Następny wieczór Hannibal spędzi na siłowni. Będzie uderzał w worek treningowy tak długo, aż na jego knykciach pokażą się czerwone, krwawe rany. Spróbuje wyładować swoją frustrację i wściekłość. Sam nie będzie wiedział, co go aż tak bardzo zdenerwowało i rozdrażniło w wypowiedzi Willa, ale nie potrafi na niego spojrzeć bez gniewu. Tej nocy postanowi, że się zemści na parszywym, młodym policjancie. Pokaże mu, jak daleko myli się w swoich ocenach co do Naśladowcy.

- Chyba zaczynam go nienawidzić – powie dr Bedelii Du Maurier.

Ognistowłosa kobieta uniesie pytająco brwi do góry.

- Żeby kogoś nienawidzić, trzeba najpierw go ukochać – jej wypowiedź zawiśnie ciężko w powietrzu. – Może po prostu rozczarował cię?

- Może.

Ale Hannibal wie, że Will nie rozczarował go. Jak na złość, Graham dokładnie odkrył wszystko co siedziało w nim głęboko, z czego sam sobie zdawał sprawę i co drażniło jego umysł. Wypowiedziane przez Bedelię słowa tylko uprzytomniły mu po jak cienkim lodzie kroczył.

Młody policjant z jego zdolnością do empatii szybko mógł dostrzec to, co tak naprawdę motywowało do działania Lectera. Ba, jeśliby zrozumiał wszystkie emocje i uczucia, które kłębiły się w jego poukładanej głowie…

Bez trudu odnalazłby Naśladowcę.

Lęk przed odkryciem jest u Hannibala tak ogromny, że siedzi godzinami w pustym gabinecie i analizuje sam siebie. Nie chce żeby Graham się dowiedział i jednocześnie nie chce ograniczyć z nim spotkań. Rozwijające się zapalenie mózgu Willa widzi jak dobry omen, który skutecznie mami zdolności empatyczne. Ale i to musi się przecież kiedyś skończyć…

Nie dać się złapać. Nie dać się przyłapać. To jego jedyne dewizy.

Będzie udawał, że nie dostrzega rodzącego się uczucia między młodym agentem FBI a dr Alaną Bloom. Wieczorami będzie kłamał, że nie zastanawia się nad tym, czy ta dwójka może się właśnie namiętnie pieprzyć w brzydkiej sypialni Willa.

Dla zbicia czasu Hannibal pójdzie na dziwki. W ostatniej chwili, kiedy będzie już zupełnie pewny, że z jego seksualnością jest wszystko w porządku – zrezygnuje. Stosunek seksualny zawsze pozostawał dla niego czymś w rodzaju aktu religijnego. Nie potrafi przenieść go na beznamiętny grunt kupionej miłości i wulgarnej kobiety.

W odwecie rzuci się w wir planowania i… szkicowania. Ogromne, monumentalne budowle, które Lecter odwzorowuje z przerażającą dokładnością, zachwycają starannością detali i światłocieni. A dla niego są tylko kolejną imaginacją, opisem własnego, poukładanego umysłu.

To nie będzie zemsta. Hannibal Lecter zemścił się w swoim życiu tylko raz. I chociaż później wyrzucał sobie, że zemsta nie jest tym, na czym powinien skupiać uwagę (mścić się wolno na ogóle, ale nie na konkretnym przypadku!) to ten jeden raz pozostał dumny, że to zrobił. Dla swojej małej siostrzyczki, której chrupiące w bulionie kostki ocaliły mu życie.

Teraz Hannibal musiał utkać misterną intrygę, tak misterną byleby nie tylko Will w nią wpadł ale także Bloom, Katz, Crawford, Zeller, Price i nawet ta głupia, ruda dziennikarka Lounds. Tworząc miniaturowe przynęty na ryby wplatał w nie fragmenty własnych ofiar. Pomógł wielkiemu, tępemu szefowi policji w pogodzeniu się z żoną a Alanie Bloom skutecznie zamydlił głowę fałszywymi rysunkami Willa. I Graham, i Hannibal wiedzą, że musiał to zrobić.

Siedząc na twardej pryczy w szpitalu dla umysłowo chorych Will Graham będzie mieć wiele czasu, by przemyśleć wszystko. Im więcej czasu poświęci na układanie elementów tej układanki, tym mocniej i pewniej będzie czuć się oszukany. Jest wściekły. Złość, którą czuje, nie jest ukierunkowana na Lectera dlatego, że jest naśladowcą, rozpruwaczem z Chesapeake ale przez to, że go oszukał. Świadomość tego jest tak przerażająca, że brązowowłosy wyobraża sobie siebie na krześle elektrycznym. Chciałby się ukarać za to coś wewnątrz swojego umysłu, co dopuściło Hannibala tak blisko, zbyt blisko, aż do samego jądra Willowego jestestwa. Chce się odciąć. Tak, jakby udowodnienie światu, że psychiatra jest zwyrodnialcem miało oczyścić Grahama z zakazanych uczuć. Angażuje wszystkich, których tylko może: Katz, Bloom, Crawforda, Chiltona. Tylko Chilton i Katz wierzą mu. Wierzą, że Lectera trzeba złapać i umieścić w szpitalu.

Katz płaci za to ogromną cenę.

Chce zemsty. Na sobie i na psychiatrze. W głębi duszy pozwala na to wszystko. W speszonym, pełnym cudzych drgań umyśle Willa obudzi się ktoś, czyjego istnienia nie podejrzewał, ktoś kto łaknie zemsty za wszelką cenę.

- Nienawidzę was wszystkich – szepcze zapamiętale na wieść o śmierci Katz.