betowała okularnicaM :*:*:*


Problem z Weasleyem był taki, że jak zauważyło się go raz, niczym zaraza pojawiał się wszędzie tam, gdzie go nie chciałeś. Od czasu feralnej niedzieli chłopak jakimś cudem wpadł na niego, gdy wracał z warzywniaka, a potem kolejny raz, gdy Severus wychodził z windy. Aż kusiło go, aby zacząć nosić kota w swojej nauczycielskiej torbie niczym te puste dziewczęta, z których każda planowała zostać Paris Hilton.

Może nawet zaczęłyby zwracać uwagę na to co mówił, gdyby uważały, że zaczyna wyznaczać trendy w modzie.

Jego kot jednak znając wredne usposobienie zwierzaka, zapewne zachowywałby się Weasleyowi na przekór, niczym dżentelmen, którym był. Albo dama. Severus wciąż nie był pewien co do płci i nie nadał kotu imienia.

W końcu mieszkali obaj i gdyby kot mógł mówić, i wrzeszczał 'człowieku' wiadomym byłoby, że to odnosi się do Severusa. Zwierzak zresztą bardzo szybko opanował sposób porozumiewania się z nim za pomocą zwykłego darcia mordy.

Na przykład za każdym razem, gdy Weasley opuszczał swoje mieszkanie i przechodził koło ich drzwi. Kot zapewne wciąż miał za złe weterynarzowi tak niegodne traktowanie i Severus nie potrafił mu się dziwić. Gdyby Weasley postanowił być lekarzem, sam zacząłby odwiedzać jakiś miejscowych buddyjskich mnichów, którzy otworzyli niewielki sklepik po drugiej stronie ulicy.

Problem z jego byłym uczniem polegał też głównie na tym, że posiadał o wiele zbyt przyjaznego współlokatora. Chłopak zawsze uśmiechał się o wiele zbyt chłopięco w jego stronę, gdy pomagał mu wstawać za każdym razem, gdy Weasley staranował go swoim wielkim cielskiem.

I pytał o kota, jakby to był odpowiedni temat do rozmowy. Weasley za każdym razem wyglądał na mocno przerażonego i spoglądał za ramię, jakby spodziewał się, że zwierzak gdzieś tam w ciemności korytarza czyha na jego życie.

O ile Severus się orientował, kot zajmował się w tym czasie żuciem jego sznurówek.

ooo

Kiedy kot znikł ponownie, Severus tym razem zdążył założyć koszulę, zanim wyszedł na balkon. Idealnie dobrał czas, bo Weasley zaczął wrzeszczeć sekundy później. A potem usłyszał całkiem przyjemny dla uszu śmiech Harry'ego.

- Ron, on się tylko chce pobawić – śmiał się chłopak.

- Pazurami? – krzyczał Weasley.

Harry śmiał się nadal, a coś nieprzyjemnie przewracało się w żołądku Severusa. Chłopak mógł mieć nie więcej jak dwadzieścia pięć lat. Może w świetle prawa był dorosły, ale Severus z kolei był na tyle starszy od niego, by być jego znienawidzonym nauczycielem. Jak to się stało w przypadku Weasleya.

Dawno już zresztą nie czuł takiego dziwnego pociągu do kogokolwiek, zapewne zatem musiał być to jakiś syndrom wieku średniego. Przygarnął kota, chociaż nienawidził istot oddychających tym samym powietrzem co on. I nawet zaczynał uznawać to stworzenie za dość interesujące, jakby nie miał nic lepszego do roboty.

Brakowało tylko, aby włożył granatową koszulę i pozwolił do siebie mówić 'Sev', o czym Trelawney zapewne marzyła od lat.

Harry wyszedł na balkon w samych bokserkach. I Severus miał dziwne wrażenie, że chłopak wiedział doskonale, że on czekał już na swojego zwierzaka. Oznaczałoby to, że Harry specjalnie na siebie za wiele nie założył, ale to było bez sensu. Przynajmniej w jego świecie.

- Chyba się naprawdę uwziął… uwzięła? – zawahał się chłopak.

Severus zabrał kota z jego rąk i nie umknęło mu jak Harry wygląda świetnie w samej bieliźnie. Młodość miała same plusy. Jego ciało było równie smukłe, ale nie tak przyjemnie wyrzeźbione. Nie miało tego przyjemnego zdrowego koloru, który nadawało światło słoneczne.

- Kiedy rzuci się jeszcze raz na Weasleya, powiedz mu, żeby sprawdził jaka to płeć. Ja nie jestem szowinistą. Wszystko mi jedno kto go bije – odparł i chłopak uśmiechnął się niemal całym sobą.

Severus mógł przysiąc, że widzi jak jego oczy błyszczą.

- Postaram się zatem zamykać chociaż sypialnie. Jest tak ciepło, że śpimy z Ronem przy otwartych drzwiach balkonowych – poinformował go Harry i Severus zamarł.

Skinął tylko chłopakowi, wracając do swojego mieszkania.

ooo

Zastanawiał się jak złe było myślenie o chłopaku swojego byłego ucznia. Weasley musiał się dobrze ukrywać, bo nawet jego gej radar nie wykrył rudzielca, a mógł się pochwalić naprawdę całkiem sporą trafnością. Weasley po prostu nie pasował mu na homoseksualistę. Na hetero zresztą też nie. Severus po prostu nie chciał myśleć o jego życiu seksualnym w ogóle. Chłopak dał się pobić w końcu małemu kotu.

Z Harrym sprawa się miała jednak inaczej. Czuł, że uśmiechy chłopaka nie były przypadkowe, ale jednocześnie otrzymywał je jedynie, gdy Weasley ich nie widział. Może to nagle nabierało sensu ,dlaczego mieszkało razem dwóch dorosłych mężczyzn.

Problem z Weasleyem zatem nie został rozwiązany.

ooo

Kolejna fala ulew sprawiła, że kot nie miał jak zrobić włamu do sąsiadów, ale za to Severus dowiedział się, gdzie dokładnie znajduje się sypialnia Weasleya. Zwierzak bowiem nie odstępował jednej ze ścian nawet o krok. Dopóki nie zachciało mu się żreć albo spać na jego ulubionym wełnianym swetrze.

Severus nie był fanem spędzania czasu w fotelu, ponieważ nie był staruszkiem, ale pogoda nie zachęcała wcale do wychodzenia z domu. Nie sądził jednak, aby jego sąsiedzi mieli podobne problemy. Weasley był zaskakująco ruchliwy.

Dlatego był trochę zaskoczony, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Harry stał lekko przemoknięty z parasolką w dłoniach. Zatem deszcz nie dość, że siąpił to jeszcze zacinał.

- Ron zostaje do późna w pracy… - zaczął chłopak, wyciągając w jego stronę niewielką siatkę. – Pomyślałem, że ciastka się zmarnują. Obawiam się, że są trochę rozmoknięte, a na pewno nie dotrwają do czasu, gdy Ron wróci…. – wyjaśniał Harry.

Severus na końcu języka miał, że nie jadał słodyczy, ale jakoś mimowolnie zrobił chłopakowi miejsce i Harry wszedł do jego mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Kot obserwował go ciekawie, ale zaraza wyjątkowo wydawała się nie mieć złych intencji.

- Jest mniej agresywny, gdy Rona nie ma w pobliżu – zauważył Harry, ściągając swój przemoczony płaszcz.

- Albo czeka aż wyschniesz. Nie przepada za wodą – odparł Severus, trzymając w dłoni pakunek z ciastkami jak ostatni idiota.

Kiedy ostatnim razem dostał coś podobnego, okazało się, że jego uczniowie podjęli idiotyczny plan otrucia go. Jakby nie miał pojęcia jak smakują środki przeczyszczające w karpatce. Nienawidził amatorów.

Harry uśmiechnął się do niego tak jak zawsze to robił. Severus zaczął nazywać to swoim własnym specjalnym uśmiechem i po prostu wiedział, że jeśli do tej pory nie zasłużył na piekło, niedługo już to zrobi. Chłopak zresztą wodził wzrokiem po całym jego ciele, jakby chciał wyłapać jak najwięcej szczegółów. Dotąd zawsze widzieli się półnago albo okutani w płaszcze. Severus nie zdawał sobie sprawy, że normalne ubranie robi taką różnicę dopóki nie dostrzegł, że koszulka Harry'ego wydobywa jakiś nowy odcień zieleni z jego oczu. A może po prostu ją podkreśla.

Albus byłby wniebowzięty.

Harry spojrzał na niego jeszcze raz, a potem zaczerwienił się wściekle i Severus nie miał pojęcia dlaczego pełna przyjaźni i wzajemnego przyciągania atmosfera zmieniła się tak nagle.

- Nie wiedziałem, że jest pan księdzem – wykrztusił w końcu Harry. – Czy powinienem się do pana jakoś specjalnie zwracać.

Severus – znajdowało się na końcu jego języka, gdy nagle dotarło do niego, co mówił chłopak.

- Co? – spytał zdezorientowany, a potem spojrzał na swoją czarną koszulę i równie ciemne spodnie.

Kot spoglądał na niego, jakby chciał mu powiedzieć, że takie są fakty.

- Nie jestem księdzem – odparł odrobinę zirytowany i Harry zaczerwienił się jeszcze bardziej.

- Och, oczywiście. Przepraszam. To trochę głupie z mojej strony – zaczął się plątać chłopak. – Przeważnie panuję nad tym co mówię… - ciągnął dalej.

Kot przysunął się do nich bliżej i nie był pod wrażeniem.

- Lubię czerń. Pomaga w pracy. Jest czystym kolorem – wyjaśnił Severus i sam poczuł się jak idiota.

Nie pamiętał kiedy ostatni raz próbował oczarować rozmową kogokolwiek. W zasadzie może to i lepiej, bo ostatni krąg piekieł dla tych, którzy podrywają chłopaków swoich byłych uczniów na pewno tam gdzieś na niego czekał. I zapewne pełen był Albusów, którzy chcieli się z nim zaprzyjaźnić. Severusowi wystarczał jeden. I świadomość, że przez całe życie nie pozbędzie się traumy z tego dnia. Zdał sobie bowiem sprawę, że chociaż nigdy się tego nie spodziewał, nadeszła chwila, gdy faktycznie pożądał tego, co miał Weasley.

Całkiem wysokiego i wydającego się być bystrym na swój sposób Harry'ego, który wpatrywał się teraz w niego swoimi wielkimi oczami. I z nimi faktycznie było coś nie tak, bo chłopak zaczął mrugać szybko, o wiele za szybko.

- Soczewki kontaktowe? – zdziwił się Severus.

Harry uśmiechnął się do niego, wyciągając futerał z okularami.

- Mógłbym skorzystać z twojej łazienki. Wyjmowanie ich nie wygląda przyjemnie. Ron zawsze wrzeszczy na ten widok – poinformował go chłopak.

Severus nigdy nie miał dobrego zdania o rudzielcu i to miało się najwyraźniej tylko pogłębiać.

- Tamtędy – wskazał mu drogę. – Zaniosę ciastka do salonu – dodał.

Kiedy parę minut później Harry pojawił się z powrotem na jego nosie znajdowały się całkiem sporych rozmiarów okulary. Na pewno były niemodne, bo cała rewia w ich szkole sprawiła, że chcąc nie chcąc mógłby założyć swojego prywatnego bloga, ale dziwnie pasowały Harry'emu. I jeśli miał chociaż cień nadziei, że chłopak straci jakąś część swojego uroku, gdy jego twarz skryje się za szkłami, mógł się z nią pożegnać na zawsze.

Harry wyglądał jeszcze bardziej zadziornie. Nie do końca jak intelektualista, ale bardziej ekscentryk, który wie czego chce od swojego życia i nie przejmuje się słowami innych.

Severus czuł się przez to trochę przytłoczony.

- Herbaty? – spytał, starając się nie brzmieć jak jedna z jego osiemdziesięcioletnich ciotek.

Jednak do ciastek pasował tylko ten napój albo mleko. A nie chciał traktować Harry'ego jak dziecko.

Nalał im po jednej filiżance, starając się nie myśleć, że kot uważa go teraz za idiotę. Zwierzak jednak upierdliwie siedział na oparciu kanapy i świdrował go swoimi ślepiami.