korekta rozdziału: Toroj

Rozdział dziesiąty:
Testy

Dobrze znowu być w szkole, pomyślał Harry, mimo że wiedział, iż czekanie będzie raczej trudne. Chciał jakoś zaradzić chorobie ciotki Petunii, która ostatecznie była i jego problemem, ale nie tak działał mugolski świat.
Tamtego dnia wszedł do sali 328, ze Snape'em w przebraniu przy boku, i jakoś wspólnymi siłami zdołali wbić do tępej głowy wuja Vernona, że magia nie była dobrym sposobem. Zaklęcie nie istniało, powiedzieli, i nie mogło zostać stworzone. Magia nie działała w ten sposób, nie była przeznaczona dla mugoli. Oczywiście, to było nadmierne uproszczenie, ale Snape uważał, że Vernon Dursley nie był dość inteligentny, aby radzić sobie z czymś bardziej skomplikowanym niż proste aksjomaty, Harry. Twój wuj nie jest raczej materiałem na Krukona, prawda?
W sumie nie poszło tak źle. Vernon wrzeszczał i straszył, i prawie wyklął Harry'ego z rodziny. Groził, że go zabije, ale większość z tego cofnął, kiedy Snape spokojnie przedstawił alternatywę. Harry jest gotowy zostać dawcą szpiku dla pana żony, wyjaśnił Mistrz Eliksirów. Naprawdę uważam, że powinien mu pan podziękować.
Oczywiście, Harry nie otrzymał żadnych podziękowań, ale po omówieniu sprawy nieco racjonalniej, Vernon zgodził się posępnie, że przeszczep mógł być ostatnią nadzieją Petunii. Owszem, przyznał, że był zaniepokojony z powodu dziwacznych efektów ubocznych, jak to ujął, ale Snape łagodnie obalał wszystkie jego wątpliwości, mówiąc, że coś takiego było absolutnie niemożliwe.
Bardzo ślizgońskie z jego strony, pomyślał wtedy Harry, ponieważ wiedział bardzo dobrze, że Snape uważał, iż przeszczep szpiku kostnego może rzeczywiście zmienić ciotkę Petunię magicznie. Powiedział Harry'emu później, że najprawdopodobniej jakakolwiek taka zmiana w kobiecie będzie stopniowa. W międzyczasie pole zostanie rozszerzone na Dudleya tak, że nawet przy nawrocie raka u Petunii, Privet Drive 4 pozostanie rajem. Snape uśmiechnął się szyderczo przy ostatnim słowie.
Harry był wdzięczny, że na tym zakończył. Tylko szyderczy uśmieszek, aby pokazać, co naprawdę myśli o Dursleyach. Snape nie zrobił tego, co zrobiłaby Hermiona, gdyby dowiedziała się prawdy; nie starał się sprawić, aby Harry się otworzył i zaczął mówić o swoich uczuciach. Pozwolił mu pozostać sobą.
Przekonanie Vernona zajęło całą godzinę — godzinę, podczas której Dudleya nie było nigdzie w pobliżu. Harry zastanawiał się nad tym; chciał nieco wybadać teren i zobaczyć, czy jego kuzyn nadal był w przyjaznym nastroju. Mogło to być ważne, ale Harry nie miał okazji zobaczyć Dudleya.
Dokładnie po tym, jak Vernon zgodził się sprawdzić zgodność Harry'ego i powiedział to pielęgniarce, Harry został porwany na serię testów, które sprawiły, że sumy w porównaniu wydały mu się piknikiem. Testy głównie fizyczne — o większości nigdy wcześniej nie słyszał, ale zajmujące się nim pielęgniarki chętnie wszystko wyjaśniały.
Wszystko zaczęło się od kwestionariusza, którego nie mógł prawie odczytać z powodu nieznanych słów, a potem nastąpił długi wywiad, aby wychwycić jeszcze więcej informacji. Osobistych informacji. Pytanie za pytaniem o jego rodziców; pytania na które nie potrafił odpowiedzieć. Jak wiele razy miał powtarzać, że jest sierotą od pierwszego roku życia i nie może nic powiedzieć swojej mamie i tacie?
Potem pojawiły się pytania o niego samego. Harry nie wiedział co odpowiedzieć na połowę z nich. Czy pił, chociażby okazjonalnie? Och, jasne, nie mam nic przeciwko kremowemu czy dwóm… Jakie lekarstwa brał w ciągu ostatniego roku? Eliksiry uspokajające, pieprzowe, o wiele za dużo Eliksiru Bezsennego Snu… Czy korzystał z rekreacyjnych narkotyków w ciągu ostatnich trzech miesięcy? Nie wiem. Czy produkty bliźniaków można nazwać narkotykami? Zdecydowanie są rekreacyjne…
Nie będąc w stanie powiedzieć chociaż częściowej prawdy, Harry głównie mówił eee i uhm, i mamrotał coś przez cały ten wywiad, podczas gdy Snape siedział obok, uśmiechając się, bez wątpienia myśląc coś o ślizgońskiej przebiegłości. Harry'ego irytował ten uśmieszek, ale prawdę mówiąc był zadowolony, że wuj Vernon nalegał głośno, by profesor Remus Lupin był jego reprezentantem, mającym towarzyszyć Harry'emu przez cały proces badania. To był pomysł Snape'a, bez wątpienia podsunięty czarami nic nie podejrzewającemu mugolowi, ale personel medyczny przyjął to bez sprzeciwu, ponieważ wyszedł od legalnego opiekuna Harry'ego. Mogło nie być przyjemnie ze Snape'em w jednym pomieszczeniu, ale ciemne cienie na Privet Drive tego ranka były wystarczającym ostrzeżeniem. Harry wiedział, że musiał trzymać się blisko tego, który mógł go aportować w bezpieczne miejsce.
Mimo wszystko nadal czuł się nieswojo, poddając się tym medycznym procedurom ze Snape'em, przyglądającym mu się łagodnymi, brązowymi oczami Remusa.
Medyczny wywiad już był wystarczająco nieprzyjemny, ale przynajmniej w tej części nie musiał się rozbierać. Nieco później zrobiło się już dość śmiesznie. Czemu potrzebowali od niego tego wszystkiego? Niech po prostu wezmą szpik i koniec! Ale nie, musieli mieć jego krew i próbkę tkanki. Właściwie to te potrzeby rozumiał, kiedy już wyjaśnili mu zjawisko odrzutów, co go głupio przestraszyło. Nie chciał być odpowiedzialny za śmierć ciotki Petunii.
Ale czemu musieli prześwietlić mu klatkę piersiową, nie mówiąc już o podłączeniu go na godzinę do maszyny zapisującej bicie jego serca? Musiał zdjąć poplamiony, za duży sweter Dudleya. Potem znowu pobrali mu krew, wyjaśniając, że będzie musiała być przetestowana na cały alfabet problemów. A potem jeszcze więcej krwi, do czegoś, co nazywali analizą DNA, i co miało mieć ogromne znaczenie przy podjęciu decyzji, czy jego szpik będzie odpowiedni do wszczepienia Petunii.
Harry zaczął się zastanawiać, czy w ogóle zamierzali zostawić mu choć trochę krwi. Krzywił się za każdym razem, kiedy zbliżała się igła, zaciskał powieki i mówił sobie: Miałeś kieł bazyliszka wbity w ciało. Z pewnością możesz wytrzymać małą, cienką igłę.
Jednak w jakiś sposób igła była bardziej przerażająca, zapewne dlatego, że musiał tam siedzieć i ją przyjąć. Z bazyliszkiem przynajmniej mógł walczyć. Harry musiał powstrzymywać się od użycia magii do odpędzenia igły. Ledwo mu się to udawało, szczególnie przy ostatnim pobieraniu, kiedy pielęgniarka miała problemy ze znalezieniem żyły. Wbijała mu kilkakrotnie tę okropną rzecz, podczas gdy Harry zaciskał mocno oczy i kręcił głową walcząc, jego ramię leżało nieruchomo tylko dlatego, że uchwyt pielęgniarki był zadziwiająco silny.
Snape nie robił nic więcej poza obserwacją, ale przy tym ostatnim pobraniu podszedł i stanął przy Harrym. Nie dotykał go, nic nie mówił, nie rzucił też zaklęcia, by go uspokoić. Tylko stał tam, przypominając Harry'emu, że nie jest sam.
I to pomogło.
Gdy tylko pielęgniarka odstawiła fiolki z krwią na tacę, Snape wrócił na swoje krzesło.
Harry myślał, że to już koniec. Wykrwawili go prawie do sucha — a przynajmniej miał takie wrażenie — więc czego jeszcze chcieli?
Powinien był wiedzieć, że będzie tylko gorzej. Ponieważ wtedy poprosili go o mocz. Na początku tylko się gapił, oniemiały. Ładna, rudowłosa asystentka pielęgniarki, mająca nie więcej niż osiemnaście lat, podała mu mały, plastikowy kubek i powiedziała, aby wszedł do przylegającej łazienki i oddał mocz na żądanie, a potem oddał pojemnik jej, wypełniony. Nie sądził, aby kiedykolwiek był tak upokorzony, a tam siedział Snape i słuchał każdego słowa.
Jego profesor najwidoczniej jednak uważał, że przesadzał.
— Nie różni się to od tego, co musiałbyś zrobić, by uwarzyć jakiś bardziej zaawansowany eliksir — stwierdził, nonszalancko opierając się na krześle, wyciągając opieszale nogi i zamykając oczy.
Znowu dekorum, pomyślał Harry. Snape ostatnio okazywał tego więcej, niż kiedykolwiek. Harry zrobił, o co go proszono, czerwieniąc się przy oddawaniu kubeczka pięknej asystentce.
Po tym wszystkim powiedziano mu, że będzie musiał poczekać, aż wszystkie te testy zostaną wykonane i ocenione.
Wyjaśnili to i pożegnali się szybko z wujem Vernonem — nadal nigdzie nie było widać Dudleya — a Harry spytał, czy wuj mógłby ponownie użyć sowy pani Figg, gdy tylko będą wyniki. Vernon popatrzył spode łba, ale zgodził się.
I wtedy, po długim dniu dyskusji, decyzji i mugolskiej głupiej medycyny, Harry nareszcie wrócił siecią fiuu do Hogwartu, ze Snape'em podążającym za nim jak cień. Gabinet dyrektora był pusty, kiedy dotarli na miejsce.
— Pora kolacji — wyjaśnił Snape, a Harry jęknął. Nie było mowy, aby coś zjadł, nie był w stanie.
Snape wydawał się wiedzieć, o czym myśli.
— Będzie tylko gorzej, Potter — powiedział cicho. — To, co dzisiaj z tobą robili, było niczym w porównaniu do samej procedury przeszczepu.
— Wiem, czytałem książkę! — warknął Harry, nie chcąc o tym myśleć.
— Nie jest za późno, aby zmienić zdanie.
Harry podniósł wzrok i spróbował dojrzeć Snape'a gdzieś pod rysami Remusa. Nie było to łatwe.
— Jest za późno — spierał się. — Już powiedziałem, że to zrobię.
Snape pokręcił głową, jedno pogardliwe słowo przecięło powietrze: Gryfon. Potem mężczyzna wyszedł z pokoju i skierował się z powrotem do swoich lochów.
——————————
— Och, wróciłeś! — krzyknęła Hermiona, rzucając się na Harry'ego, siedzącego na sofie w pokoju wspólnym Gryfonów. — Ca za szczęście!
Harry zerknął nad jej ramieniem na Rona i spytał:
— Szczęście?
— Bo nie było ciebie tylko przez weekend, kumplu — wyjaśnił przyjaciel, kręcąc palcem przy uchu tak, aby nie musieć powiedzieć „wariatka" na głos. — Wiesz, nie musiałeś cierpieć z powodu szokującej tragedii opuszczonych lekcji…
Hermiona tylko zaśmiała się i skuliła koło Harry'ego na kanapie, zrzucając buty.
— Co z Remusem?
Dziwny, na wpół duszący dźwięk wydobył się z krtani Harry'ego.
— Och, eee… cóż, znasz Remusa. — Potem wpadł na odpowiedź, na którą i tak wpadłaby Hermiona, więc równie dobrze mógł to powiedzieć. — Przez część czasu była pełnia, wiesz. Przespał to. Najwidoczniej Snape nadal robi mu eliksir tojadowy. A kiedy nie był… eee, kiedy nie przesypiał tego, nie wyglądał najlepiej, naprawdę.
Harry zaczął się wtedy zastanawiać, czy Remus był najlepszym pomysłem na przebranie dla Snape'a. Czy nikt podglądający ich nie byłby podejrzliwy, widząc wilkołaka w ludzkiej postaci podczas pełni księżyca? W końcu nie było tajemnicą, że Remus Lupin nim jest. Snape postarał się, aby wszyscy Ślizgoni się dowiedzieli. Nadal bardzo to denerwowało Harry'ego. Chociaż teraz nie potrafił już tak się gniewać na mężczyznę. Ale dalej uważał, że ujawnienie sekretu Lupina było wyjątkowo paskudną rzeczą.
Jednak to już się stało, a teraz Harry mógł tylko zastanawiać się, dlaczego Dumbledore wysłał Snape'a w przebraniu Remusa, gdy wszyscy wiedzieli, że w tym czasie będzie wilkołakiem. Jedno jednak było pewne. Coś się działo, coś poza problemami z białaczką i polem ochronnym. Chociaż nie wiedział co. Nie miał nawet nadziei na odgadnięcie planów dyrektora związanych w wycieczką do Surrey.
Jedno było pewne: cokolwiek się działo, Dumbledore nie uważał, że należy o tym mu powiedzieć.
Jak zwykle.
Ron klapnął po drugiej stronie Hermiony i mrugnąwszy do Harry'ego, pociągnął ją do siebie, aby oparła się o niego. Hermiona uderzyła go lekko, potem roztopiła się i łagodny uśmiech zagościł na jej twarzy. Ron jednak nie był tak zrelaksowany; wspomnienie o eliksirze tojadowym przypomniało mu o Snapie.
— Ten oślizgły drań nienawidzi Remusa — zrzędził Ron. — Przez niego Remus stracił pracę, a naprawdę jej potrzebował. Ciekawe co Snape sobie teraz myśli, że robi mu ten eliksir? Może to powolna trucizna?
— Pomyślałem tak za pierwszym razem, gdy go zobaczyłem — przypomniał Harry Ronowi. — I myliłem się.
— Cóż — zamyślił się Ron. — Może to naprawdę powolna trucizna.
Harry wzdrygnął się trochę, a potem zmartwił się tym. Jasne, określenie oślizgły drań było raczej brutalne, a oskarżenia o próbę morderstwa nieco melodramatyczne, ale Harry z pewnością powiedział swoją porcję wrednych rzeczy o Snapie. Ponad pięć lat wrednych rzeczy. Ale nie chciał ich mówić teraz, nawet pomimo że Ron tego oczekiwał.
Na szczęście Hermiona pośpieszyła z odpowiedzią, przynajmniej na temat eliksiru.
— Snape i Remus są obaj w Zakonie — wskazała, a potem ze zdezorientowanym spojrzeniem, spytała Harry'ego: — Dlaczego Dumbledore wysłał z tobą Remusa, jeśli miał być przez cały czas wilkołakiem?
Miała rację, to nie miało sensu.
— Cóż, dla moralnego wsparcia — spróbował Harry i prawie skulił się słysząc, jak głupio to zabrzmiało. — To znaczy, nie wiedział, że nie będzie mnie tylko przez weekend. Mogło to potrwać dłużej.
— Trochę jednak szok dla mugoli, wilkołak w chacie? — zachichotał Ron. — Powiedz, jak język twojego kuzyna?
Harry zignorował to, ponieważ Hermiona naciskała.
— Dlaczego potrzebowałeś moralnego wsparcia, Harry? Nie powiedziałeś nam, co było w liście.
— Snape prawie to zrobił — musiał wtrącić Ron. — Wyglądałeś, jakbyś miał paść trupem.
— To były… rodzinne sprawy — wyszeptał nieszczęśliwy Harry. Nienawidził zatajania czegokolwiek przed swoimi przyjaciółmi, ale rozumiał konieczność utrzymania sekretu. Zastanawiał się, czy to sprawiało, że po części był takim Ślizgonem, jak twierdził Snape.
Ron zupełnie źle zrozumiał nastrój Harry'ego.
— Najwyższy czas, abyś miał jakieś rodzinne sprawy — zauważył pragmatycznie. — Witaj w moim życiu, rodzina molestuje cię cały czas. Nie można przed nią uciec nawet w szkole — dodał, kiedy Ginny przeszła przez pokój wspólny wraz z gromadką przyjaciół.
— Taak — powiedział Harry, szukając innego tematu. Jakiegokolwiek tematu. — Więc co wy dwoje robiliście w weekend?
Hermiona opuściła wzrok, a Ron nagle bardzo zainteresował się granitowym murem, a potem spojrzeli na siebie, uśmiechając się szeroko, i przytulili się jeszcze bardziej.
— Rozumiem — odezwał się swoim najmroczniejszym głosem Harry, co tylko sprawiło, że Hermiona zaczerwieniła się jeszcze bardziej i ukryła twarz w swetrze Rona.
— Cóż, poszliśmy również do Hogsmeade — zaprotestował Ron, ponieważ Harry poruszał brwiami w górę i w dół jak filmowy czarny charakter. Hermiona pisnęła głośniej przy tym cichym potwierdzeniu, Ron przewrócił oczami, ale wyglądał na szczęśliwego.
— Daj spokój, Hermiona! — zawołał Harry i uśmiechnął się do niej uśmiechem, który każdego by uspokoił. — No, powiedziałbym, że należą się gratulacje. Co wy na to, abyśmy razem wymknęli się do kuchni? Zgredek da nam kremowe… — Kiedy brwi Hermiony już się złączyły, dodał szybko: — Jak poprosimy ładnie. Och, litości, Hermiona! Dumbledore mu płaci, wiesz przecież. Zgredek to akurat skrzat, o którego nie powinnaś się denerwować. Nie ma jeszcze ciszy nocnej. Nie masz na co narzekać.
——————————
Harry był pełen obaw, kiedy następnego ranka kierował się w stronę lochów. Co innego wyciągać wnioski na Privet Drive 4, że Snape nie powie nic o tych okropnych rzeczach, jakich się dowiedział… Po pierwsze Snape wyglądał jak Remus, po drugie, to było nierzeczywiste mieć czarodzieja przy sobie przez cały czas! Cały scenariusz wydawał się po prostu fantastyczny. I nieprawdopodobny.
Teraz, kiedy znowu był w prawdziwym świecie, przeżywał ciężkie chwile, godząc wspomnienia z rzeczywistością. Snape mówiący o dekorum? Prawie okazujący współczucie, gdy Harry zmagał się z tymi wszystkimi igłami? Nie wydawało się to możliwe, nie wtedy, kiedy Snape, którego znał, nigdy nie ominął okazji, aby upokorzyć Harry'ego Pottera.
Poza tym to były tylko dwa dni. Nic nie mogło się zmienić w dwa dni, prawda? Harry pokiwał głową i przygotował się na najgorsze. Dogodnie ignorując fakt, że w ciągu dwóch dni cała jego koncepcja postaci Severusa Snape'a została poddana radykalnym przemyśleniom, usiadł na swoim miejscu przygotowując, jak zwykle, materiały i podniósł trwożnie wzrok, kiedy usłyszał, jak drzwi się otwierają.
— Dzisiaj będziemy próbować robić Maść Bliznoznik — Snape uśmiechnął się szyderczo, podkreślając słowo próbować. Jego szaty falowały, kiedy przechodził przez salę, głos miał tak władczy i groźny jak zawsze. — Bez wątpienia są między wami partacze, którzy zaprezentują mi mętne paskudztwo o niewłaściwym kolorze, ale niech nie będzie wątpliwości: jest to prosty eliksir, w zasięgu waszych leniwych rąk i anemicznych umysłów. Każdy, który nie zdoła zrobić zadowalającej maści, dostanie szlaban z panem Filchem.
Siedzący niedaleko Harry'ego, Neville Longbottom przełknął ślinę. Harry spojrzał na niego ze współczuciem. Neville chciał zrezygnować z eliksirów zaraz po piątym roku, ale profesor Sprout nalegała, że zielarstwo bez odpowiednich podstaw z eliksirów byłoby bezużyteczne.
— Chciałbym powiedzieć, że będziecie testować swoje eliksiry na sobie nawzajem — kontynuował Snape patrząc na Ślizgonów tak, jakby poddawał im jakieś pomysły — ale niestety, rywalizacja między Domami będzie jeszcze musiała odtworzyć tych wystarczająco przestraszonych. Nie, panie Weasley, blizny po trądziku się nie liczą.
Uch, och, pomyślał Harry, nagle rozumiejąc, co zapewne Bliznoznik oznacza. Cóż, przynajmniej tym razem widzę, jak to nadchodzi.
— Chociaż mamy pana Pottera i jego bliznę o raczej wątpliwej proweniencji. — Mówiąc to, Snape podszedł przejściem w jego stronę. Po drugiej stronie sali Ślizgoni szeptali między sobą, a Draco wyszeptał do Pansy coś w rodzaju: To będzie dobre…
— Nieszczęśliwie dla pana Pottera, to jest blizna poklątwowa — ciągnął Snape. — Panie Malfoy, jakie są podstawowe cechy blizny poklątwowej?
— Jest szkaradna i szpecąca, profesorze.
— W rzeczy samej. Pięć punktów dla Slytherinu.
Hermiona burknęła głośno, a potem wysyczała:
— To nie była właściwa odpowiedź!
Snape zignorował to.
— Inną charakterystyczną jej cechą jest to, że w odróżnieniu od innych blizn, poklątwowej nie da się usunąć zwykłym eliksirem. Obawiam się, że pan Potter będzie musiał dzielnie walczyć, pomimo swojej… jak to ujął pan Malfoy? Och tak. Szkaradnej szpetoty.
Harry patrzył na niego oczami pełnymi wściekłości i z zaciśniętymi ustami. Powiedział, że to tylko gra, szeptał głos w jego głowie. Problem w tym, że tak zwana gra Snape'a wydawała się zbyt realna. Cholera, on był realny: Harry znowu był ośmieszany, jak zawsze. Ale co go obchodziło, jeśli Snape wrócił do bycia… cóż, Snape'em? To było do przewidzenia. Głupotą byłoby spodziewać się czegoś innego.
Snape przyjrzał mu się, a potem wycedził:
— Widzę, że nasz gryfoński bohater jest na granicy łez. Nie bądź głupcem, panie Potter. Okaż trochę dekorum.
Po tym Harry mógł się zrelaksować. Nikt nie wychwyciłby ukrytej w tych słowach wiadomości, ale dla Harry'ego znaczyły coś ważnego. To była tylko gra, zabawa w oszukaj fretkę. O ile Snape mógł naprawdę mieć na myśli te raniące komentarze wcześniej, teraz ich nie miał. Cóż, w każdym razie nie tak jak wcześniej.
Harry odpowiedział zwyczajnym wściekłym spojrzeniem, też udając, ale nie mógł przewidzieć tego, co Snape zrobił następnie.
——————————
— Doprawdy! — wściekała się Hermiona, kiedy wychodzili z lochów. — Ależ on ma tupet, odmówił ocenienia twojego testu! Wie, że nie oszukiwałeś, wie, że to był list! I ustalenie drugiego testu na dzisiaj, bez żadnego ostrzeżenia! Zostałeś wezwany do domu w rodzinnych sprawach! Nie mogłeś się przecież uczyć w weekend! Myślę, że powinieneś iść z tym do dyrektora!
Harry tylko prychnął, wyobrażając sobie reakcję Dumbledore'a, jeśli poszedłby narzekając na test, którego wcześniej się domagał.
— To bez znaczenia — powiedział Hermionie. — Jestem pewny, że dostałbym trolla bez względu na to, który test oceni. Troll minus, bardziej prawdopodobne.
— Cóż, to po prostu skandal! Zabrał Gryffindorowi punkty dlatego, że nie dokończyłeś swojego eliksiru, ale jak miałeś to zrobić, kiedy rzucił ci na stół test i domagał się, abyś zrobił go w zamian?
Harry musiał przyznać, że to było skandaliczne.
— Czy pytania były chociaż z tego samego materiału? — dopytywała się Hermiona. — Czy może pytał tylko z dodatkowych tekstów, o których wie, że rzadko kiedy je czytasz?
— Dodatkowych — odpowiedział Harry nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Wiedział, że Hermionie wydawało się do nieuczciwe, ale dla niego było to tylko zabawne. W końcu sam się o to prosił. — Zapomnij — poradził przyjaciółce. — Narzekasz, a to do niego dojdzie, wiesz o tym. Wtedy będzie… — Harry obniżył głos, aż był podobny do głębokiego, sarkastycznego głosu Snape'a. — Gryffindor traci dziesięć punktów za oczekiwanie sprawiedliwości mimo wszystkich dowodów na jej brak.
— Dobrze się bawisz, Potter? — usłyszeli za sobą szyderczy głos Dracona Malfoya.
— Taak, właściwie to tak — przyznał Harry, wiedząc, że nic nie zdenerwuje Malfoya bardziej, niż fakt, że Harry jest szczęśliwy. — A co u ciebie?
Malfoy uśmiechnął się.
— To baw się dobrze również na szlabanie.
Hermiona zacisnęła pięści.
— Och, po prostu musisz zawsze biec ze wszystkim do nauczyciela, prawda, Malfoy?
Srebrne oczy Malfoya zrobiły się wielkie i niewinne.
— To nie ma nic wspólnego ze mną, szlamo. Profesor Snape już go przydzielił. Odpracowanie za niedokończenie eliksiru.
Hermiona wydała zduszony krzyk.
——————————
Szlaban był niesprawiedliwy, pomyślał Harry, ale już wcześniej odpracowywał niesprawiedliwe szlabany dla Snape'a. Rzeczy po prostu wracały do normy, jak podejrzewał. Snape upewniał się, by Harry to rozumiał. Wszystko musiało wyglądać jak zwykle.
Argus Filch gapił się na niego, kiedy zgłosił się w gabinecie woźnego.
— Pierwsze słyszę o jakimkolwiek szlabanie dzisiaj, Potter — zarzępolił swoim ochrypłym głosem. — Chociaż mam kilka billygruffów biegających po korytarzach nocą i potrzebuję świeżego wabia, żeby je wyłapać. Jesteś akurat właściwych rozmiarów…
— W porządku — powiedział szybko Harry, cofając się. — Pomyłka.
Tylko, że to nie była pomyłka. Snape zdecydowanie wlepił mu szlaban. Westchnąwszy, Harry skierował się do sali eliksirów i zapukał do drzwi.
— Profesorze?
— Ach, pan Potter — wycedził Snape. — Pięć minut spóźnienia, więc Gryffindor traci pięć punktów. To naprawdę miło z twojej strony, że umilasz mi szlabany. Może następnym razem możesz przyjść jeszcze później?
Harry zazgrzytał zębami.
— Zgłosiłem się najpierw do pana Filcha.
— Dziwaczne zachowanie. Idiotyczne, można by powiedzieć, zważywszy, że masz ten szlaban dokładnie po to, abyś mógł uwarzyć eliksir, którego nie zrobiłeś na lekcji.
— Och — powiedział Harry niskim głosem. Snape upewniał się, że nie zostanie z tyłu z powodu dodatkowego testu, którego domagał się Harry… nawet o tym nie pomyślał.
— Jednak zanim zaczniesz… skończyłem oceniać twój test.
Kiedy Harry wziął go z wyciągniętej dłoni Snape'a, jego własna nieco się trzęsła, ale nie dlatego, że martwił się oceną. Nie można było upaść niżej niż Troll minus, więc nie było o co się martwić, prawda?
— Usiądź, żeby to przeczytać, panie Potter — zaszydził Snape, potem odwrócił uwagę do innego stosu papierów, które miał ocenić. — Śmiem twierdzić, że możesz być zszokowany rzeczami, jakie mam do powiedzenia takiemu wychwalanemu i sławnemu Gryfonowi jak ty.
Zdecydowanie zszokowany, pomyślał Harry, kiedy opadł na najbliższe krzesło i przyjrzał się kartce.
Troll minus bez wątpienia, mówił komentarz. Nie możesz spodziewać się niczego więcej, jeśli dalej będziesz ignorował dodatkowe materiały, Harry. Zachowaj w pamięci następujące punkty:
1) Ropa czyrakobulwy jest niestabilna w brązowych kociołkach i wybuchnie, jeśli ją podgrzejesz.
2) Korzeń mandragory musi zostać poszatkowany oraz sproszkowany zanim wydzieli się sok.
3) Róg bicorna i róg jednorożca nie są podobne.
4) Pan Malfoy z cała pewnością podsłuchuje.
5) Spal to pod swoim kociołkiem, kiedy zaczniesz swój eliksir i upewnij się, że wymieszasz dobrze popiół z resztą w palenisku.
6) Trochę wściekania się nie zaszkodzi. Akcent na trochę, albo znajdę się w sytuacji, gdy będę musiał odjąć punkty.

To było trochę za dużo jak na jeden raz. Żadnych zniewag? Jeszcze dziwniejsze, jakieś porady? Hermiona czasami je otrzymywała, dużo rzadziej Ron i Neville, ale on nigdy wcześniej nie widział ich ułożonych neutralnym językiem. Zazwyczaj było to Co cię opętało, aby uważać, że jakąkolwiek częścią Eliksiru Ślinowego są muchomory? Zostałeś wychowany pod jednym?
Harry podniósł wzrok i zobaczył uśmiech na ustach Snape'a. Uświadomił sobie, że po raz pierwszy naprawdę widzi uśmiech Snape'a. Widok był zdecydowanie dziwny, ale Harry wiedział, że lepiej nie śmiać się z ulgą. Zrozumiał wiadomość zawartą w trzech ostatnich punktach.
Mamrocząc inwektywy, zerwał się na nogi, zgniótł test w kulkę i wygłosił:
— Profesorze! Ta ocena jest niesprawiedliwa! Nawet nie wiedziałem, że test będzie zawierał wiadomości z dodatkowych materiałów! Nie byłem przygotowany.
Snape ledwo poświęcił mu pogardliwe spojrzenie.
— Czy to złamało twoje gryfońskie serce, że życie nie jest uczciwe, Potter? — Potem wstał, falując szatami. — Zetrzyj ten bezczelny wyraz z twarzy zanim twój ukochany Gryffindor straci dziesięć punktów. Masz eliksir do zdobienia, czyż nie?
Jedno machnięcie różdżki i instrukcja dla Maści Bliznoznik pojawiła się na tablicy.
Harry przygotował się do pracy, paląc papier, tak jak go poproszono. Kiedy w końcu postawił flakonik na katedrze profesora, Snape nie powiedział ani słowa. Tylko podniósł wzrok, kiwnął głową i powrócił do oceniania prac, ale jego wzrok powrócił do Harry'ego, kiedy chłopak przeszedł przez salę i wyszedł.

Rozdział następny:
Obliviate