Emocji nie da się sfabrykować. Lecter uczył się tej prostej mądrości już na studiach, ale uczy się jej także patrząc na Willa Grahama. Owszem, można próbować preparować różne zachowania, ale prawdziwe emocje, ukryte w mimikrze, gestach i ułamkach sekund zawsze ujawniają prawdę. Młodszy mężczyzna już rozumie własne emocje, już ich nie próbuje ukryć.

Wstręt? Gdzieś wyparował zastąpiony przez szacunek i ufność. A Hannibal pławi się w tych emocjach beznamiętny jak zwykle i nagle cudownie przepełniony szczęściem. W orzechowych oczach widzi samego siebie, prawdziwego… ofiarowuje się i jego ofiara zostaje przyjęta.

Doktor nie może przestać myśleć o tym jednym momencie, w którym Will tak cudownie się odsłonił. Prawdę mówiąc mógłby nawet podziękować gruboskórnemu Masonowi Vergerowi, że próbował ich zabić. Mógłby to zrobić, gdyby tylko potrafił przekroczyć tą niewidzialną granicę, którą cały czas sam sobie narzuca. To zabawne, a na pewno byłoby zabawne, gdyby Lecter posiadał szczególnie złośliwie wyrobione poczucie humoru (nie posiada go, nawet w tej dziedzinie pozostaje zaskakująco wyszukany), ale wisząc nad tymi wyhodowanymi do zjadania ludzi świniami, nadal potrafił jedynie obserwować cudze reakcje. Oczywiście dopóki nie zobaczył Grahama, dopóki Will nie przyłożył mu noża do szyi, dopóki nie obrócił go szybko (to był ten dotyk, którego nie można kontrolować) i dopóki nie wyswobodził go z kaftana bezpieczeństwa. W tej krótkiej sekundzie, kiedy patrzyli sobie w oczy Lecter żądał odpowiedzi, miłosnego wyznania, określenia właściwej strony…

- Złapią nas – mówi Will podczas kolacji a Hannibal nie odrywa wzroku od jego ust.

Jest dziecinnie wprost zachwycony młodszym mężczyzną, po raz pierwszy przekonany o jego autentycznej szczerości, prawie zakochany, na pewno zauroczony.

- Powinniśmy uciec – dodaje po chwili Graham i psychiatra wie, że nie unikną tej rozmowy.

- Razem – zaznacza, jakby nie był pewien czy Will mówi o tym co Lecter chce usłyszeć.

- Tak.

- Na świecie jest wielu… - bredzi, wie że bredzi, widzi to w zaskoczonym spojrzeniu młodszego mężczyzny. Więc po co mówi? Po co opowiada o wspólnym polowaniu, o poznawaniu świata, o…

- Jack powinien wiedzieć – przerywa mu Graham. Ma taki twardy ton. Tak bardzo niepodobny do zwyczajowego tonu młodszego mężczyzny. – Ma do tego prawo. Bardzo długo czekał na tą wiedzę.

- To mój przyjaciel – opiera się Hannibal.

Jest zagubiony. Nie wie, czy jego oferta została przyjęta czy właśnie odrzucona. Rozumie tylko, że razem wyjadą, że wreszcie znalazł kogoś kto poskłada filiżankę.

- Pokaż mu się w pełni swojej jasności.

Zachęca czy podjudza? Kocha czy…?