- Dziękuję, że mnie przekonałeś – mówi Will i uśmiecha się czarująco.

Wreszcie jest odprężony i spokojny. Pewny swojej decyzji i konsekwencji, które za sobą niesie. Lecter ma ochotę uderzyć go książką w ramię, ale dzielnie się powstrzymuje i tylko przygląda się z zachwytem. Nie potrafi ukryć błyszczących, pełnych nadziei oczu. Ofiarował siebie i został przyjęty. Abigail śpi w fotelu obok Grahama. Jej spokojny, miarowy oddech uspokaja obu mężczyzn.

- Nie mogłem pozwolić by to skończyło się rozlewem krwi – odpowiada Hannibal. – Ale decyzja należała od początku do ciebie.

- Wahałem się.

- Wiem.

- Wiem, że wiesz – Will parska. Zdejmuje okulary i przeciera je. – Zdziwiłbym się, jakbyś nie wiedział.

- Kiedy cię przekonałem do końca?

- Wymuszasz odpowiedź.

- Jestem po prostu ciekawy – broni się Lecter, ale tak naprawdę musi to usłyszeć jeszcze raz.

Jest egocentrykiem i uwielbia siebie. I tak długo czekał, tak długo zmagał się ze sobą i walczył aż odniósł sukces. Musi to usłyszeć jeszcze wiele razy.

- Kiedy mnie pocałowałeś – mówi Graham całkiem głośno i wyraźnie.

Nie przejmuje się ludźmi w samolocie. Jakaś kobieta odwraca się w ich kierunku zgorszona. I jest jeszcze bardziej zgorszona widząc poważnego mężczyznę, w dobrze skrojonym garniturze, po czterdziestce, siedzącego obok uśmiechniętego mężczyzny po trzydziestce, w kraciastej koszuli i okularach na nosie. Nie w ten sposób wyobraża sobie ludzi robiących takie wyznania.

Dużo później Hannibal będzie szukał jej imienia i nazwiska na liście pasażerów. Wyglądała na posiadaczkę całkiem smacznych płucek. Teraz woli nadal puchnąć z dumy. Dobrze, że wtedy zaryzykował. Wraca pamięcią do rozmowy podczas palenia akt.

- Są we mnie dwie osoby, doktorze. Jedna z nich chciałaby wziąć pana za rękę i jeszcze dzisiaj odejść. Druga się na to nie zgadza… Druga musi wszystko wyjaśnić - powiedział Will wpatrując w kominek.

I właśnie wtedy Lecter to zrobił. Nie miał już nic do stracenia. W obliczu zbliżającej się zdrady Grahama postawił wszystko na jedną kartę. Złapał go za ramiona, przyciągnął do siebie i pocałował. Nie byle jak, nie przyciskał ust do jego ust jakby nie wiedział co robić. Pocałował go mocno, zdecydowanie, wkładając w pocałunek całego siebie i wszystkie obietnice, jakie w sobie nosił a Will odpowiedział. Jak na kogoś, kto jeszcze niedawno bał się własnego cienia, całował lepiej niż Lecter mógł przypuszczać. Tak, jakby sam wiele o tym myślał.

- I która z nich wygrywa? – zapytał odsuwając się.

- Pierwsza – mrukliwie odpowiada Graham. Nerwowo oblizuje wargi.

Psychiatra nie wierzy do końca. Musi mieć pewność.

- Moglibyśmy zniknąć już dziś – przypomina drżącym głosem. – Nakarm psy i zostaw list Alanie, a już nigdy nie zobaczysz ani jej ani Jacka. To niemal uprzejme.

- Dobrze – odpowiada Will. – Ucieknijmy dziś.

- Wody, soku, wina, herbaty, kawy… - proponuje stewardessa nachylając się nad nimi.

Bedelia odmawia. Lecter bierze alkohol.

Pałac Pamięci to wspaniałe miejsce. Hannibal może zaszyć się w nim na długo. Przechadza się po jego komnatach oprowadzając Grahama i Abigail. Czasem gra im na klawesynie. Czasem spacerują po ogromnych ogrodach Wersalu. Wieczorami Lecter zabiera Willa na spacer po Florencji. Pokazuje mu włoskie muzea, teatry, opery. Na kolacjach jedzą we trójkę świeże owoce morza, chociaż Abigail woli pizzę. W tej kwestii jest typową nastolatką.

Bedelia obraca się w jego stronę. Jej piękna, pociągła twarz ma w sobie ukryte okrucieństwo. Oczy błyszczą triumfująco a usta wykrzywia coś na kształt złośliwego uśmieszku.

- Naprawdę wierzyłeś, że Graham z tobą ucieknie? – pyta, niby przypadkiem, uderzając w zbyt lekki ton.

- Byłem ciekaw co się stanie – kłamie w odpowiedzi.

Kiedy emocje opadają na scenę zawsze wkracza rozsądek. Lectera dopadł on, gdy brał prysznic w domu swojej byłej psychiatry. Nagle dotarło do niego skomlące, bolesne: „miałeś uciec", wypowiedziane z wyrzutem. Czerwona woda ściekała do odpływu a Hannibal nagle wszystko zrozumiał. Nie zmniejszyło to jego gniewu na Willa. Pokazało natomiast, że zawsze istniała druga możliwość bo nie tylko Graham podejmował decyzje.

Miałeś uciec, powiedział a oznaczało to, że wcale nie chciał uwięzienia dr Lectera.

Miałeś uciec, bo on sam nie potrafił zaakceptować zbrodni.

Miałeś uciec, bo nie potrafił podjąć jakiekolwiek decyzji.

Kiedy Hannibal Lecter był małym dzieckiem Vladys Grutas rozbił filiżankę i zniszczył spokój Lectera. Teraz Hannibal sam zrobił to samo. Historia jego i Willa ma różne zakończenia.

- FBI będzie cię szukać – wtrąca cicho Bedelia. – Graham będzie cię szukać.

- Na to liczę – odpowiada cicho.

Tak cicho, że Bedelia nie wie, na które zdanie odpowiedział.