawialiśmy!

- Sam jesteś sobie winien! – burknął Hinata – Od dziewięciu akcji czekam na wystawę! A w ogóle to od kiedy ty przyjmujesz zagrywkę?!

Wybuchła między nimi głośna kłótnia.

- O co im chodzi? – zdziwiła się Natsumi – Przecież zdobyli punkt.

- Udają. – stwierdził Ukai kiwając głową.

- Udają?!

- Tak, na pewno. Jestem przekonany, że umówili się na taki atak. Ty i zawodnicy Tokio możecie tego nie pamiętać, bo jesteście jeszcze bardzo młodzi, ale Hinata i Kageyama zrobili coś podobnego podczas turnieju w Berlinie. Byli wtedy rezerwowymi, a drużyna grała mecz z Rosją. Przegrywaliśmy dużą ilością punktów. W ostatnim secie, trener uznał, że gorzej już nie będzie, więc wpuścił tę dwójkę na boisko. Wpadli na pomysł przeprowadzenia takiej akcji, by wytrącić Rosjan z równowagi. I udało się. Ten jeden punkt odwrócił przebieg meczu. Drużyna zyskała pewność siebie i wygraliśmy.

Natsumi wbiła zafascynowany wzrok w Hinatę i Kageyamę.

- Nieprawdopodobne, że potrafią zrobić coś takiego.

- To nie jest tak, że zawsze im to wychodzi. – powiedział Ukai – Udaje im się może trzydzieści procent takich akcji. Zdecydowali się na to, bo mają dużą przewagę punktową i mogą sobie pozwolić na ryzyko. No i… nie da się ukryć, że Taijima bardzo ułatwił im zadanie. Gdyby nie zaserwował Kageyamie do ręki, przyjęcie nie byłoby tak czyste.

- Ale przecież nie mógł wiedzieć, że planują coś takiego. – stwierdziła nieśmiało dziewczyna.

- Owszem, mógł. – odezwała się Haruka – Wystarczyło spojrzeć na ustawienie Sendai. Przyjmujący i libero, którzy normalnie zasłaniają rozgrywającego, tym razem nieco się od niego odsunęli. Wiedzieli, że w razie czego jest gotów do odbioru.

- Biedny Taijima. – westchnęła Kasumi, kręcąc głową – Tak to jest, gdy emocje biorą górę nad rozsądkiem.

- Nadal nie rozumiem, dlaczego Hinata i Kageyama udają. – Natsumi zwróciła się do Ukaia.

- Chcą, by rywale myśleli, że wyszło im to niechcący. – wyjaśnił - Jeśli uśpią ich czujność, będą mogli powtórzyć tę akcję.

Kuroo położył dłonie na głowach Hinaty i Kageyamy, po czym stanowczo rozdzielił wyzywającą się parę.

- No dobrze, dzieci, wystarczy tego dobrego. – powiedział cukierkowym tonem – Tatuś zabrania wam się kłócić.

- Co ty robisz? – syknął Kageyama.

- Właśnie! – zgodził się szeptem Hinata – Przecież wiesz, że udajemy.

- Pomagam wam. – oświadczył kapitan ze złośliwym uśmieszkiem – Dzięki mnie będziecie bardziej wiarygodni. Chociaż…

Zerknął na tablicę z wynikiem. Dziewięć do jednego.

- …coś mi mówi, że nie będziemy potrzebowali żadnych dzikich akcji, by zakończyć tego seta.

XXX

Słowa Kuroo okazały się prorocze. Tokio przegrało pierwszego seta z zawstydzającym wynikiem jedenaście do dwudziestu pięciu. Zdaniem Ukaia, Samuraje sami zgotowali sobie taki los. Większość punktów stracili nie za sprawą mocnych ataków rywali, ale własnych błędów – chybionych zagrywek, ścinek w siatkę i kiepskich przyjęć. A wszystko z powodu tych pierwszych, niefortunnych dziesięciu akcji, które do tego stopnia zapadły im w pamięć, że całkowicie stracili pewność siebie.

- Dopiero teraz pokażą nam, co naprawdę potrafią. – powiedział zamyślonym tonem były trener Karasuno – Nie mają innego wyjścia, niż tylko wyrzucić tego seta z pamięci. Jeszcze nie stracili meczu. Wciąż mają szansę wygrać. O ile nie zaczną panikować, powinniśmy zobaczyć z ich strony bardzo dobrą grę.

- Mam nadzieję, że wezmą się w garść. – mruknęła Haruka – Już dawno żaden set tak mnie nie wynudził. Po tej akcji z drugą piłką, to przypominało bardziej rzeź niż pojedynek. Kageyama-kun nie musiał nawet pokazywać swoich prawdziwych umiejętności.

Natsumi przełknęła ślinę. A więc jej ojciec potrafił znacznie więcej? Po tym, co już jej pokazał, nie mogła sobie nawet wyobrazić, do czego jeszcze mógł być zdolny.

- Nie mogę uwierzyć, że graliśmy jak baby. – stwierdził z westchnieniem Arai – I to na naszej własnej arenie.

- Jeśli nie zaczniemy normalnie grać, wtedy nasze baby rzucą nas w cholerę. – zażartował Ishida.

Cała drużyna wybuchła śmiechem. Yaku odetchnął z ulgą. Cieszył się, że koledzy tak szybko wyrzucili z pamięci porażkę. Wszystko dzięki kapitanowi.

Ishida to prawdziwy skarb. – pomyślał libero – Wystarczy, że palnie coś głupiego i atmosfera automatycznie się rozluźnia. Z drugiej strony… kiedy trzeba, potrafi być poważny. Dajcie mu kilka lat, a będzie tak dobrym kapitanem jak Kuroo.

- Yaku-san? – usłyszał głos Araia – Mógłbyś nam jeszcze raz powiedzieć, o co chodzi z tym całym „nietypowym zbiciem"?

Były zawodnik Nekomy westchnął.

- To specjalna ścinka duetu Hinata-Kageyama. – wyjaśnił cierpliwym tonem – Hinata biegnie w dowolne miejsce, gdzie nie ma bloku, a Kageyama wystawia mu piłkę „do ręki". To atak, który potrafią wykonać jedynie zawodnicy na światowym poziomie. Wymaga niezwykle dokładnego rozgrywającego i atakującego, który by mu bezgranicznie ufał. Hinata i Kageyama są w tym najlepsi. Kiedyś nawet rudy zamykał oczy, kiedy skakał do piłki.

- Skoro to ich znak firmowy, - zaczął niepewnie Takeshi – dlaczego jeszcze go nam nie pokazali?

- Nie musieli. – stwierdził Ishida – Sami zrobiliśmy co w naszej mocy, by spierdzielić tego seta. Ale teraz damy z siebie maksa, więc na pewno zobaczymy ten atak.

- Pamiętajmy, co mówił trener. – dodał Yaku – Jeśli od razu tego nie zablokujemy, nie szkodzi. Do ruchów Hinaty trzeba się przyzwyczaić…

Gdy tylko wspomniał o bloku, koledzy spochmurnieli. Takeshi zerknął niepewnie na Taijimę, który jako jedyny nie stał z nimi w kole. Rozgrywający znowu przeglądał zielony zeszyt.

- Słuchajcie, - zaczął Arai – nie macie wrażenia, że Taijima jest na nas zły?

Yaku natychmiast zrobił się czujny.

- Nie opowiadaj głupstw! – zaśmiał się, uderzając atakującego w plecy – Taijima nie ma do nikogo żalu. Jak wszyscy przejął się tamtym setem. Na pewno uważa, że zrobiliście wszystko, co w waszej mocy.

Odetchnęli z ulgą. Po chwili odeszli, by napić się wody. Libero został na miejscu, niespokojnie obserwując Taijimę. Tak naprawdę nie był do końca szczery wobec kolegów.

Co prawda Taijima wystawiał tak, jak ustalili – czyli wolno i wysoko – ale widać było, że coś go gryzie. Na przykład za każdym razem, gdy blokujący dawali się oszukać zawodnikom z Sendai, wydawał z siebie oburzone prychnięcia. Nie krytykował kolegów, ale wystarczyło jedno spojrzenie na jego twarz, by stwierdzić, że miał do nich pretensje. Yaku mógł nawet przysiąc, że po utracie drugiego punktu, Taijima obwiniał jego, chociaż strefa ewidentnie nie należała do libero.

Westchnął. Zauważył to wszystko, lecz pozostałym powiedział co innego.

To dla ich dobra. – pomyślał – Lepiej żeby nie wiedzieli. Jeśli zorientują się, że nasz rozgrywający zaczął świrować, będą jeszcze bardziej się spinać. A tak przynajmniej jest szansa, że w drugim secie chłopak nieco się uspokoi.

XXX

Drugi set zaczął się w miarę spokojnie. Tokio zdobyło punkt już przy drugiej akcji i przez jakiś czas obie drużyny szły łeb w łeb. Zarówno Kageyama jak i Taijima wysyłali zawodnikom dokładne wystawy i często omijali blok. Przełom nastąpił, gdy na zagrywkę poszedł Kuroo.

- Zrób dla mnie asa, kociaczku! – krzyknął ktoś z widowni.

Kapitan Sendai westchnął. Znowu to samo. Ile to już razy powtarzał żonie, by przestała go tak nazywać?

Z drugiej strony, sam był sobie winien. Gdyby pewnego pięknego dnia nie wypaplał, że jego drużyna nazywała się „Nekoma", Akiko nie wymyśliłaby tego przezwiska. Trzeba było trzymać gębę na kłódkę. Skoro zorientował się, że jego kobieta miała ciągoty do słodkich nazw, powinien przewidzieć, czym skończy się kłapanie dziobem. Westchnął.

Ech… ta baba nie miała za grosz gustu! Przecież było tyle miłych przydomków, którymi można było obdarzyć męża - chociażby „Mistrz" albo „Twardziel", tudzież jakiś „Conan" czy „Herkules". Nawet „Tetsuro-chan" byłoby do przyjęcia. Ale nie – ta musiała się uprzeć na „kociaczka"!

Kozłując piłkę, uśmiechnął się złośliwie. Jedynym pocieszeniem był dla niego fakt, że żona Lva nazywała go znacznie gorzej. „Kociaczek" mógł być żenujący, ale w kategorii obciachu, nadal stał o klasę wyżej niż „Simba".

Rozległ się gwizdek sędziego.

- WAL, TATO!

- SUPER SERWIS!

- KOCIACZKU, ZDOBĄDŹ PUNKT!

No dobra… - pomyślał leniwie Kuroo – Chyba rzeczywiście zrobię kilka asów. Niech Kageyama nie myśli sobie, że tylko on potrafi zdobywać punkty zagrywką.

Taijima z trudem mógł złapać oddech. Po trzech asach serwisowych kapitana Sendai i czwartej wyjątkowo długiej akcji, w końcu wyszarpnęli dla siebie punkt. Co nie zmieniło faktu, że znaleźli się w bardzo niewygodnej sytuacji.

Rozgrywający zagryzł zęby. Serwując z wyskoku, Kuroo wziął ich z zaskoczenia. W poprzednim secie stosował wyłącznie zagrywkę z miejsca, przez co pomyśleli, że był dzisiaj bez formy.

Widocznie chciał się porządnie rozgrzać. – pomyślał Taijima.

Yaku wspominał coś, że starsi zawodnicy unikają trudnych elementów, dopóki nie złapią rytmu. A jednak to nie przeszkodziło cholernemu Kageyamie w częstowaniu ich ciężkimi zagrywkami na samym początku pieprzonego meczu!

Dzięki Kuroo stan punktów wynosił teraz dziewięć do siedmiu dla Sendai. I to był dopiero początek kłopotów. Po tym jak zespół Kageyamy zdobył dziesiąty punkt, Aone poszedł na zagrywkę, a Hinata wrócił na pierwszą linię. Zawodnicy Tokio natychmiast wbili w rudzielca zaniepokojony wzrok.

Już czas. – pomyślał nerwowo Taijima – Widzą, że dotrzymujemy im kroku. Muszą sięgnąć po pełen arsenał. Wreszcie użyją TEGO.

- Mega-szybki atak. – wyszeptała Natsumi – Wkrótce go zrobią, prawda?

- Myślę, że taki mają plan. – powiedział Ukai, masując podbródek.

Aone zaserwował. Tokio odebrało i zaatakowało. Piłka odbiła się od bloku i trafiła do libero Shiby. Wtedy Hinata wystartował…!

Wyglądał jak pomarańczowy zygzak. Najpierw pędził w kierunku lewego skrzydła, ale gdy zobaczył, że blokujący idą jego śladem, zawrócił. Gdy nieco minął Kageyamę, wyskoczył.

Ktoś go jednak dogonił. Taijima pojawił się znikąd. Wyskoczył do bloku, tuż na wprost zaskoczonego rudzielca.

- Och, nie! – krzyknęła Natsumi – Złapie go!

Ukai wyszczerzył zęby.

- Nie sądzę.

Mam go. – pomyślał triumfalnie Taijima – Dobrze zrobiłem, że nie pobiegłem wraz z tymi matołami na lewe skrzydło. Wiedziałem, że to zmyłka. Teraz już mi nie ucieknie!

Będzie pierwszym, który zablokuje słynny szybki atak przy pierwszym podejściu. Na zawsze zapamiętają Taijimę Yamato! Ogarnęło go radosne podniecenie.

TAP!

Odgłos lekkiego plaśnięcia zaskoczył go. Nadal wisząc w powietrzu, obrócił głowę. Kageyama nie wystawił Hinacie. Kiwnął! Taijima mógł tylko patrzeć, jak piłka upada obok niego na ziemię.

- HUAA! – zawył Hinata – Naprawdę myślałem, że w końcu to zrobimy!

Rozgrywający Tokio nie zwracał na niego uwagi. Patrzył na rywala.

Pierwszy raz widział Kageyamę z tak bliska. Patrzące spod czarnej grzywki niebieskie oczy miały w sobie zawziętość, zdecydowanie i dumę. Taijima spoglądał w nie, jak zahipnotyzowany.

- Ej! – burknął Kageyama.

Młodszy z rozgrywających aż podskoczył.

- Zrobię to znowu. Na wypadek, gdybyś chciał wiedzieć.

Taijima sapnął. Nie miał pomysłu, co odpowiedzieć, więc posłał konkurentowi rozwścieczone spojrzenie. Kageyama wydał z siebie krótkie „Tch!" i pomaszerował na zagrywkę.

Zrobi to znowu?! – powtórzył w myślach Taijima – Niemożliwe. Teraz byłoby to zbyt oczywiste. Nie zrobi tego! Chociaż… może…?

Przestań. Zdurniałeś? Przecież poszedł na drugą linię i przez jakiś czas nie może kiwać! Nie baw się w zgadywanki. Podobne domysły w niczym Ci nie pomogą. Zaczekaj, aż dostaną piłkę i dopiero wtedy kombinuj!

Nie musiał długo czekać. Mocny serwis Kageyamy został jakoś odebrany przez Ishidę, jednak piłka poleciała na stronę Sendai. Libero podał ją do rozgrywającego…

BAM!

Hinata wyskoczył, a Kageyama mu wystawił. Nikt nie zdążył zareagować.

Taijima nie mógł uwierzyć. Nie wiedział, jak wyobrażał sobie ten cały superszybki atak, ale nie przyszło mu do głowy, że będzie po prostu stał jak sparaliżowany, a piłka przemknie mu koło policzka. Jak mógł do tego dopuścić? Przecież wiedział, że to właśnie planują… wiedział! Więc dlaczego?!

Sądził, że nic już go bardziej nie wkurzy. Pomylił się. Gdy tylko zorientowali się, że zdobyli punkt, Kageyama i Hinata triumfalnie zaryczeli. Wyglądali jak para podekscytowanych dzieci. Po prostu darli się jak głupki i patrzyli na siebie z wytrzeszczonymi oczami. Wkrótce cała drużyna przyłączyła się do świętowania. Kuroo, Gakuto, Inoue, Shiba i siedzący na ławce Aone wydali z siebie zadowolony wrzask.

- A więc tak to wygląda. – wyszeptał Ishida – Oto poziom reprezentacji Japonii.

On i pozostali atakujący wpatrywali się w Kageyamę i Hinatę ze wzrokiem wyrażającym czysty zachwyt.

- Mały Gigant i Król Boiska. – powiedział Arai – Uwierzycie, że grają przeciwko nam?

W brzuchu Taijimy działo się coś bardzo złego. Młody rozgrywający nie rozumiał swoich uczuć. Przecież też podziwiał Hinatę i Kageyamę... powinien, tak jak koledzy, cieszyć się, że przeciwko nim gra. I niby tak właśnie się czuł… ale tym, co odczuwał bardziej była gorzka zazdrość.

Odbiorę Ci tytuł króla. – pomyślał, patrząc na rywala – Odbiorę Ci go jeszcze dzisiaj. Tylko poczekaj!

XXX

Sendai z łatwością wygrało drugiego seta. Odkąd Kageyama i Hinata dorzucili do swoich ataków „nieprawdopodobną szybką", zyskali sporą przewagę. Zdobywali masę punktów zarówno ze ścinek rudzielca, jak i z akcji, gdy robił za przynętę. Nawet gdy blok Tokio dobrze odczytał rozegranie i ustawił się we właściwym miejscu, niski środkowy pokonywał go, celowo uderzając w czubki palców rywali. Dobrze spisywali się także skrzydłowi – Inoue i Gakuto, podobnie jak „ściana" złożona z Aone i Kuroo. Wszystko wskazywało na to, że Sendai wygra.

- Dwadzieścia pięć do osiemnastu w drugim secie. – powiedział Ukai zamyślonym tonem – A mimo to większość punktów przed końcem poszła do Tokio. To znak, że zaczęli się przyzwyczajać do ruchów Szybkiego Duo.

- Blokujący ruszyli głową. – zgodziła się Kasumi – Co prawda Hinata-san zwykle bez problemu się przez nich przebija, ale libero Yaku coraz lepiej pilnuje tyłów. Zaczął przewidywać, gdzie piłka poleci po bloku i dzięki temu mogą wyprowadzać kontrę.

- Dopiero teraz widać, jak ogromne znaczenie miał pierwszy set. – odezwała się Haruka – I tak by go stracili, ale gdyby grali normalnie, mogliby go lepiej wykorzystać.

Natsumi spojrzała na nią ze zdziwieniem.

- To znaczy…?

- Gdyby od początku grali pełną parą i szybciej zmusili byłych zawodników reprezentacji do pokazania tego niewiarygodnego ataku, mogliby wykorzystać pierwszy set, by się do niego przyzwyczaić.

- To prawda. – zgodził się Ukai – Kozumi Kenma, rozgrywający liceum Nekoma powiedział kiedyś: „Nawet jeśli nie wygramy pierwszego seta, to nic. Przyzwyczaimy się". Odkąd padły te słowa minęło wiele lat, a mimo to mnóstwo zespołów nadal uważa, że to najlepsza taktyka przeciwko Hinacie i Kageyamie. Kuroo pieszczotliwie nazwał ją kiedyś metodą „Trzech Z".

- „Trzy Z"?

- Zobaczyć, Zrozumieć, Zwyciężyć… innymi słowy, pierwszy set jest z góry stracony, bo poświęca się go na obserwację ruchów Szybkiego Duo. To faza „zobaczenia". Drugi set to etap „zrozumienia", czyli opracowania taktyki i zweryfikowania jej. W przypadku każdej drużyny jest to coś innego. Tutaj mówimy o Yaku, doświadczonym libero. Hinata, po wielu latach gry, nie jest już taki głupi, więc gdy widzi przed sobą ścianę, kiwa lub robi blok-aut. A blokujący Tokio nie mają dość refleksu i doświadczenia, by wiedzieć, kiedy powinni schować ręce. Zatem, czego by nie robili, rudy i tak się przebije. Co nie znaczy, że piłka jest stracona. Libero może ją uratować, a rozgrywający zaaranżować kontrę. Kiedy dopracują ten schemat do perfekcji, nastąpi trzecia faza – „zwycięstwo".

- Na którym… eee… „Z" są teraz Samuraje?

Były trener chwilę się zastanowił.

- Pod koniec drugiego seta wskoczyli na drugie „Z". Ale dopiero wskoczyli. Wciąż muszą złapać rytm. Jeśli będą robili to, co dotychczas, powinno być dobrze. Ale sytuację nadal mają nieciekawą. Kasumi miała rację, mówiąc, że zmarnowali pierwszego seta. W trzecim muszą się utrzymać. Inaczej to będzie koniec…

Dziewczyna zerknęła na siedzących na ławce Hinatę i Kageyamę. Obaj kleili się od potu. Mimo to wyglądali na zadowolonych. Spod zarzuconych na twarz ręczników wystawały szerokie uśmiechy. Ten widok coś w Natsumi poruszył.

Gdy patrzyła na superszybki atak, to nie dokładność, z jaką jej ojciec wystawiał piłkę, najbardziej ją poruszyła. Największe wrażenie zrobiła na niej pasja, z jaką podchodził do gry. Nawet na sekundę nie tracił koncentracji. Cały czas dawał z siebie sto procent. Rzucał się do piłki i walczył o każdy punkt. Nie tracił, tak jak wielu innych, czujności, gdy przewaga się powiększała. Wciąż obserwował przeciwnika, bez przerwy kombinował. Był świetnym połączeniem talentu, doświadczenia i determinacji.

Jest cudowny. – pomyślała.

Mimo to blok Tokio zaczął powoli doganiać Hinatę. Zastanawiała się, jak sobie z tym poradzą.

- Nawet na chwilę nie możemy czuć się bezpieczni. – powiedział Kuroo – Znacie to powiedzenie: „kto nie wygrywa trzy zero, ten przegrywa dwa do trzech".

Siedzący na ławce zawodnicy pokiwali głowami.

- Kageyama, podkręcę trochę tempo. – odezwał się Hinata – Będę biegał szybciej.

- W porządku, tylko nie przesadź. – odparł rozgrywający – Jak nie będziesz się hamował, stracisz całą energię.

- Chyba ty.

- Ja się nie męczę, głąbie!

- Tak? A ten pot to niby skąd?

- Mniejsza o to. – przerwał im Kuroo – Hinata, póki możesz, przyśpieszaj. Tylko nie od razu na maksa, dobra? Stopniowo podkręcaj tempo. I nie zapomnij się nawodnić, gdy zmienisz się z Shibą.

Rudowłosy środkowy zdecydowanie przytaknął.

- I jeszcze jedno, - ciągnął kapitan – Inoue, Gakuto, poskaczcie trochę na pierwsze tempo. Nie cały czas, ale tak raz na trzy ataki.

- Po co? – zainteresował się Shiba – Nie wystarczy, że Hinata jest szybki? Co nam to da?

- To, - odezwał się Kageyama – że tego smarkacza aż świerzbią ręce, by trochę przyspieszyć.

Wskazał głową na Taijimę.

- A jak zobaczy, że my to robimy, pęknie? – spytał z wahaniem Hinata – Chcecie go podpuścić?

- Chcemy nieco zakłócić ich stabilność. – wyjaśnił Kuroo – Koniec seta był bardzo nierówny… zaczęli nam narzucać swoje tempo gry. Nie zamierzamy prowokować ich rozgrywającego. Po prostu trochę ogłupimy blok, atakując ze zróżnicowaną prędkością.

- Ale… przecież Kageyama powiedział…

Kuroo przewrócił oczami. Pieszczotliwie poczochrał rozgrywającemu włosy.

- Kageyama musi mieć swoją prywatną wojenkę, by odpowiednio się podniecić. – oświadczył ze złośliwym uśmiechem.

- ZABIERAJ ŁAPĘ, DUPKU!

Kapitan wzruszył ramionami i poszedł omówić coś z trenerem. Hinata pochylił się nad uchem kumpla.

- A tak na serio… - odezwał się konspiracyjnym tonem – Naprawdę zamierzamy sprowokować Taijimę?

- Nie. – prychnął Kageyama – Robimy to, co powiedział kapitan.

Urwał i kątem oka zerknął na Taijimę.

- Chociaż prawdopodobnie tak to się skończy. – dodał po chwili – Kuroo może mówić, co chce, ale ja wiem swoje.

- Wiesz swoje… czyli co?

Kageyama parsknął. Niemożliwe, by ten rudy bałwan był aż tak tępy. Chyba rzeczywiście nadawał się tylko do skakania i ścinania piłki. Jak mógł nie zauważyć, że po drugiej stronie siatki zachodził proces, który już gdzieś widział? I mowa tu o kimś, kto połowę życia spędził z nim, Kageyamą.

Rozgrywający jeszcze raz spojrzał na Taijimę.

- On sam się sprowokuje. – stwierdził – Nie potrzebuje do tego naszej pomocy.

Swoich kolegów z drużyny też nie potrzebuje, ale to inna sprawa. – dodał w myślach.

Zalało go uczucie melancholii. Mógł nie lubić tego smarkacza… mógł złośliwie celować w niego zagrywką, albo puszczać mu niespodziewane kiwki… ale prawda była taka, że nikomu nie życzył tego, co spotkało go w gimnazjum.

- Ukai-san… - odezwała się Natsumi – Właściwie dlaczego Kageyamę nazywają Królem Boiska?

Zanim Ukai zdążył odpowiedzieć, głos zabrała Kasumi.

- Ponieważ to świetny rozgrywający, kochanie. - powiedziała dobrodusznie – Jest królem, ponieważ doskonale gra.

- Wielu by dało, żeby skraść mu ten tytuł. – dodała Haruka – Na przykład młody Taijima.

- Kageyama oddałby mu to przezwisko bardziej niż chętnie! – prychnął Ukai.

Dwie kobiety i dwunastolatka spojrzały na niego z zainteresowaniem.

- Dlaczego? – spytały równocześnie.

Były trener westchnął.

- Mało kto wie, że za tytułem „króla" kryje się pewna nieprzyjemna historia. Większość zna Kageyamę z czasów, gdy miał osiemnaście lat i zaczynał grać w pierwszej lidze. Wtedy był już dojrzałym rozgrywającym… graczem biorącym pod uwagę kolegów i potrafiącym się dostosować do ich umiejętności. Niewielu zna go dość długo, by pamiętać, jaki był przedtem…

Natsumi przełknęła ślinę.

- A jaki był? – spytała cicho.

- Egoistyczny. – odparł Ukai – Jego umiejętności były tak wybitne, że w pewnym momencie zaczął odstawać od innych graczy… i ich krytykować.

Dla dziewczyny to był wstrząs. Przecież ona robiła dokładnie to samo!

Uspokój się. – powiedziała sobie – Spytałaś o to Karin. Wszystko jest w porządku. Kiedy zaczniesz przesadzać, natychmiast się o tym dowiesz.

- W Gimnazjum koledzy nazwali go królem, ale nie dlatego, że świetnie wystawiał. – ciągnął Ukai – Nazwali go tak, ponieważ wszystkim rozkazywał. Doskonale radził sobie z omijaniem bloku, ale przez to tracił z oczu własnych zawodników. Wystawiał zbyt szybko, a gdy koledzy nie nadążali, wściekał się.

- Ale teraz już taki nie jest… prawda? – dopytywała się Natsumi.

Ukai roześmiał się.

- Oczywiście, że nie! Wyleczył się z tego już pierwszej klasie liceum. Głównie za sprawą Hinaty. Od czasu do czasu zdarza mu się przejmować stery na boisku, ale poza tym nie ma żadnych szkodliwych nawyków.

Dziewczyna odetchnęła z ulgą i z powrotem skoncentrowała się na wydarzeniach na boisku.

XXX

Zaczął się trzeci set. Już od początku było widać, że w drużynie Sendai coś się zmieniło. Ataki stawały się coraz szybsze.

- Czy… Kageyama-san zwiększył prędkość? – spytała niepewnie Natsumi.

Ukai pokręcił głową.

- Nie. To Hinata zaczął szybciej biegać. Kageyama nie ma z tym nic wspólnego. On po prostu dostosowuje się do jego prędkości.

- A co z innymi?

- Skaczą na pierwsze tempo.

- Pierwsze tempo?

- Wcześniej zaczynają nabieg.

- Dlaczego nagle zaczęli coś takiego robić? Przecież wcześniej też byli skuteczni.

- Pewnie próbują ogłupić blok. Na ich miejscu też obrałbym taką taktykę.

Dziewczyna wpatrywała się w Kageyamę tak intensywnie, że rozbolały ją oczy. Dopiero po trzech kolejnych akcjach zrozumiała, o czym mówił Ukai. Gdy uważnie obserwowało się grę, można było dostrzec, że rozgrywający Sendai rzeczywiście dostosowywał prędkość wystaw do tempa zawodników. Ale na pierwszy rzut oka to wcale tak nie wyglądało.

Szkoda, że nie siedzę bliżej boiska. – pomyślała Natsumi . Może wtedy łatwiej byłoby mi dostrzec podobne niuanse.

Od tej pory obserwowała grę z takim skupieniem, jakby sama była zawodniczką. Postanowiła, że już więcej nie da tak łatwo się zwieść. Podobne rzeczy były częścią taktyki siatkarskiej – a dziewczynie bardzo zależało, by poszerzyć wiedzę w tym zakresie.

Nie minęło dużo czasu, gdy Tokio także zaczęło przyśpieszać swoje ataki. Natsumi skupiła wzrok na Taijimie Yamato, zdeterminowana sprawdzić nowo nabytą umiejętność obserwacji. Spodziewała się dojść do podobnego wniosku, co w przypadku Kageyamy – że to zawodnicy przyśpieszali, nie rozgrywający. Okazało się jednak, że wcale tak nie było.

Zamrugała i przetarła oczy. Nie była pewna, czy wynikało to z braku doświadczenia z jej strony, ale miała wrażenie, że tym razem to wystawy stały się szybsze. Śledziła ruchy Taijimy w podobny sposób, jak wcześniej swojego ojca, ale nieważne jak długo na niego patrzyła, dochodziła do tego samego wniosku. Czy to możliwe, że miała rację? Rozgrywający Tokio przyśpieszył? Ale dlaczego?

Zamierzała spytać o to Ukaia, ale zrezygnowała, gdy zobaczyła wyraz jego twarzy. Były trener Karasuno obserwował drużynę Tokio ponurym wzrokiem. Nic nie mówił, ale było jasne, że się niepokoi.

Natsumi przypomniało się jego wcześniejsze stwierdzenie:

Kageyama oddałby mu to przezwisko bardziej niż chętnie!

Jeszcze raz zerknęła na Taijimę i momentalnie zaczęła rozumieć znaczenie poprzednich słów trenera.

Doskonale radził sobie z omijaniem bloku, ale przez to tracił z oczu własnych zawodników. Wystawiał zbyt szybko, a gdy koledzy nie nadążali, wściekał się.

Taijima dyszał głęboko. W jego oczach tańczyły iskry determinacji. Jego koledzy mogli być matołami, ale do własnych umiejętności miał pełne zaufanie. Czas wziąć losy meczu w swoje ręce. Skoro inni nie mają dość jaj, by sięgnąć po zwycięstwo, sam się tym zajmie.

On i Kageyama spojrzeli na siebie przez siatkę.

Na pewno nie przegram! – pomyśleli jednocześnie.