But when my spirit is weak
You come to my aid
And strengthen my soul

...

Witaj. Jestem Baymax. Osobisty opiekun medyczny.

Hiro zaniemówił. No bo przecież-... akurat teraz?

...Co.

Uruchomił mnie twój okrzyk bólu. W czym jest problem?

Chłopiec szczęśliwie okazał się zbyt wytrącony ze swoich dusznych myśli, żeby denerwować się, że przeszłość najwyraźniej go nienawidzi i postanowiła sobie na nim dzisiaj poużywać.

Całkiem spokojnie wytłumaczył robotowi, że tylko walnął się w palec i że nic mu nie będzie i że, tego... naprawdę nie spodziewał się, że on wciąż działa. Cokolwiek robo-oddziałowa ani trochę nie dała się przekonać, w wyniku czego Hiro jakimś cudem skończył potłuczony jeszcze bardziej. I teraz nieźle już poirytowany.

Przewróciłeś. Się... Nie wstydź się płakać. Płacz jest naturalną reakcją na ból.

Tego już było za wiele.

– Przecież mówię, że nic mi nie jest! – Zamarł, naraz zdając sobie sprawę z tego, co właśnie powiedział. Skłamał kiedyś bardziej? Łał. Wzdrygnął się, bo znowu zapiekły go oczy. I z jakiegoś powodu wróciły mdłości.

Nie mogę się wyłączyć, dopóki...

– Jestem zadowolony z opieki – Hiro zmusił się, by wycedzić to przez zęby. Chciał być sam. Ostrożnie usiadł na łóżku i przycisnął przedramię do oczu. Już dobrze. Już dobrze. Już dobrze.

Nieprawda. Jakimś cudem było coraz gorzej.

...

Hiro nie wyszedł z pokoju ani tego, ani następnego dnia. Nie bez szwanku przebrnąwszy przez przedpołudnie, został w łóżku i obliczał. Siedział z naddartymi ryzami papieru pod nogami, na ugiętych kolanach trzymał biurową podstawkę z klipsem. Na luźnych, białych kartkach bazgrał działania. Kiedy to robił, nie miał w myślach miejsca na nic innego.

Przepraszam. – Hiro nie podniósł nawet głowy znad bieżącej kartki. W normalnych warunkach by się przestraszył, Baymax odezwał się zupełnie niespodziewanie. Ostatnio był na to jednak, cóż, zbyt otępiały. – Zarejestrowałem przeciążenie nadgarstka.

Brak odzewu. Chłopiec bawił się prostą matematyką, działaniami komplikującymi się geometrycznie, do których potrzeba ogromnego uporu i szalonej pamięci krótkotrwałej. Pisał zamaszyście i rytmicznie, bardzo mocno przyciskając długopis. Jego twarz nie wyrażała niczego. Dowodził, szacował, dowodził. Kartki zużywały się w zawrotnym tempie i pogniecione w kulki zasłały już prawie całą podłogę dookoła łóżka. Baymax kręcił głową i analizował pacjenta, co z boku wyglądało jak cicha konsternacja.

Tak silne przeciążenie. Zachodzi, gdy pacjent nie daje odpocząć stawowi co najmniej przez pięć godzin. Czy piszesz od pięciu godzin bez przerwy, Hiro? Muszę też zwrócić uwagę na łydki. Czy odpowiednio odkaziłeś naruszoną...

– Jestem – chłopiec odłożył długopis na brzuch, niespiesznie pogniótł kartkę, – zadowolony – rzucił ją robotowi pod nogi i sięgnął po nową – z opieki.

Obawiam się...

– Co? – spytał. Ostro i kompletnie nieprzytomnie.

...że tak nie działam. Nie wyłączę się, dopóki nie zarejestruję u ciebie poprawy.

Ciekawe, robot, który uczy się reakcji pacjenta – wyłapał Hiro podprogowo. Więc... My się tak łatwo nie poddajemy, głosił puchaty, niechciany spadek po bracie. Hiro nie miał tego dnia siły, żeby się z nim kłócić.

Przeciążenie może doprowadzić do zwyrodnienia. Zalecam. Zimny okład. Uśmierzy ból, ograniczy obrzęk i zapobiegnie stanom zapalnym. – Wtem Baymax wydał się trawić jakiś większy kawał kodu. Po czym zadał pytanie zupełnie niezgodne z prawem robotyki Callaghana. Zbyt precyzyjny autoprofil. – I tak nie przestaniesz pisać. Prawda, Hiro?

Hiro przestał pisać. Opadł na oparcie łóżka, przytłoczony czymś nowym.

Gdy on i Tadashi byli mali, Hiro spędził pół roku w szpitalu. Anemia, chroniczne bóle i dziecięce zaburzenie odżywiania. Podobno nie potrafił dojść do siebie po śmierci rodziców. Tamte sześć miesięcy sprezentowało mu zarówno trwały lęk przed szpitalem i lekarzami, jak i ogromne zżycie się z Tadashim, który codziennie odwiedzał go na oddziale. Brat wypraszał z okienka rejestracji lizaki dla grzecznych pacjentów. Biegł po pielęgniarkę, gdy Hiro tylko miauknął z bólu. Nie wracał na noc do domu, dopóki braciszek nie odpowiedział twierdząco na pytanie „Będziesz rano bardzo dzielny, co? Będziesz? Wiem, że będziesz".

Wszystko zaczęło powoli składać się w jakąś całość. I nagle Baymax wydał się mieć absurdalnie dużo informacji na temat Hiro Hamady, jak na... jak to leciało? Robota-pielęgniarza przeznaczonego do masowej produkcji na oddziały pediatryczne.

– Miejmy to z głowy. – Właśnie, Hiro chciał mieć to już z głowy, przede wszystkim. Otrząsnął się z nowych emocji, bo kuźwa, tak jakby nie miał już nadwyżki starych. Wygrzebał się ze stosu papieru i niecierpliwie wyciągnął rękę w stronę Baymaxa. Ten przytuptał i założył mu bardzo porządny opatrunek. Wytrzymale zawiązany, nie przeszkadzający w ruchu, bardzo przyjemnie chłodny.

– Nie trzeba było, co za różnica – wyrwało się chłopcu. Cofnął się, złapał się lekko za nadgarstek i przełknął mętne poczucie winy. – No... dobrze. Daj to na łydki... e, poradzę sobie.

Jesteś pewien? Czy dysponujesz środkiem odkażającym? Rany cięte...

– Zaraz wracam. Idź się może za ten czas podładuj.

...

– Co za palant – Hiro szeptał do siebie w łazience. – Myślał, że co, że nie zauważę?
Szczodrze sobie zlał spirytusem te nogi, skulił się i stłumił płacz pięścią. Cholera ten spirytus, no.