Hannibal lubi patrzeć na Willa Grahama. Lubi jego nerwowe ruchy, jego lekko słodki zapach i przepada nawet za hektolitrami potu, które wylewa podczas snu. Siedzi na bujanym fotelu i nie chce zasnąć. Sen wydaje mu się najgorszą rzeczą, którą może w tej chwili zrobić. I wcale nie chodzi o pilnowanie młodego policjanta. Takie coś nie interesuje Lectera wcale.

Zamiast tego, z fascynacją przygląda się jego wijącemu się, pocącemu ciału. Słucha cichych jęków, urywanego oddechu, ogląda kurczowo zaciskające się dłonie i spazmatyczne ruchy. Hannibal rozpaczliwie chciałby dotknąć tego mężczyzny, ale nie umie. Nie potrafi zrobić tego tak, żeby Will nie zrozumiał o co naprawdę chodzi.

To śmieszne, ale Hannibal naprawdę się boi, że pewnego dnia zahukany Will Graham otworzy oczy i powie:

- Ty jesteś naśladowcą.

A Lecterowi pozostanie tylko zapytać niewinnie:

- Ja? Posłuchaj sam siebie…

- Ty jesteś naśladowcą – powtórzy młody policjant z mocą w głosie. – Ja już wszystko wiem. Tylko ty, tylko ty miałeś dostęp do informacji dotyczących…

W tym momencie psychiatra powinien skręcić mu kark, uderzyć go w twarz, bezlitośnie zabić i z jego jelit wykonać kiełbaski, ale…

Hannibal otrząsa się z tych ponurych myśli. Wstaje. Podchodzi do toaletki i namacza suchy ręcznik w zimnej, czystej wodzie. Dokładnie go wyżyma i taki kładzie na rozpalonym czole śpiącego.

Przez ułamek sekundy jego wypielęgnowana dłoń dotyka rozpalonego policzka Willa. Czuje pod palcami pulsowanie żywej skóry i jednocześnie zachwyca się jej miękkością. Potem odsuwa gwałtownie dłoń i wraca na swój bujany fotel.

Nie cierpi dotyku, którego nie może kontrolować.

Do rana nie zmruży oka, chociaż bardzo dba o swój sen. Lecter uważa, że odpowiednia liczba przespanych godzin działa optymalnie na ludzki mózg. Ale poświęci swoją zasadę, byle tylko sycić wzrok Willem Grahamem.

- Nie żartuj, że siedziałeś tu całą noc – powie młody policjant po przebudzeniu. – To strasznie intymne.

Psychiatra w duchu przyzna mu rację.

- W nocy próbowałeś lunatykować – skłamie.

- Może powinienem brać jakieś tabletki?

- Chciałbyś, ażebym ci coś przepisał?

- Tak. Nie. Nie wiem – wzruszy ramionami. – Strasznie mi głupio, że przeze mnie nie zmrużyłeś w nocy oka.

- Wynagrodź mi to – powie Hannibal, zanim zdoła ugryźć się w język.

Will zarumieni się i spuści wzrok. Na jego drżących wargach zacznie błąkać się zażenowany uśmieszek.

- Jesteś dziwny, wiesz? – parsknie. – Strasznie dziwny, ale podejmę twoją grę. Co mam zrobić?

- Opowiedz mi o Naśladowcy.

Graham zmarszczy czoło. Na pewno nie takiego zadania się spodziewał.

- Myślałem, że każesz mi zrobić śniadanie albo coś takiego – mamrocze.

- Za bardzo dbam o nasze żołądki – wyjaśnia cierpliwie Hannibal.

Chciałby wiedzieć, czy Will wie, że robi to wszystko dla niego. Chciałby spojrzeć na siebie jego oczami.

- To ktoś stąd, ze środka – mówi cicho młody policjant i nerwowo przeczesuje ręką włosy. – Na pewno jest bardzo blisko. Możliwe, że to… - mruży oczy. – To głupie, ale on mnie sprawdza.

- Sprawdza cię?

- Tak, dokładnie tak. Czy uda mu się mnie podpuścić, czy jestem dostatecznie inteligentny by rozpoznać, że to co robi nie jest dziełem prawdziwego zabójcy.

- Prawdziwego? – podchwytuje Hannibal.

- Tak. Naśladowca prowadzi ze mną jakąś grę. Wydaje mi się, że… to bardzo głupie, ale… - Will rumieni się okropnie. – Wierzysz, że ten ktoś może po prostu być mną zafascynowany?

- Tak to możliwe – przytakuje Lecter. – Podejrzewasz kogoś?

- Nie. Nie do końca. Myślałem, że to może być Zeller albo Katz.

Zeller albo Katz. Psychiatra poczuje się na swój sposób obrażony.

- Chyba bardziej Katz – dodaje cicho Will. – Mam wrażenie, że… to jest bardzo erotyczne.

- Erotyczne?

- Tak. Dokładnie tak. Jak dary. Dary namiętności, albo coś takiego.