A potem Hannibal zrozumie, że utracił Willa. Wściekłość spowodowana Brownem znowu do niego powróci jak strzała. Zacznie uderzać zaciśniętymi pięściami w łóżko, zacznie konwulsyjnie zaciskać mięśnie, zacznie…
- Co ty mi zrobiłeś, Willu? – zapyta patrząc na swoje odbicie w lustrze.
Tej nocy zrobi po raz pierwszy to, czego nie robił jeszcze nigdy w swoim życiu. Zamknie oczy i wyobrazi sobie, że Graham stoi tuż obok niego. Uśmiech młodego policjanta jest nieśmiały ale bardzo szczery. Jego oczy promienieją niewinnością, oddaniem i… zrozumieniem.
- Pasujemy do siebie, doktorze – mówi przewracając oczami, a krew uderza Lecterowi do bioder szybciej niż zdarzyło się to kiedykolwiek przy Alanie.
- Ja to wiem, ale czy ty to zrozumiałeś?
- Należymy do siebie – dopowiada cień Willa, a Hannibal czuje, że wizja staje się coraz mniej realna.
Zawstydzony otwiera oczy. Jego męskość jest zbyt nabrzmiała i zbyt pulsująca, żeby nie wywołać frustracji. Skoro samo wyobrażenie tak mocno na niego oddziałuje to jak wielką moc ma prawdziwy Graham?
Przez kolejną godzinę dr Hannibal Lecter bierze lodowaty prysznic. Chłoszcze swoje ciało strugami zimnej wody, byleby tylko nie ulec pożądaniu, które czuje do młodego policjanta.
Randall Tier nadchodzi jak wybawienie. Psychiatra czuje, że musi działać. Wie, że każdy kolejny dzień zwłoki tylko go pogrąży. Tak, każe zaatakować swojemu pacjentowi Willa. Tak, każe mu to zrobić. Tak, jest winny! Tylko, że Lecter nie może patrzeć w pełne nienawiści oczy Grahama. Nie potrafi po tylu spędzonych razem chwilach zachować się w taki sposób, w jaki zachowuje się młody policjant.
- Zauważyłeś, że Will się zmienił? – pyta Alana podczas kolejnej, wspólnej kolacji.
Hannibal z trudem powstrzymuje się przed parsknięciem. Dlaczego ta kobieta ma skłonność do mówienia truizmów? Tylko ślepiec nie zauważyłby nagłego przypływu siły woli, odwagi i waleczności, której doświadczył Graham.
- To zrozumiałe po tym co przeszedł – odpowie spokojnie.
- Sądzę, że już nie można mu ufać.
- Dlaczego?
- Jest niepoczytalny! Jak mogłeś w ogóle zgodzić się na kontynuowanie waszej terapii? – ze złości zaciska zęby.
- Will jest moim przyjacielem – rzuca jak mantrę doktor.
Jego była uczennica przewraca oczami i unosi ironicznie brwi do góry. Wygląda w tym momencie bardzo nieatrakcyjnie. Psychiatra wie jednak, że to zarzut irracjonalności, który wysunęła tak oszpeca ją w jego oczach.
- Nie rozumiem tego co was łączy. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego tak kurczowo trzymasz się znajomości z nim.
- A dlaczego ty tak bardzo chcesz się od niego odsunąć, Alano? – pyta.
Oboje wiedzą, że zna odpowiedź. Wydaje się ona tak prosta, że aż niemożliwa. Kobieta czerwieni się okropnie i oczyszcza chusteczką niewidoczne drobinki jedzenia z ust i brody. Nie robi tego zmysłowo. Jej ruchy pozostają niedbałe, raczej pełne przypadkowości niż wyszukanego seksapilu. A jednak Lecter czepia się tego widoku z całej siły swojego umysłu. Szuka w nim ukrytego erotyzmu i próbuje się podniecić.
- Kiedyś byłam nim zafascynowana – przyznaje, burząc niezręczną ciszę, która między nimi zapanowała. – Mimo to nie posunęłam się w naszych relacjach dalej niż to było konieczne.
- Czyli nigdy nie zostałaś jego przyjaciółką.
Alana zaciska usta z żalem. Traktuje słowa Hannibala jak coś w rodzaju obelgi. Oboje zresztą wiedzą, że dokładnie tym to zdanie jest. Brzydką, zawoalowaną obelgą, która powinna wytrącić ją z równowagi. W tej chwili nie wie co łączy ją z tym niedostępnym mężczyzną. Wie tylko, że są płaszczyzny, do których nigdy nie otrzyma dostępu.
- Nigdy nie miałam z nim romantycznej relacji – precyzuje.
Lecter uśmiecha się drapieżnie. Unosi lampkę wina do góry i bez słów wznosi za nią toast. Lekko cierpkie, czerwone wino doskonale współgra z drugim daniem. Delektuje się jego smakiem w ustach.
- A ja miałem, Alano?
