Odpowiedź króla.

W swych komnatach z marmuru inkrustowanego kością słoniową, w najwyższej wieży Pałacu Armenelos, w sercu pięknej wyspy Numenor, król Ar-Pharazon Złoty roztrzaskał kolejną bezcenną kryształową wazę o podłogę i wykrzyczał jeszcze więcej klątw na bogów, demony, elfy i ludzi.

"Demon!" zawył Ar-Pharazon, jego niebiesko-złote szaty były potargane, a jego srebrna broda kołysała się w przód i w tył, gdy artykułował słowa. "Obleśny diabeł! Czyż jestem psem Saurona, że wysyłam swego kuzyna do niego w roli ambasadora, a on odsyła mi jego odciętą głowę! Niezliczone rzesze ludzi i orków umrą w męczarniach za ten haniebny czyn! Zapamiętaj moje słowa, będę miał Saurona we własnej osobie czołgającego się u mych stóp, zanim z nim skończę!"

Amandil, Lord Andunie, zerknął ostrożnie na swego suzerena, lecz pozostał milczący. Byli przyjaciółmi z Ar-Pharazonem we wczesnej młodości, nim zaczął objawiać się jego prawdziwy charakter. Amandil znał dobrze temperament odległego kuzyna i wiedział, jak niebezpieczne było przerywać mu, gdy targał nim jeden z jego władczych wybuchów gniewu.

Gdy gniew Króla wzrastał, Amandil musiał przypomnieć sobie jak taki człowiek został królem Numenoru, najpotężniejszym człowiekiem na świecie. Nie dzięki zasadom władzy królewskiej, gdyż według prawa bliska kuzynka Ar-Pharazona, królowa Miriel, powinna zajmować złoty tron. Lecz Ar-Pharazon miał nienaruszalne przekonanie o własnym przeznaczeniu i nie miał zamiaru pozwolić, by archaiczne prawa dziedzictwa - lub małżeństwa - stanęły mu na drodze. Dzięki łapówkom i obietnicom pozyskał lojalność grupy przekupnych, ambitnych szlachciców - "Ludzi Króla"- jak ich nazywano, i za ich poparciem wziął z nią ślub wbrew jej woli. Następnie, nadużywając swej pozycji jako Królewski Małżonek, Ar-Pharazon ogłosił się królem, gwałcąc te starożytne prawa Numenoru, które stanowiły o małżeństwie i królewskiej sukcesji.

Było to wiele dekad temu. Gdyż ludzie Królewskiego Rodu i ci ze Szlachty spokrewnieni z nimi, byli potomkami Elrosa Półelfa, znanego pośród Ludzi jako Tar-Minyatur. Jak wszyscy Numenorejczycy, dzięki łasce Valarów, zostali pobłogosławieni długim życiem, które można było mierzyć w stuleciach, a od swych półelfich przodków odziedziczyli siłę ciała i umysłu zwykle zarezerwowaną tylko dla ich nieśmiertelnych krewnych. Ar-Pharazon miał więcej niż 150 lat, będąc nawet starszy niż Amandil, chociaż wyglądem przypominał zwykłego człowieka w wieku lat 60. Jednak upływ czasu wydawał się bardziej zaostrzać niż gasić jego ambicje, nie mówiąc już o dumie. Duma i moc - to były kamienie milowe Ar-Pharazona Złotego, bliźniacze kompasy, którymi nawigował kurs swego życia.

Jako król Numenoru, Ar-Pharazon miał moc wykraczającą poza marzenia innych ludzi. Tylko na zachodzie, w świętej krainie Valinoru nie mógł wystawiać żadnych roszczeń o dominację. Poza tą świętą ziemią na Zachodzie Zachodu był władcą wszystkich Mórz całego świata, wszystkich wybrzeży krain Śródziemia.

Jednak to wciąż było dla niego za mało, stanowczo za mało. Amandil tyle tylko wiedział, że Ar-Pharazon był zdecydowany rozszerzyć swą władzę daleko na tereny Śródziemia, które były pod władzą Saurona, Mrocznego Władcy z dawnych dni. Tam Ar-Pharazon wysłał swego kuzyna od strony matki - Armeneltira, w postaci ambasadora do Czarnej Wieży. Armeneltir był próżnym, napuszonym człowiekiem, dumnym jak paw. Ar-Pharazon wybrał Armeneltira na ambasadora w Mordorze właśnie ze względu na jego napuszoną postawę, ufając, że przekaże Sauronowi jasną wiadomość o pogardzie jaką Ar-Pharazon do niego żywi. Jednakże, jak pokazały ostatnie wydarzenia, pogarda ta była jak najbardziej wzajemna.

Ar-Pharazon zakończył swą tyradę, przynajmniej na pewien czas, a teraz jego rozsierdzone niebieskie oczy wwiercały się w Amandila. "Zatem, kuzynie" powiedział król. "byłeś świadkiem tej bezczelnej obrazy, którą ten lord wszelkiego ścierwa mi zgotował. Jakbyś zareagował, gdybyś był królem Numenoru na moim miejscu?"

"Nie moja to rola, by szacować wyroki Waszej Wysokości." odparł Amandil.

"Sprytna odpowiedź" powiedział Ar-Pharazon, uśmiechając się ponuro. "Powiedz więc jaka jest twoja rada, jako mojego doradcy."

Amandil zastanowił się ostrożnie. W ciągu swoich 140 latach życia nauczył się wielu rzeczy, a w ostatnich dekadach szacowanie nastroju Króla okazało się jedną z najważniejszych z nich. Jednak wciąż, Amandil stawiał dobro Numenoru nawet przed swoim własnym życiem i w żadnej mierze nie dałby Ar-Pharazonowi rady, która mogłaby wyrządzić krzywdę jego ukochanej krainie.

Po kilku momentach ciszy, Amandil odpowiedział. "Jasnym jest, że wyzwania, które Sauron nam rzucił, nie można pozostawiać bez odpowiedzi. Przez złamanie świętych praw bogów i ludzi, które czynią osobę ambasadora nietykalną, Sauron okazał nierozwagę i ukazał siebie jako zbrodniarza."

„Dokładnie, do wszystkich diabłów!", wykrzyknął Ar-Pharazon, bardzo zadowolony i bez żadnej widocznej ironii.

"Pytaniem jest" powiedział Amandil. "jak powinniśmy najlepiej odpowiedzieć na tą zbrodnię. Sprawiedliwość wymaga, by Sauron poniósł odpowiedzialność za swe podłe czyny. Lecz musimy ostrożnie rozważyć środki, za pomocą których pociągniemy go do tej odpowiedzialności. Numenor jest panem wszystkich mórz, lecz na lądzie Sauron ciągle jest siłą, z którą należy się liczyć..."

"Sauron jest chodzącą kupą gnoju!" wrzasnął Król, gdy jego zły humor powrócił.

"Jego armie są bardzo potężne, mój suzerenie..."

"Armie!" uciął Król. "Nazywasz motłoch bezmyślnych orków i brudnych barbarzyńców armią? Ścierwo, które służy Sauronowi nie byłoby godne miana 'armii' nawet gdyby było ich dziesięć razy więcej! Rozczarowujesz mnie, kuzynie. Wyjrzyj przez okno, a zobaczysz, jak wygląda prawdziwa armia!"

Amandil wychylił się przez okno, przez które wpadała chłodna bryza Zachodniego Morza. Pod nim leżały iglice pałacu z białego marmuru, a dalej rozciągał się wielki Armenelos, jego posiadłości, domy i szerokie ulice, rojące się od miliona lub więcej mieszkańców. Amandil mógł dostrzec piękne ogrody, uważane przez mieszkańców za szafirowe klejnoty Armenelos i blask słońca na powierzchni krętych kanałów, połączonych przez pełne gracji mosty. Poza marmurowymi murami miasta leżały otwarte pola i błyszcząca rzeka, wijąca się jak wąż przez Armenelos ku Morzu. Przynajmniej widział już te otwarte pola w trakcie swej podróży do Pałacu dziesięć dni wcześniej, odpowiadając na wezwania Króla. Bo to, co zobaczył poza murami sprawiło, że sapnął z zachwytu.

Amandil był zbyt zajęty uczęszczaniem na przyjęcia i poświęcaniem się męczącym pogawędkom z urzędnikami i matronami, które wypełniały dni elity stolicy, że nie zwracał uwagi na to, co dzieje się poza murami miasta. Słyszał plotki, że ćwiczenia wojsk odbywają się na polach, lecz nie poświęcał im zbytniej uwagi. Lecz teraz spostrzegł, że Ar-Pharazon już zdecydował, jaką odpowiedź da Sauronowi. Tam, gdzie dziesięć dni wcześniej nie było nic, teraz stacjonowały szeregi i kolumny żołnierzy, ich liczba nie do policzenia, ich namioty niebieskie, złote i białe ustawione w rzędach, rozciągające się na polach poza horyzont. Król musiał rozkazać wszystkim siłom wzdłuż i wszerz Numenoru, by stawiły się tu w podwojonej liczbie.

"Czy widzisz teraz jakiej udzielę odpowiedzi, kuzynie?" zapytał Ar-Pharazon.

"Widzę, mój suzerenie" odparł Amandil, starając się ukryć drżenie swego głosu.

"W ciągu siedmiu dni" przechwalał się Ar-Pharazon. „na tym polu zgromadzi się milion ludzi. Pomaszerują do portu, gdzie wezwałem tysiąc statków wojennych, by ich oczekiwały. Następnie wejdą na pokład, po tysiąc ludzi w każdym. Dwa tygodnie od tego dnia, ja osobiście wsiądę na mój okręt flagowy i poprowadzę swych ludzi na otwartą wojnę przeciwko Sauronowi, Władcy Żmij! Rozgniotę jego motłoch, roztrzaskam wrota Czarnej Wieży i każę mu klękać u mych stóp. Wtedy cały świat zobaczy, że Ar-Pharazon, Król Ludzi, jest ich jedynym panem i wodzem!"

Amandil nie mógł wydobyć słowa. Ar-Pharazon zmierzył go zimnym wzrokiem.

"Twoja reakcja mnie nie zaskakuje, kuzynie, nawet jeśli rozczarowuje" powiedział Król. "Obrałem twą miarę dawno temu i wiem dobrze, że pomimo wszystkich swoich umiejętności jako Morski Kapitan, nie masz wojny w trzewiach. Jestem wielce rozczarowany myślą, że jakikolwiek człowiek ze mną spokrewniony, w którego żyłach płynie krew Earendila i Elrosa, nie przyjmie z radością emocji i zagrożeń wojny, nie łaknie słyszeć dźwięku miecza uderzającego o tarczę, rozkoszy dźwięków wojennych trąbek i grzmotu nacierającej kawalerii!"

Ar-Pharazon zmarszczył brwi. "Jednak" ciągnął. "jeśli nie mogę mieć z ciebie pożytku na polu bitwy, będzie z ciebie pożytek tutaj. Pomimo przyjaźni twojej i twojego rodu z po trzykroć przeklętymi elfami, jest wielu głupców w tej krainie, którzy postrzegają cię jako szlachetnego i mądrego męża, wartego szacunku. Biorąc to pod uwagę, ustanawiam cię teraz mym regentem, byś nadzorował rząd Numenoru pod moją nieobecność. Ufam, że przypilnujesz, by straż pozostała przy bramach pałacu i by mleko i jajka były dostarczone do kucharzów na czas?" szydził. "Dobrze. By być pewnym, że nie nadużyjesz zaufania, którym cię obdarzyłem, rozkazałem twemu synowi, Elendilowi, towarzyszyć mi podczas tej ekspedycji. Będzie odpowiednio traktowany, zgodnie z twoim tu zachowaniem."

"Mój suzerenie!" sapnął Amandil. "Elendil to mój jedyny syn i dziedzic! Jeśli cokolwiek mu się stanie..."

"Będziesz musiał zrobić nowego. To jest, jeśli wciąż potrafisz", zaśmiał się Ar-Pharazon, rozbawiony własnym dowcipem.

Oszołomiony przez obrazę króla, Amandil wpatrywał się w niego swymi ciepłymi, brązowymi oczami. "Mój syn znaczy dla mnie więcej niż własne życie, suzerenie. Może, gdybyś miał własne dzieci..."

"Nie mów mi tutaj o braku dziedzica, wasalu!" warknął Ar-Pharazon. "W każdym razie, to już najwyższy czas, by twój zepsuty szczeniak po raz pierwszy zasmakował wojny. Pozwól mu się splamić krwią, a uczyni to z niego prawdziwego męża. Pierwszy okrwawiony mężczyzna pomiędzy lordami Andunie od wielu lat. Teraz zejdź mi z oczu! Miał wiele spraw do ustalenia z moimi admirałami i generałami. Idź do Namiestnika Armenelos, on ci już wyznaczy twoje administracyjne zadania."

Amandil skłonił się i wyszedł pośpiesznie z komnaty. "Ar-Pharazon Złoty... Ar-Pharazon Szaleniec pasuje bardziej! Czy on naprawdę chce rzucić wyzwanie temu, który stąpał po ziemi przed elfami i ludźmi, kto zmiótł armie elfów jak pył, kto był wystarczająco sprytny, by wymknąć się z zasięgu samych Valarów w trakcie Wojny Gniewu? Biada synom Numenoru, jeśli to szaleństwo kiedykolwiek się ziści!"