korekta rozdziału: Susie
Rozdział dziewiętnasty:
Sny
Przez
kilka następnych dni Sals była stałym towarzyszem Harry'ego.
Chłopak zabierał węża wszędzie, czasami schowanego w kieszeni,
czasami owiniętego wokół nadgarstka, a kiedy indziej
zwisającego z szyi, niczym egzotyczna biżuteria. Wężomowa zaczęła
być dla niego tak naturalna, że czasami nadal nieświadomie nią
mówił, kiedy odwracał się od Sals i rozmawiał z którymś
ze swoich nauczycieli, choć oczywiście nie zdawał sobie z tego
sprawy.
Jednak widząc dziwne spojrzenie Remusa czy Snape'a
natychmiast się poprawiał.
Harry spędzał po kilka godzin
każdego dnia ćwicząc zaklęcia i uroki, ale żadne nie chciało
zadziałać. Na szczęście robił większe postępy w nocy, kiedy
koncentrował się na opanowaniu oklumencji. Te długie sesje ze
Snape'em dalej przynosiły rezultaty, które szczerze
zadziwiały Harry'ego, ale nareszcie robił to, co powinien robić
rok temu – traktował to poważnie. Kilka razy dziennie oczyszczał
zupełnie umysł – za radą Snape'a zaczął to robić podczas
codziennych zajęć. Zobacz, czy możesz dalej jeść śniadanie w
takim stanie, powiedział Snape. Spróbuj myjąc włosy.
I staraj się, aby szampon nie dostał ci się do oczu.
To
ostatnie zostało rzucone jako żart, ale właściwie wcale nim nie
było. Harry wiedział, co miał na myśli profesor: musiał być w
stanie oklumować umysł w każdej chwili i robić to nie myśląc
nawet o tym. Jeśli musiał wchodzić w trans, aby oklumencja była
skuteczna, to wykorzystanie jej byłoby mocno ograniczone. Harry
wiedział, że takie ograniczenia były niebezpieczne. Voldemort z
pewnością by ich nie uszanował.
Nie zagłębiał się już w
obrazie wody. Przeraził się, że może to zagrozić Snape'owi, i
zaczął szukać innego obrazu dla siebie. Na początku chodził
korytarzami Hogwartu, ale zbyt wiele detali rozpraszało go. Zaczynał
je przemierzać, rozglądać się, myśleć. Wyczuł, że
potrzebuje czegoś bardziej związanego z żywiołem i po kilku
próbach odkrył, że bardzo szybko zapada się w ogniu. Mógł
stać się płomieniami, a jednak nie płonąć.
— Ogień —
zastanowił się Snape, kiedy zobaczył płomienie w umyśle
Harry'ego. — To mroczna siła, kojarzona ze śmiercią, karą.
Symbol zniszczenia. A nawet anihilacji.
— Ale reprezentuje
równocześnie oczyszczenie — spierał się Harry. Nie
spodobał mu się sposób, w jak Snape na to patrzył.
—
Oczyszczenie? — Snape przez dłuższą chwilę przyglądał się
Harry'emu. — Bardzo gryfoński sposób myślenia.
Kontynuujmy.
I Harry medytował z ogniem, za każdym razem
utrzymując go coraz dłużej, a Snape usuwał się z jego umysłu
powoli, w miarę jak Harry był coraz lepszy w oklumencji. Kiedy w
końcu był w stanie zablokować wszystkie myśli bez pomocy,
nauczyciel postanowił przejść do następnego kroku, odwracania
uwagi.
— Czarny Pan będzie jeszcze bardziej naciskał,
jeśli wyczuje, że go blokujesz — wyjaśnił Snape. Wyglądało na
to, że prawdziwa oklumencja składała się z chronienia pewnych
myśli i pozwalania innym, mniej szkodliwym, na wolne wędrowanie. —
Musi wyglądać na to, że ciebie zwyciężył, Harry, chociaż
musisz pozwolić mu zobaczyć tylko to, co chcesz pokazać.
Przygotuj arsenał wspomnień i wrażeń, do których będzie
miał dostęp bez ograniczeń. Ułóż je ponad swoim obrazem,
warstwa za warstwą, które będzie mógł badać. Nigdy
nie daj mu podstawy do podejrzeń, że cokolwiek leży poniżej.
A
więc teraz poza pracą z Remusem i ćwiczeniami nad oczyszczania
umysłu, Harry spędzał kilka godzin każdego dnia z piórem w
dłoni, katalogując szeroki wachlarz wspomnień, które był
gotów pokazać Voldemortowi. Każdego wieczoru wraz ze
Snape'em ćwiczył umieszczanie ich ponad ogniem, układał je tak
gęsto w umyśle, że samego ognia nie można było dojrzeć.
I
wtedy nadszedł czas na wypróbowanie mentalnej dyscypliny
Harry'ego podczas prawdziwej legilimencji.
O dziwo, kiedy Snape
wszedł tego wieczora przez kominek, miał ze sobą myślodsiewnię
Dumbledore'a. Postawił ją na niskim stole przy kanapie. Harry
zwlekał przy wejściu do bawialni, nerwowo głaszcząc Sals, która
ścisnęła go za nadgarstek jakby rozumiejąc, że potrzebuje teraz,
aby ktoś go przytulił. Harry zastanowił się nad intuicją małego
węża. Niesamowite, jak Sals potrafiła wychwycić co czuł, ale
spędził tyle godzin rozmawiając ze swoim małym ulubieńcem, że
chyba nie powinien być zdziwiony. Sals znała go, to wszystko.
Nauczyciel skinął na niego palcem.
— Używałeś kiedyś
tego?
Harry prawie się zakrztusił.
— Nie — wyjaśnił
cierpliwie Snape z lekkim uśmiechem na ustach. — Nie pytałem, czy
kiedykolwiek w to patrzyłeś. Chyba obaj znamy na to
odpowiedź. Czy kiedykolwiek sam z tego korzystałeś?
Harry
niemo pokręcił głową.
Snape położył delikatnie dłoń na
ramieniu chłopaka.
— Chciałbyś dzisiaj? Zanim zaczniemy?
—
Nie wiem czemu pan mi to proponuje — wyszeptał Harry z poczuciem
winy. Przyzwyczaił się, że Snape naprawdę potrafił być miły —
kiedy mu to pasowało — ale bycie miłym w takiej sprawie po prostu
nie pasowało do Snape'a, prawda? Po tym, co zrobił Harry? — To
znaczy, nie robił pan tego w zeszłym roku.
Może naprawdę
mówił poważnie, kiedy stwierdził, że jesteśmy kwita,
pomyślał Harry mrużąc brwi.
— W zeszłym roku —
powiedział cicho Snape zaciskając palce na ramieniu chłopaka
mocniej, ale nie boleśnie — atakowałem cię wielokrotnie, i to w
bardzo haniebny sposób. Wmawiałem sobie, że Czarny Pan nie
będzie mieć litości i że najlepiej będzie, jeśli się do tego
przyzwyczaisz. Wierzyłem, że twoje przerażenie, że zobaczę…
pewne rzeczy, zmotywuje cię do walki ze mną. Ale to było złe, i
nie był to typowy sposób prowadzenia takich lekcji. A więc,
jeśli są jakieś rzeczy, których nie chciałbyś mi pokazać,
możesz skorzystać z myślodsiewni.
Harry zaśmiał się
niepewnie.
— Uhm, myślę, że teraz wie pan prawie wszystko. A
i tak nie wiem, jak to działa, nie mówiąc o tym, że moja
różdżka jest teraz raczej niesprawna.
Snape dotknął
czubkiem swojej różdżki skroń Harry'ego i wyszeptał:
—
Pensare non pensatum. — A potem powiedział: — Teraz myśl.
Harry zamknął oczy i pomyślał o tym, jak dowiedział się,
czym są urodziny i zrozumiał, czemu nigdy nie dostawał żadnych
prezentów. Kiedy Snape odsunął powoli różdżkę,
Harry poczuł jak coś porusza się w jego głowie, wysuwa przez
czaszkę. Nie patrzył, jak Snape wkłada srebrne pasmo do
myślodsiewni.
— Znowu? — spytał Snape.
Harry przełknął.
— Nie widzę sensu. To znaczy to nie ma znaczenia, co
pan zobaczy. Już nie.
— Oczywiście, że ma, głupi dzieciaku.
Każdy ma coś, co woli ukryć. — Snape ponownie dotknął różdżką
skroni chłopaka. — Pensare non pensatum.
Harry pomyślał
wtedy o czymś, co jednak wolałby ukryć: jak bardzo zaczynał ufać
Snape'owi, i jak bardzo go to czasami niepokoiło.
— Znowu?
— Nie, skończyłem. — Czując się nieco lepiej, Harry
uśmiechnął się zarozumiale. — I tak tego nie potrzebowałem.
Nie przełamie mnie pan. Teraz wiem, jak to utrzymać. Chyba miałem
dobrego nauczyciela w tym roku.
— Pewność siebie pomoże —
zgodził się Snape ignorując komplement. — Arogancja, jak
zobaczysz, prowadzi do przeciwnego skutku. — Odniósł
myślodsiewnię do kuchni. Po chwili wrócił i potrząsnął
różdżką. — Zaczniemy? Legilimens!
Kiedy Harry
się napiął, Sals zsunęła się po jego nodze i zniknęła w
pęknięciach podłogi. Zaskoczony Harry o mało nie stracił obrazu.
Czuł, jak Snape zbliża się do jego osłon, ale w tej samej chwili
Harry wypełnił umysł ogniem i zablokował wszystkie myśli.
Wydawało się, że walczyli w nieskończoność.
Potem Snape
przerwał walkę, wyczarował coś zimnego do picia i zaczęli od
nowa.
Snape nie wstrzymywał się, nie rozpieszczał go. Ale
Harry miał rację. Potrafił utrzymać zasłonę, nawet
przeciwko najsilniejszym atakom Snape'a. Ćwiczył uwalnianie
niegroźnych wspomnień, ćwiczył utrzymywanie ich nad ogniem, nawet
czując, jak Snape zwiedza jego umysł. Ani razu nie upadł na
podłogę, bezbronny, co jakże często zdarzało się w zeszłym
roku.
— Twoja magia musi tu działać — stwierdził w końcu
Snape pewnego wieczora kilka dni później, kiedy odpoczywali
po sesji. Tym razem Harry utrzymał osłony przez pełną godzinę.
— Powiedział pan, że nawet mugole mogą się nauczyć
mentalnej dyscypliny — przypomniał mu Harry, wycierając czoło
wilgotną chusteczką. Westchnął i oparł głowę na kuchennym
stole, pozwalając, aby opuściło go napięcie. Poczuł jak Sals
wspina się po nim, wsuwa mu pod koszulkę i zwija się w kłębek.
— Mugole nie potrafią przyswoić sobie tej umiejętności tak
dobrze i tak szybko jak ty — zapewnił go Snape. — Patrząc jak
ci idzie z oklumencją, zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem
nie jest to również wrodzony dar u ciebie.
— Nie może
pan tak myśleć, nie po tym, jak mi szło wcześniej.
—
Wcześniej — zaakcentował Snape — nie chciałeś się
uczyć. To było aż zbyt dobrze widoczne.
Harry zaśmiał się
szorstko.
— Prawda. Nie chciałem zablokować snów.
Myślałem, że Voldemort próbował zdobyć broń z
Departamentu Tajemnic. Starałem się odkryć, czego chciał. —
Zamilkł i napił się chłodnej herbaty, po chwili kontynuował
spokojnym głosem. — Poza tym nie chciałem się uczyć od pana.
Bo niby czemu? Pan mnie nienawidził, a ja przez połowę czasu
myślałem, że pan… umyślnie coś psuł.
— Może nie
słyszałeś, jak mówiłem, abyś pozwolił przeszłości
odejść, Harry.
Sals wysunęła mu się przez kołnierz i
wysyczała coś chłopakowi na ucho. Harry odparł pośpiesznie w
wężomowie i zacisnął dłonie na stole.
— Co powiedział
wąż?
Harry przewrócił oczami, ale spróbował
zachować pozory spokoju.
— Teraz Sals chce wiedzieć, czy pan
jest moim ojcem. Naprawdę, czy wszystkie węże mają obsesje na
punkcie rodziny?
— Nie mógłbym wiedzieć. Co
odpowiedziałeś?
Trochę dziwne pytanie. Co mógł
odpowiedzieć? Będąc zdenerwowanym jeszcze bardziej niż wtedy,
kiedy Sals zadała te pytanie, Harry przyznał:
— Powiedziałem,
że nie mam ojca i nigdy nie będę go miał, i żeby więcej o to
nie pytała, przynajmniej tak mi się wydaje, bo Skończ już
nie tłumaczy się najlepiej na wężomowę.
— Myślę, że ją
obraziłeś. — Snape wskazał na Sals, która zsunęła się
po nodze od stołu i odpełzła przez podłogę.
— Myślę, że
po prostu jest głodna — stwierdził Harry.
— Hmm — odparł
Snape patrząc, jak znika wąż. — Jeszcze jednej rzeczy musisz się
nauczyć, aby opanować oklumencję. Zaczniemy jutro: musisz się
nauczyć, jak wypchnąć mnie ze swojego umysłu.
— Cały ten
wysiłek, aby kontrolować co pan zobaczy a teraz chce pan, abym nie
pozwolił mu tego zobaczyć? — zaśmiał się słabo Harry.
—
Od czarodzieja twojego pokroju Czarny Pan będzie się spodziewał
oporu; musisz być w stanie go wypchnąć, i zrobić to w taki
sposób, aby nie rozerwać struktury myśli, jaką utkałeś
nad obrazem.
Harry gapił się zdezorientowany na nauczyciela.
—
W zeszłym roku zaczął pan od tego. Wypchnij mnie,
Potter… ciągle pan to powtarzał.
Snape odstawił
filiżankę na spodek i spojrzał pochmurnie na chłopaka.
—
Powiedziałem, żebyś zostawił przeszłość w spokoju! Którego
z tych słów nie rozumiesz?
— Zastanawiałem się tylko,
dlaczego w zeszłym roku oklumencja była taka jednowymiarowa —
bronił się Harry.
Rozluźniając się nieco, Snape przyznał:
— W zeszłym roku chcieliśmy pomóc ci zablokować sny.
Pomysł Albusa, chociaż logiczny, skoro Czarny Pan aktywnie tobą
poprzez nie manipulował.
— A teraz?
Wyraz twarzy Snape'a
stwardniał przypominając Harry'emu, że mężczyzna nie toleruje
głupców.
— Znasz na to odpowiedź.
— Taak —
przyznał powoli chłopak, zdając sobie sprawę, iż rzeczywiście
tak było. — Stara się pan przygotować mnie nie tylko na sny, ale
na następny raz, kiedy będę musiał się zmierzy z tym szkaradnym
bydlakiem.
— Następne starcie wydaje się nieuchronne. —
Snape spojrzał na swoje dłonie, po chwili jednak podniósł
wzrok na Harry'ego. — Chciałbym, aby to było niepotrzebne.
Harry zadrżał, ostatnie słowo przypomniało nieproszone
wspomnienie. Zabij niepotrzebnego… Potrząsnął głową,
zanurzając się na chwilę w mentalnym ogniu. To nie był stoicyzm,
ale o dziwo pomogło.
Natychmiast Snape wykrzywił się okropnie,
wyglądało to, jak agonia zmieszana z przerażeniem, ale otoczona
rezygnacją. Nie… stanowczością. Mężczyzna przycisnął prawą
dłoń do lewego przedramienia, wstał i potykając się ruszył w
stronę kominka.
— Kurde! — krzyknął Harry rozumiejąc
natychmiast co się dzieje.
— Idź do Lupina — wydusił Snape
przez zaciśnięte zęby. — Zostań dziś z nim. Nie wychodź z
domu nawet na sekundę, zrozumiano?
— Tak! — wrzasnął
Harry, gdy Snape wykrzyknął słowa, które miały go zabrać
z powrotem do jego lochów. Harry podejrzewał, że tam włoży
swoją przerażającą maskę i szatę i przejdzie kominkiem gdzieś
dalej, gdzieś, skąd będzie się mógł aportować na
wezwanie Voldemorta.
— Też chciałbym, aby to było
niepotrzebne — powiedział cicho Harry, gdy już został sam.
——————————
Remus zawsze szedł na górę
i zostawiał Snape'a samego z Harrym podczas lekcji oklumencji. To
była mała uprzejmość, ale Harry ją doceniał. Właściwie to
miał trochę wyrzutów sumienia, że uważał, iż Remus w
ogóle nie ma poczucia dekorum.
Chłopak zapukał do drzwi
Remusa i od razu został zaproszony do środka.
— Snape
poszedł. Mroczny Znak — wyjaśnił posępnie Harry, drżąc lekko
na wspomnienie okropnego grymasu na twarzy nauczyciela.
— Och,
Harry! — Remus przeszedł pospiesznie przez pokój i objął
chłopaka pocieszająco. — Widziałem jak to się stało podczas
zebrania Zakonu. Niezbyt miły widok.
— Nie — zgodził się
Harry, głos miał nieco przytłumiony przez flanelową koszulę…
och, górę piżamy Remusa. — Uhm, spałeś?
— Czytałem
książkę. — Wskazał na pogniecione posłanie i Harry zobaczył
książkę zatytułowaną W poszukiwaniu wewnętrznego wilka:
Przewodnik dla czarodzieja alfa. — Żart Severusa, obawiam się.
— Ale Snape cię nienawidzi — oznajmił chłopak czując
początki bólu głowy.
— Dobrze mu wychodzi sprawianie
takiego wrażenia — zaśmiał się Remus. — Ale od czasu do czasu
popełnia błąd. Nie wiem, może chciał, aby książka była
zniewagą. Jeśli chodzi o Severusa to trudno mieć jakąś pewność.
— Zawsze nazywa cię Lupin, nigdy Remus. Tak jak mnie kiedyś
nazywał Potter, wtedy, kiedy mnie nienawidził.
— Cieszę się,
że wiesz, że cię teraz nie nienawidzi — skomentował cicho
Remus.
— Taak, cóż, chciałbym, aby ciebie również
nie nienawidził. To okropne, kiedy ludzie, na których… —
Ludzie, na których mi zależy, chciał powiedzieć.
Zdecydował, że lepiej nie przyznawać się do tego o Snapie.
Przynajmniej nie na głos. — Kiedy ludzie, z którymi
przebywam nie mogę znieść siebie nawzajem.
Kiedy Remus
uśmiechnął się, Harry wiedział, że mężczyzna usłyszał to,
co nie zostało wypowiedziane.
— Może poczujesz się lepiej,
Harry, jeśli dowiesz się, że Severus nigdy nie przestał
dostarczać mi eliksiru tojadowego. Właśnie tak – nie minęły
trzy tygodnie od chwili, kiedy straciłem pracę w Hogwarcie, a już
dostałem sową eliksir. I każdego miesiąca od tamtego czasu, jak w
zegarku.
Harry rozmasował sobie skronie, ale głowa nadal go
bolała. Dziwne, kiedy Snape to robił, masaż od razu go rozluźnił.
— Pokaż — powiedział Remus i przejął zadanie, masował
dużo lepiej, chociaż daleko mu było do zdolności Snape'a. —
Martwisz się o niego.
— No, gdybyś zobaczył go, jak znak
zaczął palić, też byś się martwił.
— Widziałem, wiem —
powtórzył Remus. — Wiesz co jest dziwnego z eliksirem,
który mi robi? Snape nie przyjmie podziękowań. Stawał się
naprawdę wrogi, kiedy próbowałem.
— Próbujesz
odwrócić moją odwagę od tego, co pewnie się teraz dzieje —
mruknął Harry odsuwając się od troskliwych palców Remusa.
— A co, jeśli śmierciożercy znowu szaleją? Zabijają mugoli,
mugolaków? Niedobrze mi, Remus. Snape też to robi,
prawda? Znaczy musi, jeśli chce dalej szpiegować dla Zakonu.
—
Powinienem rano z tobą o tym porozmawiać, przygotować cię —
mruknął Remus.
— Co? Skąd mogłeś wiedzieć, że dzisiaj
zostanie wezwany?
Remus spojrzał na niego dziwnie.
— Cóż,
Harry, dzisiaj jest Halloween.
Harry był zaskoczony.
—
Straciłem poczucie czasu.
— Miałeś dużo spraw na głowie —
odparł współczująco Remus. — Może zejdziemy na dół
i wypijemy kakao? Może to pomoże ci się uspokoić i zasnąć.
Natychmiast Harry był pewien jednej rzeczy.
— Oszalałeś
— oświadczył spokojnie. — Nie obraź się, dobra? Ale jak
możesz myśleć, że zasnę? Nie zasnę, dopóki Snape nie
wróci, a pewnie nawet wtedy też nie.
— Co więc
zamierzasz robić?
— Zostanę z tobą — odparł Harry. —
Tak powiedział. Zaraz wracam.
Wrócił po chwili z
poduszką i kocami, ułożył je na podłodze i zrobił z nich coś w
rodzaju gniazda. Remus patrzył na niego, jakby chłopak zwariował,
ale Harry nic sobie z tego nie robił. Stwierdził, że zapewne
będzie to długa noc i lepiej, jeśli będzie mu wygodnie.
—
Jeśli chcesz zostać ze mną — zaoferował Remus — nie ma
potrzeby, abyś leżał na podłodze. Łóżko jest
wystarczająco szerokie dla nas obu.
Harry był przekonany, że
było, ale równocześnie wiedział, że nie chce być
traktowany jak dziecko. Jeśli przeniósłby się tam, Remus by
robił zamieszanie, pewnie znowu by zaproponował kakao, albo mleko i
ciasteczka, albo cokolwiek. A Harry nie był pewien, czy byłby w
stanie to znieść.
— Nieee — odparł. — Tu mi dobrze.
Remus nie ponawiał oferty, za co Harry był wdzięczny. Znowu
pomyślał o tym, że nie powinien być taki niemiły w stosunku do
Remusa. Mężczyźnie naprawdę na nim zależało. Po prostu nie
zawsze wiedział, czego Harry potrzebuje. Zwłaszcza, jeśli chodziło
o lekcje magii. Wesołe myśli nie pomogą mu wyczarować
Patronusa, dopóki to, co było przyczyną problemu, nie
zostanie rozwiązane. Ale co to było? Harry coraz bardziej
wątpił w to, że winę ponosi ubytek szpiku. W Frimley Park
twierdzili, że odbuduje się sam w ciągu dziesięciu dni. I tyle
już prawie minęło. Oczywiście, może z czarodziejami było
inaczej, tak jak powiedział Snape. Prawdą było, że nie cała
magia zniknęła, ale mimo wszystko… Harry czuł coraz większe
zniechęcenie.
— Więc — odezwał się po pięciu minutach
ciszy. — Porozmawiajmy o mojej magii. Jak myślisz, czemu pojawia
się tylko w trzech postaciach? Snape czuje, że to może być
znaczące.
— Wężomowa, oklumencja i prorocze sny —
przytaknął Remus. — Severus ma rację. To dziwne, że pozostały
tylko te trzy manifestacje twoich mocy. Żadne uroki, żadne
zaklęcia, nic, co wymaga różdżki…
— Może
potrzebuję nowej różdżki? — zastanowił się na głos
Harry. — Chociaż trudno mi wyobrazić sobie, dlaczego tak miałoby
być. A poza tym bałbym się teraz użyć innej różdżki,
kiedy wiem, że moja i Voldemorta anulują się wzajemnie. —
Westchnął. — W każdym razie znalazłem w piwnicy szkolną
różdżkę Syriusza. Ona również nie chciała
działać.
Remus zamyślił się.
— Miałeś inne prorocze
sny?
— Każdego dnia — wycedził Harry. — Albo nocy, znaczy
się, od kiedy czułem się już wystarczająco dobrze, aby nie spać
w dzień. Wiesz co? Zauważyłem w nich wyraźny wzorzec. Zawsze są
w dwóch częściach, a pierwsza zawsze dotyczy przeszłości.
A w miarę jak mam kolejne sny, cofam się coraz bardziej w
przeszłość. — Zamilkł na chwilę wyliczając na palcach i
zaczął wyszczególniać: — Najpierw Stworek, potem
widziałem jak Snape obcina ci włosy do wielosokowego. Od tamtego
czasu widziałem jak Ślizgoni wymyślają jakieś oszustwa do
quidditcha, jak Dumbledore zatrudnia Arana jako nauczyciela Obrony i
jak latem odnawiają zaklęcia otaczające Hogwart… tego typu
rzeczy. Dość niewinne, z wyjątkiem tego ze Stworkiem, od którego
wszystko się zaczęło.
— I jesteś pewny, że wszystko, co
wyśniłeś, jest prawdziwe?
— Cóż, kilka dni po meczu
quidditcha Ron wspominał w liście niektóre rzeczy, które
widziałem. I spytałem Snape'a o odnawianie zaklęć. Był
absolutnie zaskoczony, że mój sen był taki… obszerny i
szczegółowy, jak to nazwał. Nie wiem czy szata Arana
utknęła w spiralnych schodach Dumbledore'a, ale podejrzewam, że
tak było.
Remus zmarszczył brwi siadając na łóżku.
—
A co z drugą częścią snu, Harry? Tam też jest jakiś wzorzec?
—
I tu się sprawy komplikują — przyznał Harry. — Myślę, że
jest, ale nie zdołałem go odkryć. Obrazy są dość przypadkowe.
Zniszczenie domu Dursleyów, o tym ci mówiłem. Potem
polana w lesie, nikogo w pobliżu, ale taka pełna grozy atmosfera.
Potem był mały, kamienny pokój. Pusty, prawie
klaustrofobiczny, chociaż, o dziwo, czułem pragnienie.
— Co
jeszcze?
— Hmm. — Harry zamilkł i zamyślił się. Nie
dlatego, że nie pamiętał, ale dlatego, że właściwie nie
wiedział, jak o tym opowiedzieć. — Byłem w skrzydle szpitalnym w
Hogwarcie, wiłem się z bólu. Nic nie widziałem, ale mogłem
to wyczuć… — Remus uśmiechnął się a Harry pojął, że
wilkołak z pewnością wiedział o co mu chodziło. — I
krzyczałem, wołałem Snape'a. Jeśli podchodził do mnie
ktokolwiek inny zaczynałem się rzucać, ale chociaż wiedziałem,
że potrzebuję tylko jego, sam zapach jego przyprawił mnie o
mdłości. — Zamilkł na chwilę. — Dziwne, nie?
—
Och, tego bym nie powiedział — zaprzeczył Remus. — Coś
jeszcze?
— Uhm, tak, ale teraz jest już tylko dziwniej. Jestem
w lochach Hogwartu, mieszkam tam zamiast w Wieży, i Ron z Hermioną
przychodzą mnie odwiedzić. Hmm, znowu widzę wtedy. Ron mówi
coś uwłaczającego o Ślizgonach i uderzam go…
— Klątwą?
— spytał podekscytowany Remus.
— Nie, pięścią. Nauczyłem
się tego od Hermiony. Kilka razy przyłożyła Malfoyowi. — Harry
próbował przypomnieć sobie więcej. — Och, i był jeszcze
jeden, w tym Malfoy nazywa mnie swoim bratem, a ja się
śmieję. Jeśli to nie jest chore, to ja już nie wiem.
—
Chcesz usłyszeć moją analizę tych snów?
Zaskoczony
tym, że Remus zapytał, chłopak odwrócił się w jego
stronę.
— Czy zaczyna się od jesteś w mrocznym miejscu,
emocjonalnie[/i[?
— Rozumiem, że [inie
chcesz.
— Nie, nie, chcę — zdecydował Harry. — Może i
jestem w mrocznym miejscu, tak jak powiedziałeś. Nie sądziłem tak
wtedy, ale sny, szczególnie te o mnie, nie są miłe i
słodkie.
— To pierwsze co zauważyłem — skomentował
mężczyzna opierając się na podgłówku. — Druga część
każdego snu jest o tobie.
— Poza tym z Privet Drive.
—
Nie uważasz, że obrazy Privet Drive są o tobie, Harry?
—
Hmm. Może rzeczywiście są.
— Co do tego, że pierwsza część
przedstawia przeszłość zapewne masz rację. Ciekawa moc,
szczególnie, że nie sądzę abyś posiadał ją wcześniej.
— Ty też widziałeś wyniki moich sumów? Czy Snape ci
powiedział?
— Intuicja — odparł Remus. — Oparta na
fakcie, że prawdziwy dar jasnowidzenia jest niezwykle rzadki.
Zaryzykowałbym stwierdzenie — kontynuował — że twoje
przepowiadanie przeszłości ma jedno na celu: zmuszenie cię do
zrozumienia, że nie są to jakieś zwyczajne sny. Raczej wizje,
twoje moce mówią ci, abyś potraktował je poważnie.
—
Jak o tym, czy wiem, że profesor Aran jest zbyt głupi, aby
spokojnie wjechać po schodach do gabinetu Dumbledore'a! — Harry
zaśmiał się. — I nie potrzebuję wizji, aby wiedzieć, że
Ślizgoni oszukują, Remus.
— Dokładnie.
— Hę?
—
To nie ma znaczenia, masz rację. To liczy się tylko jako znaczniki,
tak, abyś wiedział, że pozostała część snu wymaga
uwagi. Część o tobie, Harry.
Chłopak klapnął na poduszkę.
— Dobra, rozumiem. To co z tą częścią? Widzisz w nich jakiś
wzorzec, poza tym, że dotyczą mnie?
— Odbijają twoją
ambiwalentność — odpowiedział Remus, przyglądając mu się. —
W wielu kwestiach.
Harry miał wrażenie, że interpretacja
Remusa mu się nie spodoba.
— Mów dalej — powiedział
ponuro wpatrując się w mężczyznę.
Remus nagle wyłączył
światło, chociaż skrzywił się, kiedy użył magii by usunąć
magiczną poświatę otaczającą lampę.
— Nienawidzisz domu
Dursleyów, ale nie wiesz co czujesz w stosunku do kuzyna, jak
rozumiem. Więc śnisz o tym, jak dom się zapada, ale nie ma go w
środku.
— Tak…
— Czujesz się tu uwięziony. Chcesz
się wydostać, ale wiesz, że to niemądre. Śnisz o kamiennym
pokoju, o otaczających cię ścianach, czujesz pragnienie czegoś,
czego nie możesz mieć, a jednak kiedy śnisz o polanie, wolności,
obraz wydaje ci się pełen grozy.
Harry uniósł
brwi, czując podziw. Rzeczywiście, teraz nienawidził i
równocześnie nie nienawidził Dudleya. Czuł się uwięziony,
ale wiedział, że opuszczenie tego miejsca byłoby jeszcze gorsze.
— Mów dalej — powtórzył cicho.
Remus
wciągnął głęboko powietrze, potem pogrążył się głębiej.
—
I jest jeszcze Severus. Między wami są lata nieufności i
nienawiści. Po jego stronie więcej lat, niż ty żyjesz. Ale teraz
obaj zbudowaliście… pewnego rodzaju przyjaźń. Nie czujesz się z
tym do końca pewnie. Myślę, że go lubisz, przynajmniej czasami,
więc śnisz o tym, że go wzywasz. Ale boisz się, że jesteś
ślepy, więc we śnie nic nie widzisz. Robi ci się niedobrze z jego
powodu, ponieważ nieważne co czujesz teraz, nie potrafisz zapomnieć
o tym, jak przez niego czułeś się nieszczęśliwie.
— Teraz
czuję się tak przez niego — mruknął Harry nienawidząc tej
myśli. Nie mógł znieść dumania nad tym, wyobrażania sobie
co on mógł teraz robić. — No dobra, co jeszcze? —
spytał. — I nie mów, że mam sprzeczne uczucia co do
Malfoya, ponieważ wiem, że tak nie jest. Jest wrednym
draniem, dokładnie tak jak jego ojciec.
— Nie powiedziałbym,
że masz ambiwalentne uczucia co do Malfoya, ale do siebie. Śnisz o
tym, że uderzasz Rona bo obraża Ślizgonów, a jeden ze
Ślizgonów nazywa ciebie bratem. Sądzę, że Draco w twoim
śnie reprezentuje dom, do którego o mało nie zostałeś
przydzielony.
— Teraz wiem, że to musiał ci powiedzieć
Snape.
— Mmm. Rozważał to. Nie wiem czy zdajesz sobie z tego
sprawę, ale traktuje swoje obowiązki jako opiekuna domu bardzo
poważnie.
— Taak, nigdy nie widziałem, aby kiedykolwiek
odebrał Ślizgonowi choćby jeden punkt — sarknął Harry.
Remus
prychnął cicho.
— Och, Severus jest bardzo stronniczy, nie ma
co do tego wątpliwości. Ale nie to miałem na myśli. Zna wszystkie
dzieci bardzo dobrze. I ich rodziny również.
— To
dlatego, że to sami czystokrwiści, tak jak on. Syriusz opowiedział
mi o tym gobelinie, wiesz. Rodziny czystokrwiste są ze sobą
powiązane. Snape pewnie zna większość swoich czarujących
Ślizgonów od urodzenia.
— Nie wszyscy z nich są
czystokrwiści, Harry. Ci, którzy nie są, szybko uczą się,
aby o tym nie rozpowiadać. Niezależnie od ich pochodzenia, Severus
spędza mnóstwo wolnego czasu zajmując się swoimi uczniami.
Rozmawia z nimi, upewnia się, że przystosowują się do życia w
Hogwarcie. Omawia z nimi oceny na semestr, poucza ich i doradza,
jeśli jest taka potrzeba. Kiedy Ślizgoni są poirytowani, jest
prawie stale obecny w ich pokoju wspólnym.
— Cóż,
musi, prawda? — odparł cierpko Harry. — Ślizgoni to nie
Gryfoni. Kiedy oni są poirytowani, rezultatem może być
morderstwo. — Kiedy jedyną reakcją Remusa było milczenie, Harry
przyznał niechętnie. — Okej, okej. Wygląda na to, że robi
trochę więcej niż McGonagall, dobra?
— Zrobiłby to samo dla
ciebie, gdybyś trafił do Slytherinu — kontynuował Remus.
—
Jasne.
— Nie, naprawdę — nalegał Remus. — Severus ma…
specyficzne poczucie honoru. Gdybyś trafił do Slytherinu, byłbyś
jego, Harry, a on opiekuje się swoimi, nieważne, czy nie
może znieść widoku niektórych z nich. Myślę, że
zobaczyłby kim naprawdę jesteś dużo szybciej, gdyby był w
sytuacji, w której musiałby cię lepiej poznać.
—
Taak, cóż, było minęło — mruknął Harry. — Sny…
Myślisz, że mam sprzeczne uczucia co do wyboru Gryffindoru przed
Slytherinem?
— Myślę, że zaczynasz pojmować, wewnątrz, że
jesteś jednym i drugim. A może po prostu tyle, że gryfoński honor
i lojalność nie jest jedynym użytecznym sposobem na życie.
Harry
oparł głowę na skrzyżowanych ramionach i utkwił wzrok w suficie.
Będzie musiał o tym pomyśleć, ale nie teraz. Myśli dotyczące
Snape'a podczas spotkania śmierciożerców znowu go
nawiedziły, aby je przepędzić zaczął się zastanawiać na głos:
— Jak myślisz, co się dzisiaj dzieje w Hogwarcie? Halloween
to zawsze świetna zabawa. No, może poza rokiem, kiedy Quirrell
wpuścił do lochów trolla. Uhm, Quirrell był nauczycielem
obrony dwa lata przed tobą.
— Też mi nauczyciel obrony —
odparł Remus.
— Nie znasz nawet połowy historii. Był opętany
przez Voldemorta.
— Żartujesz.
— Nie. Spytaj Snape'a.
Quirrell próbował przekląć moją miotłę, sprawka
Voldemorta. Snape rzucał przeciwzaklęcie, aby mnie uratować,
chociaż wtedy sądziłem, że to on rzuca klątwę.
Przez chwilę
panowała cisza, potem Remus odezwał się dziwnym głosem:
—
Pewnie mu za to nigdy nie podziękowałeś.
— Nie. I pewnie
nigdy tego nie zrobię — przyznał Harry. — Mógłby mi
urwać głowę.
— Pewnie by to zrobił. — Ziewnięciu Remusa
towarzyszył odgłos moszczenia się na łóżku. — Dobranoc,
Harry.
— Dobranoc — odparł cicho chłopak, chociaż
wiedział, że sam nie zaśnie. Leżał i myślał o ostatnim liście
od Hermiony, w myślach przygotowując odpowiedź, którą miał
napisać, gdy tylko zrobi się jasno. A potem już nie był w stanie
z tym walczyć: myślał o Snapie. Zaatakowały go wspomnienia
zebrania śmierciożerców, na które został sprowadzony
wbrew woli podczas trzeciego zadania Turnieju Trójmagicznego.
Voldemort, mściwy i bezlitosny dla swoich sług. Klątwa Cruciatus.
Kulący się ze strachy Glizdogon.
Czy Snape był na takim
zebraniu, gdzie krąg śmierciożerców wielbi Voldemorta
opowiadającego o swoich przerażających planach? A może dzisiaj
robili najazd, terroryzowali jakąś na wpół czarodziejską
wioskę, mordowali szlamy i czarodziejów półkrwi?
Harry pomyślał, że dobrze, że zdecydował się nie spać.
Dzisiaj nie miałby proroczego snu. Na myśl przychodziły mu tylko
koszmary.
Rozdział następny:
Wiedzieć wszystko
