Stożek światła
Nie dojechali do Vegas.
Samochód Leonarda zepsuł się w połowie drogi. Oczywiście fizyk pracujący na jednej z najlepszych amerykańskich uczelni, zdobywca wielu naukowych wyróżnień, znający się na prawach rządzących światem nie umiał nawet określić, co się zepsuło. Kiedy zaczął padać deszcz i przemoknięta Penny zażartowała, że to chyba nie jest ich dzień, jej prawie-mąż zaczął się dziwnie zachowywać. Najpierw próbował złapać stopa, aby koniecznie jeszcze tej nocy dotrzeć do Las Vegas. Nikt nie okazał miłosierdzia konusowi w okularach intensywnie machającemu ręką zza zepsutego auta. Leonard zaczął się denerwować. Wróciwszy do samochodu zziębnięty i nieszczęśliwy przeczesał podręczną torbę, z której ostatecznie wysupłał inhalator. Zaciągnął się kilka razy lekiem i wypalił, że podczas ekspedycji na statku wdał się w romans.
Oczywiście to nic takiego, tylko małe mizianko dwa czy trzy razy. Bo było zimno. Bo czasem się nudził. Bo Mandy jako jedyna nie wyglądała po kilku dniach na Morzu Północnym jak zarośnięty rybak z 20-letnim stażem w poławianiu dorsza.
Znajomość z Penny sprawiła, że Leonard nagle stał się psem na baby. Mandy nie była ani pierwsza ani ostatnia na liście jego podbojów. Ciekawe, ile jeszcze takich niespodzianek ukrywał i kiedy zacznie go ponownie gryźć sumienie.
Kłótnia, jak większość kluczowych momentów w ich życiu, wybuchła dopiero na klatce schodowej. Były krzyki, wyzwiska i łzy, a na koniec trzaskanie drzwiami. Już raz coś podobnego przerabiała. Gdyby usunąć całą otoczkę dobrego wychowania, wyższego wykształcenia i nieco dziecinnych zainteresowań, to Leonard okazałby sie takim samym prymitywem jak Kurt.
Nie podobało mu się, kiedy dla żartu zasugerowała, że kiedyś, przynajmniej okazjonalnie chciałaby wrócić do aktorstwa. Wiele razy podkreślał, że po zmianie profesji zarabiała więcej niż on, jakby to była jej wina. Zepsuty przez własną matkę jednocześnie podziwiał i obawiał się kobiet sukcesu. Może właśnie dlatego wybrał na swoją drugą połówkę blondwłosą kelnereczkę z Nebraski.
Penny potrzebowała czasu dla siebie, żeby uspokoić skołatane nieudaną podróżą nerwy. Zezowała na w połowie pustą butelkę kalifornijskiego wina, którą Amy i Bernadette zostawiły w lodówce po ostatniej babskiej imprezie. Kieliszek, dwa albo trzy – wierni towarzysze w jej podróży przez życie. Mogła na nich liczyć będąc zarówno biedną kelnerką jak też ambitną bizneswoman.
Puk, puk, puk.
- Penny!
Puk, puk, puk.
- Penny!
Puk, puk, puk.
- Penny!
Odczekała, aż jej emocjonalnie ograniczony sąsiad zakończy rytuał dobijania się do drzwi zanim je otworzyła.
- O co chodzi? – warknęła na niego.
Sheldon miał minę, jakby chciał ją o coś zapytać, ale w ułamku sekundy zmienił zdanie. W wytrzeszczonych, niebieskich ślepiach przemknął cień emocji, którą odczytała jako zatroskanie.
- Widzę, że wybrałem zły moment.
- Co ty nie powiesz.
- Czy potrzebujesz czegoś ciepłego do picia?
Jej genialny sąsiad nigdy nie umiał poruszać się w labiryncie ludzkich uczuć. Na szczęście dzięki wychowawczemu uporowi matki i babki wyniósł z domu kilka pożytecznych odruchów.
- Chyba potrzebuję – przyznała cicho.
- Weź prysznic a ja zrobię herbatę.
Piętnaście minut później w ulubionym szlafroku z kubkiem rumiankowej herbatki ogrzewającym dłonie odmóżdżała się przy którymś odcinku serii „Star Trek: Następne Pokolenie".
- Weasley Crusher? – uniosła w górę brwi, gdy postać grana przez Wila Wheatona przemknęła przez ekran.
Sheldon przewrócił oczyma.
- Pojawia się właściwie tylko w tej scenie. Główny wątek w tym epizodzie skupia się na dylematach, wobec których staje kapitan Picard – wyjaśnił jej ze swojego miejsca.
- Aha.
Wreszcie opuściło ją nieznośne napięcie obecne od momentu, kiedy Leonard wyjawił jej swój mały sekret. Mogła spojrzeć na całe zdarzenie bez palącego gniewu. Może po prostu faceci tak mają. Może to ona szukała niemożliwego.
- Penny, Leonard wpadł do naszego mieszkania trzaskając drzwiami. Nie powiedział ani słowa i od razu zamknął się w swoim pokoju. Coś pokrzyżowało wasze plany na dzisiejszy wieczór?
Roześmiała się gorzko.
- Można tak powiedzieć.
- Chodzi o datę ślubu?
Odstawiła pusty kubek na stolik i pochyliła się w kierunku przyjaciela. Różne, niekoniecznie pozytywne myśli kłębiły się jej teraz w głowie, ale jednego była absolutnie pewna.
- Żadnego ślubu nie będzie.
Sheldon uciekł wzrokiem w bok. W telewizorze kapitan Picard wylądował wraz z kilkoma członkami załogi Enterprise na pustkowiu.
- Rozumiem. Leonard musi być bardzo zawiedziony, że nie doczekacie się pięknego i mądrego potomstwa.
- Znalazł sobie świetny moment, by przypomnieć o romansie z Mandy – Penny prawie wypluła imię nieznanej kobiety – Akurat, kiedy już zdecydowaliśmy. Jechaliśmy do Vegas… - wtuliła się mocniej w poły szlafroka – Przepraszam, że nawet wam o tym nie powiedzieliśmy. Wygląda na to, że cały świat sprzysiągł się dzisiaj przeciwko mnie.
Sheldon potrząsnął głową. Musiał przez moment szukać wystarczająco prostych słów, by mogła za nim nadążyć.
- To absurd. Twoje życie jest jak stożek światła.
Wyczarował ołówek i sięgnął po leżący między nimi na stoliku notes w różowe kotki. Narysował dwie osie a na nich dwie przecinające się linie.
- Dziś znalazłaś się w punkcie zero. Cała twoja przeszłość, twoje doświadczenie, podjęte kiedyś decyzje sprawiły, że jesteś właśnie w tym miejscu i czasie.
Pocieniował rysunek, który dzięki temu zaczął przypominać dwa trójkąty stykające się czubkami.
- Z tego miejsca rozciąga się też widok na całą twoją przyszłość – wskazał na górną część rysunku – To, co znajduje się na jego brzegu, porusza się z prędkością światła. To, co znajduje się wewnątrz, porusza się wolniej. Choć chrześcijańska koncepcja duszy jest bzdurna, na potrzeby mojego wyjaśnienia możemy przyjąć, że na stożek światła składa się to, co pokazujesz innym, jak też to, co stanowi twój wewnętrzny świat: myśli, uczucia, przekonania. Procesy wewnętrzne zachodzą dużo wolniej niż to, co widzimy na pierwszy rzut oka.
Obok połączonych trójkątów nabazgrał kilka znaczków i liter.
- Na całą resztę obiektywnie nie masz wpływu.
To stwierdzenie nie działało na nią budująco.
- Ale z drugiej strony ta cała reszta nie ma wpływu na ciebie.
Czyżby Sheldon w swój pokrętny, teoretyczno-fizyczny sposób próbował przekazać, by nie przejmowała się tak bardzo tym, co myślą o niej inni?
Cóż, lepiej mieć za sobą nieudaną podróż przedślubną niż nieudane małżeństwo.
