Świadomość tego, że Will próbował go zabić jest dla Hanniballa tak bolesna, że po powrocie do swojego schludnego mieszkania może tylko usiąść w fotelu i zaciskać kurczowo ręce. Chciałby skręcić kark brązowowłosemu, chciałby go udusić, chciałby chwycić go za ramiona i potrząsnąć nim z całej siły. I jednocześnie chciałby mu pogratulować, powiedzieć że zaplanował wszystko idealnie, że prawie mu się udało.
- Co ty mi robisz, Willu Grahamie? – pyta cicho sam siebie.
A potem, kiedy jest już pewien, że nie słyszy go nikt poza nim samym marszczy brwi i siarczyście klnie. Chciałby żeby Matthew Brown żył. Wciągnąłby go do swojej piwnicy, a potem katował tak długo, aż ten parszywy mężczyzna opowiedziałby o wszystkim co łączyło go z Grahamem. Sama myśl, że ich stosunki mogły być bliskie, zbyt bliskie, wprawia Lectera w furię. Jak to możliwe, że Will wolał tego chama i prostaka?
W odwecie wda się w romans. Słodka i naiwna Alana Bloom to dobry materiał na przelotną kochankę. Jest tak zapatrzona w swojego mistrza i tak bardzo chce wynagrodzić Hannibalowi ból po krzywdzie, którą wyrządził mu Will. Ma bardzo ładne ciało. Nie jest to może dzieło sztuki, ale Lecter potrafi je docenić. W dodatku kobieta pozostaje tak zaskakująco łatwowierna, że bez trudu zaczyna pełnić rolę jego alibi.
- Will bardzo się zmienił – mówi pewnego dnia przepraszająco. – Nie wiem dlaczego nie potrafi pojąć, że próbowałeś mu pomóc.
- Każdy na swój sposób przeżywa traumy.
- On oskarża ciebie o swoje zbrodnie.
- Nie wierzę, że jest mordercą – odpowie Hannibal nim zdąży się powstrzymać. – Poza tym, on nadal jest moim przyjacielem.
- On chciał cię zabić!
Na te słowa doktor nie może nic odpowiedzieć, więc uparcie milczy. Tylko w chwilach, gdy jest całkowicie sam wie, że Will miał rację. Z drugiej strony jakaś nieznana dotąd część lecterowego jestestwa czuje się zraniona. Wsadził go do więzienia, zaprowadził go tam po to tylko, byleby wygnać z siebie to… to okropne, pełne niebezpieczeństwa uczucie. A teraz wie, że nawet jeśli było ono odwzajemnione to zabił je swoim działaniem. Gdyby Grahamowi nie zależało, nigdy nie zechciałby go zabić.
Po raz pierwszy w życiu Hannibal czuje do siebie coś podobnego do nienawiści. Przymyka oczy. Chciałby błagać Willa o jeszcze jedną szansę. W jego umyśle już na stałe gości myśl, że powinni pozostać razem. Dwójka ludzi którzy rozumieją się bez słów. Dwójka idealnie uzupełniających się partnerów. Jak Yin i Yang, jak dobro i zło, jak woda i ogień. Lecter przyznaje po cichu, że w ich przypadku lepiej zabrzmiałoby jak ziemia i powietrze. Silna psychika doktora potrafiła z niespotykaną mocą oddziaływać na delikatny charakter Grahama.
