betowała cudowna okularnicaM :*:*:*


Severus czuł, że jest złym człowiekiem. Może nie całkiem przypadkowo wpadali na siebie z Harrym, gdy obaj wracali z pracy. Oficjalnie nie przyznawał się do tego i nawet kot nie wydusiłby od niego tego zeznania, ale bywało tak, że specjalnie zwalniał, gdy dostrzegał, że jest kilka minut przed czasem w domu. Zresztą przecież zawsze mógł poświęcić na parkingu minutę lub dwie, żeby wyjąć torby z zakupami. Albo przejrzeć zawartość schowka.

Jego samochód wręcz lśnił, może nawet bardziej niż za czasów swojej młodości.

Severus czuł, że to niewłaściwe, ale rozmawiało mu się z Harrym naprawdę dobrze. Chłopak zresztą nie wydawał się być też jednym z tych wrażliwców, których przerażał jego humor. Trelawney nigdy nie spytała go jakie jest jego zdanie o pierwszej 'c', gdy wyjaśnił jej ze szczegółami na co zasługują jej uczniowie.

Harry'ego bawiły jego słowa dokładnie tak jak powinny, bo chociaż Severus bywał szorstki, jednak stanowiło to po prostu element jego poczucia humoru.

Chyba, że sprawa rozbijała się o kota, ponieważ na jego temat nie żartował.

Spotykali się z Harrym na te krótkie pogawędki niemal codziennie i normalnie wierzyłby w przypadek, gdyby nie spostrzegł, że chłopak też zatrzymał się koło kiosku, przeglądając gazetę i przyspieszył dopiero, gdy dostrzegł jego samochód na ulicy. Wiedział, że nie był winny Weasleyowi nic. Nawet szacunku biorąc pod uwagę, że kot ewidentnie przeżywał jakąś traumę spowodowaną wizytą u weterynaryjnego beztalencia, ale jednak gryzła go świadomość, że zagadywał do nikogo innego jak chłopaka swojego ucznia.

Miał tylko nadzieję, że Albus się o tym nie dowie.

ooo

Harry uwielbiał ciastka. Wydawało mu się to początkowo dziwne, gdy chłopak zawsze miał z sobą niewielki pakunek. Z tych krótkich rozmów w windzie wywnioskował, że Harry nie był wychowywany przez rodziców, a ci ludzie, którzy trzymali go pod swoim dachem, nie byli dla chłopaka zbyt mili.

Harry zatem szybko się uniezależnił, co było widać. Weasley zapewne nie miał pojęcia co należałoby zrobić z połową warzyw, które jego chłopak nosił raz na kilka dni. Na korytarzu przeważnie po godzinie od powrotu Harry'ego z pracy roznosiły się przyjemne aromaty, co zdawało się dziwnie uspokajać kota.

Zwierzak zresztą najwyraźniej uznał Weasleya za zbyt płochego przeciwnika, bo przestał się przekradać na tamten balkon. Swoje spacery ograniczył do łażenia po Severusie akurat wtedy, gdy ten miał wolne i do szkoły musiał wstawać dopiero za dwie godziny. Kot wdrapywał się na niego i podsuwał mu swój pyszczek pod twarz, jakby chciał sprawdzić czy Severus jeszcze oddycha. A raczej czy ten kawał chodzącego mięsa jest już gotowy do spożycia. Ponieważ jeśli chodziło o jego kota, Severus nie miał złudzeń.

Drań zapewne po spożyciu jego zwłok, zabrałby się za Weasleya.

Może Harry nawet nie broniłby go nawet tak zacięcie.

ooo

To był kolejny raz, gdy siedział w samochodzie, czując się trochę jak idiota. Torby z zakupami spoczywały na przednim siedzeniu, więc zaczął powoli wkładać z powrotem produkty, które się wysunęły podczas jazdy. Harry nie miał samochodu. Zapewne z Weasleyem wciąż byli na etapie spłacania swoich studiów jak większość młodych ludzi.
Kusiło go, żeby zaproponować Harry'emu, że mógłby go podwieźć do sklepu albo zrobiliby razem zakupy, ale nawet w jego uszach brzmiało to podejrzanie.

Chłopak zresztą uśmiechał się o wiele za szeroko na jego widok, jakby doskonale wiedział, że to przyciąganie jest przez niego wyczuwane. Z tym, że Severus wciąż nie miał pojęcia co z tym zrobić.

Pukanie w szybę tak bardzo go zaskoczyło, że niemal uderzył głową w tapicerkę.

Wyprostował się i zamierzał nawrzeszczeć na żartownisia, gdy zdał sobie sprawę, że Harry macha do niego przyjaźnie.

- Pomyślałem, że ci pomogę – zaproponował chłopak.

Gdzieś pomiędzy ciastkiem w jego salonie, a rozlaną z winy kota herbatą postanowili mówić sobie po imieniu. Może to był jeden z wielu pierwszych błędów, ale Severus nie chciał tego teraz analizować.

Podał chłopakowi siatkę bez słowa i starał się nie myśleć o tym jak ich ramiona ocierają się o siebie, gdy wchodzili po schodach do kamienicy. Harry nie był tak wysoki jak on, ale szczupła sylwetka go optycznie wydłużała. Zresztą koszulki, które normalnie nosił chłopak zawsze to tylko podkreślały.

Weszli do jego mieszkania, do kuchni i Severus odebrał siatki, zastanawiając się co dalej. Chłopak rozglądał się wokół, ale nie wydawał się chętny do wyjścia. Co było jednocześnie dobre i złe.

- Herbaty? – spytał Severus, biorąc głębszy wdech.

Harry rozpromienił się i po prostu nie było lepszego słowa na określenie jego reakcji. Kot w progu zaczął ostrzyć pazury.

- Nie padało. Jesteś w strefie zagrożenia – ostrzegł go lojalnie Severus, sięgając po filiżanki.

ooo

Kot zachowywał się niezwykle przyzwoicie, gdy zdał sobie sprawę, że tak jak poprzednio, Harry nie zamierzał pozwolić mu wejść sobie na głowę. Dosłownie. Zwierzak starał się wspiąć po krześle, a potem ramieniu Harry'ego, ale chłopak tylko strzepnął kota na ziemię, jakby to była najbardziej odpowiednia reakcja.

I faktycznie może była, bo Severus dostrzegł w oczach zwierzaka pewnego rodzaju szacunek.

- Lubi cię – stwierdził, zanim zdążył się powstrzymać.

Weasley zapewne dostałby zawału, gdyby usłyszał to słowo w jego ustach. Przez lata ich wspólnej nauki nigdy nie zawisło między nimi.

Harry uśmiechnął się tak szeroko, jakby to Severus przyznał się do podobnej emocji względem niego.

- I ja lubię jego – odparł chłopak i za jego słowami kryło się coś więcej.

Ta z pozoru niezobowiązująca rozmowa zeszła w stronę, której Severus się nie spodziewał.

- A gdzie jest Weasley? – spytał, nie mogąc się powstrzymać.

- Ron przeprowadza jakiś zabieg – odparł Harry lekko, marszcząc nagle brwi. – Wraca cuchnąc antyseptykami i krwią. Przeważnie staram się wtedy wejść do domu po tym jak weźmie kąpiel – ciągnął chłopak, patrząc na niego nagle niepewnie. – Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym – wyjaśnił. – Podobno byłem zbyt mały, aby to pamiętać, ale nie znoszę tego zapachu. Może to głupie, ale… - urwał.

- Możliwe, że to jest wspomnienie albo po prostu jesteś jedną z tych osób, które po prostu nienawidzą krwi – odparł Severus, ponieważ nie potrafił pocieszać ludzi, ale miał za to pewną wiedzę na temat ludzkich wspomnień. – Albo może być tak , że chcesz, aby to było wspomnienie – dodał.

Harry skinął głową, upijając kolejny łyk herbaty.

- Są położeni na Highgate*, Potterowie mają tam rodzinną kryptę – poinformował Severusa, chociaż ten nie miał pojęcia dlaczego. – Znasz ten cmentarz? – spytał Harry ciekawie.

Severus zaprzeczył lekko głową.

- Moi rodzice są pochowali pod Salisbury – rzucił jedynie, czując się naprawdę dziwnie, prowadząc rozmowę o zmarłych z dwudziestoparolatkiem.

- Na pewno mieli piękny pogrzeb – stwierdził Harry, wprawiając go w jeszcze większe zdumienie.

- Nie umiem tego tak ocenić – zaczął ostrożnie, obracając w dłoniach filiżankę.

Kot musiał coś wyczuć, bo wpełzł mu na kolana, próbując dorwać ciastka.

- W ogóle skąd go masz? – spytał Harry, pospiesznie zmieniając temat.

I Severus był za to naprawdę wdzięczny. Nie chciał, aby Harry uważał go za człowieka, którego życie było skończone, a wszyscy nie żyli. Albus pomimo wszelkich starań nie chciał się przekręcić.

- Prawie przejechałem staruszkę, gdy ratowałem mu życie – powiedział, starając się, aby brzmiało to nonszalancko.

Harry roześmiał się, jakby nigdy w życiu nie słyszał niczego bardziej zabawnego.

ooo

Świat był trochę szalony. Severus wiedział o tym doskonale, bo przede wszystkim jadąc z obecnym kotem w kolejną ulewę znowu musiał awaryjnie hamować. Kolejna staruszka była mniej wybaczająca i chyba zamierzała się w jego stronę parasolką. On jednak przeklinając na czym świat stoi, wyciągał spod swoich kół kolejnego kota.

Możliwe, że był okres zbiorowych kocich samobójstw, a on przegapił to w prognozie.
Jego kot spoglądał na niego ze swojego transportera, jakby chciał zapytać 'Jaja sobie robisz?' Prychnął na konkurencję, sprawiając, że futro na jego kolanach zesztywniało. Severus nie znał się na sprawach terytorialnych, ale szybko zrozumiał, że posiadanie drugiego kota w tak małym mieszkaniu byłoby idiotyzmem. Szczególnie, że kot Kot, ewidentnie tego nie chciał. I była to kwestia szacunku i tajnej umowy pomiędzy nimi dwoma.

Gdyby jego kot chciał sobie do jego mieszkania sprowadzić drugiego człowieka, musieliby to przedyskutować wcześniej.

Przeklął jeszcze raz, a potem narzucił na przemoknięte zwierzę swój sweter, zdając sobie naglę sprawę, że klinika weterynaryjna na pewno była już zamknięta.

ooo

Czuł się dziwnie pukając do Harry'ego i Weasleya. Z drugiej jednak strony chłopak bywał u niego czasami, więc nawet jeśli byłaby to kontr wizyta, miał do niej wszelkie prawo. I nawet jeśli Weasley oskarżyłby go flirtowanie, przecież to tak naprawdę Harry przychodził do niego. On miał wymówkę, znaczy mokrego kota w swetrze.

- Ja do Weasleya – powiedział, gdy tylko drzwi się otwarły.

Harry z kieliszkiem wina w dłoni zamarł.

- Ron jest u dziewczyny – odparł szybko chłopak. – Ale wejdź. Coś się stało? – spytał szybko.

Severus odchrząknął, starając się nie zamoczyć większej ilości powierzchni niż to konieczne.

- Ron jak Weasley? – spytał, żeby się upewnić.

- Ron nazywa się Weasley – odparł Harry.

- Ma dziewczynę? – upewnił się jeszcze.

Harry roześmiał się naprawdę szczerze, a potem zmrużył oczy.

- Ja też byłem dość zaskoczony, gdy się dowiedziałem – zażartował chłopak.

Severus przygryzł wargę, czując, że świat nagle stał się tak jakby jaśniejszy. Albo to była kwestia świateł przejeżdżającego samochodu. Otwierał usta, żeby dodać, że szok w kwestii Weasleya jest zrozumiały, gdy jego sweter poruszył się, przyciągając uwagę Harry'ego.

- Co tam masz? – spytał chłopak i Severus chcąc nie chcąc musiał pokazać mu kolejnego kota. – Jeden zero dla staruszek? – zażartował.

- Jeden zero dla kota – odparł Severus. – Weasleya…

- Nigdy nie ma, gdy jest potrzebny – dokończył za niego Harry. – Jego lecznica jest zamknięta o tak później porze, ale jutro rano powinieneś go złapać.

Severus skrzywił się wyraźnie.

- Ten kot nie może u mnie zostać – poinformował Harry'ego tonem nieznoszącym dyskusji. – Mój kot go nie lubi – dodał, starając się nie czuć jak idiota.

Harry pokiwał jednak głową, jakby to było całkiem logiczne.

- Może Ron nie zacznie wrzeszczeć jutro rano, gdy dostrzeże, że mamy kota w domu – zaczął niepewnie chłopak.

Severus odetchnął z ulgą.

ooo

To wszystko wydarzyło się przez kota. Najpierw usłyszał wrzask, co oznaczało, że Weasley nie tylko wrócił do domu, ale również wstał. Śmiech Harry'ego przyszedł jako kolejna fala dźwięku i Severus dziękował bogom, że była niedziela. Jego kot przez chwilę wyglądał na urażonego, że nie był powodem tego rabanu.

- Harry! Harry! Weź to! Zabij to! Zabij! – krzyczał Weasley, więc prychnął w poduszkę, a potem z ociąganiem wstał.

Ostatnim czego chciał to śmierć kota, którego udało mu się nie rozjechać.

- Skąd to w ogóle u nas? – darł się Weasley.

- Severus… - zaczął Harry, ale nie dokończył.

- On ma więcej niż jednego wrednego kota?! – krzyknął Weasley, wylatując na balkon zapewne w celu pozbycia się zwierzaka.

Severus jednak już tam stał obwijając się tym razem szlafrokiem.

- I ma całkiem dobry słuch – odparł, a Weasley pobladł jak za starych dobrych czasów. – Jakim ty jesteś weterynarzem? – prychnął.

- Od chomików – przyznał Weasley automatycznie, starając się schować z powrotem w mieszkaniu i prawie wpadł na Harry'ego, który trzymał w dłoniach uratowanego wczoraj kociaka.

- Chyba jest zdrowy – stwierdził chłopak. – Nie sądziłem, że pracownicy cmentarzy mają takie szczęście do kotów – dodał wciąż z uśmiechem na ustach.

Severus zamarł, lekko zaskoczony. Te słowa na pewno nie mogły być skierowane do nikogo innego, ale sens ich nie docierał w pełni do niego, dopóki nie zdał sobie sprawy, że Harry był pewien, że był jakimś cholernym klechą jeszcze kilka dni wcześniej. Oczywiście jego ubiór bywał mylący, ale wyobraźnia chłopaka nie znała ewidentnie granic.

- Sądzisz, że jesteś grabarzem? – spytał z niedowierzaniem.

Kot spoglądał na niego przez szybę.

Śmiech zamarł w ustach Harry'ego niemal od razu.

- Uhm – zaczął niepewnie chłopak. – Ron mówił, że się ciebie boi.

Severus nie potrafił nie wytrzeszczyć oczu.

- Weasley boi się kotów, księży i grabarzy? – spytał, nie mogąc się powstrzymać. – Jestem jego nauczycielem chemii – poinformował Harry'ego, który zaczerwienił się nagle wściekle.

– Na czarnym nie widać plan z roztworu nadmanganianu potasu – dodał. – Banda zidiociałych uczniów co roku wylewa na mnie jakiś litr, gdy próbują nie podpalić szkoły.

Harry spoglądał na niego tymi swoimi wielkimi oczami, w których pojawiało się coraz większe zażenowanie. Kot w jego rękach, próbował się wyrwać, ale chłopak trzymał go naprawdę mocno.

Wpatrywali się w siebie i Severus nie wiedział, który z nich ruszył do przodu jako pierwszy. Balkony nie były od siebie jakoś bardzo oddalone, ale i tak musiał się wychylić, żeby pocałować chłopaka, a ciche miauknięcie za nim utwierdziło go w przekonaniu, że jego kot nie chce żadnego obcego kota, ani tym bardziej drugiego człowieka.

- Och zamknij się. Jakbyś się nie cieszył z drugiej pary sznurówek w butach do gryzienia – warknął nie odwracając się nawet w stronę zwierzaka.

Miauczenie niemal natychmiast ustało.

_
* cmentarz w Londynie